Rzecz o bywalcach gór
eh, stonka to stonka apropos upominania stonki i dobrych rad dla niej. Gdy wychodziłem z kolega z Wąwozu Kraków na ścieżkę Doliną Wszystkimznaną podbiegła do nas kobieta z dzieciakiem i pytała czy idziemy z Wąwozu Kraków. Potwierdziliśmy więc ona od razu na ścieżkę i do Wąwozu. Powiedzieliśmy jej więc, że szlak jest jednokierunkowy i zaczyna się dalej, gdzie odchodzi w lewo ścieżka z drogowskazem. No i uszła... 10 metrów po czym rozpoczęła przedzieranie się z dzieciakiem przez trawy i krzaki niczym Indiana Jones 
Przy takim rozszerzeniu pojęcia "stonka" jakie proponuje Komorfil mogę zgodzić się takim determinizmem, choć nie do końca bo istnieje coś takiego co wymyka się regułom a nazywa się "zgrywa", niekiedy bardzo inteligentna.
Stonka jest określeniem nieprecyzyjnym, początkowo oznaczała tylko, że zbyt wiele osób jest na szlaku. Pacyfka (to ksywa dziewczyny znanej z wielu tatrzańskich stron www) ukuła termin "humanoidzi", moim zdaniem znacznie bardziej odpowiadającym istocie problemu.
No i jeszcze jedno - z "stonki" bądź humanoidyzmu można wyjść, trudno, ale można, szczególnie dziewczynom jak natrafią na odpowiedniego chłopaka. Można również w nią popaść, czasami z nadmiaru entuzjazmu.
Stonka jest określeniem nieprecyzyjnym, początkowo oznaczała tylko, że zbyt wiele osób jest na szlaku. Pacyfka (to ksywa dziewczyny znanej z wielu tatrzańskich stron www) ukuła termin "humanoidzi", moim zdaniem znacznie bardziej odpowiadającym istocie problemu.
No i jeszcze jedno - z "stonki" bądź humanoidyzmu można wyjść, trudno, ale można, szczególnie dziewczynom jak natrafią na odpowiedniego chłopaka. Można również w nią popaść, czasami z nadmiaru entuzjazmu.
Wow! Zaczyna się robić ciekawie. Nieźle wychwyciłeś, że moja definicja stonki jest stworzona z pozycji deterministycznej. Żeby było ciekawie, wcale takim strasznym deterministą nie jestemJanek pisze:Przy takim rozszerzeniu pojęcia "stonka" jakie proponuje Komorfil mogę zgodzić się takim determinizmem, choć nie do końca bo istnieje coś takiego co wymyka się regułom a nazywa się "zgrywa", niekiedy bardzo inteligentna.
Stonka jest określeniem nieprecyzyjnym, początkowo oznaczała tylko, że zbyt wiele osób jest na szlaku. Pacyfka (to ksywa dziewczyny znanej z wielu tatrzańskich stron www) ukuła termin "humanoidzi", moim zdaniem znacznie bardziej odpowiadającym istocie problemu.
No i jeszcze jedno - z "stonki" bądź humanoidyzmu można wyjść, trudno, ale można, szczególnie dziewczynom jak natrafią na odpowiedniego chłopaka. Można również w nią popaść, czasami z nadmiaru entuzjazmu.
Każde określenie używane potocznie (nawet w gronie, nazwijmy to, hobbystów) jest nieprecyzyjne, co ma swe wady i swój urok. Określenie "humanoidzi" bardzo mi się podoba. Czy możesz przybliżyć tą koncepcję - rozumiem, że większa część stonki to humanoidzi i większa część humanoidów to stonka, jakie są zatem wyróżniki humanoidów?
I jeszcze jedno- jak nadmiar entuzjazmu może kogoś stoczyć do stonki?
komorfilMasz prawo do swojej opinii. Mi nie o to chodziło. Zamieściłeś cytat z mojej wypowiedzi i odczytałem to co napisałeś jako polemikę ze mną. Skoro napisałeś tylko o klapkach i adidasach to odniosłem wrażenie jakbyś uznał, że jedynym wyznacznikiem dla mnie są owe klapki i adidasy. A ja napisałem tam trochę więcej. A skoro się odniosłeś tylko do tej części to uznałem, że być może na resztę nie zwróciłeś uwagi
Gdyby nie było cytatu to uznał bym twoją wypowiedź tylko za twój punkt widzenia. A tak uznałem, że muszę jeszcze napisać, że dla mnie wyznacznikiem stonki jest raczej coś innego niż klapki. Aby nie powstało mylne wrażenie, że zwracam uwagę tylko na jakieś klapki czy adidasy. Tylko tyle.
