Wrocławski Sierpień 2005 w Tatrach

Wspomnienia z pobytu w górach, relacje, plany wyjazdów.
DraQs

-#3
Posty: 172
Rejestracja: śr 03 sie, 2005
Lokalizacja: z Kielec

Post autor: DraQs »

No i taki skurczybyk nie wspomni, że mieli idealną widoczność i morze chmur pod sobą. :x :P ;)
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

DraQs pisze:skurczybyk nie wspomni, że mieli idealną widoczność
Wieki tam byłem - jak tu spamiętać te wszystkie dni :? ;)
Wiola

-#2
Posty: 71
Rejestracja: pt 12 mar, 2004
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: Wiola »

Dzień 10 - Wiola, MM i Marzenka.
Czesiu wybył sam na szlak, a my po śniadanku, paszporty w kieszenie i kierunek Łysa Polana. Niestety bus nie dojechał do granicy. Tu zatrzymał się ostatni samochód w kierunku Palenicy. Dalej już nie wpuszczano (9 rano?) :(. Dreptałyśmy od serpentyny do celu. Po dojściu i przekroczeniu, skierowałyśmy swoje kroki do parku. Spacerkiem :) do Polany Białej Wody. Stoi tam duża leśniczówka TANAP-u. Można tu dojechać rowerem. Posiedziałyśmy, ochłodziłyśmy się w źródełku. Jedzenie, picie i dalej w drogę. Trasa wznosiła się łagodnie, wiodła lasem. Widoki naprawdę super. Po prawej, lewej i przed nami góry, a my w środku. Idąc postanowiłyśmy sprawdzić na mapie gdzie jesteśmy. Okazało się, iż dotarłyśmy na Polanę pod Wysoką. Tu zapadła decyzja: wracamy. :( (brak czasu) Druga decyzja dotycząca przyszłego roku: przejście tego szlaku od Smokowca do Łysej Polany. 8) Powrót minął nam szybko (cały czas z góry :) ). Po dotarciu na Łysą, drobne zakupy u Babci i na kwaterę. Miałyśmy farta, na granicy zatrzymał się bus (jadący z Zakopca), zabrał nas, pojechał na Palenicę. Zapakował komplet i ruszył w drogę powrotną. Po przyjeździe do Cyrhli, cała czwórka wyruszyła do "7 Kotów" na coś smacznego. :D :D :D
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

