Skoro Aga masz takie doświadczenia to może wypowiesz się o zimowym Kościelcu. Byłaś?
owszem bylam i muszę powiedzieć, że byl dla mnie zimą rzeczywiście niebezpieczny, ze względu na malą ilość pól śnieżnych, którymi by można bylo zrobić obejście, z reguly dużo lodu i dużo skaly, szczególnie pod szczytem
kościelec - jak wiecie - slynie z największej zabijalności
ale za to dużo bardziej lajtową alternatywą na zimę wg mnie jest Zadni Kościelec, gdzie można dojść praktycznie po samym tylko śniegu.
rok temu przez zwyklą nieuwagę spadl z przelęczy kościelcowej mój przyjaciel. Mianowicie chcial zjechać na dupie, ale byl kijowy śnieg (lodoszreń) i nie udalo mu się wykręcić w prawo, wycelowal w niewielki uskok skalny, zatrzymal się dopiero na tafli stawu w dolinie świckiej, fikolkując , spadając na glazy, wybijając się z nich do góry i spadając na inne. wbil sobie czekan w dwa miejsca (5mm od tętnicy) zlamal obojczyk, zarobil wstrząs mózgu i nigdy ale to to nigdy nie będzie się wspinal na pewno juz.
ja też tego nie zapomnę jak on lecial, bylam pewna, że nie żyje juz..
dlatego tej góry ja nie cenie sympatią - z osobistych względów.
mam z nią porachunki i pragnę pomścić przyjaciela.
wysadzę Kościelec w powioetrze. podloże 200kg ladunku i niech wypier... z mapy ta h...jowa góra