Tatry a lęk wysokości
Kusi mnie OP i Chłopek ( droga Swinica-Zawrat to chyba taka prawie OP
- ale teraz bedzie to stopniowo - po opisach tras na tym forum moge sobie chyba to jakos zaplanowac. Co do towarzystwa bliskiej osoby to osoba ta "wymiekła" na Kondrackiej Przełęczy a 2 dni potem na Kasprowym
.
Chyba sobie z tym poradze bo jestem b. zdeterminowany - na Swinice bałem sie tez wejsc ( troche siedzialem nad rozwidleniem szlaku na zawrat i ogladalem poczynania przestraszonej hiszpanskiej
(chyba) wycieczki prowadzonej przez 2 przewodniczki). Jak juz tam wlazlem to było wsumie OK. Swinica powinna byc przed Rysami -moze wtedy nie dostalbym drgawek.
Dzieki za dyskusje - splywam do domu -koniec pracy=koniec netu.
Chyba sobie z tym poradze bo jestem b. zdeterminowany - na Swinice bałem sie tez wejsc ( troche siedzialem nad rozwidleniem szlaku na zawrat i ogladalem poczynania przestraszonej hiszpanskiej
(chyba) wycieczki prowadzonej przez 2 przewodniczki). Jak juz tam wlazlem to było wsumie OK. Swinica powinna byc przed Rysami -moze wtedy nie dostalbym drgawek.
Dzieki za dyskusje - splywam do domu -koniec pracy=koniec netu.
ooo.. jeszcze zdaze odpowiedziec.... W te tatry to wyjezdzalem pare lat. Kupilem kiedys Nyke, mape z czasami przejsc ( akurat sa takie same jak u Nyki (notabene bardzo wysrubowane te czasy przejsc)).Z linków o gorach, zdjec i opisow forumowiczow tu i gdzie indziej wydawalo mi sie ze juz pare razy tam bylem. Myslalem ze bede przygotowany "teoretycznie"
Podobno Kozia Przelecz - Kozi W. to najtrudniejszy odcinek - nie pchalem sie tam z zawratu ale poszedlem grzecznie do 5tki. Zwyciezyl rozsadek - nie wiem zupelnie od czego ten lek wysokosci(?). Siedzac na tylku w biurze zupelnie tego nie rozumiem. Mam troche kondycji - moge wchodzic -schodzic caly dzien ale ten wypad na Rysy troche mi obrzydził cały dzien. Poza tym przypomnialem sobie taka fotke z Chłopkiem (zrobiona zima) w któryms z tematów na tym forum. No i nie poszedlem na tego chlopka. Ta galeryjka nie byla za ciekawa.
Ale nie popuszcze i chyba jescze jesienia uderze jeszcze raz.
pozdrawiam
Podobno Kozia Przelecz - Kozi W. to najtrudniejszy odcinek - nie pchalem sie tam z zawratu ale poszedlem grzecznie do 5tki. Zwyciezyl rozsadek - nie wiem zupelnie od czego ten lek wysokosci(?). Siedzac na tylku w biurze zupelnie tego nie rozumiem. Mam troche kondycji - moge wchodzic -schodzic caly dzien ale ten wypad na Rysy troche mi obrzydził cały dzien. Poza tym przypomnialem sobie taka fotke z Chłopkiem (zrobiona zima) w któryms z tematów na tym forum. No i nie poszedlem na tego chlopka. Ta galeryjka nie byla za ciekawa.
Ale nie popuszcze i chyba jescze jesienia uderze jeszcze raz.
pozdrawiam
Skoro dostajesz drgawek to nie jest to taka błaha sprawa. Zachowaj stopniowanie trudności, przyzwyczajaj się do wysokości. A potem sprawdź swoje reakcje, ale na takim szlaku, na którym nie będzie to stanowiło dla ciebie zagrożenia.Arek pisze:Swinica powinna byc przed Rysami -moze wtedy nie dostalbym drgawek.