Dzień jedenasty - 20.08.05. - sobota
5.00 pobudka. Gospodarz wrócił z Hameryki ;) i zawiózł naszą czwórkę do Palenicy Białczańskiej swoim nowym - za 1000,- ;) - samochodem. Znów bez stosownej opłaty ruszyliśmy na asfalt. :( Spacerkiem doszliśmy do MO, gdzie - jak zwykle - nastąpiła przerwa na to i owo. Wiola jako punkt "rozborno-zborny" pozostała przy schronisku. Asia, Marzenka i ja udaliśmy się nad Czarny Staw. Tu - niestety :( - MM zakończyła swą dzisiejszą wędrówkę wzwyż. Wiecie... te i inne sprawy. "Zesemesowała" się z Mami i wróciła do Niej. Marzenka i ja spokojnym - bez szrżowania - krokiem udaliśmy się na... Rysy. Dotarliśmy pod głaz. Sesja zdjęciowa Iris i dalej, w górę. Następny postój - dłuższy - około 20 minut nastąpił na buli. Papu, foty i znów... "Sokół" :O . Tym razem zawisł gdzieś nad Bandziochem. Wyglądało jednak, że wszystko jest okej, bo szybko odleciał i już nie wrócił. My też udaliśmy się w dalszą wędrówkę. Pierwsze łańcuchy i... pierwsze korki. Tłok i... bardzo rozgadana "rodzinka". :( Jako doświadczony ;) górołaz letni objąłem dowództwo na szlaku. 8) Byłem przewodnikiem i nauczycielem w jednej osobie. Niestety towarzystwo nie potrafiło przepuścić dwóch osób schodzących, łapało za łańcuchy - na jednym odcinku - jednocześnie. :( Wymądrzali się okropnie, by w końcu zastanawiać się co to jest TPN. Paranoja. Skąd "to to" się bierze? W końcu udało nam się dotrzeć do Przełączki pod Rysami, ale tam... czwórka odwalonych jak woźni w Dzień Nauczyciela (słowa Andrzejka Krystoszyka :) ), pospinanych linami "wspinali" się na Rysy. Hamowali wszystkich za i przed nimi. Wydawałoby się, że to profesjonaliści jacyś, (naszywki TPN i TOPR-owskie) ale... sam nie wiem. Wolę już klapkowiczów na szlaku niż coś takiego. :( Jedyna korzyścia z tego postoju tutaj to spora ilość zdjęć jakie zrobiłem. W końcu Marzenka usiadła sobie - szczęśliwa - na 2499, na słupku (2500?). Ja też :D ;) (4 raz, 4 rok pod rząd). Tłok na polskich przegonił nas na 2503. ;) Tam przynajmniej można było znaleźć miejsce do siedzenia. Niestety kogoś "przycisnęło" i też tam nie zabawiliśmy zbyt długo. :x Pogoda super, widoczność idealna. Fotki - ze szczególnym uwzględnieniem Gierlacha oraz Łomnickiego Szczytu i "spadamy" na Przełęcz pod Wagą. Tak sobie zażyczyła Iris i sama robiła z niej fotki. :) Po chwili zeszliśmy do Chaty pod Rysami, czy - jak kto woli - schroniska pod Wagą. Wcześniej jakiś młodzian rozebrał się do spodenek i "wywinął orła" na ogromnym płacie śniegu. Ach młodość... ;). Pod schroniskiem spędziliśmy conajmniej pół godziny. Sporo fotek i decyzja: schodzimy na słowacką stronę. :D Przygotowałem swą towarzyszkę wędrówki na długie, żmudne i chwilami nudne (ze zmęczenia już) zejście. Przyjęła to spokojnie. Przy Wielkim Stawie, oczywiście fotki i dalej schodzimy. Docieramy do rozwidlenia szlaków nad Żabim Potokiem. Tam robimy sobie przerwę. Po ok. 15 min. wchodzimy na szlak niebieski, dochodząc nim do Popradskiego Plesa. Ostatnio, gdy tu byłem - nie zszedłem nad sam staw - postanowiłem więc zejść z Marzenką, by nacieszyć oczy pięknem jego i otoczenia. Kilka fotek i znów w górę. Ponownie na czerwony szlak - z braku koron - do Szczyrbskiego Plesa. Po "chwili" jesteśmy w miasteczku i rozglądamy się za kantorem. Jest - wymieniam 100,- i z ponad 800 koronami szybciutko na zeleznicku. ;) 17.34 odjazd do Tatrzańskiej Łomnicy. Bilety po 40 koron. Udaje nam się znaleźć - ostatnie chyba - miejsca siedzące. :D Po drodze oglądamy po raz drugi skutki trąby i ognia w tamtejszych - byłych - lasach. Docieramy do celu. Autobus (SAD) do Łysej Polany odjeżdża o 18.01. Skorpiony to cwaniaki ;). Byliśmy w pierwszej dziesiątce, jaka weszła do niego. Sporo, bo około 20 osób zostało na przystanku. :( Autobus nie guma. Po dotarciu do granicy odwiedziliśmy jeszcze "naszą" Babcię. Zakupy, rozmowa i... do zobaczenia w przyszłym roku. :) Paszporty w łapki i już jesteśmy u siebie. :D Po kilku minutkach zatrzymał się BUS, jadący z Palenicy i na stojąco dojechaliśmy (po prośbie) pod sam dom. :D Wymiana wrażeń z dzisiejszego dnia z Wiolą i Asią, toaleta, jedzonko i spać, bo jutro... ostatni dzień w Taterkach. Plan jest - jak dla nas - bardzo ambitny...
Fotki z tego dnia:
http://my.magma-net.pl/razem/tatry2005/ ... nasty.html
DraQs

-#3
Posty: 172
Rejestracja: śr 03 sie, 2005
Lokalizacja: z Kielec

Post autor: DraQs »

Czesiek pisze:Niestety kogoś "przycisnęło" i też tam nie zabawiliśmy zbyt długo.
Kurde, epidemia jakaś, czy co? Miałem to samo.

Fotki jak zwykle :)) Ale widać, że na górze był tłok, bo coś ze szczytu mało zdjęć. ;)
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

DraQs pisze:Miałem to samo.
Może to ten sam... zas..niec. :? :x
DraQs pisze:na górze był tłok
Szczerze powiem, że bywało gorzej. :)
DraQs

-#3
Posty: 172
Rejestracja: śr 03 sie, 2005
Lokalizacja: z Kielec

Post autor: DraQs »

Może ten sam dzień? Którego byłeś? Jeśli chodzi o pogodę, to ja miałem identyczną (chmurki z rzadka, patelnia itp.)Ja pamiętam tylko, że następnego dnia było całkiem nieżle, a potem się skitwasiło.
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

Czesiek pisze:Dzień jedenasty - 20.08.05. - sobota
;)
DraQs

-#3
Posty: 172
Rejestracja: śr 03 sie, 2005
Lokalizacja: z Kielec

Post autor: DraQs »

Oo :O Miej wyrozumiałość dla zapracowanego ludzia. ;). To już drugi raz. ;)
To był ewidentnie ten sam dzień. Nie pamiętasz może ze szczytu koszulki kolarskiej? :?
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

