Nasze wycieczki w roku 2005

Wycieczki, polecane trasy, relacje, sprzęt i ekwipunek.
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

MiG pisze:... żeby czasem wziąć udział w jakiejś większej imprezie...
W takiej - chętnie. :)
http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=501&w=28916367
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

Było to tak. Dostałem jakiegoś zwrotnego - sprzed tygodnia - maila od Romana. Pytam: "czy to dzisiejszy". Odpowiedź: „tak”. Pytanko o plany rowerowe na sobotę. :) Jak zwykle jestem chętny. No i tak sobie pomailowaliśmy. Miał być pociąg do Świebodzic, potem rowerkami do Wałbrzycha i na Czechy. Stanęło na Stawach Milickich, gdzie Roman jeszcze nie jeździł. Punkt 10:00 jesteśmy już razem i ruszamy w kierunku Trzebnicy. Pogoda jest super. Słońce grzeje w „mózg” nieźle. Zjazd do miasteczka - choć krótki - pozwolił nam na niezłe prędkości maksymalne, ja miałem 59, a Roman chyba 61,5 km/h. W parku chwila odpoczynku na posiłek, mój dopalacz i dalej w trasę. „Przebijamy” się przez metropolię, ;) by po chwili – z wiatrem – „pruć” niecałą 40-tką do Sułowa. Tu "złapaliśmy" traktor, a właściwie to on "złapał" nas. Chyba z siedem kilometrów gonił nas zaciekle, ale my się nie dawaliśmy. Warczał mi za plecami strasznie. W końcu nie wytrzymałem i odpuściłem sobie tą ucieczkę. ;) Roman, zobaczywszy mnie za "ścigaczem" - po koleżeńsku, również odpuścił i poczekał na Cześka. :D Słynna już Gruszeczka ("Pociąg do Hollywood") i za moment Sułów. W tym dość uroczym miasteczku – na Rynku – znów przerwa na foto, jedzonko, zakupy różnych płynów i innych kalorii. Mapa do rąk i chwila zastanowienia gdzie jedziemy. Decyzja zapadła: Ruda Sułowska. Wioseczka jak wszystkie inne tutaj – nad stawami. Kompleks bajor do połowów(płatnych), „bar”, ławeczki i znów chwilka przerwy. Dalsza nasza trasa przebiegała niebieskim szlakiem pieszym - przez las. Oczywiście kilka razy, zatrzymywaliśmy się by sfotografować stawy, ptactwo (głównie kolonie kaczek), oraz… siebie w łódce. ;) Po kilku następnych kilometrach, stawy się skończyły i myśleliśmy tylko o jak najszybszym i jak najkrótszym – mapa – powrocie do domków. Przed Prusicami wyprzedził nas, taki jeden pan… Nooo… wiecie… z okolicznej wioski, na swoim „ferrari”. :)) Nie było by w tym nic dziwnego (my już po "setce" w... nogach ;) ), gdyby nie jego dopalacz w ustach. Ten to ma zdrowie. :)) Rozmawiałem z nim na prusickim rynku i dowiedziałem się, że spieszył się po kwiaty i ma 48 lat. :) Fotki i "przecinamy" krajówkę - „5”. Jedziemy do Obornik Śląskich, przez Kuraszków. W domu dowiaduję się, że Asia jedzie tam na dwa dni w celu zapoznania się z pedagogami z LO. Skręcamy do Wilczyna Leśnego by napić się kawki. Po około pół godziny ruszamy na ostatni etap naszej wycieczki. Za mostem 1000-lecia rozjeżdżamy się do swoich domów. Koniec wycieczki, której… nie planowałem. Było wspaniale. :)
Dystans 139 km.

