Czasy przejść

Także o noclegach, mapach, pogodzie, literaturze...
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

Mimo ,że w tej chwili czasy wszystkich szlaków mam w głowie ,a rozmów przez komórkę nie prowadzę ,jedno i drugie (co prawda schowane) ,a także i mapę ,która właściwie też jest mi niepotzebna ,noszę. Ze względu na zasady i t.zw.nieprzewidziane okoliczności
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Zgadzam się z dagomarem ,ja również noszę mapę tylko tak na wszelki wypadek (bardzo się przydaje,gdy tłumaczy się coś laikowi na szlaku),komórka to dobra rzecz właśnie ze względów bezpieczeństwa-wszelkie telefony i smsy są drażniące na szlaku.Zegarek noszę ale głównie wtedy jak się wybieram na jednodniowy wypad na Słowację autobusem i wtedy jestem jakby bardziej uwiązana,bo czasu niestety trzeba pilnować,aby jakoś wrócić do Zakopca.No a tak ogólnie to w górach tracę poczucie czasu i muszę się nieźle zastanawiać jaki mamy obecnie dzień tygodnia.;)

P.S dagomar dzięki za maila :)
Awatar użytkownika
Mariusz

-#8
Posty: 5763
Rejestracja: pn 15 wrz, 2003
Lokalizacja: Marki

Post autor: Mariusz »

Jak dla mnie:
KOMÓRKA - nie drażni ani trochę. Z reguły jest przytroczona gdzieś na wierzchu i służy do: kontrolowania bieżącej godziny, zapisywania czasów przejść, odbierania/wysyłania smsów. Dzwonek jest wyłączony i raczej unikam rozmów. Funkcja najważniejsza, to oczywiście kontakt z ratownikami "w razie czego". Funkcja niepożądana - przyciąganie piorunów.
MAPA - zawsze mam przy sobie mapę plus panoramy. Nie uważam się za topografa lub wybitnego znawcę gór, dlatego czasem zerkam na przebieg szlaków, czy inne parametry.
ZEGAREK - nigdy czegoś takiego nie nosiłem - swędziała by mnie ręka.
:)
andaluzja

-#3
Posty: 120
Rejestracja: śr 06 paź, 2004
Lokalizacja: Wa-wa

Post autor: andaluzja »

Komórkę mam wyłączoną w plecaku, wiem, ze moze się przydać. jesli chodzi o wydarzenie, o którym wspomniałam. Rok temu moja przyjaciółka postanowiła się wybrać w góry- pierwszy raz w Tatry. Pierwszego dnia zrezygnowała z gór, ponieważ jest osobą raczej towarzyską i wolała zawierać interesujące znajomości w Zakopanem :-) Drugiego dnia postanowiła dołączyć do nas, a szliśmy na Czerwone Wierchy. Powiedziałam jak to wygląda, ile to zajmie, a ponieważ trasa nie jest trudna, więc stwierdziła, że idzie. Wchodziliśmy niebieskim i mimo wszystko prosiłam,żeby sms-y odczytywała jak się zatrzymamy , a nie podczas wchodzenia. Na Czerwonych schowała na chwilę komórkę, bo bała się patrzec w dół ( jest wrażliwa na ekspozycję jak się okazało ) , wyjęła ją na Ciemniaku. Naprawdę byłam już zła, bo moje ciągłe prośby trafiały obok. No i przy zejsciu z Ciemniaka , mały poślizg, upadła i zaczęła walczyć z bólem kostki. Nie dało się jej sprowadzić, bo nie mogła stanąć na nodze. usiadła, zdjęła but i w jednej sekundzie noga zrobiła się jak wielki klocek drzewa w okolicy kostki. Nie dała już nawet rady wstać z bólu, więc zabrał ją helikopter, noga w gips- drugiego dnia pobytu w górach. Iwonko, moze i to źle zabrzmiało, ale moja serdeczna przyjaciółka bagatelizuje do tej pory całą sytuację i twierdzi, ze nie ma znaczenia czy to góry czy ulica, bo taki wypadek może zdarzyć się wszędzie. Cóż, pewnie ma rację :-)
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

Tak , może zdarzyć się wszędzie ,ale parę lat temu w Wąwozie Kraków człowiek po złamaniu nóg umarł prawdopodobnie z głodu (znaleziono go dużo póżniej) ,co prawda komórka by mu też w tym konkretnym miejscu nie pomogła ,ale ...
Awatar użytkownika
Hannibal

-#7
Posty: 3264
Rejestracja: sob 03 gru, 2005
Lokalizacja: Warszawa/ Grodzisk Maz.

Post autor: Hannibal »

Hogarth pisze:no to teraz kilka moich czasów...z ostatnich kilku lat...mam zapisane

Kuźnice - Boczań - Murowaniec 0h58
Skrajny granat - krzyżne 2h12
Krzyżne-Murowaniec 1h20
Chochołowska-Grześ 0h37
Wołowiec-Starorobociański 2h54

i absolutny rekord, praktycznie nie do pobicia, ale lecielismy biegiem Giewont - wylot Strążyskiej 0h36
ad 1) nieźle, ale można lepiej
ad 2) kiepsko - ja już po całym dniu chodzenia, od Krzyżnego do Koziego Wierchu przeszedłem w 2 godz.
ad 3) może być (ale musiałeś chyba zbiegać)
ad 4) też podobnie szedłem
ad 5) ja chyba szedłem niecałe 2 godz.
ad 6) głupota :)
Awatar użytkownika
Hannibal

-#7
Posty: 3264
Rejestracja: sob 03 gru, 2005
Lokalizacja: Warszawa/ Grodzisk Maz.

Post autor: Hannibal »

Leszek pisze:Chyba się przeniosę na jakieś inne forum gdzie mają "ludzkie" osiągi.
Jak można zejść z Giewontu w 36 minut ??!!
A kto zszedł z Giewontu w tym czasie? Bo jakoś nie mogłem się doczytać. Ktoś podobno w 36 minut zbiegał na wariata, jakby uciekał przed piorunami. Ale, co to ma wspólnego z trekkingiem?
Awatar użytkownika
Hannibal

-#7
Posty: 3264
Rejestracja: sob 03 gru, 2005
Lokalizacja: Warszawa/ Grodzisk Maz.

Post autor: Hannibal »

Andrzej Krystoszyk pisze::cwaniak: Kiedyś mnie też rajcowałószybkie chodzenie ale co robić " kiedy sie człowiek robi starszy , wszystko w nim po trochu parszywieje" zdrówko coś nie tego więc zadowala mnie czas taki jak podaje Nyka ( z jakąś rozsądną tolerancją in plus lub minus)Moja życiówka to Kuźnice- Boczań- murowaniec w 47 minut z jednym tzw. międzypiwiem na końcu lasu. To był zakład - niestety przegrany- kolejne pifka w Murowańcu. Góry musiały czekać. Doszedłem jednak do wniosku, że to nie Wielka Pardubicka i nie o czasy chodzi. AKA
Jak bym miał się już ścigać, to trasę Kuźnicę-Murowaniec jestem w stanie zrobić w pół godziny. Oczywiście biegiem, bo chodem to już raczej nie.
Ojciec mi opowiadał, że jak był jakieś 25 lat temu w schronisku w Piątce, to Józek Krzeptowski pytał się młodych, w jakim czasie robią trasę schrornisko w Piątce - schronisko w Moku. Oni mówili, że 1 h, niektórzy, że nawet 50 minut. A "stary" Krzeptowski (miał wtedy ok. 50 lat) powiedział, że 30 minut to za dużo. Ale on tę trasę to zrobił chyba z milion razy. :)
Awatar użytkownika
Hannibal

-#7
Posty: 3264
Rejestracja: sob 03 gru, 2005
Lokalizacja: Warszawa/ Grodzisk Maz.

