Wrocławski Sierpień 2005 w Tatrach

Wspomnienia z pobytu w górach, relacje, plany wyjazdów.
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Czytając opisy i oglądając fotki czuję podobne klimaty i odczucia jak w naszej Dolomitowej gromadce :) "Wujek Jurek", ''Starsi panowie dwaj",wspólne wieczorki i planowania tras....to jest właśnie TO :D
Czesiek pisze:Mnie najbardziej przeraził widok domów, które kiedyś były w lesie, a teraz stały samotne – jak na pustyni.
dokładnie to samo mnie uderzyło,gdy pierwszy raz zobaczyłam skutki kalamity
Czesiek pisze:za jedyne 5,-. Piszę jedyne, gdyż w ub. r. – w tym samym punkcie płaciłem 12,-.
Asik płaciła chyba 15zł we wrześniu 04.
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

Iwona pisze:Asik płaciła chyba 15zł we wrześniu 04.
To był żart. :)
Kiedy zajechaliśmy w końcu na kwaterę Mocnej Ekipy z Krasnegostawu, Oni właśnie grilowali. Częstowali wszystkich przybyłych, ale tylko Czesiek (pazera i głodomor ;) ) skorzystał z poczęstunku. Kiedy powiedziałem, że pychota jest to mięsko - "kazali" mi zapłacić 28,-. Powiedziałem, że mam tylko 8 złociszy więc na ośmiu "stanęło". Ot i cała tajemnica "opłaty". :))

Ps. Poczęstowałem się najmniejszym kawałkiem jaki skwierczał nad ogniem. ;)
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Czesiek pisze:Ot i cała tajemnica "opłaty".
hehehe, Czesiek....ale ja mówię o opłacie za zgranie płytki z fotkami :P ...hehehe-noooo kolego,ależ się musiało dziać na tym grilu... 8) ;)
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

Iwona pisze:... ale ja mówię o opłacie za...
:( Ale ze mnie gapa :(
Tak to jest, jak człowiek wszystko robi... szybko. ;)
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Czesiek pisze:jak człowiek wszystko robi... szybko.
tiaaaa,mi tego nie musisz mówić 8)
Awatar użytkownika
Agaar

-#8
Posty: 5593
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005
Lokalizacja: wielkopolska
Kontakt:

Post autor: Agaar »

Ale mieliście ładną pogode... Super fotki :)
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

Dzień piąty – 14.08.05 – niedziela
Co było zaplanowane na jutro, zostało urzeczywistnione dzisiaj. O ile dobrze pamiętam, o godzinie 6 Kasia została przywieziona, przez rodziców do Cyrhli i stąd wraz z Jurkiem, Piotrkiem, Krzykiem i Tomkiem udaliśmy się – znanym już wszystkim szlakiem – do Doliny Gąsienicowej. Przerwa pod schroniskiem i ruszamy na Czarny Staw Gąsienicowy. Zmieniam spodnie, na bardziej „przyjazne” wędrówkom w wyższe partie Gór. Niestety ;) zostałem uwieczniony na fotce Piotrka… bez spodni. :x ;) Następny etap to Zmarzły Staw i dalej w kierunku Żlebu Kulczyńskiego. Już pod nim maszerowaliśmy po dosyć jeszcze dużej ilości śniegu. Szybciutko doszliśmy do miejsca gdzie można skręcić na Granaty. Po krótkiej rozmowie, Tomek wraz z Krzykiem postanowili, że pójdą na nie. My poszliśmy w stronę Koziego Wierchu. Cała czwórka poruszała się po łańcuchach bardzo sprawnie, więc tylko momencik i byliśmy na szczycie. Przez całą naszą wędrówkę, robiliśmy sobie nawzajem zdjęcia, a Piotrek – nasz filmowiec – wyreżyserował nawet kilka „filmów pełnometrażowych” ‘;) Następnie poszliśmy na Kozie Czuby, a stamtąd kierunek – Kozia Przełęcz. Patrząc na drabinkę, która dzisiaj nie była mi „dana” – wiedziałem, że ja tu - w ten urlop - wrócę. Schodziliśmy żółtym szlakiem - znów do Zmarzłego. Troszkę (boczkiem panowie, boczkiem ;) ) zjeżdżając obok przykrytego śniegiem szlaku. Dotarliśmy do kamiennych stopni. Znów weszliśmy na szlak niebieski, aby po chwili spotkać – czekających na nas – Krzyśka i Tomka. Chwila rozmowy, wspólna fotka nad stawem i nadszedł czas powrotu. Pod schroniskiem – obowiązkowa dla mnie – zmiana obuwia i ruszamy do….Cyrhli. Jurek i ja skorzystaliśmy z dobrodziejstwa łazienki na kwaterze :D , natomiast Piotrek, Tomek i Krzysiek pojechali do Zakopanego po Agnieszkę i Kasię, by razem wrócić i spożyć z nami posiłek w „7 Kotach”. Ania z Andrzejem zajechali limuzyną po Kasię, więc w restauracji było nas pięciu. Po około 30 minutach Wiola, Asia i Marzenka przysiadły się do nas, opowiadając gdzie były. Ale o tym pewnie same napiszą. Tak minął kolejny dzień.
Tradycyjnie kilka zdjęć:
http://my.magma-net.pl/razem/tatry2005/piec/piec.html
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