W Niedzielę natomiast dołaczyła do nas Małżonka Romana i wybraliśmy się na krótką wycieczkę do Wojnowic.
Dla mnie była to wyprawa tym ciekawsza, że wiele razy o zamku tym słyszałem, ale jakoś wcześniej koła nie chciały mnie tam zawieźć. W drodze powrotnej "doczekaliśmy" ;) się deszczu, :( przecudnej tęczy :D i... ulewy przed domem. :x
Dystans 60 km.
http://zamekwojnowice.ig.pl/
Roman

-#4
Posty: 255
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005

Post autor: Roman »

Dodam jeszcze, że za Rudą Sułowską spłoszyliśmy, wygrzewającego się na skraju asfaltu, wspaniałego gada. Pamiętam jedynie jak wił się na poboczu i jego zielony ogon. Czesiek był bliżej i twierdzi, że był dość gruby. Te cechy pozwalają podejrzewać, że mogła to być żmija (zaskroniec jest szczupły i bardzi szybki).
Co do sportowca ekstrealnego przed Prusicami (papieros w ustach i pełny gaz), to pomyliliśmy się - wszedł wprawdzie do sklepu, ale nie po wiadomy płyn.
Zdjęcia: http://bicykl.friko.pl/index1.php?katalog=Sulow
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

Roman pisze:ale nie po wiadomy płyn
Po kwiaty dla syna. :?

Ps. Bukiet ładny był, ale jakiś taki... "ostateczny" raczej. :(
ryb-ka

-#5
Posty: 926
Rejestracja: pn 26 lip, 2004
Lokalizacja: Wawa

Post autor: ryb-ka »

Mariusz pisze:a post był bardzo ciekawy - w dodatku sporowokował ciekawą dyskusję
tu to ja sie podpiszę :)
Ja lubię rożnorodność, więc i samotne wyprawy i grupuwe, masowe imprezy trochę mniej, ale jest pewien rodzaj radości gdy się przebywa w tłumie, szczególnie takim "zjednoczonym" we wspólnym działaniu.

Kiedyś często brałam udział w zawodach sportowych i trochę brakuje mi teraz tego typu imprez.

A może jakieś zawody forumowe zorganizujemy ;?
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

ryb-ka pisze:A może jakieś zawody forumowe zorganizujemy ;?
:) Mi się pomysł podoba.Takiego jeszcze na forum nie było :think: ...Ryb-ka..może jakaś luźna propozycja? :)
Roman

-#4
Posty: 255
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005

Post autor: Roman »

Proponuję wyznaczyć, gdzieś w Polsce, miejsce równoodległe od miejsc zamieszkana forumowiczów i tam się zjechać ;-) Kto pierwszy ten wygrywa? Tyle, że proponuję zaczekać do przyszłego lata :-)
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Roman pisze:Proponuję wyznaczyć, gdzieś w Polsce, miejsce równoodległe od miejsc zamieszkana forumowiczów i tam się zjechać
Próbowałam tego pomysłu z mefistofelesem i przez moje pobłądzenie w lesie...nam nie wyszło :(
Roman

-#4
Posty: 255
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005

Post autor: Roman »

To wygra ten kto dojedzie ;-) A potem będzie konkurs na odnalezienie zagubionych ;-)
Roman

-#4
Posty: 255
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005

Post autor: Roman »

Właśnie wróciłem z Gór Izerskich. Dziś wspaniała pogoda i widoczność choć zimno. To zapewne moja ostatnia wycieczka w te strony w tym roku. Oczywiście rowerowa, mam nadzieję zjawić się tam za 2 miesiące na biegówkach. Zrobiłem sporą pętlę z Jakuszyc: Orle-Hala Izerska-przejście graniczne Stóg Izerski Smrk-Jizerka-Orle (56 km). ZAliczyłem przy okazji słynne izerksie bagienka (skarpetki i buty do wyżymania). Widoki i wrażenia wspaniałe (w lipcu aura ich poskąpiła). Wkrótce opis i zdjęcia na http://bicykl.friko.pl. Wracając do domu - spod Wrocławia niezwykły widok Karkonoszy i innych pasm Sudetów na tle nocnego nieba. Dzięki wspaniałej przejrzystoścu powietrza.
Wiola

-#2
Posty: 71
Rejestracja: pt 12 mar, 2004
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: Wiola »

