dagomar pisze:gdy nic się nie udaje ,gdy wszystko idzie jak po grudzie. Opowiedzcie ,czy mieliście kiedyś w Tatrach taki dzień
Pasma nieszczęść w samych Tatrach to nie miałam jak do tej pory, ale w drodze do nich..i owszem. Wstałam całą godzinę za wcześnie(co w godzinach rannych-4-5 jest bolesne) -olśniło mnie dopiero w samochodzie. Pojechałam zatem wcześniejszym pociągiem-ekspresem-szybciej miałam być w Tatrach....Dwie stacje dalej żołnierz rzucił się pod pociąg-postój ok 2h. Wreszcze dokulaliśmy się do Krakowa...udało mi się złapać autobus( w życiu nie widziałam tylu ludzi udających się do Zakopca-złapałam któryś z kolei kurs). Szczęśliwa, z ciężkim plecakiem na kolanach jadę....stoję w korku na rogatkach Krakowa..telefon z pracy....mam to już w nosie...wyłączam komórkę i zasypiam...w końcu dojechałam....
E tam mordęga. To coś wspaniałego w porównaniu z codziennością życia w mieście. Takie sytuacje pozostawiają niezapomniane wspomnienia i gotowe historie do opowiadania wnukom
A z czym mi się kojarzą muchy?
Z drogą z Giewontu na K.Kope
Na koniec jeszcze dorzucę trzy grosze do tematu o staniu pół godziny w kolejce do łańcucha.
Jeśli idziemy w południe na Giewont jest to nawet realne
no moje pierwsze podejście na giewont takie było, zrobiliśmy kółeczko przez kasprowy, cz. wierchy do giewontu. Pogoda była piekna ale co za tym idzie dzike tłumy, dzikie muchy, upał i na giewont nie wyszliśmy bo po 15 minutach stania w kolejce i podejściu w tym czasie jakichs 30- 40 metrów powiedziałem pas izrobilismy odwrót....
dagomar pisze:Pisząc ten post ,myślałem właśnie o takich trasach ,gdy nic się nie udaje ,gdy wszystko idzie jak po grudzie. Opowiedzcie ,czy mieliście kiedyś w Tatrach taki dzień
W sumie, to nie miałam takiego dnia. Często jest kryzys, ale szybko mija gdy zobaczy się piękne widoczki