Było to tak. Jako "kogut" (z kurami chodzę spać i z kurami wstaję - nie myśleć o Wioli i Myszce jak o drobiu

) poszedłem w piątek do pracy i po przyjeździe szefa wyruszyłem - w pełnym rynsztunku - na... grzybobranie. Nie chcąc tracić zbyt dużo czasu na dojazd do lasu, zdecydowałem się na niedaleki Byków. Grzyby niestety nie urosły dla mnie. Postanowiłem więc - ponad godzinę - pogawędzić z... 75-letnią Panią. Zawiedziona - jak ja - brakiem smakołyków, opowiadała mi o swoich wycieczkach do lasu. Delikatnie zmieniłem temat rozmowy i już wiedziałem, że Pani jest spod Tarnopola, ze jej Tatuś był porucznikiem w Legionach Piłsudskiego, i.t.d., i.t.d. Miło było poznać tak doświadczonego Człowieka.
Dystans 62 km.
Wróciłem do domku i zastałem "szpital". "Jedno i drugie" jakieś zas.....ne. Omijałem "to to" z daleka.
Przybyło mi za to w sobotę sporo dodatkowych zajęć - wykorzystałem więc rower - tym razem służył mi jako miejski.
Dystans 42 km.
Niedziela - 9.X.05.
Skoro nie ma grzybów - postanowiłem ruszyć na - troszkę dłuższą - wycieczkę. Wszyscy wiedzą żem kamikadze - postanowiłem więc zobaczyć jak aktualnie wygląda postęp robót na trasie S8 (Wrocław - Warszawa). Do Smardzowa - pobocze za ciągłą linią - ok. metra, pozwala na, w miarę bezpieczną podróż. Niestety dalsza droga do Oleśnicy to ciągle jeszcze "wykopaliska". Pstrykam fotki i jadę do miasteczka. Zauważam ścieżkę rowerową. Chciałem na nią wjechać, ale kilka byłych butelek (?) uniemożliwia mi ten manewr. Dalej krawężniki na tyle wysokie, że nie chciało mi się zatrzymywać. Będąc już w centrum - podjeżdża do mnie - cichaczem - radiowóz: "Po lewej stronie ma pan ścieżkę rowerową" - to słowa pana policjanta.

Ja mu na to: "Wie pan, ja chciałem już wcześniej - przy wjeździe do waszej metropoli zjechać na nią - z prawej - ale... szkło, i.t.d..

Zjechałem na chodnik. Na kolejnej krzyżówce postanowiłem dostosować się do słów władzy. Ścieżka jest przez całe miasteczko - to się chwali - jednak jej jakość pozostawia wiele do życzenia. Taką "rowerową autostradą" to ja mogę jeździć po mleko

do sklepu, a nie... . Widzieli na moim plecaku skąd jestem, jednak nie chciałem zadzierać... .

Minąłem Spalice i zjechałem z "8"-ki na "25"-kę. Drołtowice - krzyżówka - postój - popas. Dalej Oska Piła, Ose i Międzybórz. Myślałem, że to troszkę większe miasteczko - myliłem się. Nawet nie było co fotografować. Zatrzymałem się na górce - koło garaży i spoglądałem na okolice. Gość, który popijał łaciate w jedny z nich, spytał: "co szukasz młodzieńcze"? Młodzieńcze? Zdjąłem kask, okulary i nawiązałem z nim rozmowę. Troszkę był zdziwiony...

Ale... co tam - cieszyć się tylko należy.

Skorzystałem jednak z Jego informacji o planowanej trasie i ruszyłem dalej. Kilka razy - przez cały dystans - "natknąłem" się na przydrożne wiadra, kosze z grzybami. Piękne prawdziwki, podgrzybki, kozaki. Gdzie oni je znajdują?
W ten sposób zostałem "zmuszony" do trzykrotnego wjazdu do lasu - nadaremnie.

Tyle tylko, że sobie pospacerowałem.

Klonów, Cieszyn (ale daleko zajechałem

), Domasławice, Goszcz (Bodzio - Fabryka Mebli) i dom właściciela fabryki:

Troszkę wcześniej "strzelona" fotka:
Może ktoś powiedzieć dlaczego kilka zdjęć "wyszło" mi w takim kolorze?
Następne miasteczko to Twardogóra i... nie, nie będę jechał "drogą" przez Bąków. Postanowiłem zmienić nieco trasę i udałem się do Leśnych Domów, Grabowna Małego, Bukowic. Dalej (wielokrotnie przejechaną trasą) w lewo na Ludgierzowice, Węgrów, Łozinę, Siedlec, Pasikurowice, Cienin, Krzyżanowice i do domku... "Pod Grunwaldem".
Dystans 139 km.
Ps Jutro znów urlopik - w pełnym oporządzeniu ruszam po kozaki i inne "chowające" się cwaniaki ("jest tu jakiś cwaniak"?

) Myślę, że kilku "ustrzelę".
