Górskie gafy :D
Kiedyś wziąłem w góry moją kobiałkę
Człowiek głupi jest i błędy popełnia... i tak ciągam się z nią od paru lat, do tych wakacji włącznie. Pół wypadu z nią - same dolinki (całe szczęście darowała sobie tą Ku Dziurze), drugie pół daje mi wolne i atakuję sam góreczki jak normalny górołaz. Pewnie na najbliższy wypad też ją zabiorę. Oto taka ta moja gafa

Człowiek głupi jest i błędy popełnia... i tak ciągam się z nią od paru lat, do tych wakacji włącznie. Pół wypadu z nią - same dolinki (całe szczęście darowała sobie tą Ku Dziurze), drugie pół daje mi wolne i atakuję sam góreczki jak normalny górołaz. Pewnie na najbliższy wypad też ją zabiorę. Oto taka ta moja gafa
heheh ja w zasadzie 2 strzały jeden - zejście z Małej Babiej, jako że to w sumie z 20 kilometrów od domu, stoki takie trawiaste, lato, piekna pogoda więc total luz wewnatrz, jakies śmiechy chichy ze znajomymi zero uwagi na to jaki ide i gdzie ide. No i zaliczyłem taką glebe jak nigdy w życiu, potknałem sie i przeleciałem ze 3 - 4 metry w powietrzu po drodze zaliczyłem jeszcze trafienie z nogi w kupele ogólnie okazało sie że nadmiar luzu szkodzi.
Druga akcja - wyjechalismy na skrzyczne z taką ekipa małych dzieci i ktoś wymyślił że idziemy przez małe skrzyczne na biały krzyż. Kumpel bardziej miejsscowy odmówił wspólpracy a ja poszedłem z cała resztą nie odwodząc ich pomysły . Skończyło sie tym ze małe dzieci wymiekły i ja jedno z nich niosłem chyba z 1.5 godziny na rękach, nie na plecach bo sie bało wiatru - tylko na rekach. Po całej drodze myslałem że mi ręce odpadną.
Druga akcja - wyjechalismy na skrzyczne z taką ekipa małych dzieci i ktoś wymyślił że idziemy przez małe skrzyczne na biały krzyż. Kumpel bardziej miejsscowy odmówił wspólpracy a ja poszedłem z cała resztą nie odwodząc ich pomysły . Skończyło sie tym ze małe dzieci wymiekły i ja jedno z nich niosłem chyba z 1.5 godziny na rękach, nie na plecach bo sie bało wiatru - tylko na rekach. Po całej drodze myslałem że mi ręce odpadną.
-
RARUTKA_GOLDI
-

- Posty: 489
- Rejestracja: pn 28 lis, 2005
A ja muszę się "skromnie" przyznać, że nie zdarzyła mi się do tej pory żadna gafa w górach. Może dlatego, że pierwsze 5 razy byłem w Tatrach z moim ojcem, a on należy do bardzo rozważnych ludzi. Ale jak chodziłem póżniej już bez niego, to nadal byłem dość rozważny, ale nie zbyt asekurancki. Wielokrotnie chciałem pójść tam, gdzie pozostała część mojej grupy nie chciała iść. Mogłem iść w sumie sam, ale zdecydowałem się zostać z nimi.
Cały czas czekam, aż przydarzy mi się prawdziwa przygoda w górach, którą później będę mógł się pochwalić w tym temacie.
A dotychczas udało mi się chodzić po górach na granicy kontrolowanego ryzyka. A czy przydarzy mi się kiedyś coś niekontrolowanego? Czas pokaże.
Cały czas czekam, aż przydarzy mi się prawdziwa przygoda w górach, którą później będę mógł się pochwalić w tym temacie.
A dotychczas udało mi się chodzić po górach na granicy kontrolowanego ryzyka. A czy przydarzy mi się kiedyś coś niekontrolowanego? Czas pokaże.