Desant rowerowy sobota 17 IX 2005
Wraz z mężem wyjechaliśmy z domku przed 11-tą, aby uczestniczyć w jw. :)
http://eko.org.pl/edbs2005/
Na początek udzieliliśmy wywiadu telewizji dolnośląskiej (TeDe), oraz radiu RAM. „Pozowaliśmy” również regionalnej tivi Wrocław. Start opóźnił się o kilkanaście minut. Pod eskortą policji wyruszyliśmy na trasę. Jechało się cudownie. Cały ruch został wstrzymywany tylko dla nas. Dość, że „miliony” korków w mieście, to jeszcze kierowcy w swych wspaniałych maszynach ;) musieli czekać aż przejedzie kolumna rowerów. Było nas około setki (liczyłam pod górką Kilimandżaro). Trąbkami i dzwonkami dawaliśmy przechodniom i kierowcom znać o sobie. Reakcje były różne. Jedni nas pozdrawiali, innym wyraźnie nie w smak był dodatkowy postój. ;)
Po dotarciu na miejsce pożegnaliśmy i podziękowaliśmy dzwonkami i.t.d. Policji za eskortę. :D Dalszy ciąg imprezy wyraźnie się przeciągał, a pogoda nie nastrajała do stania w miejscu, więc postanowiliśmy wrócić do domu. Tym bardziej, że mieliśmy jeszcze pewne plany na popołudnie. :) Po cieście i kawce ruszyliśmy do… Wojnowic, tam gdzie Czesiu był w ubiegłym tygodniu z Lucyną i Romanem. :D Po drodze kilka razy zmoczył nas przelotny deszczyk, ale nie było źle. Zamek bardzo mi się podobał. Akurat było tam wesele. W ubiegłym tygodniu ponoć też.
http://zamkipolskie.com/wojnow/wojnow.html
Troszkę sobie odpoczęliśmy i posililiśmy się świeżutką kiełbachą z równie świeżutkimi bułami, zakupinymi w wiejskim sklepie, w Krępicach. ;) Po uwiecznieniu pobytu przy zamku ruszyliśmy w drogę powrotną. Znów złapał nas deszcz, ale jakoś to przeżyliśmy. :) Po dotarciu do domku i zażyciu gorącej kąpieli, czuliśmy się jak nowo narodzeni. Spać, bo na jutro znów wyruszamy na wycieczkę rowerową. ;)
Dystans całego dnia = 79 km. :D
Ja przy zamku: :D
Obrazek
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

Wiola pisze:Znów złapał nas deszcz...
Owszem i do tego jeszcze złapałem... "gumę", :( :x tuż za Wojnowicami.
Przestało kropić i rower był gotów do dalszej jazdy. :D

