I jeszsze to ,że niektórym przydał by się niejaki umiar w wypowiedziach ,jeżeli ich treść nie jest jednoznacznie oczywista ,a tym bardziej ,jeżeli jest kontrowersyjna a już z pewnością ,gdy jest niesprowokowanie napastliwa.
Modlitwa w górach
Iwa, nie trzeba uciekać aż tak daleko do innych wyznan. Śpiewanie pieśni religijnych i inne zewnętrzne przejawy są nieistotnym elementem wiary wiec nietrudno będzie znaleźć chrześcijanina, któremu będzie to przeszkadzało, i to nawet bardziej niż powodując lekkie niestrawności jak u Mariusza.Iwona pisze: by nie narzucać się za bardzo innym ludziom w schroniskowej jadalni....bo wyobraź sobie sytuację,gdy spotykają się tam turyści różnych wyznań i każdy odprawia swoje"modły"...niezły galimatias,co?![]()
Hehe, rozumiem, że masz jakąś listę, jakich tematów nie należy poruszać w śpiewanych piosenkach?daniel77 pisze: ale faktycznie udalo mi sie ich uciszyc - jak to ktos napisal wiarą nie nalezy sie obnosic a ze na czarnych reaguje alergicznie - coz...
Kwestia priorytetów - co dla kogo ważniejsze. (heh, najpierw napisałem, potem przeczytałem post MarcysiaAgaar pisze: Zawsze mi przypada, że będąc w Tatrach, jestem tam jedną lub dwie niedziele (razem z dojazdem ) i nie bywam na mszy... Ponieważ jeżeli chodzę cały rok, to akurat na wyjeździe mogę sobie odpuścić i nie tracić wyjścia w góry...
Ostatnio zmieniony wt 27 gru, 2005 przez MiG, łącznie zmieniany 1 raz.
Mogą być takie okoliczności, że mogą przeszkadzać, np. zakonnikowi, który pogrążony jest w głębokiej medytacji albo turyście, który chciałby pobyć w jako takiej ciszy.grumblers pisze:Mariusz - przeszkadzają Ci osoby modlące się na głos?
[ Dodano: Wto, Gru 27, 2005 20:01 ]
Moim skromnym zdaniem Bog się nie obrazi, ale niektorzy ludzie chyba tak.Agaar pisze:[ Myślę, że Bóg "nie obrazi" się za to, że nie pójdę akurat raz do kościoła jak jestem w górach. Mogę przecież pomodlić się na szlaku...
Czyli przeszkadzają nie tyle osoby głośno modlące się, co głośno zachowujące się - chyba tak można to uogólnić. W tym względzie moje odczucia podobne są do Mariuszowych - raczej mi to przeszkadza, ale staram się tolerować/ignorować i raczej nie zwracam uwagi takim osobom.
[ Dodano: Wto, Gru 27, 2005 20:07 ]
[ Dodano: Wto, Gru 27, 2005 20:07 ]
Bo jest miłosierny (co jednak nie znaczy, że należy tego cynicznie nadużywać).Zygmunt pisze: Moim skromnym zdaniem Bog się nie obrazi
Moim skromnym zdaniem to działa raczej w drugą stronę: jeśli jestem dobrym czlowiekiem to jestem prawdziwym chrześcijaninem. Ci którzy nazwywali się prawdziwymi chrześciajanami czynili różne rzeczy w historii ludzkości, dobre i złe. Samo nazywanie, mówienie i obnoszenie nic a nic nie znaczy. Przepraszam za skrajny przykład, nie odnoszę tego do nikogo konkretnego: najbardziej obosili się ze swoją wiarą faryzeusze. Nie chce podawać cytatów, aby nie zapędzić tej dyskusji zbyt daleko, ale każdy chyba i tak je znagrumblers pisze: Po drugie: Daniel uważa, że z wiarą nie należy się obnosić... A dlaczego nie? Jeżeli jestem prawdziwym chrześcijaninem, to jestem też dobrym człowiekiem. Dlaczego inni nie mają tego wiedzieć?
A za oknem pada śnieg ...
Skoro uciszyłeś ich grzecznie to nie mam obiekcjidaniel77 pisze:no z k&%*&^ to zartowalemale faktycznie udalo mi sie ich uciszyc - jak to ktos napisal wiarą nie nalezy sie obnosic a ze na czarnych reaguje alergicznie - coz...