Ala ja w przeciwieństwie do ciebie uważam, że z bycia stonką można się wyleczyć
Gdyby nie było cytatu to uznał bym twoją wypowiedź tylko za twój punkt widzenia. A tak uznałem, że muszę jeszcze napisać, że dla mnie wyznacznikiem stonki jest raczej coś innego niż klapki. Aby nie powstało mylne wrażenie, że zwracam uwagę tylko na jakieś klapki czy adidasy. Tylko tyle.
Ala ja w przeciwieństwie do ciebie uważam, że z bycia stonką można się wyleczyć
-
Widmo Brockenu
-

- Posty: 302
- Rejestracja: pn 13 paź, 2003
- Kontakt:
Należałoby pytać raczej Pacyfkę jako autorkę. Ja to zrozumiałem w sensie "pozornie podobny do człowieka" lub "podobny do człowieka". Humanoidzi są wszędzie, wielu z nich np. prowadzi samochody. Są i wśród pieszych - np. tacy co na przejściu dla pieszych umyślnie idzie noga za nogą, z głupim uśmieszkiem wpatrując się w kierowcę samochodu stojącego przed pasami. Sporo zasiada w Sejmie i jeszcze więcej się do niego wybiera.komorfil pisze:Określenie "humanoidzi" bardzo mi się podoba. Czy możesz przybliżyć tą koncepcję - rozumiem, że większa część stonki to humanoidzi i większa część humanoidów to stonka, jakie są zatem wyróżniki humanoidów?
Ten problem jeszcze badam i nie chciałbym się wypowiadać jednoznacznie w połowie pracy. Np. zastanawiam się nad takim przypadkiem. Powiedzmy, że sobie razem gdzieś idziemy w Tatrach, na dość trudnej i długiej trasie. No i powiedzmy, że Ty z jakiegoś powodu niedomagasz i idziesz coraz wolniej. A mnie tu entuzjazm rozpiera i jestem coraz bardziej wściekły, bo czuję, że może mi może ta trasa pójść koło nosa. Wpierw Cię rugam a potem zostawiam i drę do przodu.komorfil pisze:I jeszcze jedno- jak nadmiar entuzjazmu może kogoś stoczyć do stonki?
Albo inaczej - te same okoliczności - stało się tam coś Tobie, poślizgnęłeś się, może nawet skręciłeś nogę, jesteś rozbity wewnętrznie, boisz się. A ja myślę sobie - przez tego niedołęgę nie zrobię tej drogi, cholerna łajza. No i chyba już jestem humanoidem? Co o tym myślisz?
Pozdrawiam
Ostatnio zmieniony ndz 17 lip, 2005 przez Janek, łącznie zmieniany 1 raz.
A spotkałem szarańczę na zejściu z Ciemniaka. Była to grupa chłopców ok. 10 lat z przewodnikiem. Oblegli Chudą Przełączkę jak szarańcza.
Biegali, skakali, krzyczeli. Cud, że nikt nie spadł. Jak ten przewodnik sobie z nimi dawał radę to nie wiem. Pamiętam jak wołał do jednego "Pokemon zejdź z tej skały". Naprawdę poczułem się jak w roju szarańczy 
Mówisz, masz.MiG pisze:Widmo Brockenu, twoja "szrancza" = "stonka" wg definicji komorfila
Może uzgodnicie nazewnictwo?
Na pewno "szarańcza" nie równa się "stonka".
Myślę, że niewielki odzew na list Widma Brockenu wynika stąd, że jego opis szarańczy jest doskonały, nic dodać nic ująć.
Niewątpliwie szarańcza jest podgrupą stonki. Koncepcja szarańczy wg Widma jest spójna, nie mam z czym polemizować ani czego uzgadniać.
Moja koncepcja stonki jest też raczej zgodna z koncepcją dominującą na tym forum, z tym, że ja uważam przynależność do stonki za niemal nieodwracalną, a większość Was chyba nie. Poza tym, wydaje mi się, że stanowiska są w miarę uzgodnione
Po dyskusji teoretycznej czas na przykłady, co zapoczątkował Tomek.
