Ukraina / Rumunia
Ukraina / Rumunia
W dniach 14-22 sierpnia zaliczyłem moją najdłuższą nieobecność na Forum. Powodem tego był wyjazd do Rumunii i na Ukrainę. Nie był to (niestety) wyjazd górski, ale może parę osób to zaciekawi, więc kilka słów postaram się tu napisać.
Obecnie w Rumunii przez parę miesięcy przebywa moja siostra, rodzice chcieli ją odwiedzić, no więc zabrałem się razem z nimi. Pierwsze wrażenie jest takie, że raczej należy unikać podróży własnym samochodem (służbowym zresztą też). Po pierwsze przejazd przez granicę pol-ukr w Hrebennem zajął nam ok. 6 h, po drugie ukraińske drogi spowodują, że samochód na pewno wróci w gorszym stanie niż wyjechał.
Pierwszym naszym przystankiem był Lwów. Miasto w części zabytkowej jest częściowo odnowione i prezentuje się całkiem nieźle, choć oczywiście jest też jeszcze wiele do zrobienia. W ciągu dwóch dni odwiedziliśmy chyba wszystke ważniejsze miejsca wymienione w przewodniku. Potem przejazd na południe, na rumuńską Bukowinę.
Dojechaliśmy do małej górskiej miejscowości Sucavita, gdzie przebywa moja siostra. Zakwaterowaliśmy się w miejscowej "agroturystyce", zresztą baza noclegowa jest dość duża. Niestety pogoda nie dopisywała - od 16-go do 20-go praktycznie cały czas lało. O górskich wycieczkach trzeba było zapomnieć, pozostało zwiedzanie malowanych cerkwi i monastyrów (największa turystyczna atrakcja tego regionu). Byliśmy także w muzeum etnograficznym w Radauti (te eksponaty równie dobrze pasowałyby do Zakopanego), kopalni soli w Cacica (którą zbudowali Polacy) i na zamku w Suceavie. Rumunia sprawia bardzo pozytywne wrażenie. Wiadomo, że wygląda trochę biedniej niż Polska, ale wyjazdu nie trzeba się obawiać pod żadnym względem.
Wracaliśmy też przez Ukrainę, tym razem odwiedzając Chocim (zamek) i Kamieniec Podolski (zamek+miasto). Ten drugi położony w niesamowitym zakolu rzeki, ale niestety "naruszony zębem czasu" (sowieckim zresztą). Powrót do Polski przez przejście w Krakowcu - 3 h. Wrażenia z Ukrainy - to jest jednak trochę "dziki" kraj, tkwiący po części w poprzedniej epoce. Trzeba się uzbroić w cierpliwość i co nieco przypomnieć sobie jezyk rosyjski, bo często nie można się inaczej dogadać.
PS. nie opisuję jakichś szczegółów, bo nie wiem, jak bardzo was to zainteresuje, ale jakbyście mieli jakieś bardziej szczegółowe pytania, to postaram się na nie odpowiedzieć.
Obecnie w Rumunii przez parę miesięcy przebywa moja siostra, rodzice chcieli ją odwiedzić, no więc zabrałem się razem z nimi. Pierwsze wrażenie jest takie, że raczej należy unikać podróży własnym samochodem (służbowym zresztą też). Po pierwsze przejazd przez granicę pol-ukr w Hrebennem zajął nam ok. 6 h, po drugie ukraińske drogi spowodują, że samochód na pewno wróci w gorszym stanie niż wyjechał.
Pierwszym naszym przystankiem był Lwów. Miasto w części zabytkowej jest częściowo odnowione i prezentuje się całkiem nieźle, choć oczywiście jest też jeszcze wiele do zrobienia. W ciągu dwóch dni odwiedziliśmy chyba wszystke ważniejsze miejsca wymienione w przewodniku. Potem przejazd na południe, na rumuńską Bukowinę.
Dojechaliśmy do małej górskiej miejscowości Sucavita, gdzie przebywa moja siostra. Zakwaterowaliśmy się w miejscowej "agroturystyce", zresztą baza noclegowa jest dość duża. Niestety pogoda nie dopisywała - od 16-go do 20-go praktycznie cały czas lało. O górskich wycieczkach trzeba było zapomnieć, pozostało zwiedzanie malowanych cerkwi i monastyrów (największa turystyczna atrakcja tego regionu). Byliśmy także w muzeum etnograficznym w Radauti (te eksponaty równie dobrze pasowałyby do Zakopanego), kopalni soli w Cacica (którą zbudowali Polacy) i na zamku w Suceavie. Rumunia sprawia bardzo pozytywne wrażenie. Wiadomo, że wygląda trochę biedniej niż Polska, ale wyjazdu nie trzeba się obawiać pod żadnym względem.