Iwona ma całkowitą rację. Wiara jest sprawą osobistą, nie trzeba się z tym obnosić, zwłaszcza jeśli przeszkadza to innym. Trzeba brać pod uwagę to, że są też i niewierzący, czy wyznawcy innych religii którym to może przeszkadzać. To się nazywa chyba tolerancja, która powinna działać w obie strony.Iwona pisze:"dobry" człowiek nie musi obosić się na prawo i lewo ze swoją dobrocią...to inni nas "ocenią"...i nie wcale po medaliku na łańcuszku,czy kolędach w schronach...żyjmy i pozwólmy żyć innym
Prawdziwy chrześcijanin nie musi zaraz tego wszystkim wokół rozgłaszać. Wystarczy, że nim jest. Bo czasem głoszenie tego wszem i wobec może zahaczyć o dewocje.
A swoją drogą jestem ciekaw jak by się zachowali ludzie, gdyby nagle w schronisku jakiś Muzułmanin rozłożył dywanik, zwróciłby się na wschód i zaczął głośno modlić i śpiewać. Czy wszystkim Katolikom by to nie przeszkadzało? Raczej szczerze w to wątpię.
trafne uogólnienieMiG pisze:Czyli przeszkadzają nie tyle osoby głośno modlące się, co głośno zachowujące się - chyba tak można to uogólnić
Ja bym się z chęcią temu dyskretnie przyjrzała....tomek.l pisze:A swoją drogą jestem ciekaw jak by się zachowali ludzie, gdyby nagle w schronisku jakiś Muzułmanin rozłożył dywanik, zwróciłby się na wschód i zaczął głośno modlić i śpiewać
Zwrócił by się w stronę Mekki raczejtomek.l pisze:gdyby nagle w schronisku jakiś Muzułmanin rozłożył dywanik, zwróciłby się na wschód i zaczął głośno modlić i śpiewać
Wiara to sprawa osobista, jeśli wymaga modlitw i śpiewów w miejscach publicznych, to z uszanowaniem dla otoczenia. Myślę, że żaden Bóg nie obrazi się gdy modlitwa będzie cicha
Ale jak ktoś musi - staram się zrozumieć...
"kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień"Zygmunt pisze:jestem tylko wstrętnym grzesznikiem
Zgadza się, ale Agnieszkadagomar pisze:Agata jest młoda
Podsumowując: każdy do wiary podchodzi w inny sposób... Jeden chodzi co niedziele do kościoła gorliwie się modląc, inny chodzi - by chodzić, a niektórzy bardziej cenią sobie modlitwę "sam na sam" z Bogiem... Dla mnie byle było to szczere... Nieważnie gdzie i kiedy. Tyle na ten temat
Aha... bo może być niezrozumiałe stwierdzenie "sam na sam". Po prostu nie chodzi o to żeby był do koniecznie kościół pełen ludzi i msza, a swobodna rozmowa.
Wydaje mi się Agnieszko, że nie rozumiesz istoty Mszy Świętej. To nie jest tylko wspólna modlitwa... Nie neguję potrzeby i celowości samotnej modlitwy w dowolnym miejscu na świecie, jednak znaczenie Eucharystii zarówno dla wspólnoty Kościoła jak i dla każdego z jego wiernych jest fundamentalne. Ofiara Jezusa Chrystusa - Jego Śmierć i Zmartwychwstanie w każdej Mszy Świętej.Agaar pisze:Jeden chodzi co niedziele do kościoła gorliwie się modląc, inny chodzi - by chodzić, a niektórzy bardziej cenią sobie modlitwę "sam na sam" z Bogiem
pozdrawiam
Marcys
marcys napisał:
Pozdrawiam, Izabela
- to co napisałeś jest piękne i proste, tak proste, że wielu przerasta....nigdy nie zdarzyło mi się opuścić w górach Mszy Świętej. Zawsze da się tak zorganizować wycieczkę, żeby być albo w niedzielę bladym świtem, albo w sobotę wieczorem, albo o dowolnej innej porze dnia. To kwestia priorytetu. Jeśli na serio traktuję swój katolicyzm, to planowanie niedzieli zaczynam od ustalenia dokąd i kiedy mogę pójść na Mszę Świętą i ewentualnie do tego dopasowuję resztę programu dnia.
