Jakie są wasze ulubione jadłodajnie i knajpki zakopiańskie (poza schroniskami oczywiście) ?
Bar FIS koło dworca i inne jadalnie
Bar FIS koło dworca i inne jadalnie
Mam szczególny sentyment do baru FIS koło dworca, głównie ze względu na jego chlubną historię związaną z narciarstwem. Nie wiem czemu, ale lubię tam czasem wpaść na barszczyk lub jajecznicę, choć jak wiadomo wnętrze chowa w sobie ciągle ducha PRLu... A najwspanialszy barszcz czerwony dają w barze "Pod Nosalem", zaś na pizze chodzę wyłącznie do "Mini-Szałasu" w górnej partii Krupówek...
Jakie są wasze ulubione jadłodajnie i knajpki zakopiańskie (poza schroniskami oczywiście) ?

Jakie są wasze ulubione jadłodajnie i knajpki zakopiańskie (poza schroniskami oczywiście) ?
Przez wiele lat nie znałam żadnych knajp w Zakopanem, z racji tego , że na maksa starałam się wykorzystać czas w górach. Jednego roku jednak, miałam szkolenie dwutygodniowe w Zakopanem i siłą rzeczy musiałam poznać nocne życie Zakopiańczyków.
I tak przez to ,mam sentyment do" Piano" i uwilebiam kawiarnie Gabi - gdzie podaja najlepszą kawę mrożoną w całym państwie polskim
Raz w życiu wybrałam się do "Paprazzi" i do " U wnuka" - ale bardziej po to,żeby zobaczyć jak tam jest....
A za studenckich czasów... niezapomniany był oczywiście ,wspomniany przez Mariusza, bar koło dworca i taki bar koło Gubałowki...taki niewielki, nie pamietam jak się nazywa .Tam zajdałam się pyszną zupą pomidorową...
Smacznego
I tak przez to ,mam sentyment do" Piano" i uwilebiam kawiarnie Gabi - gdzie podaja najlepszą kawę mrożoną w całym państwie polskim
Raz w życiu wybrałam się do "Paprazzi" i do " U wnuka" - ale bardziej po to,żeby zobaczyć jak tam jest....
A za studenckich czasów... niezapomniany był oczywiście ,wspomniany przez Mariusza, bar koło dworca i taki bar koło Gubałowki...taki niewielki, nie pamietam jak się nazywa .Tam zajdałam się pyszną zupą pomidorową...
Smacznego
Daawno nie byłam w Fisie. Kiedyś chodziło się tam na śniadania.Do dziś pamiętam twarożek z cebulką i zapach parzonej kawy. Był też fajny bar na Sienkiewicza (niedaleko PTSM "Szarotka"), gdzie serwowali świetne pierogi z serem. Natomiast z dań schroniskowych w pamięć najbardziej zapadł mi żurek z jajkiem w Chochołowskiej. Od kiedy na rynku pojawiły się dania "instant", wizyty w barach poszły w zapomnienie...Tak czy inaczej- obiecałam sobie,że jeszcze kiedyś wybiorę się do słynnego baru FIS.
A z knajp-kiedyś Ballada , od jakiegoś czasu papparazzi - fajną muzykę tam puszczają
PS. Powiadają , że najlepiej jadać tam gdzie miejscowi...
A z knajp-kiedyś Ballada , od jakiegoś czasu papparazzi - fajną muzykę tam puszczają
PS. Powiadają , że najlepiej jadać tam gdzie miejscowi...
Witam wszystkich!! Z racju tego,że w Zakopanem jadam domowe jedzonko u brata mego kochanego,nie miałam jeszcze okazji kożystać z wszelkiego rodzaju jadłodajni.Wszystkie jednak lokale ,w których można napić sie piwka, przetestowałam na własnej skórze.Piano to jeden z tych lokali,w których można spędzić prawdziwie miły wieczorek-szczególnie,kiedy ktoś gra na pianinia przecudny jazz.Lubiących odrobinę mroczniejsze klimaty i cięższą muzykę zachęcam do odwiedzenia Sanacji.Ale niesamowity klimat ma Borsuk-prowadzi go Katia-przewspaniała Ukrainka,serwująca tak niesamowite jedzenie(rodem z Ukrainy placek kaukazki...)-że na zawsze pamięta sie jego smak.Katia robi też niesamowite grzane piwko i wino mocno przyprawione uśmiechem.Polecam,szczególnie wtedy,gdy nie lubicie komercji.A! Borsuk jest po lewej stronie jakieś 500 metrów nad Krupówkami. może się tam kiedyś spotkamy?? 
Cześć!