Niedziela - 18.09.05.
Przygotowani do wycieczki, wyjeżdżamy o 9.15 w kierunku Mirkowa. Żeby przyspieszyć dojazd do bezpieczniejszej drogi i skrócic ewentualne lawirowanie po wioskach, pojechaliśmy „8”-ką do Bykowa i dalej do Borowej. Tu skręciliśmy do wsi Stępiń i już spokojnie – przy małym ruchu blachosmrodów „mknęliśmy” ku Twardogórze. W Dobroszycach Wioli zachciało się loda, więc zatrzymaliśmy się pod jednym ze sklepów.
Kilometr i już jesteśmy w… ciszy. :D Wspaniała asfaltowa droga przez kilka kilometrów wiodła nas przez las. Było troszkę chłodniej (cień), mimo to przyjemnie. Niemal w każdej bocznej drodze parkowały samochody . To ci, którzy liczyli na niezłe grzybobranie. Zawiedli się srogo. Dowodem tego może być fakt, iż przez całą naszą niedzielną wycieczkę spotkaliśmy tylko jednego starszego pana, który miał ochotę sprzedać nazbierane grzyby. Zresztą miał ich w koszyczku ledwie z dziesięć. Dojechaliśmy do Grabowna Wielkiego. Stamtąd już tylko chwila i byliśmy w Twardogórze.
http://www.twardogora.pl/polozenie/index.htm
Oczywiście postój – w parku – obok kościoła. Jedzonko, mapa i za chwilę ruszamy przez Goszcz, Brzostowo do Żeleźnik. Tuż za nimi „rozbijamy obóz” - na stawem Antoni.
Obrazek
Spędzamy tam prawie godzinkę – wygrzewając się w słoneczku. Podziwiając okolicę, przypatrywaliśmy się jak ropucha czai się na motyla. Nie trwało to długo i motylek był jej. Szybka bestia z tego żabska. ;) Wypoczęci ruszamy dalej, by po chwili zobaczyć znak „Objazd do Milicza 17 km”. Ale my chcemy tylko do Krośnic, więc ignorujemy objazd. Jednak Krośnice niczym nas nie zaciekawiły i udaliśmy się do Wierzchowic. Tu odbywało się „Święto sadów” i właśnie tu droga do Milicza była już całkowicie zamknięta. My pojechaliśmy sobie do Dziewiętlina, gdzie… skończyła się asfaltówka. Dwie drogi w pola, jedna brukowana w środek wsi (?) i szutrowa w las. Koniec języka za przewodnika i jedziemy szutrem do lasu. Przyzwoitą drogą docieramy do krzyżówki. Ukazuje nam się równiutki (wąski) asfalcik. Mapa i już wiemy gdzie mamy jechać. Po drodze zauważamy jakieś konie ( koniki polskie?), obgryzające korę z drzew w ogrodzonym lasku.
Obrazek
Fotki i jedziemy dalej. Teraz już patrzymy aby jak najkrócej i najszybciej dojechać do domku. Mijamy Pierstnicę, Bukowice, Ludgierzowice, Węgrów i dalej przez Bierzyce do Łoziny. Festyn na całego – orkiestra gra… piwko (i nie tylko) lało się… wesoło mieli. ;) Po krótkim postoju musieliśmy niestety przeboleć jakość „szosy” przez Bąków. Dalej już tylko Domaszczyn i Psie Pole – dzielnica Wrocławia. Szybkie zakupy świeżego pieczywa w Geant-cie i do domku (coś po 20-tej.) Córcia już na nas czekała – wróciła od Babciów.
Wycieczka bardzo udana, tylko szkoda, że ranki już chłodne i dni coraz krótsze.
Mapka naszej trasy:
http://mapa.szukacz.pl/?m=Twardogora&zoom=3
Dystans 126 km.
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

23.09.05 - piątek
Tuż po 8 wyruszyłem z domku i skierowałem się - tak jak ostatnio z Żoną - do Bykowa. Tu wjechałem do lasu by zobaczyć czy są grzyby. Zero smakołyków. :( Po kilkunastu minutach Postanowiłem jechać dalej. Tak więc kierunek Dobroszyce. Zmiana wcześniej planowanej trasy. Twardogórę omijam i jadę do Bartkowa i Białego Błota. Znów wchodzę do lasu i znów zero. Jestem baaaardzo smutny. Przez Malerzów, Kubryk, Łazy Wielkie dojeżdżam do Lasowic, do drogi krajowej "15". Udaję się nią do Milicza. Za miastem skręcam w prawo - do Rudy Milickiej, by za chwilę "przecinać" Staw Słoneczny Górny.
Obrazek
Piękny widok. Słychać tylko wszelkiego rodzaju ptactwo i... wiatr. Słoneczko grzeje dosyć mocno, więc zrzucam z siebie to co zbędne. :) Oczywiście co chwilę fotki i w ten sposób docieram do Nowego Zamku. Dłuższa chwila odpoczynku, mapa w łapki i kombinuję jak tu najszybciej wrócić do domu. Przez kilka - nieznanych mi jeszcze - wiosek wracam do Milicza i "15"-ką jadę w kierunku Wrocławia. We wsi Kuźniczysko zjeżdżam w lewo by... męczyć się leśnym duktem - non stop po piachu. :( W końcu docieram do asfaltówki, ale tu najwyraźniej "łapię" kryzys (111-ty kilometr). Trzy, cztery kilometry i po kryzysie. Teraz już pędzę ;) przez, m.in. Zawonię, Skotniki, Piersno, Siedlec, Krzyżanowice - do domu. Zmęczony - jak mało kiedy - wchodzę pod prysznic i... zaczynam na nowo żyć. :D
Dystans 145 km.
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