..śnieg w Kulczyńskim...miodzio :P
Mam pytanko: gdzie pomieszkiwaliście? Większość w Cyrhli,czy różnie :think: Z relacji wyraźnie widać,że grupka forumowiczów lgnęła do siebie i to mi się najbardziej podoba. :D
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

Iwona pisze:... w Cyrhli...
od ranka 10.08. - wieczora 21.08. :D

Dodam, że Integracja (druga) z Gospodynią i nie tylko też była.
Oj działo się działo... :O :)) :P
Awatar użytkownika
Agaar

-#8
Posty: 5593
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005
Lokalizacja: wielkopolska
Kontakt:

Post autor: Agaar »

Ale widoczki super... :) :) :) Się działo? :think: :P
Wiola

-#2
Posty: 71
Rejestracja: pt 12 mar, 2004
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: Wiola »

Dzień piąty – Wiola, Asia i Marzenka.
Godzina 5.00 pobudka. Czesiu zszedł na parter obudzić Jurka. Zrobiłam mężowi śniadanko. Dziewczyny jeszcze spały. Zgodnie z planami dnia poprzedniego, Andrzej i Ania dowieźli Kasię do nas z Zakopanego. Piotrek, Krzysiek i Tomek dojechali z Bukowiny. Spotkali się pod nasza kwaterą. Pomachałam im z okna. :) Ruszyli na szlak. Tuż po 6 obudziłam dziewczyny i w trakcie śniadanka zastanawiamy się co robimy. Po chwili padło hasło: Wjazd na Kasprowy Wierch i marsz w kierunku Ciemniaka. Wyjazd o 7.14 i marsz z ronda w kierunku Kuźnic. Jakież było nasze rozczarowanie, gdy zobaczyłyśmy kolejkę do kolejki, długą aż do pierwszj lampy pod schodami. No cóż, poszłybyśmy na szczyt, ale Marzenka doznała lekkiej kontuzji ścięgna Achillesa, wchodząc dzień wcześniej na Wrota Chałubińskiego. Pozostało nam więc stanie w ogonku. W trakcie dwugodzinnego stania miałyśmy chwilę słabości. Myślałyśmy nawet o powrocie na kwaterę. Nad Zakopanem pojawiły się ciemne chmury. Pogoda wcale nas nie zachęcała do wędrówki. Tak rozmyślając i ględząc o tym i owym, zbliżałyśmy się do mety. Nie było już odwrotu. Skoro tyle stałyśmy, więc jedziemy. Jeśli na górze będzie kiepska pogoda to zejdziemy do Doliny Gąsienicowej. Jadąc w pełnym mleku na górę, znów zostałyśmy zaskoczone jakże inną pogodą na szczycie. Po stronie polskiej chmury, a po słowackiej piękne słoneczko, widoczność idealna. :D Tak więc, jednogłośnie zdecydowałyśmy trzymać się planu pierwotnego. Ruszyłyśmy na Goryczkowe Czuby i dalej, aż na Kopę Kondracką, gdzie strasznie wiało. Marzenka przewinęła sobie w tym czasie banaż na nodze. Zrobiłyśmy kilka zdjęć, ale nie cyfrówką, tylko analogowym Kodakiem. Znów, wspólnie ustaliłyśmy, że idziemy dalej, na Małołączniaka. Też parę fotek i jeszcze dalej, na Krzesanicę. Dziewczyny zdziwione skąd tu