DraQs pisze:Nie pamiętasz może ze szczytu koszulki kolarskiej?
:? :(
DraQs

-#3
Posty: 172
Rejestracja: śr 03 sie, 2005
Lokalizacja: z Kielec

Post autor: DraQs »

Cóż, ludzi wtedy się "odrobinkę" przez Rysiki przewinęło. Jedyne charakterystyczne zdarzenie jakie pamiętam to czyjś plecak spadający Rysą w dół. Ale jak mnie nie pamiętasz, to mnie prawdopodobnie nie widziałeś, bo koszulka Banesto + czerwony plecak raczej się rzucają w oczy. Ale na szczycie byliśmy dosyć późno, więc pewnie zdążyliście już z niego zejść.
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

DraQs pisze:pewnie zdążyliście już z niego zejść.
Punkt 12-ta siedzieliśmy już (dopiero?) na 2503. Po około 20 minutach zaczęliśmy schodzić w stronę Przełęczy pod Wagą. :)
DraQs

-#3
Posty: 172
Rejestracja: śr 03 sie, 2005
Lokalizacja: z Kielec

Post autor: DraQs »

Aha. Ja nie biegłem, bo mamuśkę prowadziłem - na górze byłem po 13.tej. A poza tym nigdzie się nam nie spieszyło - zaczęliśmy schodzić coś 14.30 - ciepło, patelnia wręcz, widoczność - po co uciekać z raju? :)
Jurek

-#5
Posty: 662
Rejestracja: czw 09 paź, 2003
Lokalizacja: Piotrków Trybunalski

Post autor: Jurek »

Czesiek pisze:
Czesiek pisze:Dzień jedenasty - 20.08.05. - sobota
;)
Czesiek....cosik słabo cd.relacyjki Tobie idzie ;)
Dzisiaj czytam wszystkie opowieści hurtem.
Czekam :)
pozdrawiam
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

Jurek pisze:Czesiek....cosik słabo
Podobnie jak Ty: praca - dom - rower - praca... :(
Jurek

-#5
Posty: 662
Rejestracja: czw 09 paź, 2003
Lokalizacja: Piotrków Trybunalski

Post autor: Jurek »

Czesiek robię pokazy Twoich zdjęć z Tatr, ludziska oglądają i podziwiają. Kumpel nawet był zadowolony bo zobaczył zdjęcia ze Slowacji. Była wtedy duża mgła i nie mógł podziwiać widoków nad tym jeziorkiem :)
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

Jurek pisze:... ludziska oglądają i podziwiają...
Jestem bardzo :D , że choć kilku osobom się podobają. :)

Ps. Dzisiaj w nocy wypociłem ;) opis ostatniego - dwunastego dnia pobytu w Tatrach. Jak "dojrzeje", a Mysza wrzuci fotki - nastąpi ostatnia :( odsłona.
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

