"Zepsute" kolano (a)
Ja tam po śniegach w Tatrach raczej nie chodzę, choć może w niedalekiej przyszłości zacznę.Sylwester pisze:kijki nie przeszkadzają gdy odciążam się nimi na długich dojściach, lub np. w śniegu stabilizuję, albo osłabiam nacisk na kolana przy ostrych zejściach, Hannibal to nie tylko o kondycję chodzi, a może kiedyś spotkamy się na szlaku i pogadamy o tym w realu...
Jak ktoś wali do plecaka mydło i powidło, i później szczyci się, że dźwigał 40 kg, albo i więcej, to się nie dziwię, że wspomaga się kijkami.
Ostatnim razem też popełniłem ten błąd, że napakowałem cały duży plecak 80 l, i też może by mi się przydały kijki. Jednak tego błędu nie mam zamiaru już popełniać i granica 20 kg jest dla mnie max.
Sylwester, ja wiem że nie tylko o kondycję chodzi. Chodzi również o dobrze rozwinięte stawy i ścięgna. O odpowiednie ich rozciągnięcie i rozgrzanie. O regularne ćwiczenia rozwijające i wzmacniające je. O wpier....... galaretek, etc. ITD ITD.
A spotkać oczywiście się możemy. Będzie mi bardzo miło.
pierwsza moja górska trasa 15 lat temu to Sucha Dolina - Jaworki, coś ,co 3 lata temu w zimie zrobiłem w jedno popołudnie w tę i z powrotem ,bo poszliśmy do karczmy w Jaworkach na obiad ,a wtedy (miałem niespełna trzydziestkę) ,skończyło się bezsenną nocą ze zmęczenia i chodzeniem na czworakach następnego dnia. Teraz staram się prowadzić inny tryb życia ,niż te 15 lat wstecz ,wtedy było siedzenie w biurze ,siedzenie przy małych dzieciach ,wczasy nad morzem (jod dla dzieci). Teraz samo łażenie coroczne dużo daje ,poza tym narty ,tenis ,dużo pływania,rowery.
Nie biegam ,nigdy tego nie znosiłem. W Tatrach jeździmy na 10 dni i ,jak Bóg da ,robimy 9 tras ,nie zawsze pogoda pozwala ,ale te 9 dzień w dzień od 20 do 30 km w miarę spokojnie daję radę. Owszem ,czasami wracam jak stuletni fakir z padagrą ,ale następnego dnia jest OK. I to chyba jest najważniejsze ,nie to ,żeby się nie zmęczyć ,bo to niemożliwe ,ale by to zmęczenie pokonać ,bo to świadczy o wytrenowaniu: dyszysz ,ale idziesz i twój organizm zachowuje się normalnie ,możesz jeść ,widzisz niezamazany obraz,jesteś w stanie zrobić zdjęcie aparatem bez antishocka
Nie biegam ,nigdy tego nie znosiłem. W Tatrach jeździmy na 10 dni i ,jak Bóg da ,robimy 9 tras ,nie zawsze pogoda pozwala ,ale te 9 dzień w dzień od 20 do 30 km w miarę spokojnie daję radę. Owszem ,czasami wracam jak stuletni fakir z padagrą ,ale następnego dnia jest OK. I to chyba jest najważniejsze ,nie to ,żeby się nie zmęczyć ,bo to niemożliwe ,ale by to zmęczenie pokonać ,bo to świadczy o wytrenowaniu: dyszysz ,ale idziesz i twój organizm zachowuje się normalnie ,możesz jeść ,widzisz niezamazany obraz,jesteś w stanie zrobić zdjęcie aparatem bez antishocka
To jest też w dużym stopniu sprawa genetyki. Jedni mają "lepsze", drudzy "gorsze" i ćwiczenia temu nie zaradzą.Hannibal pisze:dobrze rozwinięte stawy i ścięgna
Ja mam kolana kiepskie - kiedyś musiałam zrezygnować z trenowania właśnie przez kolana. I teraz wolę się oszczędzać.
A zupełnie osobna sprawą jest chodzenie zimą - w głębokim śniegu kije są niezastąpione. No chyba że śmiga się na rakietach
Popieram w 100% takie schodzenie! Jak zobaczycie latem taką osóbkę w górach tzn. że to jadagomar pisze:Z doświadczenia wiem ,że skutecznie eliminuje przeciążenia stawów kolanowych -po pierwsze rodzaj 'kaczkowatego' chodu ze stopami skierowanymi na zewnątrz (jak marynarze) podczas schodzenia
Oczywiście to Twoje zdanie...Hannibal pisze:I kijków też nie używam, bo uważam je za mało potrzebny szpej.