Na smażonego pstrąga udawałem się zawsze do baru Morskie Oko na Krupówkach gdzie konsumowałem także zupę zbójnicką no i oczywiście zimne piwko do tego wszystkiego. Jeden raz byłem na obiedzie w restauracjii Siedem Kotów na Cyrhli gdzie góralska kapela przygrywa co nieco na skrzypeczkach i to już wszystko co udało mi się z barów zdobyć. Powodem był zawsze brak czasu i zawsze była ładna pogoda więc łaziłem po górach i szamałem kanapki z pasztetem popijając to wodą i zagryzając gorzką czekoladą. Czasem gdzieś po drodze zachodzę do szałasu gdzie sprzedają Bunc(biały serek) i Zyntycę(kwaśne mleko) -znakomity nabiał. Piwko można też wszędzie zakupić i byle gdzie je wypić ale nie ukrywam że kiedyś pewnie częściej będę zaglądać do zakopiańskich barów ale jak będzie padać deszcz.
Jerzy pozdrawia wszystkich!
Na smażonego pstrąga udawałem się zawsze do baru Morskie Oko na Krupówkach gdzie konsumowałem także zupę zbójnicką no i oczywiście zimne piwko do tego wszystkiego. Jeden raz byłem na obiedzie w restauracjii Siedem Kotów na Cyrhli gdzie góralska kapela przygrywa co nieco na skrzypeczkach i to już wszystko co udało mi się z barów zdobyć. Powodem był zawsze brak czasu i zawsze była ładna pogoda więc łaziłem po górach i szamałem kanapki z pasztetem popijając to wodą i zagryzając gorzką czekoladą. Czasem gdzieś po drodze zachodzę do szałasu gdzie sprzedają Bunc(biały serek) i Zyntycę(kwaśne mleko) -znakomity nabiał. Piwko można też wszędzie zakupić i byle gdzie je wypić ale nie ukrywam że kiedyś pewnie częściej będę zaglądać do zakopiańskich barów ale jak będzie padać deszcz.
Jerzy pozdrawia wszystkich!
Najstarsi górale nie pamiętają kiedy tu ktoś coś nabazgrał. Zatem wypadałoby odświeżyć, gdzie warto się stołować jeśli już jest się w Zakopanem, bądź w innej miejcowości turystycznej Tatr.
Mając na uwadze fakt, że gdy schodzimy z gór, mamy nieludzki apetyt, mogą być to cenne informacje dla tych górołazów, którzy z różnych przyczyn logują się raczej na kwaterach prywatnych.
Jakieś trzy lata temu otworzyli w Zakopcu "Kuchnię Orientalną", w rok później zmieniono, i słusznie, nazwę na "Kurczak". Restauracyjnka zrobiła na mnie niesamowite wrażenie pod względem cen, naprawdę niewielkich, i jakości żarełka. Znajduje się przy zieleniakach i monopolu z boku drogi do kolejki na Gubałówkę. Szczególnie pyszne pierogi, placek po chłopsku, i wiele innych. A browar po czwórce. Najeść się można do syta za 10 zł.
Z kolei po słowackiej stronie polecam "Furmańską" w Strebskim Plesie - nawpychać się naprawdę smacznie można juz za 70 SK a o cenie bro nawet nie wspominam. Nieco drożej ale też smacznie u "Starej mamy" w Tatrzańskiej Łomnicy. Liczę na inne informacje. Pozdrawiam
Mając na uwadze fakt, że gdy schodzimy z gór, mamy nieludzki apetyt, mogą być to cenne informacje dla tych górołazów, którzy z różnych przyczyn logują się raczej na kwaterach prywatnych.
Jakieś trzy lata temu otworzyli w Zakopcu "Kuchnię Orientalną", w rok później zmieniono, i słusznie, nazwę na "Kurczak". Restauracyjnka zrobiła na mnie niesamowite wrażenie pod względem cen, naprawdę niewielkich, i jakości żarełka. Znajduje się przy zieleniakach i monopolu z boku drogi do kolejki na Gubałówkę. Szczególnie pyszne pierogi, placek po chłopsku, i wiele innych. A browar po czwórce. Najeść się można do syta za 10 zł.
Z kolei po słowackiej stronie polecam "Furmańską" w Strebskim Plesie - nawpychać się naprawdę smacznie można juz za 70 SK a o cenie bro nawet nie wspominam. Nieco drożej ale też smacznie u "Starej mamy" w Tatrzańskiej Łomnicy. Liczę na inne informacje. Pozdrawiam
też mam sentyment do PRLowskich barów...
Co do klimatów starozakopiańskich - Poraj, do czasu w którym chcieliśmy iść z żoną na romantyczną kolację. Owszem, było to nie w sezonie, ale o 21:10 - przy wywieszce na lokalu, że czynne do 22:00, cała obsługa była już w trakcie szykowania kluczy do zamków, a na pytanie, czy skoro chcemy coś zamówić, to może jednak, usłyszeliśmy, że kuchnia już nie pracuje. 50 minut przed zamknięciem. Tak skończyła się dla mnie legenda Poraju, gdzie od tamtej pory moja noga nie postała.
A z obecnych - rewelacja, "Pstrąg Górski", początek Krupówek,
jakiś czas temu się rozbudowali, a i tak po południu walka o miejsce przy stoliku jak za... PRLu. Ze 40 albo lepiej potraw z ryb, genialne!