Niedziela - 25.09.05.
Pobudka o 6 i po kilku kęsach... jedziemy z Wiolą - rowerkami - na wybory = 1500m. ;) To sie nazywa lenistwo. :) Powrót - kawka i w drogę (7.15). Kierunek Kąty Wrocławskie. Ulice w mieście prawie puste. Grabiszyńską jedziemy niemal sami. Pierwszy postój - na fotkę - przy
drgowskazie: "Kostomłoty i Zabłoto". Jednak nie jedziemy do "młotów", tylko skręcamy do Paździorna. Stamtąd m.in. przez Godków, Bogdanów, Osiek, a następnie polną drogą do Mieczkowa. Docieramy do Gościsławia i znów jakąś szutrową drogą między wioskami do wsi Laski. Postój na jedzonko i po "zasięgnięciu języka" - po raz trzeci skracamy sobie drogę jadąc przez pola do Dębnicy. Nastepna wieś to Lusina. Dobre śliwki tam mają. Jabłka też. :D Kolejny przystanek na fotkę to Goczałków Górny. Jest tu niewielki cmentarz poniemiecki. Na nim również pomnik mogiły zbiorowej żołnierzy niemieckich. Przejeżdżamy przez Goczałków i już tylko 2 km do... Rogoźnicy. Jedziemy do Muzeum Gross Rosen.
www.gross-rosen.pl/
Pewnie większość z Was tam była, więc nie będę pisał co zobaczyłem. :( Po ponad godzinnym pobycie tam - posiłku tuż za muzeum, ruszyliśmy w dalszą drogę do... Jawora. Chcieliśmy zobaczyć Kościół Pokoju i zobaczyliśmy... z zewnątrz. Rowery, opłaty... :(. "Wsadziliśmy" głowy przez drzwi, ale powody wcześniej wymienione spowodowały, że nie zabawiliśmy tam długo. www.man.poznan.pl/~marcinp/pages/drewniane/jawor.html
W parku - obok kościółka - posiłek, mapa i szukanie drogi powrotnej. Jakoś udało nam się wyjechać z miasteczka i "pomknęliśmy" przez Księżyce, Konary, Piekary, Udanin, Wichrów do Kostomłotów - pod pręgierz. Zakupy kalorii i przez Piotrowice, Pełcznicę, Wszemiłowice, Romnów, aż do postoju za Skałką. Wiola założyła kamizelkę kulo... ;) odblaskową i już przed nami tylko Kłębowice, Smolec i Muchobór. Byliśmy prawie w domku. Jeszcze tylko na Plac Grunwaldzki, a w domku już czekała na nas kolacja i kawka... :D Zmęczeni i szczęśliwi z udanej wycieczki tym razem wyruszyliśmy do... wyrka. ;)
Dystans 167 km.
Ps. Wiola pobiła swój rekord dnia o prawie 4 kilometry - niechcący :O .
Awatar użytkownika
Mariusz

-#8
Posty: 5763
Rejestracja: pn 15 wrz, 2003
Lokalizacja: Marki

Post autor: Mariusz »

Po raz kolejny jestem pełen podziwu dla Wioli. :)

Ja w przedwyborczą sobotę zdołałem przekręcić 101 kilometrów. Dla mnie to w sam raz - dłuższe dystanse są zbyt monotonne (przy samotnej jeździe) i zbyt męczące. Kto wie - może to już była ostatnia wycieczka w tym sezonie... Oczywiście - tak jak ostatnio - uszkodziła się karta pamięci w aparacie, więc fotki stracone.

Więcej tam gdzie zwykle:
http://rower.bozym.com
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

może to było dawno, ale dopiero teraz zechciało mi się to opisać:


17 - 23 VIII
Olsztyn - Wilczy Szaniec - Stańczyki - Sejny - Druskienniki(LT)- Augustów - Ełk

Dystans 592 km


Relacja + foty i mapa tu:

http://www-users.mat.uni.torun.pl/~gapi ... index.html
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

Sobota - 01.10.05.
Wrocław - Byków - okoliczne wioski - Wrocław. Wycieczka była zaplanowana jako grzybobranie. Niestety znaleźliśmy tylko kilka czerwonych muchomorów. :( Przywieźliśmy za to sporo śliwek i jabłek. ;) Ogólnie było SUPER.
Najważniejsze jednak, że dotarliśmy aż do... Bukowiny... ;)
Obrazek
Dystans 66 km.
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

