Fajny film wczoraj widziałam/em.....

Rozmowy na dowolny temat, niekoniecznie górski... :)
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Izabela

-#7
Posty: 3578
Rejestracja: czw 27 sty, 2005

Fajny film wczoraj widziałam/em.....

Post autor: Izabela »

Oglądnęłam "Skazanego na bluesa" w reżyserii Jana Kidawy Błońskiego( nota bene powiązanego rodzinnie z bohaterem filmu ). Dzieło odebrałam jako takie sobie, ale nie żałuję, że go "zaliczyłam". To opowieść o legendzie naszej rodzimej popkultury - Ryśku Riedlu - muzyku kultowego Dżemu. Film składa się jakby z dwóch części. Pierwszą z nich oceniam jako lepszą pod względem scenariusza, i ukazanej dramaturgii.
Kreacja Tomasza Kota w roli Riedla bardzo udana, także Jolanty Fraszyńskiej w roli żony Ryśka. No i muzyka!!!Największe przeboje w oryginalnym nagraniu. To niesamowite,że tworzył je człowiek, który nie skończył nawet podstawówki...może dlatego utwory jego brzmią tak prosto i szczerze?. Z nich zbudował legendę o sobie.
Druga część jakoś się rozmywa . Motyw, pojawiający się w kadrze - pędzącego na oślep białego konia - symbolizujacego wizje narkotyczne Riedla - drażnił mnie. Chwyt wydał mi się "płaski". To co oglądałam jawiło się li tylko jako agonia ćpuna. Oceniam,że nie w pełni udało się reżyserowi zmierzyć z próbą ukazania Reidla jako charyzmatycznego bluesmana i dramatu człowieka. Ale może ktoś z Was oglądał ten film, i sądzi inaczej?.
Jednocześnie, proponuję pokój vide tytuł:)
Pozdrawiam, Iza.
aska

-#4
Posty: 408
Rejestracja: ndz 21 wrz, 2003
Lokalizacja: Otwock

Post autor: aska »

Izo, widzę, że temat umiera śmiercią naturalną, a przecież taki wdzięczny jest :) Chyba nikt nic ciekawskiego już nie ogląda ;)
luka

-#3
Posty: 218
Rejestracja: pt 15 lip, 2005
Lokalizacja: Toruń

Post autor: luka »

po takiej recenzji chyba się wybiorę :) a jeśli ktoś lubi "wolne" filmy polecam Ukryte Pragnienia i lisbon story
Awatar użytkownika
Izabela

-#7
Posty: 3578
Rejestracja: czw 27 sty, 2005

Post autor: Izabela »

Czy ktoś Forumowiczów oglądał film pt. "Czekając na Joe"reż. Kewina Macdonalda?
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Izabela pisze:Czy ktoś Forumowiczów oglądał film pt. "Czekając na Joe"
ja :) Mam go na CD ;)
Awatar użytkownika
Izabela

-#7
Posty: 3578
Rejestracja: czw 27 sty, 2005

Post autor: Izabela »

Iw, możesz kilka słówek więcej? Twoja opinia?, jeżeli masz chęc oczywiście, to byłabym wdzięczna ...
Awatar użytkownika
Agaar

-#8
Posty: 5593
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005
Lokalizacja: wielkopolska
Kontakt:

Post autor: Agaar »

Izabela pisze:Oglądnęłam "Skazanego na bluesa"
Ja chętnie bym obejrzała gdyż uwielbiam zespół Dżem! Tyle, że teraz czasu mi braknie. Ale wybiorę się na 200%
Awatar użytkownika
Mariusz

-#8
Posty: 5763
Rejestracja: pn 15 wrz, 2003
Lokalizacja: Marki

Post autor: Mariusz »

I ja oglądałem. :)
Bardzo pozytywne wrażenie. Moim zdaniem warto obejrzeć.
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Izabela pisze:Iw, możesz kilka słówek więcej? Twoja opinia?,
Jasne,chętnie:) ...tylko wieczorkiem ;) Teraz powiem tylko tyle,że bardziej zachwycona byłam po przeczytaniu książki...ale u mnie tak przeważnie jest...i jeszcze jedno,co mnie zaszokowało -ten podział rzeczy...co się nie nadaje(pasuje) do ognia..reszta do działów :O
ana

-#5
Posty: 865
Rejestracja: wt 16 wrz, 2003
Lokalizacja: Józefów

Re: Fajny film wczoraj widziałam/em.....