tyle kopczyków (wcześniej tu nie były). Po małym posiłku, postanowiły, że też zostawią coś po sobie. Ułożyły następne dwa kopczyki. Z Krzesanicy nie było odwrotu. Asia z Marzenką znów zadecydowały: skoro już tu doszłyśmy, grzechem by było nie wejść na Ciemniaka. ;) Podczas schodzenia z Krzesanicy zauważyliśmy piątkę turystów, podchodzących od strony Słowacji, gdzie nie ma szlaku. Tak się złożyło, że nasze drogi się spotkały. Nawiązałyśmy z nimi rozmowę. Oni nie wiedzieli gdzie są. Spytali Asię o miejsce ich pobytu i jak dostać się na Giewont. Po udzieleniu informacji każdy poszedł w swoją stronę. Kiedy już stanęliśmy na tej nijakiej górze, zaczęłyśmy schodzić do Kir. Wreszcie przestało wiać. :D Ze szczytu, przez Twardy Grzbiet , doszłyśmy do Chudej Przełęczy. Tu odpoczynek i telefon od Wujka Jurka ;) z informacją gdzie jesteśmy. Po kilkunastu minutach ruszyłyśmy dalej. Przez Upłaziański Wierszyk do wylotu Doliny Kościeliskiej. Stąd busem po Gubałówkę, gdyż Zakopane było całe zakorkowane. Zrobiłyśmy zakupy w Remie1000, by następnie udać się do apteki. Poprosiłyśmy o coś na bolące ścięgno Marzenki. Troszkę nas wystraszyła Pani w aptece gdy usłyszałyśmy: „jeżeli ta maść nie pomoże, należy udać się do chirurga”. Przez cały pobyt w Tatrach, Marzenka smarowała i bandażowała nogę, co poskutkowało. „Spacer” przez zatłoczone Krupówki, z których uciekłyśmy szybko skręcając tuż za kościołem, do al. 3-go Maja. Tam w bus i do „Cyrli”. Dlaczego górale nie mówią: Cyrhli, tylko Cyrli. Głodni są, czy co? Zjadają „h”. W pokoju czekała na nas kartka, a na niej: „jesteśmy w kotach”. Szybka toaleta i witamy się z naszymi znajomymi przy stolikach, w restauracji. Każdy zjadł to co mu najlepiej smakowało i po wspólnej fotce grupa z Krasnegostawu odjechała do siebie. Było nam bardzo miło. Oby jak najwięcej takich spotkań. :D Koniec tego piania ;). Do usłyszenia w następnym odcinku.
Wiola :D
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Wiola pisze:Jadąc w pełnym mleku na górę, znów zostałyśmy zaskoczone jakże inną pogodą na szczycie. Po stronie polskiej chmury, a po słowackiej piękne słoneczko, widoczność idealna
:) Doświadczyłam dokładnie tego samego rok temu w lipcu...
Wiola pisze:Oni nie wiedzieli gdzie są. Spytali Asię o miejsce ich pobytu i jak dostać się na Giewont.
hmmm,dziwne...nie wiedzieli gdzie są,a jednak wiedzieli gdzie chcą iść...ZE SŁOWACJI.. :think: coś mi tu lewizną pachnie ;)
Twoja relacja Wiolu kolejny raz mi przypomina o tym,że obiecałam mamie Czerwone Wierchy....tylko kiedy? :(
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

Dzień szósty – 15.08.05 – poniedziałek
Punktualność cechowała wszystkie nasze spotkania. Tak było i tym razem. 5:00 pobudka – Wiola przygotowała mi śniadanko i prowiant na szlak. 5:40 – wyjechaliśmy z Jurkiem (Jego gazówką) na Piłsudskiego. Czekali na nas zakopiańczycy, którzy przetransportowali nas do Kir. Tak więc Kasia, Jurek i Czesiek bez stosownej opłaty ;) weszli do Doliny Kościeliskiej. Szlak czerwony w kierunku Ciemniaka. Trzecia taka moja trasa – trzeci rok z rzędu. Strat - podejście dosyć cięzkie. Cały czas przez las dosyć ostro w górę. Jednak co to dla nas. Po kilku króciutkich postojach byliśmy na "płaszczyźnie". Doszliśmy do Upłaziańskiej Kopki i postanowiliśmy zrobić sobie ciut dłuższy popas. :) Po "chwili" - będąc na Chudej Przełączce zauważyliśmy schodzącego z Ciemniaka turystę. Ruszamy na szczyt. Turysta jakoś dziwnie stoi sobie i ani myśli dalej iść. Po kilkunastu minutach stwierdzamy, że wymieniony to tylko kurtka przeciwdeszczowa, przywiązana :? rękawami do słupka. Detektyw Jurek sprawdza jej przynależność i stwierdza, że… to nasz człowiek :). W kieszeni znajdowała się bowiem mapa Tatr w języku polskim. Pozostawiliśmy naszego „turystę” i po chwili stanęliśmy na nieciekawym szczycie, czyli Ciemniaku. Ewakuacja na Krzesanicę nastąpiła dosyć szybko. Tam z kolei "zaatakowały" ;) nas słowackie chmury i równie szybko udaliśmy się na Małołączniak. Wprawne oko Cześka zauważyło na jego zboczu kozice. Podchody i zejście ze szlaku :(. Serie z trzech cyfrówek – dobrze, że nie zabrakło „amunicji” ;). Po sesji zdjęciowej chwila zastanowienia, czy schodzimy niebieskim na Przysłop Miętusi czy idziemy dalej. Postanowiliśmy iść na Kopę Kondracką, następnie na przełęcz pod nią. Zakosami zeszliśmy na Polanę Kondratową. Tam zrobiliśmy sobie przerwę na posiłek i fotki. Teraz pozostało nam już tylko kierować się do Kuźnic. W końcowej fazie wycieczki włączyły nam się "dopalacze" i cała trójka zaczęła niemalże od schroniska zbiegać. „5 sekund” i byliśmy przed busem. Zjechaliśmy na Krupówki gdzie znów opróżniłem kartę pamięci i piechotką udaliśmy się do Jurka samochodu. Tam czekali już na nas Ania i Andrzej. Podziękowaniom i pożegnaniom nie było końca. Wszyscy :D. Po powrocie do Cyrhli odwiedziliśmy z Jurkiem koty, po czym piotrkowianin, zadowolony (?) udał się do domku. Zostałem sam, czekając na moje Panie, które udały się tym razem... . ;)

Ps. Muszę jeszcze dodać, że dwa dni z Jurkiem, przekonały mnie ostatecznie o niemal idealnym dopasowaniu naszej kondycji, tempa, zgodności na szlaku pod każdym – tak :think: - względem… Same plusy. Bardzo się cieszę, że przyjechał na te dwa (pełne) dni i mogliśmy wędrować razem. :D W pierwszy dzień On zabrał mnie na część OP, w drugi ja Jego na Czerwone Wierchy. On zabrał mnie tam gdzie ja nie byłem jeszcze i odwrotnie. ;) Dziękuję Jurek.
Foto:
http://my.magma-net.pl/razem/tatry2005/szesc/szesc.html
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Czesiek pisze:Zjechaliśmy na Krupówki gdzie znów opróżniłem kartę pamięci
:O znowu? Czesiek,czy Ty tyle focisz,czy masz małą kartę? :think:
Czesiek pisze:W pierwszy dzień On zabrał mnie na część OP, w drugi ja Jego na Czerwone Wierchy.
O i to jest piękne :)
Czesiek pisze:5:00 pobudka
kurcze...podziwiam...ja to najszybciej o 6:00 jestem w stanie się obudzić...no chyba,że wybieram się na Rysy lub Orlą :)
Fajnie się czyta Twoje relacje na przemian z Wioli..jeszcze tylko Mysza powinna skrobnąć "swoją wersję" i byłoby super! :D
Awatar użytkownika
Mariusz

-#8
Posty: 5763
Rejestracja: pn 15 wrz, 2003
Lokalizacja: Marki

Post autor: Mariusz »

Bardzo przyjemnie czyta się Wasze relacje! Dzięki! :)
Awatar użytkownika
Salek

-#5
Posty: 896
Rejestracja: śr 20 lip, 2005
Lokalizacja: Górki

Post autor: Salek »

Wiola pisze:„jeżeli ta maść nie pomoże, należy udać się do chirurga”
Można wiedzieć jaka to maść? Będąc w Tatrach tez mialem problemy ze sciegnem (achillesa), ale olałem. Chętnie bym sie doweidzial jaka to masc, tak na przyszlosc.. :)
Zastanawiam sie z czego mogą sie brac problemy ze sciegnem: czy zle buty, czy nieprawidlowe stawianie stop... ma ktos jakis pomysl?

a wracajac do tematu.. :D relacja super.
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

Iwona pisze:tyle focisz,czy masz małą kartę
256 MB - ponad dwieście fot :)) i trzeba ją przygotować do wyprawy na dzień następny. :)
Iwona pisze:Mysza powinna skrobnąć
Zaczęła LO, ale może znajdzie chwilkę... :think:
Mariusz pisze:Bardzo .......................... Dzięki!
Również dziękujemy :D
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

Salek pisze:jaka to maść?
Mobilat - to ta od Goździkowej. :)) :)) :)) ;)
Wiola

-#2
Posty: 71
Rejestracja: pt 12 mar, 2004
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: Wiola »

Dzień szósty - Wiola, Asia i Marzenka
Czesiu, Jurek i Kasia "ustawili" się dzisiaj na Ciemniak. Pojechali z Jurkiem do Zakopca, pod kwaterę Ani, Kasi i Andrzeja. My, po porannej toalecie postanowiłyśmy zrobić sobie dzisiaj spacer. Dla odpoczynku, z powodu obolałej nogi Marzenki, po śniadaniu, weszłyśmy na "swój" czerwony szlak, na Psią Trawkę. Tutaj mały posiłek i chwila zastanawiania się co robić dalej. Polana Waksmundzka, czy Murowaniec? Stanęło na polanie. Po drodze spotkało nas troszkę niespodzianek. Dwa razy "musiałyśmy", idąc szlakiem zamoczyć buciory. Potok przelewał się przez szlak. Po dotarciu do pierwszego celu przystanełyśmy na śniadanko. Kilka zdjęć i wymarsz na Gęsią Szyję. Zeszłyśmy z czerwonego szlaku na zielony. Strasznie podtopione rozstaje szlaków, zmuszało każdego do szukania suchego przejścia. Z góry schodziła wycieczka, szlak troszkę się więc "zwęził". Trzeba było bardzo uważać. Nagle słyszymy "bum". Z ziemi podnosi się ośmiolatek (?), otrzepuje kolana i mówi: "nic". Jego kolega kwituje ten upadek krótko: "aleś się wy........ł" :O :( Rozbawiło to wszystkich. Z uśmiechem na twarzy dotarłyśmy na "szczyt" Gęsiej Szyi. ;) Odpoczynek, fotki i na Rusinową Polanę. Tu ogroooomne przerażenie - drugie Krupówki. :( Króciutki postój i nasze nogi pobiegły niebieskim szlakiem do Palenicy. :D
Busikiem do Cyrhli gdzie czekał na nas nasz rodzynek. 8) :)
Dzień może nie najciekawszy, ale przynajmniej nie siedziałyśmy przed telewizorem, czy innym , zbędnym tutaj, ustrojstwem. Wszystkie byłyśmy i jesteśmy zadowolone z tego dość długiego spacerku. :D :D :D

Ps. Szkoda tylko, że nie zobaczyłyśmy się już z "Wujkiem" Jurkiem. :(

Wujek - wrocławianki pozdrawiają.
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

Dzień siódmy - 16.08.05. - wtorek
Zapowiadało się totalne lenistwo, ale Czesiek "nie pozwolił. ;) Plan dnia, który zrodził się w mojej głowie, został w pełni zrealizowany. Po wyjściu z domku ruszyliśmy szosą w kierunku Łysej Polany. Po chwili byliśmy na krzyżówce, gdzie - w lewo - odchodzi droga do wsi Murzasichle. Tam też się udaliśmy. Mieliśmy dojść do kościółka, w którym nasza gospodyni brała ślub. Idziemy, idziemy przez las, a tu nic. Coś daleko? Ale tak to jest - jadąc jakimś pojazdem, zupełnie inaczej to wszystko wygląda. Niewiele nam zostało do końca wsi nim ujrzeliśmy nasz cel. Wejście do kościółka - owszem - było otwarte, ale tylko do "przedsionka". Po lekturze historii tego miejsca, oraz fotkach udaliśmy się w drogę... dalszą. :) Doszliśmy do Poronina, a właściwie jego końca. Tu zaczyna się Stasikówka. Stamtąd pojechaliśmy BUS-em na granicę, a następnie odwiedziliśmy "naszą" Babcię - Słowaczkę. :D Po degustacji tego i owego, zakupach, długiej rozmowie z Babcią - przerywaną obsługą klientów - ruszyliśmy do Polski. Tym razem nie do Cyrhli, a do ... "Groty". Tam posiłek, później zakupy i do domku. Około 23-ciej na "zasłużony" ;) odpoczynek.
Mało chodzenia, mało fotek: :(
http://my.magma-net.pl/razem/tatry2005/ ... iedem.html
oraz stronka córki "naszej" Babci:
http://www.privathorsky.sk/
ODPOWIEDZ