Wracaliśmy też przez Ukrainę, tym razem odwiedzając Chocim (zamek) i Kamieniec Podolski (zamek+miasto). Ten drugi położony w niesamowitym zakolu rzeki, ale niestety "naruszony zębem czasu" (sowieckim zresztą). Powrót do Polski przez przejście w Krakowcu - 3 h. Wrażenia z Ukrainy - to jest jednak trochę "dziki" kraj, tkwiący po części w poprzedniej epoce. Trzeba się uzbroić w cierpliwość i co nieco przypomnieć sobie jezyk rosyjski, bo często nie można się inaczej dogadać.
PS. nie opisuję jakichś szczegółów, bo nie wiem, jak bardzo was to zainteresuje, ale jakbyście mieli jakieś bardziej szczegółowe pytania, to postaram się na nie odpowiedzieć.
Rumunia....piękny kraj. Miałam okazję spędzić tam kilka majowych dni.Zabrała mnie córka samochodem wraz ze swoim chłopakiem.Ona jest zakręcona na punkcie Rumunii i trochę i mnie się owo zakręcenie udzieliło.Góry widziałam z okien samochodu niestety. Byliśmy zbyt krótko.Ale cieszą oczy fotki mojego dziecka z gór fogarskich cudnych dzikich i dość wysokich.Wiem że nigdy tam nie pójdę bo nie moge dżwigać całego ekwipunku na plecach, więc frajdą dla mnie są te jej wspomnienia jak i innych ludzi,którzy ten kraj odwiedzili.Piszę o dżwiganiu całego dobytku, bo z tego co mi wiadomo nie mam tam takiej cudownej bazy wypadowej jak nasze Zakopane.
Hehe, o "żywej góralszczyźnie na Podhalu" to tu była odrębna dyskusja 
Niestety, w ciągu dośc krótkiego pobytu, nie dało się wiele zaobserwować. Radauti (tam gdzie to muzeum) to obecnie miasteczko porównywalne z New Targiem i leżące już w pewnej odległości od gór, więc raczej niewiele folkloru się zachowało. Najwięcej chyba na miejskim targu, jednak i on został "ucywilizowany". W miejscach odwiedzanych przez turystów można kupić wyroby sztuki ludowej (tkaniny, ceramika itp.) ale ciężko mi oceniać na ile "ludowe" one są, choć niektórym na pewno by się spodobały. Ludzi w tradycyjnych góralskich strojach bardzo mało nawet w niedzielę. A właśnie w niedzielę był "wysyp ślubów" bo wcześniej był tradycyjny okres postu, kiedy śłubów się nie bierze. Normalnie w każdej wsi spotykało się weselny orszak.
Więcej prawdziwej góralszczyzny, związanej w wypasem owiec i pozyskiwaniem drewna (czyli tradycyjnymi zajęciami w tatmtym rejonie) można na pewno zaobserować wędrując po górach. Trzeba by się nastawić na wędrówkę poza miejscowościami. Tam życie nie odbiega wiele od tego, co było kilkadziesiąt lat temu. Oczywiście nie można mówić za wiele o "kulturze", ale na pewno można zobaczyć jak wygląda codzienne życie i praca w górach. To są klimaty podobne do "Księgi Tatr" (pierwszej), sprzed przbycia Chałubińskiego do Zakopanego. Sam nie miałem okazji doświadczyć, ale relacje mam "z pierwszej ręki"
Niestety, w ciągu dośc krótkiego pobytu, nie dało się wiele zaobserwować. Radauti (tam gdzie to muzeum) to obecnie miasteczko porównywalne z New Targiem i leżące już w pewnej odległości od gór, więc raczej niewiele folkloru się zachowało. Najwięcej chyba na miejskim targu, jednak i on został "ucywilizowany". W miejscach odwiedzanych przez turystów można kupić wyroby sztuki ludowej (tkaniny, ceramika itp.) ale ciężko mi oceniać na ile "ludowe" one są, choć niektórym na pewno by się spodobały. Ludzi w tradycyjnych góralskich strojach bardzo mało nawet w niedzielę. A właśnie w niedzielę był "wysyp ślubów" bo wcześniej był tradycyjny okres postu, kiedy śłubów się nie bierze. Normalnie w każdej wsi spotykało się weselny orszak.
Więcej prawdziwej góralszczyzny, związanej w wypasem owiec i pozyskiwaniem drewna (czyli tradycyjnymi zajęciami w tatmtym rejonie) można na pewno zaobserować wędrując po górach. Trzeba by się nastawić na wędrówkę poza miejscowościami. Tam życie nie odbiega wiele od tego, co było kilkadziesiąt lat temu. Oczywiście nie można mówić za wiele o "kulturze", ale na pewno można zobaczyć jak wygląda codzienne życie i praca w górach. To są klimaty podobne do "Księgi Tatr" (pierwszej), sprzed przbycia Chałubińskiego do Zakopanego. Sam nie miałem okazji doświadczyć, ale relacje mam "z pierwszej ręki"