Post autor: ana »

Izabela pisze:Motyw, pojawiający się w kadrze - pędzącego na oślep białego konia - symbolizujacego wizje narkotyczne Riedla - drażnił mnie. Chwyt wydał mi się "płaski". To co oglądałam jawiło się li tylko jako agonia ćpuna.
Dla mnie to było wyraźne odwołanie (nawiązanie?) do "The Doors" Stone'a, gdzie również wspomnienia z dzieciństwa mieszają się z teraźniejszością, głównie w wizjach narkotycznych.
Wybrałam się na ten film przede wszystkim ze względu na Tomka Kota, bo byłam ciekawa, jak poradził sobie z tą rolą. Znałam go wcześniej z serialu (zresztą jednego z moich ulubionych) - "Camera Caffee".

A może ktoś z Was widział "9 Songs"? Jeśli tak, to jakie są Wasze odczucia na temat tego filmu? Dodam tylko,że obraz ten ma świetną ścieżkę muzyczną.
luka

-#3
Posty: 218
Rejestracja: pt 15 lip, 2005
Lokalizacja: Toruń

Post autor: luka »

Izabela pisze:Czy ktoś Forumowiczów oglądał film pt. "Czekając na Joe"reż. Kewina Macdonalda?
Ja czytałem książkę i była rewelacyjna, a o film się boję aby nie było jak z 7 lat w Tybecie bo kiedy obejrzałem film po przeczytaniu ksiązki to byłem mega zawiedzony :(
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Oki Izka-obejrzałąm sobie fragmenty filmu jeszcze raz (ostatnio z rok temu go widziałam).Teraz jednak ciut inaczej na niego patrzyłam.Co chciałabyś wiedzieć? Chętnie podyskutuję.
Awatar użytkownika
Izabela

-#7
Posty: 3578
Rejestracja: czw 27 sty, 2005

Post autor: Izabela »

luka napisał:
a o film się boję
- myślę,że nie powinien Cię rozczarować. Nie jest to siląca się fabuła, lecz fabularyzowany, rzeczowy dokument, jak Wiesz, z autentycznych wydarzeń. Film uznano za najlepszy obraz brytyjski 2003 roku. Osobiście mogę się z tym werdyktem zgodzić...Natomiast taki film jak "Krzyk kamienia" reż. Wernera Herzoga - obejrzałam go równolegle - to straszna "buła", moim zdaniem, oczywiście.

ana napisała:
Dla mnie to było wyraźne odwołanie (nawiązanie?) do "The Doors" Stone'a,
- może właśnie tu nastąpiło przegięcie? Niestety nie widziałam filmu którego tytuł podałaś. Ale jak znajdę chwilę, spytam w wypożyczalni...
Serdecznie Cię pozdrawiam. :)

Iwona napisała:
Co chciałabyś wiedzieć?
- kiedy pytałam Cię o ten film, to jeszcze go nie widziałam...byłam ciekawa Twoich referencji. Po obejrzeniu filmu, zastanawiało mnie - kiedy kończy się granica polegania na partnerze?...
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

OT-ależ zbieg okoliczności,właśnie zasiadłam do tego tematu,żeby trochę napisać o filmie ;) Oki,da rzeczy:
Izabela pisze:Po obejrzeniu filmu, zastanawiało mnie - kiedy kończy się granica polegania na partnerze?...
Moze się mylę,ale to nie do końca tak jest,że kiedyś kończy się ta granica. Pamiętasz zapewne,jak na początku filmu któryś z bohaterów wypowiada się o zaufaniu do partnera polegające na związaniu się z nim liną. Wiem,ze może się to wydawać dziwne,niezrozumiałe ale coś w tym jest. Owo uczucie próbowałam opisać Cześkowi w mojej relacji z Dolomitów,choć mój przykład to pewnie setna % z tego,co się naprawdę czuje podczas poważnej wspinaczki. To coś,jak bezgraniczne zaufanie drugiej osobie,oddanie się w jego ręce. Zespół to jedno ale.....myślę,że w tym filmie pokazano coś ważnego,coś co ciężko jest zrozumieć siedząc w domu. Idąc w góry zimą człowiek MUSI mieć świadomość na co się decyduje i czym to może się skończyć. Wybierając się wysoko w góry, ma się również świadomość tego,że w momencie np.złamania nogi,trzeba będzie świadomie umierać. Tę świadomość TRZEBA mieć. Trzeba potrafić zarówno ocenić realne możliwości na uratowanie siebie i partnera,ale trzeba też czasem potrafić przekonać przyjaciela do tego,że musi ratować swoje życie. Pamiętam przykad z "Wszystko za Everest"-J.Krakauera (też opis autentycznych wydarzeń),gdzie autor opowiada o tym,co się czuje podczas ratowania swego życia i świadomego zostawienia na pewną śmierć innych,albo o tym jak wyczerpany kolega-skazany na śmierć podczas śnieżycy wysoko pod szczytem-oddaje innemu obrączkę,żeby ten zaniósł ją jego żone. Myślę jednak,że dobrze dobrana para alpinistów zrobi wszysto,co możliwe w celu uratowania tej drugiej strony. Jakoś nie wierzę w tchórzostwo i egoizm w tym wypadku...choć nikt z nas nie wie,jak się zachowa w naprawdę ekstremalnych warunkach. To ogólnie,jeśli zaś chodzi o sam film to Simon i Joe to para szaleńców jak dla mnie. Świdamie podjęli takie a nie inne decycje (zabranie mało gazu,jedzenia itp) maksymalnie zminimalizowali swoje szanse-albo też byli zbyt pewni siebie. Czytam obecnie autobiografię Messnera i choć on też wyczyniał rzeczy niemożliwe dla zwykłego śmiertelnika to jakoś to wszystko wygląda sensowniej,jest bardziej przemyślane,jeszcze (ciągle czytam) nie odczułam chorego pędu do bycia najlepszym,najszybszym..tej całej chorej rywalizacji,która w dużej mierze cechuje również obecnych wspinaczy i alpinistów. Od pary z fimu owy "chory" pęd bije na każdym kroku. W moich oczach są "sztucznymi" partnerami.Żadnemu z nich bym nie zaufała na tyle,by pójść z którymkolwiek w góry.

P.S -Izka,poważnie polecam Ci "Wszystko za Everest" -myślę,że Ci się bardzo spodoba,a już na pewno pozwoli spojrzeć na góry z innej strony,strony z istnienia której każdy górołaz musi sobie zdawać sprawę.
Awatar użytkownika
Izabela

-#7
Posty: 3578
Rejestracja: czw 27 sty, 2005

Post autor: Izabela »

Dzięki Iw. :)
Sądzę,że jednak Simon podjął się wytyczenia tej granicy. I bynajmniej nie idzie mi o moment odcięcia Joe, lecz o fakt,że nie przyszło mu do głowy - jak sam stwierdził, zaglądnięcie do szczeliny w którą wpadł jego przyjaciel...zresztą był konsekwentny w postawieniu tej granicy paląc wszystkie rzeczy Joe...Myślowo idę nieco w innym kierunku niż Ty. Nie skłaniam się do uogólnień,bo uważam, że w tej materii takowych nie ma. W tak ciężkich sytuacjach zachowania ludzkie mogą być chwalebne lub nie - ale w żadnej mierze nie da się ich przewidzieć ani tym bardziej nakazać - pomimo znajomości najbardziej szlachetnych wzorów. Bowiem tak naprawdę wszystko zależy od konstrukcji człowieka - a ta "wychodzi dopiero w praniu". Dlatego problem jest tak piekielnie trudny.Chylę nisko głowę przed ludżmi, których stać na niewyznaczanie tej granicy. Jak choćby Wawrzyniec Żuławski,który zginął w Alpach chcąc ratować przyjaciela, czy też Klimek Bachleda który znalazł śmierć w zerwach Małego Jaworowego, idąc na ratunek turyście. Świadoma rezygnacja z najsilniejszego instynktu jakim jest własne życie kojarzy mi się z czymś na wzór powołania.....nie każdemu jest po prostu ono dane.
Z osobistego punktu widzenia - to czy mam bezgraniczne zaufanie do partnera (w sytuacji na którą sie powołujesz) i powierzam mu własne życie - stanowi wyłącznie mój osobisty dylemat - nazwę go nie PEWNOŚCIĄ ZAUFANIA lecz KREDYTEM ZAUFANIA. Jeżeli jestem emocjonalnie dojrzała to powinnam być świadoma,że TO obowiązuje w obie strony -z grubsza to Wiadome. Niewiadome do rozwiązania stawia Nieprzewidywalne, choćbyśmy nie wiem jak się zabezpieczali.Bo tylko sytuacja naprawdę ekstremalna, w której realnie (nie teoretycznie) się znajdziemy ukaże strukturę naszego człowieczeństwa,którą to mamy chyba zapisaną w genach, i stanowi ona dla nas samych tajemnicę - może zdarzyć się,że do końca naszego życia, a może dane nam bedzie,że my sami i inni ją ocenią....tylko jak?
[/quote]
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Izabela pisze:Sądzę,że jednak Simon podjął się wytyczenia tej granicy. I bynajmniej nie idzie mi o moment odcięcia Joe, lecz o fakt,że nie przyszło mu do głowy - jak sam stwierdził, zaglądnięcie do szczeliny w którą wpadł jego przyjaciel...
Właśnie-tu masz rację! Tylko,że...na przykładzie tej pary ciężko jest mówić o "granicach polegania na partnerze"...ciężko,albo wręcz zbyt łatwo. Dla mnie Joe i Simon nie są prawdziwymi partnetrami,zaślepia ich to,co gubi wielu alpinistów-pęd za wszelką cenę,by być pierwszym,najszybszym,najlepszym...naj.
Izabela pisze:Chylę nisko głowę przed ludżmi, których stać na niewyznaczanie tej granicy. Jak choćby Wawrzyniec Żuławski,który zginął w Alpach chcąc ratować przyjaciela, czy też Klimek Bachleda który znalazł śmierć w zerwach Małego Jaworowego, idąc na ratunek turyście
ja również,choć moim zdaniem to ciut inne przykłady. Są warunki w górach,gdzie jest choiażby znikoma szansa na uratowanie drugiego człowieka i wtedy podjęcie owej próby wydaje się być bezdyskusyjne,ale są też takie warunki, gdzie człowiek jest już bezsilny i albo zostanie z partnerem by z nim umrzeć,lub też spróbuje uratować się sam. Nikomu nie życzę konieczności takiego wyboru,bo potem trzeba żyć z "poczuciem winy tego,który przeżył".
Awatar użytkownika
Izabela

-#7
Posty: 3578
Rejestracja: czw 27 sty, 2005

Post autor: Izabela »

Iwona napisała:
moim zdaniem to ciut inne przykłady. Są warunki w górach,gdzie jest choiażby znikoma szansa na uratowanie drugiego człowieka i wtedy podjęcie owej próby wydaje się być bezdyskusyjne,
- nie bardzo rozumiem. Myślisz,że ludzie o których napisałam nie mieli poczucia znikomej szansy...?Moim zdaniem bezdyskusyjnie podjęli próbę uratowania życia innym ....przecież nie szli po zwłoki tylko po żywych, i z wiarą,że podołają i w poczuciu czegoś tak szlachetnego.że słów nie znajduję...

