Witam ponownie.
W chłodnym i ciemnym katku leżakują sobie dwie nowe nalewki. Jedna nowa - stara (z czarnego bzu) a druga nowa - nowa. Bedzie to nalewka "Czerwone Wierchy". Taką nazwę sobie wymyśliłem biorąc pod uwagę owoce i ich pochodzenie. Jest to nalewka żurawinowa. Dlaczego "Czerwone Wierchy"? Ano pani sama mi powiedziała gdzie te kulki zbierała (aż mi się rymło

).
Dla chętnych przepis:
Żurawiny muszą być dobrze przemarznięte, najlepiej zatem przygotowywać ten trunek zimą, choć można także dojrzałe jagody włożyć na 2-3 dni do zamrażalnika lodówki.
Zalać spirytusem i trzymać w cieple (najlepiej w pobliżu kuchenki lub kaloryferów).
Po 2 tygodniach zlać płyn, pozostałe żurawiny utrzeć w misce, wycisnąć przez woreczek z gęstego płótna lub flaneli, zlać razem oba płyny i zaprawić do smaku syropem cukrowym.
Na każdą butelkę wódki dodać kroplę olejku migdałowego, wlewając go do gorącego syropu cukrowego, nigdy - do spirytusu.
Zaraz mi się oberwie za nakręcanie koninktury dla zbieraczy wszelkich darów natury w TPN
Jak tam "przetwory" u innych nalewkolubnych?