Post autor: Hannibal »

Robert I. pisze: (...)
Przejście odcinka Kasprowy Wierch - Krzyżne zajęło mi 6 godzin w tym 25 minut odpoczynku na Kozim Wierchu z powodu wzruszenia spowodowanego pięknem krajobrazu (jakże cudownie srzebrzył się Wielki Staw w DPSP)...
Starszy człowiek mówił jakiś czas temu w schronisku w Piątce, że był taki czas, że przechodził orlą w 3 godziny. Sam nie wiem, jak można w takim czasie przejść. Trochę jednak trzeba biec. Chyba, że ktoś chodzi, jak nasz Korzeń.
Jak bym się sprężył, to od Kasprowego do Krzyżnego przeszedłbym w ok. 5 godzin. Bo na spokojnie to ok. 5,5 godziny.
Awatar użytkownika
Hannibal

-#7
Posty: 3264
Rejestracja: sob 03 gru, 2005
Lokalizacja: Warszawa/ Grodzisk Maz.

Post autor: Hannibal »

MiG pisze: (...)
Tylko w części mogę się z tym zgodzić. Zarówno z punktu widzenia zasad bezpieczeństwa, jak i z racji dobrego tonu, osoba chodząca szybciej powinna zwolnić. Podobnie jak grupa powinna chodzić tempem najsłabszego uczestnika.

MiG
Mój znajomy z liceum, "stary trekkingowiec" mawiał zupełnie na odwrót. Czyli, że to osoba chodząca wolniej powinna przyspieszyć, żeby nie zostawać w tyle i nie opóźniać wędrówki. No i grupa powinna oczywiście chodzić tempem najszybszego uczestnika. To dla niego rozumiało się samo przez się.
Ja tam myślę, że prawda leży jednak po środku. :D
Awatar użytkownika
Hannibal

-#7
Posty: 3264
Rejestracja: sob 03 gru, 2005
Lokalizacja: Warszawa/ Grodzisk Maz.

Post autor: Hannibal »

ryb-ka pisze: (...)
Jak się chce "ganiać" zawsze można jechać samemu.
Po części jest to prawda. Ale przed wspólnym wyjazdem w góry, wszyscy uczestnicy wypadu powinni szczerze zadeklarować się, jaką mają kondycję. Bo jeśli ktoś uparcie twierdził, że ma dobrą, a później na szlaku okazuje się, że idzie jak żółw, to też jest to nieuczciwe podejście.
Ja osobiście nie za bardzo lubię iść w dużej grupie. Dla mnie 3 osoby to maks. Dlatego, jak się jedzie w taterki z większą liczbą osób, to najrozsądniejszym rozwiązaniem byłoby podzielenie tej grupy na kilka mniejszych podgrup zgodnie z poziomem kondycji. Wtedy każdy będzie szedł mniej więcej swoim tempem, a w schroniskach i tak wszyscy się będą razem spotykać.
Pamiętacie chyba historę Kaszniców i młodego taternika na szlaku od chaty Teryego przez Lodową Przełęcz do dol. Jaworowej? Młody człowiek chciał pomóc nierozsądnym mieszczuchoml, i co go za to spotkało?
Awatar użytkownika
Hannibal

-#7
Posty: 3264
Rejestracja: sob 03 gru, 2005
Lokalizacja: Warszawa/ Grodzisk Maz.

Post autor: Hannibal »

Tasior pisze: (...)
Jeszcze raz przepraszam za pomyłkę. Mam nadzieję, że mi wybaczycie.
No nie wiem. Jeszcze się zastanowię. Bardzo, ale to bardzo zawiodłeś mnie tym podstępnym kłamstwem. A fuj. ;)
Awatar użytkownika
Hannibal

-#7
Posty: 3264
Rejestracja: sob 03 gru, 2005
Lokalizacja: Warszawa/ Grodzisk Maz.

