......odjęło mi mowę :aciu:
:brawo: :brawo: :brawo:
Iwona
jerry: weekend 31.VII - 1.VIII.2004
Tak, to jest legendarne wzniesienie, przeklinałem go już nie raz, bo wyrasta nagle, kiedy ekstremalnie zmęczony po OP człowiek już jedną ręką trzyma chłodne piwko w Murowańcu... A tu jeszcze trzeba się wdrapać na kolejny grzbiet...jerry pisze:po dojściu do stawu okazuje się, że aby dotrzeć do Murowańca musimy wejść jeszcze pod górkę i przeciąć grzbiet
Cześć
Jesteśmy pod wrażeniem Jerry. Właśnie skończyliśmy czytać Twoją relację z OP. Co do tego grzbietu to nie jest on taki straszny. Jednak po takim maratonie to wcale się nie dziwię - ja pewnie też bym pękał. Człowiek patrzy gdzie jest koniec, a tu....... jeszcze jedna "przeszkoda". Ciężko jest nieraz. Dzięki takim i podobnym sytuacjom, bardziej zapamiętujemy i doceniamy to - czego i gdzie dokonaliśmy.
:brawo: :brawo: :brawo: Jerry
Teraz sobie :dance: z radości - a co?
Pozdrawiamy
Wiola i Czesiek
Jesteśmy pod wrażeniem Jerry. Właśnie skończyliśmy czytać Twoją relację z OP. Co do tego grzbietu to nie jest on taki straszny. Jednak po takim maratonie to wcale się nie dziwię - ja pewnie też bym pękał. Człowiek patrzy gdzie jest koniec, a tu....... jeszcze jedna "przeszkoda". Ciężko jest nieraz. Dzięki takim i podobnym sytuacjom, bardziej zapamiętujemy i doceniamy to - czego i gdzie dokonaliśmy.
:brawo: :brawo: :brawo: Jerry
Teraz sobie :dance: z radości - a co?
Pozdrawiamy
Wiola i Czesiek