Ja w tym roku pojechałem sobie na Baranią Górę. Samochód zostawiłem obok dość ruchliwego skrzyzowania (było dużo ludzi i nie było gdzie stanąć), przebrałem się w krótkie spodenki i wyruszyłem na szlak. Niewiem dlaczego, ale pod samym szczytem (zostało jakieś 20minut), coś mi podpowiedziało żebym sprawdził czy mam papiery (dowód, prawo jazdy, dowód rejestracyjny samochodu). Jakie było moje zdziwienie kiedy okazało się że zostawiłem je w samochodzie na siedzeniu. No i wtedy to dostałem powera większego niż redbull, isostar i plusssz w jednym.
Na szczęście gdy dotarłem do samochodu papiery spokojnie sobie leżały w samochodzie.
Na szczęście gdy dotarłem do samochodu papiery spokojnie sobie leżały w samochodzie.
-
RARUTKA_GOLDI
-

- Posty: 489
- Rejestracja: pn 28 lis, 2005
skoro mowa o gafach czy wpadkach...... to pora coś skrobnąć.
Suma sumarum już troche mam łazikowania po górach za sobą. NIby ma się to doświadczenie, coś się wie..... ale. no wlasnie to ale
moja pierwsza wycieczka w TATRY. Zaplanowana przeze mnie. Biore moja bliska kumpele i. jazda. wysiadamy w zakopcu, na plecach mamy plecaki, jeszzcze bez kijkow trekkingowych hahahaah, patrzymy na Giewont i mowie do Magdy: " predzej po(...)kakamy sie w gacie zanim te całe góry przejdziemy!" NO ale skoro już sie dotarło do Zakopca to... kontynuujemy. Wyruszamy nast dnia na Czerwone Wierchy z Ornaku. Idziemy TOmanową doliną... nieba nie widać bo jakos szaro w górze, niewyraźnie. Ale idziemy dalej. Chuda PRzełecz. chwila postoju. Wieje jak siedem diabłów. fajne mamy ujęcie przy tym wietrze. Chwila zastanowienia co robic - isc czy nie isc, w górze jakby ciemniej.... a idziemy. Droga na Ciemniak była dla nas najcieższą z dróg, jakie kiedykolwiek potem przeszłam w tatrach. Wiało niemiłosiernie. Drobny deszczyk powodował, że unoszony z wiatrem pył tworzył maź błotną osadzającą się gdzie to tylko możliwe. Pniemy sie w górę. Idąc trzymamy się razem - dosłownie. A tu coraz mocniej wieje. Ciemniak. LEdwo stoimy. Nie było mowy o zejsciu z Ciemniaka, które jest paskudne. Idziemy dalej. Nic nie widac na odkegłosc może 1-1,5 metra. Znowwwwww trzymamy się pod ręke, wiatr bowiem nie pozwalał iść prostu, lecz pchał nas na lewo... to było potworne. Dlaczego zdecydowałyśmy sie wyruszyc? z Chudej Przełęczy jedna kobieta zeszla w strone KOścieliskiej.... Jakiś ojciec z dziecmi (dorosle juz) przed nami wyruszył na czerwone... może świadomość tego że nie bedziemy same dodała odwagi? ale z kolei skoro to pierwsza nasza wycieczka w TATRY, to czemu idziemy w cos, czego tak do konca nie znamy? połowa czerwonych..... nie pamietam ktora czesc.... MAgda siada ... tylem do wiatru... i mowi ze nie idzie dalej. No pieknie! to co ja teraz zrobie? zrobilo mi sie gorąco mimo zimnego wiatru! siadłam koło niej, przecież nie zostawie jej. a pomoc trzeba. pierwsze co robie wyciągam herbate gorącą i kanapki. ledwo co zjadłysmy. skostniale palce ledwie otrzymywały kromki i termos. potem wyciągam dwie tabliczki czekolady ( pamietam jak dzis ile ich mialysmy w tych plecakach hahaha ogółem na nas dwie na jakis tydzien miałysmy 20 tabliczek hahahahah). wcinamy w tempie błyskawicznym twardą czekoladę - białą i czarna, pół na pół. po jakimś czasie stał się ( jak dla mnie UUUUUFFFFFFF) cud - Madzia wstała gotowa do marszu i jeszcze mnie pogania!
wyruszyłyśmy więc dalej w upiornią wędrówke po czerwonych wierchach. nie doszłysmy do murowańca - przymusowe zejście czekało nas do schroniska pod Giewontem, na Hali KOndratowej. DOpiero po zejściu z przełęczy pod Kopą KOndr okazało się co wisiało nad nami. Wielkie, szarobrunatne, kłebiące się i naprawde groźnie wyglądające....
Jakie bylysmy szczesliwe ze wreszcie mogłysmy iśc na luzie, nie spięte do granic możliwosci podpierając się jedna o drugą. w schronisku spotykamy gościa, który zszedł z kopy w strone Giewontu..... przyznal sie ze musiał iśc na czworaka w pewnym momencie bo inaczej zfrunałby ale chyba aż za Giewont. ( a w schronisku spotykamy kobiete ktora zeszla z chudej przeleczy, wpsominalam o niej! ktora nas zjechała za te decyzje UPS
)
taka to jest moja gafa, gdyż nie znając takich warunków wyruszyłam 1 raz z osobą, dla ktorej góry łądnie zawsze wyglądały na zdjęciach. ale... inaczej nie zdobyłabym tego cennego doświadczenia. nigdy wiecej jednak niczego pdobnego nie zrobiłam. dziś umiem się wycofać, jeśli wymagają tego okoliczności. nauczyło mnie to jednego - nic na siłę ani za wszelką cenę. góry nie uciekna. zawsze moge w nie wrocic.
ps doszłyśmy do MOKA! zaliczajac kawalek orlej!
i krotko o gafie w bieszczadach
jesienią
rowniez wyruszam z kumpela..... na polonine wetlinska...... pazdziernik. slonce. pogoda piekna... i tak sie nam swietnie zrobiło na górze, że w chatce puchatka spedzamy o wiele wiecej czasu nic planowałysmy. koniec konców....... wchodzimy w las gdy już było ciemno a my bez latarek!!!!!!!!! to było okropne! nic nie widzimy! ledwie szlak! ide na wyczucie bo coś tam z poprzednich wypadów pamietam.miałysmy szczeście gdyż była pełnia a drzewa zdażyły pozbyć się gęstego liścia w koronach. nie pamietam jak szybko przeszłysmy trase dośc długą ale miałysmy wrazenie ze co chwila cos chce nas ugryźć w tyłek! miałyismy stracha i
motorek napedowy hahaha.... opuszczamy granicę lasów..... potęzną łąka. i oczywiście moja gleba na prostej już drodze
)) wnioski moje i nauka - zawsze sięgam po latarke bez względu na to w jakie góry jade! POZDRAWIAM WSZYSTKICH 
Suma sumarum już troche mam łazikowania po górach za sobą. NIby ma się to doświadczenie, coś się wie..... ale. no wlasnie to ale
moja pierwsza wycieczka w TATRY. Zaplanowana przeze mnie. Biore moja bliska kumpele i. jazda. wysiadamy w zakopcu, na plecach mamy plecaki, jeszzcze bez kijkow trekkingowych hahahaah, patrzymy na Giewont i mowie do Magdy: " predzej po(...)kakamy sie w gacie zanim te całe góry przejdziemy!" NO ale skoro już sie dotarło do Zakopca to... kontynuujemy. Wyruszamy nast dnia na Czerwone Wierchy z Ornaku. Idziemy TOmanową doliną... nieba nie widać bo jakos szaro w górze, niewyraźnie. Ale idziemy dalej. Chuda PRzełecz. chwila postoju. Wieje jak siedem diabłów. fajne mamy ujęcie przy tym wietrze. Chwila zastanowienia co robic - isc czy nie isc, w górze jakby ciemniej.... a idziemy. Droga na Ciemniak była dla nas najcieższą z dróg, jakie kiedykolwiek potem przeszłam w tatrach. Wiało niemiłosiernie. Drobny deszczyk powodował, że unoszony z wiatrem pył tworzył maź błotną osadzającą się gdzie to tylko możliwe. Pniemy sie w górę. Idąc trzymamy się razem - dosłownie. A tu coraz mocniej wieje. Ciemniak. LEdwo stoimy. Nie było mowy o zejsciu z Ciemniaka, które jest paskudne. Idziemy dalej. Nic nie widac na odkegłosc może 1-1,5 metra. Znowwwwww trzymamy się pod ręke, wiatr bowiem nie pozwalał iść prostu, lecz pchał nas na lewo... to było potworne. Dlaczego zdecydowałyśmy sie wyruszyc? z Chudej Przełęczy jedna kobieta zeszla w strone KOścieliskiej.... Jakiś ojciec z dziecmi (dorosle juz) przed nami wyruszył na czerwone... może świadomość tego że nie bedziemy same dodała odwagi? ale z kolei skoro to pierwsza nasza wycieczka w TATRY, to czemu idziemy w cos, czego tak do konca nie znamy? połowa czerwonych..... nie pamietam ktora czesc.... MAgda siada ... tylem do wiatru... i mowi ze nie idzie dalej. No pieknie! to co ja teraz zrobie? zrobilo mi sie gorąco mimo zimnego wiatru! siadłam koło niej, przecież nie zostawie jej. a pomoc trzeba. pierwsze co robie wyciągam herbate gorącą i kanapki. ledwo co zjadłysmy. skostniale palce ledwie otrzymywały kromki i termos. potem wyciągam dwie tabliczki czekolady ( pamietam jak dzis ile ich mialysmy w tych plecakach hahaha ogółem na nas dwie na jakis tydzien miałysmy 20 tabliczek hahahahah). wcinamy w tempie błyskawicznym twardą czekoladę - białą i czarna, pół na pół. po jakimś czasie stał się ( jak dla mnie UUUUUFFFFFFF) cud - Madzia wstała gotowa do marszu i jeszcze mnie pogania!
Jakie bylysmy szczesliwe ze wreszcie mogłysmy iśc na luzie, nie spięte do granic możliwosci podpierając się jedna o drugą. w schronisku spotykamy gościa, który zszedł z kopy w strone Giewontu..... przyznal sie ze musiał iśc na czworaka w pewnym momencie bo inaczej zfrunałby ale chyba aż za Giewont. ( a w schronisku spotykamy kobiete ktora zeszla z chudej przeleczy, wpsominalam o niej! ktora nas zjechała za te decyzje UPS
taka to jest moja gafa, gdyż nie znając takich warunków wyruszyłam 1 raz z osobą, dla ktorej góry łądnie zawsze wyglądały na zdjęciach. ale... inaczej nie zdobyłabym tego cennego doświadczenia. nigdy wiecej jednak niczego pdobnego nie zrobiłam. dziś umiem się wycofać, jeśli wymagają tego okoliczności. nauczyło mnie to jednego - nic na siłę ani za wszelką cenę. góry nie uciekna. zawsze moge w nie wrocic.
ps doszłyśmy do MOKA! zaliczajac kawalek orlej!
i krotko o gafie w bieszczadach
motorek napedowy hahaha.... opuszczamy granicę lasów..... potęzną łąka. i oczywiście moja gleba na prostej już drodze
Ostatnio zmieniony wt 06 gru, 2005 przez RARUTKA_GOLDI, łącznie zmieniany 1 raz.
A ja zawsze mam zamiar zabiarać latarkę z domu w góry. I na zamiarach się jakoś kończyRARUTKA_GOLDI pisze:nauka - zawsze sięgam po latarke bez względu na to w jakie góry jade!
wchłonęłyście cały zapasRARUTKA_GOLDI pisze:ogółem na nas dwie na jakis tydzien miałysmy 20 tabliczek hahahahah). wcinamy w tempie błyskawicznym twardą czekoladę - białą i czarna, pół na pół.
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
-
RARUTKA_GOLDI
-

- Posty: 489
- Rejestracja: pn 28 lis, 2005
Ja kilka lat temu dawałem cukierki i gorącą herbatęj akiemuś sportowcowi ,który był padł na Grani Chochołowskiej (totalna hipoglikemia z utratą przytomności). Piłkarze z LZS (na oko 16 latki)ćwiczyli kondycję ,trener został w Kirach. I co na to powiecie?mefistofeles pisze:dobrze, ze miałyście tę czekoladę - ja się raz wybrałem na grań Chołowskiej bez - musieli mnie pogranicznicy wesprzeć połówką snikersa na Jarząbczym...
-
RARUTKA_GOLDI
-

- Posty: 489
- Rejestracja: pn 28 lis, 2005