Post autor: Hannibal »

Hogarth pisze:
(...)
hmmm jesli chodzi o góry to myślę, że zgodnie z przysłowiem, pospiech jest złym doradcą... nie warto specjalnie gonić...zresztą w sumie lepiej się wlec, wtedy jest się dłuzej w górach :):)
Najdłużej by się było w górach, gdyby się po prostu stało w jednym miejscu. Wtedy możesz być w Tatrach całą wieczność. :)
Awatar użytkownika
Hannibal

-#7
Posty: 3264
Rejestracja: sob 03 gru, 2005
Lokalizacja: Warszawa/ Grodzisk Maz.

Post autor: Hannibal »

dagomar pisze:Tak , może zdarzyć się wszędzie ,ale parę lat temu w Wąwozie Kraków człowiek po złamaniu nóg umarł prawdopodobnie z głodu (znaleziono go dużo póżniej) ,co prawda komórka by mu też w tym konkretnym miejscu nie pomogła ,ale ...
A wiesz ile osób w Warszawie umiera z głodu? Znacznie więcej niż w górach.
tomek.l

-#6
Posty: 2968
Rejestracja: pt 14 sty, 2005
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post autor: tomek.l »

Hannibal wyluzuj. Popatrz na daty. Komentujesz i zadajesz pytania do osób, które tu rozmawiały rok temu.
Awatar użytkownika
Hannibal

-#7
Posty: 3264
Rejestracja: sob 03 gru, 2005
Lokalizacja: Warszawa/ Grodzisk Maz.

Post autor: Hannibal »

tomek.l pisze:Hannibal wyluzuj. Popatrz na daty. Komentujesz i zadajesz pytania do osób, które tu rozmawiały rok temu.
Jestem jak najbardziej wyluzowany. Ja komentuję i zadaję pytania, inni niech to samo robią. Na tym polega istota forum. A jakie to ma znaczenie, że osoby rozmawiały rok temu? Mnie rok temu nie było na tym forum i chciałbym również w tych tematach się wypowiedzieć. Zamiast wymyślać mnóstwo to nowych tematów (które czasem się nawet pokrywają ze starymi :) ), warto czasem wrócić do tych sprzed roku, czy sprzed 2 lat. Dla mnie nie ma w tym nic dziwnego.
tomek.l

-#6
Posty: 2968
Rejestracja: pt 14 sty, 2005
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post autor: tomek.l »

Współczuję.
Powodzenia
RARUTKA_GOLDI

-#4
Posty: 489
Rejestracja: pn 28 lis, 2005

Post autor: RARUTKA_GOLDI »

Hannibal pisze:Zamiast wymyślać mnóstwo to nowych tematów (które czasem się nawet pokrywają ze starymi ), warto czasem wrócić do tych sprzed roku, czy sprzed 2 lat
ychy :) niektóre tematy warto wyciągnąc z szaf

[ Dodano: Pią, Gru 16, 2005 22:36 ]
a co do czasów przejśc..... mnie się pokrywał czas z map z czasem jaki osiągałam w trasie w górach :) czesto wcześniej docierałam na miejsce planowane, tak więc nie mam z tym większych problemów.
MiG

-#7
Posty: 3126
Rejestracja: śr 03 mar, 2004
Lokalizacja: Wawa

Post autor: MiG »

Hannibal pisze: No i grupa powinna oczywiście chodzić tempem najszybszego uczestnika.
Jaka grupa?!? To będzie jeszcze grupa? :P
tomek.l pisze:Hannibal wyluzuj. Popatrz na daty. Komentujesz i zadajesz pytania do osób, które tu rozmawiały rok temu.
Może oprócz archeologii (wykopaliska!) lubi także pogadać sam ze sobą?
ryb-ka

-#5
Posty: 926
Rejestracja: pn 26 lip, 2004
Lokalizacja: Wawa

Post autor: ryb-ka »

Hannibal pisze:ktoś uparcie twierdził, że ma dobrą, a później na szlaku okazuje się, że idzie jak żółw, to też jest to nieuczciwe podejście
A jak ktoś ma kondycję dobrą , ale słabszy dzień? Brzuch go boli, albo sobie obtarł palec? Drań paskudny z niego....
MiG pisze:lubi także pogadać sam ze sobą
i z duchami ;)
ODPOWIEDZ