Iwona napisała:
Dla mnie Joe i Simon nie są prawdziwymi partnetrami
- oni dla siebie byli, i za takich się uważali, wiadome przeżycia zweryfikowały postawę każdego z nich w tym względzie - w efekcie... rozłączyli się. Myśle,że osobom postronnym łatwiej jest to ocenić niż im - i to w filmie jest widoczne. Konstrukcja filmu prowokuje widza do ocen -
sami zainteresowani publicznie tego nie robią. Podejmują jednak decyzję o rozstaniu... a informuje o tym lektor...W jakimś stopniu zachowują klasę - wiadomo tylko,że nie mogą już współdziałać...i tu sie z Tobą zgadzam. :)
Awatar użytkownika
Izabela

-#7
Posty: 3578
Rejestracja: czw 27 sty, 2005

Post autor: Izabela »

Iwona napisała
albo zostanie z partnerem by z nim umrzeć,lub też spróbuje uratować się sam. Nikomu nie życzę konieczności takiego wyboru,bo potem trzeba żyć z "poczuciem winy tego,który przeżył".
- przepraszam Cię, nie doczytałam....ale mimo to nie stawiałabym tak wyrażnej różnicy między tymi przykładami....

Iwona napisała:
zaślepia ich to,co gubi wielu alpinistów-pęd za wszelką cenę,by być pierwszym,najszybszym,najlepszym...naj
- czy to nie jest ciut nadinterpretacja? Joe określa się anarchistą , nazywa chyba nawet swe postępowanie jako nieodpowiedzialne. Simone natomiast jako ucieczkę od "tego całego bałaganu", i przyznaje,że tam wysoko ma poczucie wolności i przestrzeni....nie jestem do końca pewna czy gubi ich wyłącznie wyrachowana walka o palmę pierwszeństwa w świecie w jakim żyją...
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Izabela pisze:Myślisz,że ludzie o których napisałam nie mieli poczucia znikomej szansy...?
właśnie odwrotnie. Myślę,że w Tatarch zawsze jest jakaś szansa na uratowanie człowieka (oczywiście mówię o szybkiej akcji) Nawet przy V lawinowej jest jakiś % szansy na uratowanie drugiego człowieka ale już na wysokości 8000,gdzie nie możesz liczyć na pomoc z helikoptera,gdzie jesteś zdana na siebie,gdzie jesteś w terenie nieporównywalnie trudniejszym jak Tatry..może się okazać,że nie masz szans na udzielenie komuś pomocy.Nie dasz rady(bo jest to niemożliwe) go zabrać na plecach,możesz stracić wcześniej sprzęt, do tego dorzuć ewentualne odwodnienie,obrzęk płuc-wynikający ze zbyt długiego przebywania na dużych wyskościach, itd...
Izabela pisze:- oni dla siebie byli, i za takich się uważali, wiadome przeżycia zweryfikowały postawę każdego z nich w tym względzie - w efekcie... rozłączyli się. Myśle,że osobom postronnym łatwiej jest to ocenić niż im - i to w filmie jest widoczne.
myślę,że tu masz rację
Izabela pisze: czy to nie jest ciut nadinterpretacja?
wiesz,możliwe ale to dlatego,że ja mówię zarówno o samym filmie jak i ogólnie i stąd czasem możemy się nie do końca rozumieć. Joe i Simon są takimi troszkę "szaleńcami".Odbieram ich jako luzaków-ryzykantów,przeszkadza mi u nich to podejście "jakoś to będzie". Inaczej-prakuje mi u nich odrobiny pokory dla gór.
Awatar użytkownika
Izabela

-#7
Posty: 3578
Rejestracja: czw 27 sty, 2005

Post autor: Izabela »

Iwona napisała:
wiesz,możliwe ale to dlatego,że ja mówię zarówno o samym filmie jak i ogólnie
- no właśnie, na wstepie pozwoliłam sobie zaznaczyć,że mój tok myślowy nie idzie w kierunku uogólnień....
Dziękuję Ci za tę dyskusję, cała przyjemność po mojej stronie...miałam nadzieję,że ktoś się do nas dołączy...
ODPOWIEDZ