02.10.05. - Niedziela
Wstałem o 6.10, wyjrzałem za okno i... pogoda nie nastrajała do wycieczki na rowerku. Zimno, mglisto, brrr. Po przygotowaniu śniadanka, prowiantu na drogę obudziłem Śpiącą Królewnę ;) i postanowiliśmy, że... jedziemy. Wystartowaliśmy z Placu Grunwaldzkiego o 8.10 w kierunku Świniar. Później Szewce, gdzie skręciliśmy w lewo do Paniowic, Kotowic, Urazu i Brzegu Dolnego. Po odpoczynku i posiłku popedałowaliśmy w kierunku Lubiąża. Niezbyt silny wiatr pozwolił nam na szybkie dojechanie do celu. Tuż przed Lubiążem znów postój na posiłek i odpoczynek. Wiola była tu pierwszy raz. Zachwycona ogromem pałacu, oraz przerażona jego zniszczeniem, długo mu się przyglądała.
Obrazek
Obeszliśmy także stary kościół oraz budynki przylegające do niego.
http://www.dynamit.im.pwr.wroc.pl/akozlowska/menu.html
Jak zwykle sporo fotek i powrót do domu przez... most na Odrze, tuż za wioską. Dalej były Malczyce i Środa Śląska.
http://www.srodaslaska.pl/www/39508.xml ... section=02
Pojechaliśmy do Rynku (fotki) i skrótem - ul. Kolejową - wyjechaliśmy na drogę prowadzącą do Szczepanowa. Ulicą Długą, a następnie drogą szutrową i "kolejową" (kamień :( ) - z mapą w rękach - dojechaliśmy do wsi Kadłub, skąd już tylko asfalcikiem do Miękini. Następnie: Mrozów, Wojnowice, Brzezinka Średzka, Pisarzowice, (odpoczynek) Wilkszyn i wreszcie Wrocław. Królewiecką, Popowicką, przez Plac Bema, Plac Grunwaldzki dojechaliśmy do domu.
Dystans 130 km.

Ps.1 Miało przelotnie padać. My jednak zaryzykowaliśmy i jak się później okazało - warto było. D
Ps.2 Nie "udało" się podwoić wczorajszego dystansu. Wiola powiedziała: dość. :)) ;) Zabrakło dwóch kilometrów. :(
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