Pozdrawiam, Izabela
Nie wiem czy Aagar rozumie istote mszy św. [pewnie umiałaby podać analogiczną 'definicję'], ale wydaje mi się, że mimo wypominanego tutaj jej wieku rozumie/czuje intuicyjnie istote wiary. Gdyby była moją córką to w duchu bym się cieszył z takiego podejściamarcys pisze: Wydaje mi się Agnieszko, że nie rozumiesz istoty Mszy Świętej....
ps. Mariusz, może ta dyskusja powinna się znaleźć w hyde parku?
[ Dodano: Sro, Gru 28, 2005 10:14 ]
marcys napisał:
nigdy nie zdarzyło mi się opuścić w górach Mszy Świętej. Zawsze da się tak zorganizować wycieczkę, żeby być albo w niedzielę bladym świtem, albo w sobotę wieczorem, albo o dowolnej innej porze dnia. To kwestia priorytetu. Jeśli na serio traktuję swój katolicyzm, to planowanie niedzieli zaczynam od ustalenia dokąd i kiedy mogę pójść na Mszę Świętą i ewentualnie do tego dopasowuję resztę programu dnia.
Czyli katolicy tak rozumiejący swój katolicyzm wykluczają możliwość dłuższej wyprawy [np. pt, sb, niedz, pon] w czasie której nie schodzi się do cywilizowanego miejsca?
Miałam nie pisać już... ale nie mogę...marcys pisze:Wydaje mi się Agnieszko, że nie rozumiesz istoty Mszy Świętej. To nie jest tylko wspólna modlitwa...
Moje słowa mogą być niezrozumiałe. Chodzi mi w tym wszystkim o to, że nie msza św. jest najważniejsza. Bo nie jest... Nie zawsze gdzieś jest kościół, nie zawsze ktoś może do niego dojść. I nie jest ważne czy zmówię rano modlitwę klęcząc w domu, czy biegnąc na autobus... Byle szczerze. Istota: nie ważne gdzie, tylko byle szczerze, ale to już pisałam
@ Agaar,
jednak się nadal nie rozumiemy, zwłaszcza tam gdzie starasz się porównać sakrament z modlitwą... Bo ja się zgadzam, że nie jest ważne gdzie się Msza Święta odbywa - może być na plaży, na hali, na ulicy, czy w pięknej katedrze, ale może też być w więziennej celi, przy szpitalnym łóżku itd... Ale tobie Agnieszko nie chodzi o to, czy ważne gdzie, tylko porównujesz Mszę Świętą z modlitwą, a to nie jest ta sama płaszczyzna porównania...
@Zygmunt vel Zyfri
Nigdy nie byłem postawiony przed takim wyborem. W Twoim konkretnym przykładzie zaplanowałbym te cztery dni tak, aby nie kolidowały z niedzielą... W przypadku długotrwałych wypraw (takie np. Himalaje) to jest zupełnie inna sprawa. Nigdy nie byłem postawiony przed takim problemem... Może wykrętną, ale chyba prawdziwą odpowiedzią jest, że wtedy poprosiłbym o pomoc spowiednika. Tym niemniej jestem przekonany, że raczej nie byłoby tu problemu. To jest kwestia odpowiedzi na pytanie - czy mam możliwość. Jeśli jestem w Tatrach, to zawsze taką możliwość mam.
pozdrawiam
Marcys
jednak się nadal nie rozumiemy, zwłaszcza tam gdzie starasz się porównać sakrament z modlitwą... Bo ja się zgadzam, że nie jest ważne gdzie się Msza Święta odbywa - może być na plaży, na hali, na ulicy, czy w pięknej katedrze, ale może też być w więziennej celi, przy szpitalnym łóżku itd... Ale tobie Agnieszko nie chodzi o to, czy ważne gdzie, tylko porównujesz Mszę Świętą z modlitwą, a to nie jest ta sama płaszczyzna porównania...
@Zygmunt vel Zyfri
Nigdy nie byłem postawiony przed takim wyborem. W Twoim konkretnym przykładzie zaplanowałbym te cztery dni tak, aby nie kolidowały z niedzielą... W przypadku długotrwałych wypraw (takie np. Himalaje) to jest zupełnie inna sprawa. Nigdy nie byłem postawiony przed takim problemem... Może wykrętną, ale chyba prawdziwą odpowiedzią jest, że wtedy poprosiłbym o pomoc spowiednika. Tym niemniej jestem przekonany, że raczej nie byłoby tu problemu. To jest kwestia odpowiedzi na pytanie - czy mam możliwość. Jeśli jestem w Tatrach, to zawsze taką możliwość mam.
pozdrawiam
Marcys