Co do klimatów starozakopiańskich - Poraj, do czasu w którym chcieliśmy iść z żoną na romantyczną kolację. Owszem, było to nie w sezonie, ale o 21:10 - przy wywieszce na lokalu, że czynne do 22:00, cała obsługa była już w trakcie szykowania kluczy do zamków, a na pytanie, czy skoro chcemy coś zamówić, to może jednak, usłyszeliśmy, że kuchnia już nie pracuje. 50 minut przed zamknięciem. Tak skończyła się dla mnie legenda Poraju, gdzie od tamtej pory moja noga nie postała.
A z obecnych - rewelacja, "Pstrąg Górski", początek Krupówek,
jakiś czas temu się rozbudowali, a i tak po południu walka o miejsce przy stoliku jak za... PRLu. Ze 40 albo lepiej potraw z ryb, genialne!
Zdaje się że tak:
http://barugasienicy.fr.pl/kontakt.htm
http://barugasienicy.fr.pl/kontakt.htm
Ja od pary lat jadam prawie wyłącznie w "Kolibecce". To knajpka na rondzie kuźnickim. Porcje akurat po całodziennym szwędaniu po szlakach, ceny jak na Zakopane baaardzo przystępne. Czasem sporo ludzie ale naprawdę warto odczekać trochę.
Prawie wyłącznie bo bywam też w knajpie/karczmie/ (cholera nie pmiętam nazwy). Reklamują sie przy kasach na gubałówkę.Podają tam np. "danie dnia" za 8-9 zł. Jest to np. jakaś zupka i drugie w ilościach wystarczających. Ale na pierwszym miejscu " Kolibecka"
Prawie wyłącznie bo bywam też w knajpie/karczmie/ (cholera nie pmiętam nazwy). Reklamują sie przy kasach na gubałówkę.Podają tam np. "danie dnia" za 8-9 zł. Jest to np. jakaś zupka i drugie w ilościach wystarczających. Ale na pierwszym miejscu " Kolibecka"
krakus napisał:
to też jest moje miejsce
Może nawet jedliśmy przy jednym stoliku nie wiedząc o tym he,he...Jak tylko przyjezdzam,rezerwuję sobie miejsce.. Chciałam aby zlot forum tam własnie zakończyć,ale musieliśmy zawrócic, bo lokal niestety zarezerwowany był....
Jeszcze co knajpy" Gąsienicy" - to nieprawda co głosi ta reklama!. Ja bynajmniej nie polecam tam żadnego jedzenia nikomu - tak według smaku mojego podniebienia - bo gusta bywaja różne...
Kolibecke - zawsze!
Pozdrawiam, Iza
-Ja od pary lat jadam prawie wyłącznie w "Kolibecce".
Jeszcze co knajpy" Gąsienicy" - to nieprawda co głosi ta reklama!. Ja bynajmniej nie polecam tam żadnego jedzenia nikomu - tak według smaku mojego podniebienia - bo gusta bywaja różne...
Kolibecke - zawsze!
Pozdrawiam, Iza
Krakus, tożto dokłanie mówisz o opisanym przeze mnie "Kurczaku". Wychodzi na to, że masz dobry gust kulinarny. A placka po zbójnicku tam jadłeś? Nieźle rozbudowali ten lokalik. Z drugiej strony widać stok z Gubałówy.krakus pisze:Prawie wyłącznie bo bywam też w knajpie/karczmie/ (cholera nie pmiętam nazwy). Reklamują sie przy kasach na gubałówkę.Podają tam np. "danie dnia" za 8-9 zł. Jest to np. jakaś zupka i drugie w ilościach wystarczających.
Wrócę znowu na chwilę do Słowacji. Dobre knedlicki zapodają w restauracji tej niemal przy kościele w Nowej Lesnej, na pierwszym piętrze, a jaki super wyprazany syr i kuracie prsia z oblezeniem, mniam. Można tam zapić to wszystko wychwalanym przeze mnie wielokrotnie na tym forum "Rezanym". Smacznego. Nie oblizujcie się
Alien, Izabela, zakładamy fanclub "Kolibecki"??
Ja tam kończę każde zejście ze szlaku. Nie ma jak 1,5l gliniany dzban piwa i "danie wiejskie"
I jeszcze jedno, za każdym razem jak tam jestem, w pierwszej sali na pięterku siedzą TOPRowcy i coś zażerają. No skoro "miejscowi" tam jedzą to nie może to być "menu turistico" - mało, byle jak i drogo jak cholera.
I jeszcze jedno, za każdym razem jak tam jestem, w pierwszej sali na pięterku siedzą TOPRowcy i coś zażerają. No skoro "miejscowi" tam jedzą to nie może to być "menu turistico" - mało, byle jak i drogo jak cholera.
Kropelka goryczy do tego kielicha pochwał - kiedyś się przeraźliwie strułem w unej Kolibecce, jeśli macie na myśli drewniany domek vis a vis takiego dużego baru bistro na rondzie kuźnickim. Ale było to wiele lat temu, więc nie pomnę co jadłem i co piłem. No i może od tamtej pory jakość się znacznie poprawiła.







