a ja chętnie poczytam,co też ci ratownicy sobie myślą...choć generalnie się z Tobą zgadzam,jeśli chodzi o TOPR-LadyTatrzanka pisze:jesli chcesz wiedziec co to nzaczy byc ratownikiem...to spytaj samych ratoniwkow co myslą o kobietach w tym zawodzie...( ja ich opinie znam ale mi peniw enie uwierzysz) albo jeszcze lepiej spytaj ich rodzin co na ten temat myslą..
Magia czerwonych polarów TOPRu :D
z miłą chęcia bym porozmawiała z ratownikami i zasięgneła ich opinii, z własnego doświadczenia znam tylko opinie ratowników WOPR z helu, nie widza nic złego jeżeli maja obok siebie dziewczyny, jezeli chodzi o irytacje, to cos Ty:) przeciez ja nie chce się kłócić, obrzucać wyzwyskami tylko sobie podysputować:) nudne bywają dyskusje gdy wszyscy sobie przytakują, w sumie sama bym chciała poznac opinie ratowników, a jeżeli chodzi o ratownictwo to własnie interesuje mnie samo w sobie, nie jako praca etatowa tylko ochotnicza, ale ja po prostu nic nie wiem: ani jak tak mozna ani na nartach nie umiem jeździć ani czy da sie to pogodzić, żaden ze mnie spec ale taki mam cel, ktoś powiedział "że zycie jest inne od marzeń" i pewnie pokaże jak będzie, ale przed czasem z celu nie zrezygnuje:)
to fakt, przecież żaden egzaminator (no ta osoba co wszystkim kieruje:P) nie wpuści na plaże ratownika który nie umie świetnie pływać; albo ratownika górskiego który np nie jest mistrzem wspinaczki, tego chyba nawet nie trzeba mówić. choc powiem Ci że niektórzy łacza to z przygodą, moi kuzyni - ratownicy uwielbiają tą pracę, szkolenia na skuterze wodnym to dla nich przygoda, sprawdzanie siebie, ale żaden z nich nigdy nie zaniedbał obowiązków.
Co do predyspozycji to sie calkowicie zgadzam....fizyczne to ważna kwestia...psychiczne jeszcze istotniejasza.,..a ja do tego dodalabym jeszcze coś w aspekcie osobowościowym...jakas godnośc osoby...czyli odpowiedzialnośc, uczciwośc, sumienność, szacunek dla czlowieka i jego życia....oraz cechy, ktore jednym slo]wem da się nazwać człowieczeństwem
A wiesz, że M.Jagiełło w "Wołaniu w górach" pisze miejscami coś wręcz przeciwnego. Może nie zagłębia się bardzo w ten temat, ale wspomina, że dla młodszych stażem taka akcja ratunkowa to przede wszystkim przygoda. Oczywiście, podporządkowują się oni naczelnikowi, starają się jak najlepiej wykonać zadanie, ale nie przeszkadza to traktować akcji własnie jako przygody (to, że w ten sposób pomaga się innym ludziom to dodatkowa zaleta).AdiK pisze:Pracy w ratownictwie (jakimkolwiek - górskim, wodnym czy lądowym) nie można traktować jako przeżycie przygody, tam chodzi przecież o ratowanie ludzi!
Tak ale tez nalezy zauwazyć, że jesli Ci mlodzi nie naucza sie odpowiedzialnściz wiekiem doświadczenia, tylko stale pozostanie dla nich to tylko zabawą to albo staną sie niebezpieczni dla otoczenia albo dla samych siebie....generalnie tak czy owak zrezygnują, bo taka praca nie moze być tylko] zabawą, bo ciezka zabawa szybko meczy i nudzi...za duzo kosztuje aby traktowac cos takiego jak zabawe...ratowanie ludzi to powolanie....a co do autora tej ksiażki....to On ewidentnie powaznie podchodzi zarowno do sprawy ratownictwa jak i do strawy literacko bibliotecznej...pozdrawiam
Nie przeczę. Ale może, żeby odkryć to powołanie, to trzeba rozpocząć od zabawy/przygody? Mało który 20-letni człowiek stwierdza, że jego powołaniem jest ratowanie ludzi.Tatrzanka pisze:Tak ale tez nalezy zauwazyć, że jesli Ci mlodzi nie naucza sie odpowiedzialnściz wiekiem doświadczenia, tylko stale pozostanie dla nich to tylko zabawą to albo staną sie niebezpieczni dla otoczenia albo dla samych siebie (...) ratowanie ludzi to powolanie



