Kolarstwo górskie kontra turystyka piesza
Kolarstwo górskie kontra turystyka piesza
Wydaje mi się, że nie ma na tym forum miłośników kolarstwa w wydaniu ekstremalnym a fascynacja górami niekoniecznie ogranicza się tylko do Tatr. Myślę więc, że mogę tu bezpiecznie opisać pewne zjawisko zaobserwowane ostatnimi laty na beskidzkich szlakach.
Chodzi mi o narastający problem(?) kolizji na linii kolarze górscy - turyści piesi. Rozpowszechnienie kolarstwa górskiego spowodowało, że na beskidzkich szlakach turystycznych pojawiła się duża ilość amatorów tego typu rozrywki, niejednokrotnie nie respektujących zasad pierwszeństwa w stosunku do turystów pieszych. Widziałem jak tacy „pseudokolarze” korzystali z wyciągu a potem na łeb na szyję zjeżdżali z góry nie bacząc na podążających w górę turystów. Sam nieraz musiałem schodzić z drogi takim pędzącym szaleńcom i uważać żeby nie zostać ochlapany błotem. Znam ludzi, których szalone pomysły nie znają granic i mimo tego, że ledwie co utrzymują się na rowerowym siodełku bez chwili namysłu byliby gotowi na tego typu karkołomne zjazdy.
I tu moje pytanie: co myślicie o udostępnianiu pieszych szlaków turystycznych dla kolarstwa górskiego?
Może temat ten nie ma bezpośredniego związku z Tatrami, ale zawsze można sobie wyobrazić, co by było gdyby tak ponownie udostępniono rowerzystom szosę do Morskiego Oka i podyskutować na ten temat.
Chodzi mi o narastający problem(?) kolizji na linii kolarze górscy - turyści piesi. Rozpowszechnienie kolarstwa górskiego spowodowało, że na beskidzkich szlakach turystycznych pojawiła się duża ilość amatorów tego typu rozrywki, niejednokrotnie nie respektujących zasad pierwszeństwa w stosunku do turystów pieszych. Widziałem jak tacy „pseudokolarze” korzystali z wyciągu a potem na łeb na szyję zjeżdżali z góry nie bacząc na podążających w górę turystów. Sam nieraz musiałem schodzić z drogi takim pędzącym szaleńcom i uważać żeby nie zostać ochlapany błotem. Znam ludzi, których szalone pomysły nie znają granic i mimo tego, że ledwie co utrzymują się na rowerowym siodełku bez chwili namysłu byliby gotowi na tego typu karkołomne zjazdy.
I tu moje pytanie: co myślicie o udostępnianiu pieszych szlaków turystycznych dla kolarstwa górskiego?
Może temat ten nie ma bezpośredniego związku z Tatrami, ale zawsze można sobie wyobrazić, co by było gdyby tak ponownie udostępniono rowerzystom szosę do Morskiego Oka i podyskutować na ten temat.
W zeszłym roku schodząc ze Skrzycznego miałam niebywałe szczęście nie zostać rozjechaną (chyba bardziej tu pasuje słowo roztrzastkaną) przed takiego właśnie downhillowca. On zjeżdżał szlakiem a ja schodziłam wzdłóż wyciągu. Jeden krok i było by po mnie, przemknął mi tuż przed stopami, chyb amnie nawet nie zauważył. Zakaz myślę niewiele tu pomoże, wariaci i tak będa jeździć, a uderzy to w tych, którzy jeżdżą repektując zasadę, że to piesi na szlakach maja pierwszeństwo. A ja tak lubię po górach rowerkiem jeździć
.
Jestem za udostepnieniem 
zjazd z Giewontu juz jednej, dwóch osób znacznie rozładuje kolejki tam tworzące się a i na innych szlakach tez rowery mile widziane.
Z Mokka kiedyś zjezdżałem ( minąłem max 10 osób podchodzących) - fajna zabawa pod warunkiem, że na górę nie ciagną tłumy czyli praktycznie ściezka mogłaby byc czynna w godzinach nocnych
zjazd z Giewontu juz jednej, dwóch osób znacznie rozładuje kolejki tam tworzące się a i na innych szlakach tez rowery mile widziane.
Z Mokka kiedyś zjezdżałem ( minąłem max 10 osób podchodzących) - fajna zabawa pod warunkiem, że na górę nie ciagną tłumy czyli praktycznie ściezka mogłaby byc czynna w godzinach nocnych
Ostro - ale popieram.Mariusz pisze:WON!!!
Kiedyś zjeżdżałem z Góry Bardzkiej (na dziewczyny padł blady strach - schodziły). Podchodzący byli bardzo uprzejmi. Schodzili mi z drogi. Sam też się zatrzymywałem, kiedy uznałem, że muszę. Jednak niebezpieczeństwo na jakie narażałem pieszych i siebie spowodowało, że już nigdy więcej nie zjeżdżałem i nie bedę... szalał po "żywym" szlaku.