Arek,nie sugeruj się zimowym fotkami...to ZUPEŁNIE inna bajka.Arek pisze:Poza tym przypomnialem sobie taka fotke z Chłopkiem (zrobiona zima) w któryms z tematów na tym forum. No i nie poszedlem na tego chlopka. Ta galeryjka nie byla za ciekawa.
Arek pisze:Podobno Kozia Przelecz - Kozi W. to najtrudniejszy odcinek
zdrowy rozsądek i wyobraźnia to podstawa bezpieczeństwa w górachIwona pisze:Z tego,co piszesz,to masz zdrowe podejście to tematu
Witaj Arek
oj tak, na tej galeryjce rzeczywiście można dostać gęsiej skórki, szczególnie jak nas przywita silny porywisty wiatr, który do tej pory ledwie co nas smagał po twarzy...Arek pisze:dopiero na grani prowadzacej na sam szczyt dopadło mnie - jakies kołatanie serca -trzesące sie nogi
Co do nieoczekiwanego lęku przestrzeni:
Problem w tym, że w większości nie mamy możliwości sprawdzenia swojej reakcji na ekspozycję. Stanie na wietrznej grani trudno bowiem porównać z wyjściem na balkon z 10-ego piętra czy wchodzeniem na rusztowanie.
Moim zdaniem bez przełomu się po prostu nie obejdzie. Tzn., kiedyś musisz się bać, zby tego się pozbyć. Ja jak miałem 10 lat;), to bałem się wejść na Giewont. W przyszłym roku spróbowałem i stwierdziłem, że trudne to nie jest.. Rok póżniejspróbowaliśmy Zawratu - no, i to był mój przełom. Wtedy (w tamtym roku) dała mi jeszcze w zad trasa na Zadni Granat - parę kamieni spadło mi z dwa metry od głowy(strasznie zryty szlak), tak, że do szczelinki wszelkie objawy totalnego przerażenia były. Jako, że byłem mały pyrtek, przeskoczenie jej dało mi takiego kopa adrenaliny, że przestałem się bać. I to był chyba przełom (choć nie jestem tego na 100% pewien - to była ostatnia wycieczka tego roku). Rok póżniej z wielkim zdziwieniem stwierdziłem, że dopóki mam łańcuch koło tyłka, w ogłóle się nie boję. I jako 13latek przeszedłem Orlą Perć (od razu w jeden dzień - wjechaliśmy o 7 kolejką na kasprowy). Trudność i odrobinkę strachu dała mi tylko kultowa Kozia (jak zwykle - błoto na półce po stronie Czub, ślisko jak cholera, a ja nie mogłem dosięgnąć chwytu) i takie miejsce na Buczynowych, trzeba się było przejść po takiej szczeliie, a ja byłem za wąski, żeby przejść po niej, a za szeroki, żeby w nią wleżć. No i w następnym roku już wejście po śniegu na Zawrat.
- Andrzej Krystoszyk
-

- Posty: 1165
- Rejestracja: pn 17 maja, 2004
- Lokalizacja: Pułtusk
[quote="zushka"]melduję,ze zyję(uff...ludziska nie pijcie tyle pifa bo nie wyrabiam w firmie...) Po pierwsze, to dobrze, że żyjesz, po drugie n nie prowokuj losu, w końcu dzięki komu masz pracę
. Jednym słowem jesteśmy Ci na całe życie: dajemy pracę /zob. wszystkie wątki o łaciatym/ i rozrywkę/ zob. wszystkie pozostałe. Nie narzekaj. Powód do zmartwień masz na razie jeden. Wróciłaś i to jest problem- nie jesteś w Tatrach. A co do lęku, to odruch zdrowy i naturalny. Ci co się nie bali leżą na cmentarzach
A ci co mają ten zdrowy odruch
. Ważne, żeby jakoś nad tym panować. Szykujący się do drogi.



