A rzeczywiście chyba jednak więcej wypadków jest związanych z wodą (stąd kampanie wodne) czy z jezdnią (stąd edukacja juz od przedszkola) niż z górami. Widocznie z tymi górami nie jest tak źle jak nam sie wydaje
marzę o Orlej Perci
Wszedzie liczy sie rozwaga i umiejetnosc przewidywania powiązane z instynktem samozachowawczym. Jak ktoś tego nie ma - nie trudno o wypadek gdziekolwiek.
A rzeczywiście chyba jednak więcej wypadków jest związanych z wodą (stąd kampanie wodne) czy z jezdnią (stąd edukacja juz od przedszkola) niż z górami. Widocznie z tymi górami nie jest tak źle jak nam sie wydaje
A tak na serio to albo nie ma kaszany na takie kampanie górskie, albo rzeczywiście odpowiedzialni ludzie nie widzą w tym wielkiego problemu w porównaniu z innymi...
A rzeczywiście chyba jednak więcej wypadków jest związanych z wodą (stąd kampanie wodne) czy z jezdnią (stąd edukacja juz od przedszkola) niż z górami. Widocznie z tymi górami nie jest tak źle jak nam sie wydaje
Też już to słyszałamDraQs pisze:Bo, panie, przecie w te góry to same kretyny jeżdżą
To ładna cena. Ja drugi rok nie byłam w Polskich Tatrach i się tu teraz trochę zdziwiłam, bo w Słowacji nie płaci się wcale.MiG pisze:Normalny 4,40 PLN (i tylko w sezonie)
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Wróciłem z Tatr kilka dni temu i moge się pochwalić, że Orlą zrobiłem.
Ale...
- Był to mój pierwszy raz w Tatrach
- pomimo pogody "jak drut" (zeszły piątek) trasa Murowaniec - Zawrat-Krzyżne-Murowaniec zajęła nam (szedłem z kolegą) bite 14 godzin (czyli powrót po ciemku)
- gdybym miał lęk wysokości byłoby nieciekawie
Było zaje...ście
Ale...
- Był to mój pierwszy raz w Tatrach
- pomimo pogody "jak drut" (zeszły piątek) trasa Murowaniec - Zawrat-Krzyżne-Murowaniec zajęła nam (szedłem z kolegą) bite 14 godzin (czyli powrót po ciemku)
- gdybym miał lęk wysokości byłoby nieciekawie
Było zaje...ście
[quote="Salek"]Wszedzie liczy sie rozwaga i umiejetnosc przewidywania powiązane z instynktem samozachowawczym. Jak ktoś tego nie ma - nie trudno o wypadek gdziekolwiek. )
I to jest to! Właśnie wróciłam z moich ukochanych gór.OP nie próbowałam nawet przechodzić, bo nie czułam sie na siłach, ale przeszłam jej maleńki kawałek.Granaty. I jestem szczęśliwa.A widoki wzruszyły mnie do łez. A w nawiazaniu do cytatu chcę powiedzieć ,że to jest czas gdy żyje sie tylko chwilą .Maksimum koncentracji na tu i teraz.Dla was górołazów te Granaty to pewnie pestka,a ja to widzę jako mój wielki sukces.Ależ rozpiera mnie radość.
I to jest to! Właśnie wróciłam z moich ukochanych gór.OP nie próbowałam nawet przechodzić, bo nie czułam sie na siłach, ale przeszłam jej maleńki kawałek.Granaty. I jestem szczęśliwa.A widoki wzruszyły mnie do łez. A w nawiazaniu do cytatu chcę powiedzieć ,że to jest czas gdy żyje sie tylko chwilą .Maksimum koncentracji na tu i teraz.Dla was górołazów te Granaty to pewnie pestka,a ja to widzę jako mój wielki sukces.Ależ rozpiera mnie radość.
