Mój pierwszy raz;)
No, to i ja opiszę swój pierwszy raz...
W Tatrach byłem pierwszy raz jako bodajże 10latek... ale, wcale mi się podobało. Szczególnie, że kondycję miałem całkiem dobrą, z plecakiem się nie użerałem, także nie było jakichś strasznych obciążeń - wręcz przeciwnie, nikt za mną nie mógł nadążyć.
Pierwszy raz był na Kasprowy zielonym szlakiem z Kużnic - i od tej pory jest to jeden z moich ulubionych szlaków. I jestem chyba jedyny na tym forum z takim typem
Ale wtedy wysokości bałem się jeszcze jak cholera - raz na Goryczkowych utknąłem w poprzek drogi i bałem się ruszyć, bo byłem przekonany, że się stoczę... A reszta poszła już do przodu i byłem zdany w tej niezwykle ciężkiej sytuacji tylko na siebie...
Ale jakoś się uratowałem
. No, ale wejście na Giewont było już powyżej moich możliwości - tzn, skapitulowałem, zanim jeszcze zobaczyłem trudności, bo jakaś baba wtargiwała dzieci na siłę na górę, a one płakały i darły się wniebogłosy...
Takie stonki to się powinno do tego krzyża przywiązywać na nockę... albo dwie...
No, ale "pod wrażeniem" familia się rozdzieliła - poczekałem z tatą na dole, a mama z bratem weszli na szczyt... I to tu jest najzabawniejsze - teraz z Tatą próbujemy włazić zimą na Rysy, a mama dopiero w tym roku zaliczyła częściowo Orlą. Jakie to jest wszystko nieprzewidywalne... W każdym razie najmilej z tego pierwszego wyjazdu zapamiętałem Czerwone Wierchy, choć tu przy zejściu p. Kobylarzowy Żleb też miałem stracha. Ale parę latek minęło, i teraz już tylko Orla Perć wywołuje u mnie przyzwoity napływ adrenaliny, a nie boję się już prawie nigdzie. Także - jeśli macie lęk wysokości, nie rezygnujcie z Wysokich Tatr - trzeba się tylko oswajać stopniowo z trudnościami. 
W Tatrach byłem pierwszy raz jako bodajże 10latek... ale, wcale mi się podobało. Szczególnie, że kondycję miałem całkiem dobrą, z plecakiem się nie użerałem, także nie było jakichś strasznych obciążeń - wręcz przeciwnie, nikt za mną nie mógł nadążyć.
W zasadzie to góry i zamiłowanie do wędrówki odkryłem w sobie niecały rok temuDraQs pisze:Po tych Beskidach to się chyba już nieżle nachodziłeś, co?
Wcześniej siedziałem cały czas przed kompem i grałem, ale na szczęście wyleczyłem się z tego. A pomogła mi w tym kradzież mojego roweru i film Władca Pierścieni
Mój pierwszy raz zdażył się, gdy miałem osiemnaście lat, a więc dość późno. Pierwszego dnia był Giewont, a drugiego to już poszaleliśmy: Kużnice-Czarny Gąsienicowy-Zawrat-Świnica-Kasprowy-i z Kasprowego pieszo do Kuźnic..Z tym pierwszym wyjazdem związana jest pewna historia. Cała nasza paczka to były totalne żółtodzioby tatrzańskie z wyjątkiem Ani, która wcześniej już chodziła kilka razy w Tatrach. Była dla nas wyrocznią jeśli chodzi o Tatry. Ania miała opracowane trasy na każdy dzień, uwzględniła to, że trzeba się zaaklimatyzować, zrobić sobie gdzieś tam jakiś luźniejszy dzień. Niestety, gdy jechaliśmy w upragnione Tatry, SOKiści wysadzili Anię w Lesznie za podrobioną legitymację. Zatrzymali ją na 48 godzin. Jeden chłopak został z Anią w Lesznie, reszta pojechała dalej.