Wiem, że przy schodzeniu, gdzie są duże stopnie, bardzo pomagają, odciążają kolana... Przy wchodzeniu także pomagają.
Dodam tylko, że na razie ból kolan mi nie dokucza i mam nadzieje, że tak zostanie. Przy schodzeniu staram się to robić płynnie... I to pomaga
Hannibal ma rację, że ważne są dobrze rozwiniete mięśnie, które chronią i odciążają stawy. Tak mi ciągle mówią lekarze ponieważ co jakiś czas mam z nimi do czynienia. Kijki są ze mną już od 15 lat jednak nie uniknąłem problemów kolanowych. Nie rozstaje się jednak z kijami ponieważ chodzi mi się z nimi o wiele lepiej (biegać się z nimi raczej nie da
dlatego takie nastawienie Hannibala). Potwierdzam - w zimie są niezbedne szczgólnie w kopnym śniegu.
Dagomar dobrze gada (pisze). Najlepszym objawem dobrego przygotowania do górskich wycieczek (lub jak kto woli - dobrej kondycji) jest to, że po 5 (np.)wyczerpujących dniach ma się szóstego dnia siłę, żeby znowu pójść w góry.dagomar pisze: Nie biegam ,nigdy tego nie znosiłem. W Tatrach jeździmy na 10 dni i ,jak Bóg da ,robimy 9 tras ,nie zawsze pogoda pozwala ,ale te 9 dzień w dzień od 20 do 30 km w miarę spokojnie daję radę. Owszem ,czasami wracam jak stuletni fakir z padagrą ,ale następnego dnia jest OK. I to chyba jest najważniejsze ,nie to ,żeby się nie zmęczyć ,bo to niemożliwe ,ale by to zmęczenie pokonać ,bo to świadczy o wytrenowaniu: dyszysz ,ale idziesz i twój organizm zachowuje się normalnie ,możesz jeść ,widzisz niezamazany obraz,jesteś w stanie zrobić zdjęcie aparatem bez antishocka
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Święte słowa, polac imMiG pisze:Dagomar dobrze gada (pisze). Najlepszym objawem dobrego przygotowania do górskich wycieczek (lub jak kto woli - dobrej kondycji) jest to, że po 5 (np.)wyczerpujących dniach ma się szóstego dnia siłę, żeby znowu pójść w góry.
Hanni - ataki były stąd,że napisałeś iż toniepotrzebnuy szpej -prawie wszyscy tu używają kijówHannibal pisze:Pomimo tylu ataków na mnie, że chciałbym używac kijków trekkingowych, mam zamiar je jednak nabyć. No cóż, trza czasem iść pod prąd. Takie życie.
Ostatnio zmieniony czw 15 gru, 2005 przez mefistofeles, łącznie zmieniany 1 raz.
...że co?Hannibal pisze:Pomimo tylu ataków na mnie, że chciałbym używac kijków trekkingowych
w tym wypadku...chyba "z prądem"Hannibal pisze:No cóż, trza czasem iść pod prąd.
np. na drodze do Moka?MiG pisze:znowuż czasami bywają używane niepotrzebnie.
Dobra, wkręcam was. Chciałem tylko zobaczyć, jak wam dopisuje humor po dzisiejszym, ciężkim dniu na forum. Nie jest aż tak źle, choć mogłoby być lepiej.
Dobra, a teraz do meritum. Przeczytałem w miarę dokładnie cały temat poświęcony kijkom trekkinkowym. Jedni mówią, żeby kupowac z amortyzatorem, inni że bez. Przychylałbym się jednak do tych drugich.
I mam już jedne na oku -
http://www.8a.pl/index.php?str=prod_big ... t=&subkat=
Co o nich myślicie? Chyba jedne z pożądniejszych.
Dobra, a teraz do meritum. Przeczytałem w miarę dokładnie cały temat poświęcony kijkom trekkinkowym. Jedni mówią, żeby kupowac z amortyzatorem, inni że bez. Przychylałbym się jednak do tych drugich.
I mam już jedne na oku -
http://www.8a.pl/index.php?str=prod_big ... t=&subkat=
Co o nich myślicie? Chyba jedne z pożądniejszych.
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:





