W sobote ma juz nie padac !! Wg wszelkich prognoz ale zastanawiam sie jak bede wygladal wracajac .... stuptutow nie mam, spodnie klasycznie dlugie - pewnie beda uwalone do kolan w blocie - ze o butach nie wspomne.
Bede budzil ogolne zainteresowanie idac w Poznaniu z PKS na PKS nawet zdjecie sobie zrobie chyba.
Bo cos widze ze nic nie bedzie w stanie przekonac mnie zeby nie jechac
ryb-ka
Dziękuję za chęci ... ale niestety nie jadę. A co do warunków w sobotę ... to NIE KRAKAĆ !! Z tego co widzę to będzie SUPER POGODA (w końcu podobno farciarz nieziemski jestem - więc należy się jak psu buda).
Czesiek
Jednak się nie spotkamy ale ... coż ... Tatry ... sam wiesz jak jest :love:
Postaram się na bieżąco składac relacje smsowe i po powrocie coś wrzucic na forum chociaż jak widzę opisy innych forumowiczów, to ja się chowam .... ale co tam ... najwyżej nikt tego nie przeczyta.
Zabieram jednak aparat i będę pstrykał - mam jakies 25 klatek wolnych - na 1 dzień może starczy.
A co do spotkania to po prostu musimy dogadać inny termin - niestety przyszły tydzień też odpada bo jadę w odwiedziny do domu. A może 14?? Kto wie ... kto wie .... będę wiedział więcej dopiero koło 10.
O la la.... niezła relacja się rozkręca...
Jerry dotarł na Zawrat o 9:20, czyli ma przed sobą mnóstwo czasu i piękną pogodę... Coś czuję, że będzie rekord, chyba że utknie w korkach...
Trasa Zakopane --> OP --> Zakopane w jeden dzień to naprawdę ekstremalne przejście. Nie wiem, czy bym dał radę - no chyba, że w jedną stronę kolejką. Ja do takich tras startuję i finiszuję w Murowańcu.
Gratulacje Jerry - pomachaj ode mnie miśkom w Lesie Gąsiennicowym, wracając z Krzyżnego.
piękna sprawa, dzisiaj podczas mojej wycieczki rowerowej miałem kontakt telefoniczny z Jerrym bo byłem ciekawy. O godzinie 13 Jerry pokonywał ostatniego Granata a już potem czyli o 15 Jerry siedział na Krzyżnem. Razem ze sKoTim siedząc na piwku w Zdunce dowiedzieliśmy się od Jerrego o zakończonej misji na OP.
Brawo Jerry tak trzymać,nawet nie wiesz jak ci zazroszcze OP w jeden dzień to nielada wyczyn.Mam nadzięję że kiedyś i ja zdołam pokonać tą trasę za jednym podejściem.
Wjechal, wjechal ... na szczescie bo tylko dlatego dalem rade dojsc do konca ... ale zejscie to juz prawdziwa meczarnia. Pozdrawiam juz z Kargowej. Mysle ze napisze jakies krotkie sprawozdanko i wrzuce do tego tematu.
Mariusz
Mysle ze mozesz wrzucic ten topic do tematu powiazanego z nim: 'jerry'-weekend...' wtedy calosc bedzie w jednym miejscu ... ale zrobisz jak uwazasz
Czesiek
Masz racje ... na pewno najszczesliwszy ... wlasnie po to jezdze w Tatry: zeby podziwiac i sie zmeczyc. Po siedzeniu przed kompem prawie caly czas i pracy typowo psychicznej, musze wypoczac psychicznie. A to znaczy ze musze sie prawie zarobic fizycznie, zeby nie byc w stanie myslec o niczym innym (oprocz tego jak nie spasc w przepasc). To chyba dlatego w gorach chodze szybko i dlugo, a rowerem jezdze ze srednia w okolicach 24-25km/h.
Słowo się rzekło …. drobne sprawozdanie z szybkiego wyjazdu na OP.
Piątek o 13 urywam się z roboty i szybkie pakowanie. Prognozy były jak najbardziej pomyślne, więc nie zastanawiałem się długo (prawdę mówiąc już od poniedziałku wiedziałem, że tylko burze i ulewy mogą mnie powstrzymać). O 14:50 siedziałem już w autobusie PKS do Poznania. W Poznaniu spacer na dworzec PKP i o 18:15 ruszam do Zakopanego.
Jako że jazda samotnie w przedziale nie należy do moich ulubionych, z chęcią zgadzam się na towarzystwo pary. Ale jak się okazuje po paru godzinach … jeśli chciałbym się przespać w pociągu … to na pewno nie z takim towarzystwem w przedziale. Dość powiedzieć, że zanim dojechaliśmy do Zakopanego wypili po 4 piwa i po 1 winie marki ‘wino’, do tego cały czas grał magnetofon. Na pytanie na ile jadą i po co, pada odpowiedź: „Pić piwo, wino i słuchać zajebistej muzyki - tak przez 2 tygodnie”. No cóż, dobrze, że chociaż na szlaki się nie wybierają.