Było to tak. Jako "kogut" (z kurami chodzę spać i z kurami wstaję - nie myśleć o Wioli i Myszce jak o drobiu ;)) poszedłem w piątek do pracy i po przyjeździe szefa wyruszyłem - w pełnym rynsztunku - na... grzybobranie. Nie chcąc tracić zbyt dużo czasu na dojazd do lasu, zdecydowałem się na niedaleki Byków. Grzyby niestety nie urosły dla mnie. Postanowiłem więc - ponad godzinę - pogawędzić z... 75-letnią Panią. Zawiedziona - jak ja - brakiem smakołyków, opowiadała mi o swoich wycieczkach do lasu. Delikatnie zmieniłem temat rozmowy i już wiedziałem, że Pani jest spod Tarnopola, ze jej Tatuś był porucznikiem w Legionach Piłsudskiego, i.t.d., i.t.d. Miło było poznać tak doświadczonego Człowieka. :D
Dystans 62 km.
Wróciłem do domku i zastałem "szpital". "Jedno i drugie" jakieś zas.....ne. Omijałem "to to" z daleka. ;)
Przybyło mi za to w sobotę sporo dodatkowych zajęć - wykorzystałem więc rower - tym razem służył mi jako miejski. ;)
Dystans 42 km.
Niedziela - 9.X.05.
Skoro nie ma grzybów - postanowiłem ruszyć na - troszkę dłuższą - wycieczkę. Wszyscy wiedzą żem kamikadze - postanowiłem więc zobaczyć jak aktualnie wygląda postęp robót na trasie S8 (Wrocław - Warszawa). Do Smardzowa - pobocze za ciągłą linią - ok. metra, pozwala na, w miarę bezpieczną podróż. Niestety dalsza droga do Oleśnicy to ciągle jeszcze "wykopaliska". Pstrykam fotki i jadę do miasteczka. Zauważam ścieżkę rowerową. Chciałem na nią wjechać, ale kilka byłych butelek (?) uniemożliwia mi ten manewr. Dalej krawężniki na tyle wysokie, że nie chciało mi się zatrzymywać. Będąc już w centrum - podjeżdża do mnie - cichaczem - radiowóz: "Po lewej stronie ma pan ścieżkę rowerową" - to słowa pana policjanta. :) Ja mu na to: "Wie pan, ja chciałem już wcześniej - przy wjeździe do waszej metropoli zjechać na nią - z prawej - ale... szkło, i.t.d.. :( Zjechałem na chodnik. Na kolejnej krzyżówce postanowiłem dostosować się do słów władzy. Ścieżka jest przez całe miasteczko - to się chwali - jednak jej jakość pozostawia wiele do życzenia. Taką "rowerową autostradą" to ja mogę jeździć po mleko ;) do sklepu, a nie... . Widzieli na moim plecaku skąd jestem, jednak nie chciałem zadzierać... . ;) Minąłem Spalice i zjechałem z "8"-ki na "25"-kę. Drołtowice - krzyżówka - postój - popas. Dalej Oska Piła, Ose i Międzybórz. Myślałem, że to troszkę większe miasteczko - myliłem się. Nawet nie było co fotografować. Zatrzymałem się na górce - koło garaży i spoglądałem na okolice. Gość, który popijał łaciate w jedny z nich, spytał: "co szukasz młodzieńcze"? Młodzieńcze? Zdjąłem kask, okulary i nawiązałem z nim rozmowę. Troszkę był zdziwiony... ;) Ale... co tam - cieszyć się tylko należy. :D Skorzystałem jednak z Jego informacji o planowanej trasie i ruszyłem dalej. Kilka razy - przez cały dystans - "natknąłem" się na przydrożne wiadra, kosze z grzybami. Piękne prawdziwki, podgrzybki, kozaki. Gdzie oni je znajdują?
W ten sposób zostałem "zmuszony" do trzykrotnego wjazdu do lasu - nadaremnie. :( Tyle tylko, że sobie pospacerowałem. :)
Klonów, Cieszyn (ale daleko zajechałem ;) ), Domasławice, Goszcz (Bodzio - Fabryka Mebli) i dom właściciela fabryki:
Obrazek
Troszkę wcześniej "strzelona" fotka:
Obrazek
Może ktoś powiedzieć dlaczego kilka zdjęć "wyszło" mi w takim kolorze?
Następne miasteczko to Twardogóra i... nie, nie będę jechał "drogą" przez Bąków. Postanowiłem zmienić nieco trasę i udałem się do Leśnych Domów, Grabowna Małego, Bukowic. Dalej (wielokrotnie przejechaną trasą) w lewo na Ludgierzowice, Węgrów, Łozinę, Siedlec, Pasikurowice, Cienin, Krzyżanowice i do domku... "Pod Grunwaldem". ;)
Dystans 139 km.

Ps Jutro znów urlopik - w pełnym oporządzeniu ruszam po kozaki i inne "chowające" się cwaniaki ("jest tu jakiś cwaniak"? :)) ) Myślę, że kilku "ustrzelę". ;)
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

Kolejny dzień urlopu i kolejny wyjazd z grzybkami "w głowie". Powrót niestety bez przysmaków. :( Wściekły jak... przeszedłem ok. 10 kilometrów, z moim rumakiem, po wszelkiej "maści" lasach. Nawet zapachu grzybni nie poczułem. Postanowiłem jechać do Czterech Chałup - hmmm - Trzech Chałup - coś mi się ... ;) Ominąłem Twardogórę i "wylądowałem" znów w... Goszczu. Tym razem postanowiłem sfotografować "pałac".
Zapraszam do lektury:
http://www.luteranie.pl/diec.wroclawska ... goszcz.htm
Spotkanych dziadków zapytałem jak to jest z tymi chałupami i dowiedziałem się, że to tylko nazwa jest "taka fajna", a reszta to totalne zad..ie. ;) "Nie warto tam jechać panie". Więc nie pojechałem. Wróciłem do domku zadowolony jedynie z pogody i spokojnie przejechanych kilometrów.
Dystans 118 km.
Oto pewien etap mojej wycieczki. ;)
Obrazek
ODPOWIEDZ