Ps. Poza tym mój sprzęt nie nadaje się do takich "wariactw"
W naszych górach się z tym nie spotkałam (Chochołowskiej nie liczę,bo tam nie te prędkości
) ale w Dolomitach i owszem. Najgorsze było to,że słychać było z daleka,że ktoś pędzi na rowerku w dół a nie było widać i człowiek nie wiedział gdzie się podziać
Chyba bezpieczniej by było,gdyby trasy były oddzielone-podzielone.
Chyba bezpieczniej by było,gdyby trasy były oddzielone-podzielone.
Jak wiadomo, taki zjeżdżający rowerzysta na piaszczystej czy szutrowej nawierzchni praktycznie nie ma szans zatrzymania się.
Myślę, że póki nie dojdzie do jakiegoś znaczącego nieszczęścia i nagłośnienia tego narastającego zjawiska, nikt się nie zajmie unormowaniem tej chorej sytuacji. A może dojdzie do tego, że to sami zainteresowani wezmą sprawy we własne ręce. Aż strach pomyśleć do czego mogłoby to doprowadzić.
Tam, gdzie na jednym terenie spotykają się sprzeczne interesy zawsze będzie dochodziło do konfliktów. Powszechnie znane są przecież przypadki agresji na akwenach wodnych pomiędzy wędkarzami a kajakarzami czy amatorami sportów motorowodnych.
Miejmy nadzieję, że ktoś się tym wreszcie zajmie i w zdusi problem jeszcze w zarodku.
Dzięki za opinie!
PS. a Kerta wysłać z rowerem na Giewont!
Myślę, że póki nie dojdzie do jakiegoś znaczącego nieszczęścia i nagłośnienia tego narastającego zjawiska, nikt się nie zajmie unormowaniem tej chorej sytuacji. A może dojdzie do tego, że to sami zainteresowani wezmą sprawy we własne ręce. Aż strach pomyśleć do czego mogłoby to doprowadzić.
Tam, gdzie na jednym terenie spotykają się sprzeczne interesy zawsze będzie dochodziło do konfliktów. Powszechnie znane są przecież przypadki agresji na akwenach wodnych pomiędzy wędkarzami a kajakarzami czy amatorami sportów motorowodnych.
Miejmy nadzieję, że ktoś się tym wreszcie zajmie i w zdusi problem jeszcze w zarodku.
Dzięki za opinie!
PS. a Kerta wysłać z rowerem na Giewont!
Ja spotkałam się z takim czymś na Słowacji... Usłyszałyśmy tylko krzyk (nie wiadomo skąd), a potem śmignął zaraz obok nas... Przestraszyłyśmy się. Nie mówię o tym, że przed nami szło małżeństwo z małymi dziećmi... Prędkość jaką miał ten człowiek była niesamowita...
Myślę, że powinni odzielić trasy, bo to jest zbyt niebezpieczne.
Myślę, że powinni odzielić trasy, bo to jest zbyt niebezpieczne.
Cóż... Piesi by chcieli, żeby kolarze wylecieli z trasy, bo są niebezpieczni dla ich życia, kolarze twierdzą odwrotnie. Ale nie widzę powodu, dla którego można by im odmówić wjazdu na szlak. Fakt, szlaki są przeznaczone do chodzenia, nie jeżdżenia, ale ile jest w górach ścieżek rowerowych? Co do ustępowania pierwszeństwa - zupełnie nierealne jest, żeby kolarz mordujący się na podjeździe zatrzymywał się i ustępował schodzącemu z góry - a i jak jedzie z góry te 20 km/h to też ciężko, żeby za każdym razem się zatrzymywał. Niech piesi będą wyrozumiali, a kolarze górscy nie szaleją - i będzie dobrze. A jak ktoś powyznacza szlaki rowerowe to będzie można rozmawiać o wyganianiu rowerzystów.
Oczywiście nie mówię o Tatrach
Oczywiście nie mówię o Tatrach
już byłemAdiK pisze:Kerta wysłać z rowerem na Giewont!
patrz -> http://tatry.bozym.com/viewtopic.php?t=1183
Hmm... to przydałoby się również na Rysy i Orlą, ponieważ... :AdiK pisze:PS. a Kerta wysłać z rowerem na Giewont!
Kert pisze:zjazd z Giewontu juz jednej, dwóch osób znacznie rozładuje kolejki tam tworzące się
Z taką predkością, to ja jadę z górki koło mojego domu, a mieszkam na nizinachlukec pisze:a i jak jedzie z góry te 20 km/h to też ciężko, żeby za każdym razem się zatrzymywał.
Nie wiem jakich to terenów się tyczy... ale ja widziałam znacznie większą prędkość u rowerzysty na Słowacji... Znacznie, znacznie, znacznie... większą.
Agaar pisze:lukec napisał(a):
a i jak jedzie z góry te 20 km/h to też ciężko, żeby za każdym razem się zatrzymywał.
