Jeśli chodzi o mnie to długo byłam samotnikiem górskim.Jak jechałam,to z przyjaciółmi,jednak przyszedł taki czas,że się okazało iż moje zapotrzebowanie na wyjazdy górskie jest większe niż ich....chociaż nie,to złe słowo "zapotrzebowanie"-raczej jako rodzina nie mieli takich finansowych możliwości
....Lipiec...moja druga próba wejścia na Rysy....też samotnie,bo wiedziałam,że mama nie da rady,więc została pod opieką wujostwa...mieli przyjść nad Moko spacerkiem. Od razu po rozpoczęciu marszu asfalcikiem na Palenicy "dopadła" mnie siostra zakonna i jej dwóch znajomych (jak się później w listach okazało-ksiądz) Przegadaliśmy całą trasę jak starzy znajomi.Siostra dosłownie wbiegła na szczyt. Nie przeszkadzał jej habit na łańcuchach....Od tego czasu z wielkim sentymentem mówię "Szczęść Boże" siostrzyczkom na szlaku....później były listy i szczere rozmowy o życiu....to ja i siostra Dawida
....Luty...pierwsze kroki w necie....forum tatry.prv.pl ......rozmowy z ludźmi,którzy rozumieli moją pasję,sens ciągłego wspominania o górach,czytania książek o nich,błysku w oku na widok górskiej fotki...czyli wszsytko to,co inni podpinają już pod lekkie dziwactwo....to ja i Wy
...Wrzesień...pierwszy wyjazd z forumowiczem...a raczej forumowiczką,która na dokładkę pojawiła się tu dosłownie dwa dni przed wyjazdem...potem był wspólny wyjazd w lutym...poznajemy kolejnych forumowiczów....następnie maj-jest nas jeszcze więcej...to ja i Asik,Mariusz,Dorian,Jacek V,Gosza,Adam,Zygmunt...
...WARTO BYŁO....