Nie bałam się .Ale byłam bardzo skupiona na tym co robię gdzie stawiam nogę gdzie opieram rękę.Kobieta pająk. Pogoda była super. Ciepło,prawie bezwietrznie.Gdyby pokropiło,lub skały były oblodzone na pewno wycofałabym się.Na Skrajnym spotkałam masę miłych ludzi i jedną świetna młodą dziewczynę.Poszłam z Olgą dalej na Pośredni i dalej na Zadni.Wydaje mi się że to był własciwy dla mnie kierunek.Bez problemu zrobiłam krok nad szczeliną bo było w górę Nie wiem czy przekroczyłabym ją w odwrotnym kierunku.No i wzajemna pomoc,myśle o Oldze była dla mnie bardzo wazna.Tam w górze czasem można stracic z oczu szlak...no i można sobie podpowiedziec gdzie postawić nogę...i miło usłyszeć że dobrze sobie radzę.Przyznam,że nie był to łatwy odcinek dla mnie,ale poszłam bo czułam sie na siłach.Warto było postokroć.Powiem wam ,że wróciłam prawie nie zmęczona, a padłam na drugi dzień po Świnicy.Poszłam z Kuźnicdo Pięciu Stawów.A w piątek poprowadziłam moje przyjacióły,które pozazdrościły mi tej pogody i dołączyły do mnie,na Zadni Granat. Wczraj przeszłyśmy Szpiglasową;a dziś odwiedziłam po 30 latach drugie Krupówki na Gubałówce.To by było na tyle. Ale się rozgadałam.To te góry dają tyle energi!!!!!
Taaaa... to pewnie jest do zrobienia. Muszę jeszcze więcej o OP poczytać porozpytywac się. Dziś wiem też ,że nie mogę zabardzo opierać sie na tym co mówią ludzie o skali trudności. To bardzo subiektywne odczucie.Ale warto wiedzieć jak widzą to inni.
No cóż myślę ,że SPEŁNIŁAM KAWAŁEK SWOICH MARZEŃ.Reszta rzeczywiscie na przyszły rok.Zrobię sobie prezent w bardzo okrągłe uroziny.Przepraszam, że tak krzyczę. To szczęście i radość .
No cóż myślę ,że SPEŁNIŁAM KAWAŁEK SWOICH MARZEŃ.Reszta rzeczywiscie na przyszły rok.Zrobię sobie prezent w bardzo okrągłe uroziny.Przepraszam, że tak krzyczę. To szczęście i radość .
Przeczytaj sobie przewodnik Nyki albo kup mapę Orla Perć z Sygnatury. Tam są OPISY. Natomiast w bardzo wielu innych przewodnikach to jest tak, jakby tamttejszym autorom bardzo zależało na tym, żeby nikt Orlej nie przeszedł. Niestety bardzo często zdarzają się opisy, w których główną zawartością są opisy wypadków na Orlej okraszone zdjęciami trudnych miejsc, oczywiście zrobionymi w ten sposób, żeby wydawało się, że jest gorzej niż jest. Nie mówię, żeby krzyczeć "Idzcie tam, wszyscy, tam jest banalnie, bezpiecznie, i ty, dziadku i pięciolatku, i stonko w klapkach - tam jest naprawdę zaj" - tylko, że jak się za dużo straszy, to to wywołuje efekt odwrotny do zamierzonego. Bo w ogóle przestaje się wierzyć straszącym przewodnikom - aż w końcu się natnie.
Tak, ja też się o tym przekonałam, bo każdy inaczej odbiera dane szlaki. Dla kogoś jakiś moment jest trudny, gdzie za zawsze ma lęk, a dla drugiego zupełnie odwrotnie. Ale w sumie jak jest tyle komentarzy co tutaj na forum i część się zgadza, to można jakieś wnioski wysunąćalka pisze:Dziś wiem też ,że nie mogę zabardzo opierać sie na tym co mówią ludzie o skali trudności