Gdy nasza przewodniczka siedziała, my zdobywaliśmy szczyty. Oj dostało nam się, gdy dojechała do nas i dowiedziała się o naszych wyczynach. Teraz, z perspektywy czasu wiem, że miała rację. Nic nie wiedzieliśmy o Tatrach, mieliśmy tylko szczęście, że pogoda była wspaniala,.bo na załamanie nikt nie był przygotowany. Często, gdy wspominam ten mój „pierwszy raz”- wspominam też Anię, która odeszła od nas w młodym wieku. Łza się czasem w oku kręci....
Gdy nasza przewodniczka siedziała, my zdobywaliśmy szczyty. Oj dostało nam się, gdy dojechała do nas i dowiedziała się o naszych wyczynach. Teraz, z perspektywy czasu wiem, że miała rację. Nic nie wiedzieliśmy o Tatrach, mieliśmy tylko szczęście, że pogoda była wspaniala,.bo na załamanie nikt nie był przygotowany. Często, gdy wspominam ten mój „pierwszy raz”- wspominam też Anię, która odeszła od nas w młodym wieku. Łza się czasem w oku kręci....
Ostatnio zmieniony pt 02 wrz, 2005 przez Krzych, łącznie zmieniany 1 raz.
teoretycznie niby prawdaMariusz pisze:To trochę tak, jakbyś pominął całą grę wstępną...
Nie do końcaIwona pisze:ale....może Barty jest człowiekim,który szczytu doznań zaznaje podczas wędrówki doliną... czytając książkę nad którymś z tatrzańskich stawów...podczas porannego,jesiennego spacerku dookoła Moka....po dotarciu do schronu w paskudnej pogodzie i piciu gorącej herbatki z cytryną,ogrzewajac nóżki przy buzującym kominku....może pada na kolana po dotarciu na Przęłęcz między Kopami na widok pierszego białego puchu okrywającego szczyty górujące nad Dol.Gąsiennicową......
Ja lubię wędrówkę, chodzenie, ciągle przed siebie, długo w miejscu nie moge usiedzieć. W dolinach też lubię chodzić, ale jeśli nie spotykam ludzi, wtedy czuje obcowanie z przyrodą. Spacerek koło MOKu? Oj to nie dla mnie, raczej spacerek na Rysy z MOKu w 2 i 1/2 h albo lepiej na przeł. pod Chłopkiem czy 75 km po Wyspowym w nocy podczas deszczu (fajnie było
takie przypadki sa stosunkowo czeste
kilka razy spotkalem ludzi ktorzy bedac pierwszy raz w Tatrach szli na Orla
ostatni raz - w tym roku - dwoch gosci w Murowancu
szli na Orla z duzymi plecakami, bo zmieniali od razu schronisko na 5 stawow
mieli tego dnia fatalna pogode, deszcz lal im na glowy od samego rana
zaczeli od Zawratu i tam... nastapila selekcja, jeden zszedl od razu do piatki, a drugi doszedl do Koziego i stamtad schodzil
zdaje sie, ze nikogo nie spotkal na szlaku od Zawratu do Koziego
kilka razy spotkalem ludzi ktorzy bedac pierwszy raz w Tatrach szli na Orla
ostatni raz - w tym roku - dwoch gosci w Murowancu
szli na Orla z duzymi plecakami, bo zmieniali od razu schronisko na 5 stawow
mieli tego dnia fatalna pogode, deszcz lal im na glowy od samego rana
zaczeli od Zawratu i tam... nastapila selekcja, jeden zszedl od razu do piatki, a drugi doszedl do Koziego i stamtad schodzil
zdaje sie, ze nikogo nie spotkal na szlaku od Zawratu do Koziego
W zasadzie to w tym roku skończyłem kurs skałkowy, i chociaż tamto wspinanie inaczej wyglądało (ściany trudniejsze, z asekuracją partnera z dołu lub na wędkę) to na pewno dało mi to trochę doświadczenia ze skałami i pewności siebie.Iwona pisze:-jakieś doświadczenia wspinaczkowe,sztuczne ścianki?Barty pisze:Pewniej czuje się trzymając sie skały i stawiając stopy w pewnych miejscach