Dzień dwunasty – 21.08.05 – niedziela – ostatni :(
Marzenka i ja wstajemy o 5:00. Po obowiązkowych zajęciach o godzinie 6:00 gospodarz ponownie odwozi nas do Palenicy. Na miejscu jesteśmy o 6:25 i od razu wchodzimy przez bramkę na szlak. Punkt 8:00 jesteśmy przy schronisku MO. Chwila odpoczynku, posiłek i start w kierunku Przełęczy pod Chłopkiem. Na szlaku pustki. Nieco powyżej Czarnego Stawu znów krótka przerwa na to i owo ;). Spoglądamy przed i za siebie z nadzieją zobaczenia kogoś, kto idzie tam gdzie my. Niestety – nadal pustka. Dopiero będąc na dnie Bandziocha zauważamy – jakieś 15 minut przed nami – dwóch chłopaków, którzy zaraz znikają nam z oczu. Po chwili słyszymy jakieś głośne rozmowy. Kilka razy zatrzymywaliśmy się, aby dojrzeć skąd owe głosy dochodzą. W końcu udało się. Na jednej z okolicznych ścian zobaczyliśmy wspinających się ludzi. Czy oni muszą tak krzyczeć? Czy to tylko od ścian tak mocno odbijają się te rozmowy. Hałas ten towarzyszy nam niemal przez całą wędrówkę – tak w górę, jak i w dół. Tuż przed podejściem na Kazalnicę, krótki popas i idziemy dalej. Zaczynają się „schody”. Nie byłoby w tym niż dziwnego, ale właśnie tam spotkaliśmy pierwszych schodzących (skąd?) - ojca z dwoma kilkunastoletnimi synami. Z Przełęczy wracali? Wydawało nam się, że to coś za szybko. Jeden z chłopaków schodził bardzo niepewnie. Odwróciłem, ze strachu, głowę. Jak widzę takie ofermy – zastanawiam się co oni w ogóle tam robią. Przecież to zawału można dostać. Może to ja jestem taki przeczulony? Sam już nie wiem. Wszystko skończyło się dobrze i po krótkiej rozmowie, poszliśmy z Iris dalej. W końcu „wylądowaliśmy” na Kazalnicy. Postój dla żołądka, fotki i podziwianie wspaniałych widoków. Będąc tam około pół godziny obserwowaliśmy trójkę ludzi (dziewczyna i dwóch chłopaków), którzy najwyraźniej zastanawiali się co robić dalej. Po chwili para ruszyła w górę, a „fotoreporter” (obwieszony sprzętem foto) zaczął schodzić. Zaczęliśmy obserwować ich podejście i zastanawialiśmy się jak tam może być, tzn. jaki jest ten szlak. W lini prostej widzieliśmy, ale na ścianie Czarnego nic a nic. W ogóle – patrząc na nią z Kazalnicy, wywarła na nas duże wrażenie. Powiem więcej - mieliśmy lekkie obawy. Z daleka wyglądało to niezbyt ciekawie. Do tych obaw doszły wcześniejsze „rozmowy” na forum (naszym i nie tylko), fotki no i to co zobaczyliśmy „na żywo”. Pytam Marzenkę: „Co robimy?”. Ona mi na to: „Idziemy!”. Doszliśmy do wniosku, że skoro oni mogą to dlaczego my nie możemy. Obawy, jak się później okazało były niepotrzebne. Ale jak ktoś kiedyś powiedział: „Tylko głupi się nie boi”. Dzięki dreszczykowi emocji jaki nam towarzyszył byliśmy podwójnie czujni na każde nasze kroki i na wszystkie kamienie po który stąpaliśmy, czy łapaliśmy się za nie – wcześniej sprawdzając czy się nie ruszają. Szybciutko dotarliśmy do….. Przełączki, która niestety nie była celem. Po chwili okazało się, że już tylko moment - nad przepaścią – i byliśmy na Mięguszowieckiej Przełęczy pod Chłopkiem. Była godzina 11:50. Na miejscu było nas 9 osób, w tym dwóch, wracających ze szczytu Czarnego. Dzisiaj żałuję :(, że i ja nie poszedłem na niego. Będę miał powód by iść w tym kierunku ponownie. Z resztą szlak ten wywarł na mnie ogromne wrażenie. Często myślę o przebytych szlakach w polskich Tatrach i jestem coraz bardziej skłonny do stwierdzenia, że jest to „mój” szlak, podobnie jak cała OP. Widok tatrzańskich szczytów był (jest) przepiękny. Bardzo spodobał mi się widok Wielkiego Hińczowego Stawu i góra (tu sięgnąłem po mapę), która okazała się…. Nie,…..nie Koprowy, ale Wołowiec Mięguszowiecki – cudo :D. Zaczęło troszkę wiać i postanowiliśmy (po zakończeniu rozmowy Iris z mamą), że schodzimy. W momencie gdy my wstaliśmy, również para idąca przed nami do Przełęczy, ruszyła na powrót. :) Zaproponowali nam abyśmy szli pierwsi, bo oni będą szli wolno. Ja im na to, że my też idziemy wolno. I tak…. snuliśmy się za nimi :(. Dopiero poniżej Kazalnicy ustąpili nam drogi, gdyż czekał na nich „fotoreporter”. My – skorpiony dwa – MiGiem ;) byliśmy nad Czarnym Stawem (tłumy). Schodząc do MO zacząłem „torować” drogę w stonce. Myślę, że kilka osób nauczyłem poruszaniu po szlaku. :)) Tuż przed 14:00 siedzieliśmy na ławeczce obok schroniska. Zmieniliśmy sobie obuwie i po chwili byliśmy na Włosiennicy. Wsadziłem Marzenkę wraz z moim plecakiem na wóz. Uiściłem opłatę (20pln) ruszyłem do Palenicy Białczańskiej (33 minuty). Gdy spytałem szwagierkę jak długo na mnie czekała, powiedziała że niecałe 15 minut. Busem do domku, kąpiel, ostatni zjedzony kot, a wieczorkiem na autobus do stolicy (z)Dolnego Śląska. :)) Wszystko co dobre, szybko się kończy. Im dłużej chodzę po Tatrach tym bardziej mi się Ich chce. Żadne Dolomity, Bieszczady, Stołowe i inne – tylko Tatry. Ale... może kiedyś, jako… przerywnik?
Fotki:
http://my.magma-net.pl/razem/tatry2005/ ... nasty.html
Pozdrawiam - Czesiek

Ps. Dziękuję - czytającym :think: za cierpliwość. :)
ODPOWIEDZ