Z taką predkością, to ja jadę z górki koło mojego domu, a mieszkam na nizinach happy.
Nie wiem jakich to terenów się tyczy... ale ja widziałam znacznie większą prędkość u rowerzysty na Słowacji... Znacznie, znacznie, znacznie... większą.
Chodziło mi o ten idylliczny wariant, w którym rowerzyści jeżdżą ostrożnie - bo nawet wtedy nie byłoby możliwe, żeby rower zawsze puścił pieszego.. Ja po płaskim (czytaj raz w górę raz w dół - u nas nie ma "po płaskim
Pomarzyć możnalukec pisze:Niech piesi będą wyrozumiali, a kolarze górscy nie szaleją
Zjazd po stromym, wyboistym szlaku jest przeżyciem bardzo ekscytującym
Zatrzymywanie jest praktycznie niemożliwe, chyba że jedzie się powoli, ale chyba nie o to górskim rowerzystom chodzi. Jedyne rozwiązanie to osobne trasy - tylko na ile to realne
Chociaż w takiej Holandii widziałm - nie w górach oczywiście
lukec pisze:nie widzę powodu, dla którego można by im odmówić wjazdu na szlak
to pozostawiam bez komentarzalukec pisze:Fakt, szlaki są przeznaczone do chodzenia, nie jeżdżenia
co zaś dotyczy wyrozumiałości turystów pieszych, to są oni czasem aż nadto wyrozumiali – i całe szczęście! I jeszcze jedno:
a nie wydaje Ci się, że powinno być na odwrót – że to najpierw rowerzyści powinni zadbać o wyznaczenie takich ścieżek a dopiero potem hulaj dusza? To mi pachnie trochę Lepperem - metoda uprzykrzania komuś życia, żeby na kimś innym coś wymusić!lukec pisze:jak ktoś powyznacza szlaki rowerowe to będzie można rozmawiać o wyganianiu rowerzystów
Im też w sumie powinno zależeć na własnym bezpieczeństwie.AdiK pisze:rowerzyści powinni zadbać o wyznaczenie takich ścieżek
tu chodziło mi o tereny rekreacyjne - parki np. Chyba była jeszcze ścieżka dla łyżworolkowców.ryb-ka pisze:osobne do ruchu pieszego, rowerowego i jeszcze ...konnego
U nas chyba też powoli idzie w tym kierunku, tras rowerowych w górach przybywa.
Więcej tras + zakaz jazdy po szlakach pieszych.
Ja, tak jak Czesiek, odbyłam jeden taki zjazd w życiu - i wystarczy. Aż takich dawek adreenaliny mi nie trzeba, a mam już świadomość zagrożeń.
Niezbyt dobrze to ująłem. Chodziło mi o to, że teoretycznie szlaki są wyznaczone do chodzenia. A w praktyce to się w ogóle nie sprawdza. O ile na terenach takkich jak Świętokrzyskie, na któryych rowerzysta mija pieszego co dwie godziny, to nie sptawia większych problemóþw, o tyle gdzie indziej może już być gorzej. Nie wiem, nie miałem do czynienia z naprawdę niebezpiecdzną sytuacją rower - pieszy. Chociaż wydaje mi się, że rowerzyści barzdo rzadko może się zdarzyć wjechać w pieszego - najprawdopodobniej jednak go ominie, choćby i miał się wpierniczyć w coś innego - taki ludzki odruch.AdiK pisze:lukec napisał(a):
nie widzę powodu, dla którego można by im odmówić wjazdu na szlak
lukec napisał(a):
Fakt, szlaki są przeznaczone do chodzenia, nie jeżdżenia
to pozostawiam bez komentarza
To już trochę co innego. To nie jest uprzykrzanie życia komuś - to jest ułatwianie życia samemu sobie. Czy ktokolwiek wierzy, że jak bikerzy zbiorą w cholerę podpisów i napiszą petycję to nagle rząd pobiegnie do lasu przecierać ścieżki? Prędzej już sami byśmy musieli iść z maczetą w las i robić przejścieAdiK pisze:lukec napisał(a):
jak ktoś powyznacza szlaki rowerowe to będzie można rozmawiać o wyganianiu rowerzystów
a nie wydaje Ci się, że powinno być na odwrót – że to najpierw rowerzyści powinni zadbać o wyznaczenie takich ścieżek a dopiero potem hulaj dusza? To mi pachnie trochę Lepperem - metoda uprzykrzania komuś życia, żeby na kimś innym coś wymusić!
Re: Kolarstwo górskie kontra turystyka piesza
Proponuje szlaki oddać rowerzystom. Myśmy już się nachodzili. Możemy teraz troche na dziko. Niech biedni rowerzysci poznają dobre serca piechurów.AdiK pisze: I tu moje pytanie: co myślicie o udostępnianiu pieszych szlaków turystycznych dla kolarstwa górskiego?







