zauważyłem, że coś co dla mnie jest prawie oczywiste dla wielu osób przechodzi ludzkie pojęcie
Ja osobiście, kiedy ruszam na dłuższy szlak wolę wstać przed szóstą. Mam wtedy piękne światło, rześkie powietrze i - co najważniejsze- puste szlaki (wyobrażacie sobie w sierpniu nie spotkac nikogo przez 4 godziny na grani Chochoowskiej lub tez na szlaku z Gąsienicowej naZawrat?).
choć w domu zwleczenie mnie z łóżka przed 10 wymaga kilku budzików w górach nawet 5 mi nie straszna, bo po prostu warto.
A co Wy myslicie o takim lekko masochistycznym podejściu?
mefistofeles pisze:...dla mnie jest prawie oczywiste (...) wstać przed szóstą. Mam wtedy...
mawiają ludzie dość ogólnie: Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje przekracza to ludzkie pojęcie tylko tych, którzy mają malusie pojęcie... sprawy oczywiste nie podlegają dyskusji (po co ja to piszę?)
mefistofeles pisze:A co Wy myslicie o takim lekko masochistycznym podejściu?
Kto myśli o trudnym i długim szlaku, to powinien wstać wcześnie rano. Tak uważam i decyzji nie zmienie. Także w domu lubię pospać, ale góry, to co innego.
Nawet po dużej ilości łaciatego nie przeszkadza mi wstawanie w góreczkach nieludzko rano. Choć w domu gdy miewam wolne lubię pognić do teleexpresu
To się nazywa poświęcenie dla swoich górskich skrzywień
To co dzieje sie w górach jest u mnie nie do powtórzenia w domowych warunkach. Mam tu na myśli: wczesne wstawanie jak i wszelkie ewentualne niedogogności, łącznie z odczuwanym zmęczeniem...tam szybko się regeneruję. Nawet bariera wytrzymałości na ból wszelaki jest jakby przesunęta....W domu nie znajduję dla niedogodności aż tyle tolerancji co w górach...Myślę, że moja psyche tam zupełnie inaczej działa - pełna mobilizacja - bo jest się "wrzuconym" w ten majestat tylko na chwilę, i wszystko tak szybko się kończy, i nie ma czasu na blimblanie się....więc lekko masochistyczne podejście , o którym pisze mefistofeles, funkcjonuje u mnie bez zarzutu....tylko w domu ,po powrocie nijak nie mogą tego pojąć, i klepią się w czoło za moimi plecami nazywając je (to lekko masochistyczne podejście) niepojętą fanaberią....
Tak Was sobie czytam i ciagle przewija mi się 6-ka. To jakaś magiczna godzina? 5-ta, czy 4-ta to "gips"???
Przecież nie jesteście codziennie w Waszych ulubionych-ukochanych Górach. Jeśli chcecie w pełni wykorzystać co Wam dał Kodeks Pracy, to łaski żadnej nie robicie, a łaciate(nadmiar) ... to sobie zostawcie na wspominki prz fotkach, filmikach, czy kompie. Jak już Tam jesteście - należy wszystko podporządkować Górom. Koniec - kropka.
Czesiek pisze: To jakaś magiczna godzina? 5-ta, czy 4-ta to "gips"???
A co to jest "gips"?
No to ja na odmianę powiem, że w górach wstaję raczej później niż na co dzień Bo raczej nie o 6 rano (jak zwykle w dzień roboczy), tylko gdzieś 1-2 godz. poźniej Oczywiście można sobie na to pozwolić nocując w schronisku, skąd do wyjścia na szlak jest tylko chwila.
No właśnie. O co chodzi z tym gipsem?
6, 5, 4 czy 3 co to za różnica. Chodzi o to, aby godzinę pobudki tak dostosować do zaplanowanej wycieczki, aby zmieścić się przed zmrokiem, zdążyć przed tłokiem na szlaku i co tam jeszcze nam się wymarzy. I to wszystko. Wielkiej filozofii w tym nie ma. Jak wybieramy się na Nosal to możemy wstać nawet o 14. Choć ja wole wstawać wcześnie.
Wstawanie wcześnie, to wielki plus... Chociażby dlatego, że ludzi nie ma... Idzie się spokojnie. Tyle, że zimno jest Ale chwila drogi i już się człowiek rozgrzewa Tak czy siak... same plusy
W górach chodzę ,o ile pogoda pozwala ,systemem codziennych tras całodniowych śr. 20-30km. W takim układzie usypiamy o dziewiątej ,bo człowiek jest zbyt padnięty ,by wieczorem poszaleć. Konsekwencją tego jest wstawanie o piątej ,bo ile w końcu mozna spać. Wyjście na szlak około szóstej ,powrót też około szóstej , dobra kolacja w Sibirance , lulu i tak dziesięć ,jedenaście .dni ,bo na taki wyjazd mogę sobie pozwolić.
Czesiek pisze:Tak Was sobie czytam i ciagle przewija mi się 6-ka
Raz spróbowałem w Karkonoszach wstac o 4,ale skonczyło sie na tym, że budzik dzwonił 3 razy - po prostu przektroczyłemtę magiczną granicę poniżej której żadna siła mnie nie zwlecze (ale nie było tego zlego - wyszedłem o 5:45 prosto na wschód słonca).
Poruszyłemproblem dlatego, że czesto słysze, ze ktos chciał ruszyc na slk rano, ale tzw reszta ekipy na to nie poszła. Sam miałemtenproblem podczas jednej wyprawy rowerowej - kumpel nie rozumial czemu chce wstawac o 6 i wyjezdzac o 7.30.