Do Zakopanego docieram o 5:45 – idealnie z rozkładem jazdy, po nieprzespanej nocy (no … może zdrzemnąłem się godzinę). Pierwsze kroki kieruję do sklepu Społem (to ten w drodze na Krupówki) który jest czynny całą dobę. Szybkie zakupy (śniadanie i woda) i powrót na dworzec PKS. Tutaj już stoi podstawiony bus do Kuźnic, ale jak się okazuje zanim dociera do miejsca przeznaczenia ‘zachacza’ o Olczę J. Pod kolejką lądujemy jednak już o 6:30. Kupuję bilet … i tutaj miłe zaskoczenie … pierwszy kurs rusza kiedy zbierze się komplet, czyli o 6:40. W ten sposób o 7:00 jestem na Kasprowym i mogę zacząć …
Pierwsze 20 minut jest koszmarne. Jeszcze przed przełęczą Świnicką myślałem że spuchnę i będzie po marszu. Jednak po kolejnych 30 minutach udaje mi się złapać właściwy rytm. Na Świnicę docieram w czasie o 30 minut krótszym niż zakłada mapa. Tam krótki odpoczynek, pogawędka z trzema chłopakami, którzy idą do 5ki przez Zawrat i ciąg dalszy. Przy zejściu ze szczytu niecodzienny widok … bałwan (no … może bałwanek – 30cm) zwyczajny śnieżny bałwan J ustawiony już jakiś czas temu z ubitego śniegu trzyma się dzielnie pomimo słońca, czterodniowego deszczu i czynników ludzkich. Do tego momentu widoki po stronie ‘naszej’ zerowe za to po ‘ichniej’ zerowe jest … zachmurzenie. Widać za jak szybko wiatr przegania chmury z jednej strony grani na drugą. Dalsza część szlaku na przełęcz Zawrat przebiega bezproblemowo – zero śniegu, pomimo dużych opadów kamienie i skały suche, do tego chmury coraz rzadsze i widać coraz więcej.
Wczesne wyjście na szlak pozwala mi uniknąć tłumów i korków na łańcuchach. Wystarczy, że muszę się zmagać z torbą z aparatem wiszącą przez ramię. Już teraz wiem, że noszenie oddzielnie aparatu na OP jest pomysłem do ….
Na przełęczy Zawrat spotykam dwóch chłopaków, z którymi kontynuuję dalszą wędrówkę. Od tego momentu chmury wysokie znikneły niemal całkowicie, a zostały tylko niskie. Niestety nie dane było mi zobaczyć widma pomimo słońca i niskiego pułapu chmur L . Po kolejnej godzinie i krótkiej rozmowie z chłopakami dowiaduję się, że wzięli tylko 1 butelkę wody mineralnej na dwóch, na szczęście ja mam dwie J.
Będąc na odcinku miedzy Żlebem Kulczyńskiego a zielonym szlakiem słyszę łomot i krzyk ‘UWAGA!’ Ktoś idąc szlakiem zruszył kamień wielkości telewizora, który spadł żlebem pociągając za sobą kilkanaście mniejszych kamieni. Żeby było ciekawiej, żlebem tym prowadzi szlak!! Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale widziałem jak ludzie uciekali przed kamienną mini lawiną.
Idę dalej … do Granatów i szlaku żółtego nie po raz pierwszy, ale dalsza część w kierunku Krzyżnego to dla mnie nowość. Mój brat miał rację - rzeczywiście ten kawałek jest bardzo ciekawy, sporo ubezpieczeń, ale są też miejsca, gdzie ich nie ma, a mogłyby być.
Na Krzyżne docieram około 16 i jestem z siebie dumny. Krótki postój i czekam na chłopaków, którzy zostali jakieś 15 minut z tyłu. Rzut oka na panoramę z Krzyżnego i rozpoznanie szczytów i rozpoczynamy zejście do Murowańca. …. No i się zaczyna ….
Początek jest OK., schodzi się sprawnie, po drodze uzupełniamy w strumieniu niedobory wody, ale po dojściu do stawu okazuje się, że aby dotrzeć do Murowańca musimy wejść jeszcze pod górkę i przeciąć grzbiet. A My mamy już dosyć! Nogi bolą coraz bardziej, ale docieramy do schroniska … szybka decyzja że nie zatrzymuję się tylko idę dalej. Dwójka współtowarzyszy zostaje w schronisku i czeka na obiad.
Po drodze do Kuźnic wyprzedza mnie już chyba każdy … nawet rodzice z 6-cio letnimi dziećmi. Ale 1.5 godziny docieram i wygodnie zajmuję miejsce w Busie. Kurs na Krupówki … obiadek w Pstrągu … piffko … i niestety pociąg. Kolejne 16 godzin w podróży (na szczęście przespałem całą noc) i o 15 ląduję w swoim pokoju w Kargowej.
I już zaczynam kombinować kiedy będzie następny raz ….