tomtom pisze:w terenie łatwym (powiedzmy marszowym) najslabszy kondycyjnie idzie z przodu, najmocniejszy z tylu i trzyma calosc wycieczki za twarz, nie ma mowy o utracie kontaktu wzrokowego nawet na moment. w terenie wymagajacym uzycia rak najbardziej doswiadczony prowadzi, uwazajac by nic mu z tylu nie zginelo, w razie problemow natury lekowej lub technicznej nie ma rady, lider musi czasem przejsc by pokazac, zejsc by dac asekuracje moralna i wlezc ponownie; taki juz ciezki los prowadzacego.
Niestety dopiero teraz mogę zabrać głos w dyskusji, choć w zasadzie to ja ją wywołałem

Zgadzam się z grubsza z powyższą wypowiedzią tomtom'a, co do chodzenia w grupie, choć może czasem trudno to zrealizować. W praktyce czasami tzw. "prowadzący" idzie w środku aby móc kontrolować harpaganów, którzy wyrywają do przodu, jak i tych, co trochę zostają w tyle.
Iwona pisze: ale aby taki ideał był to w skład grupy muszą wchodzić bardzo zgrani,znający się ludzie.Na pierwszym wspólnym wypadzie trudno to osiągnąć,bo wtedy dopiero rodzą się ''podziały ról"
A ja myślę, że sposób chodzenia w grupie bardzo szybko się krystalizuje - albo w kierunku stylu "swobodnego" albo raczej do "grupowego". A jaki styl przeważy, to już zależy od konkretnych ludzi, a głównie ich wcześniejszych przyzwyczajeń.