Oto mój dylemat. Zejście z Pięciu Stawów, taki odcinek w zakosy dość wyraźnie w dół, trzy panny w wieku gimnazjalnym idące ok. 2 km/h, w rządku na całą szerokość drogi. Próby wyminięcia nieudane - panny tworzyły szyk zwarty. Po jakimś tam "przepraszam" połączonym z dość jednoznacznym manewrem zwarty szyk ustąpił, przecisnąłem się ocierając się z jednej strony o kosówkę, z drugiej o boczny element szyku zwartego chwilowo rozluźnionego.
Oczywiście do tej pory stonka.
Ale panny obraziły się i zaczęły komentować pośpiech (niewątpliwie osiągałem 5 km/h) i manewr wymijania jako taki. Czy to już szarańcza czy dalej stonka?
Liczę zwłaszcza na konsultację twórcy koncepcji szarańczy, ale nie tylko.
Pozdrawiam.
Oto mój dylemat. Zejście z Pięciu Stawów, taki odcinek w zakosy dość wyraźnie w dół, trzy panny w wieku gimnazjalnym idące ok. 2 km/h, w rządku na całą szerokość drogi. Próby wyminięcia nieudane - panny tworzyły szyk zwarty. Po jakimś tam "przepraszam" połączonym z dość jednoznacznym manewrem zwarty szyk ustąpił, przecisnąłem się ocierając się z jednej strony o kosówkę, z drugiej o boczny element szyku zwartego chwilowo rozluźnionego.
Oczywiście do tej pory stonka.
Ale panny obraziły się i zaczęły komentować pośpiech (niewątpliwie osiągałem 5 km/h) i manewr wymijania jako taki. Czy to już szarańcza czy dalej stonka?
Liczę zwłaszcza na konsultację twórcy koncepcji szarańczy, ale nie tylko.
Pozdrawiam.
-
Widmo Brockenu
-

- Posty: 302
- Rejestracja: pn 13 paź, 2003
- Kontakt:
Izabela pisze:"Stonka" - grożny szkodnik gór, żerujący, wyniszczający środowisko swą bytnością. W sprzyjających warunkach wydaje kolejne pokolenia. Zwalczana różnymi, czasem mało skutecznymi metodami. Przypisuje się jej określony wygląd, ale rozpoznawalna jest przede wszystkim po spustoszeniu i szkodach, które wśrodowisku górskim czyni.
Oto krajobraz Gubałówki po inwazji "Stonki"
Izo,
to sa slady po szaranczy , jak mówi szkielko i oko
pozdrawiam
Zbyszko (z. GEG)
-
Widmo Brockenu
-

- Posty: 302
- Rejestracja: pn 13 paź, 2003
- Kontakt:
optuje za stonkakomorfil pisze:Po dyskusji teoretycznej czas na przykłady, co zapoczątkował Tomek.
Oto mój dylemat. Zejście z Pięciu Stawów, taki odcinek w zakosy dość wyraźnie w dół, trzy panny w wieku gimnazjalnym idące ok. 2 km/h, w rządku na całą szerokość drogi. Próby wyminięcia nieudane - panny tworzyły szyk zwarty. Po jakimś tam "przepraszam" połączonym z dość jednoznacznym manewrem zwarty szyk ustąpił, przecisnąłem się ocierając się z jednej strony o kosówkę, z drugiej o boczny element szyku zwartego chwilowo rozluźnionego.
Oczywiście do tej pory stonka.
Ale panny obraziły się i zaczęły komentować pośpiech (niewątpliwie osiągałem 5 km/h) i manewr wymijania jako taki. Czy to już szarańcza czy dalej stonka?
Liczę zwłaszcza na konsultację twórcy koncepcji szarańczy, ale nie tylko.
Pozdrawiam.
pozdrawiam,
Zbyszko
Dokładnie w tym samym miejscu ,na czarnym szlaku z Piątki ,szedłem pod górę ,a wycieczka dzieci zbiegała w dół szykiem zwartym i doszło do tego ,do czego dojść musiało ,tzn jedno z dzieci po odbiciu się ode mnie wylądowało kilka metrów w dole z zadrapaniami. Wychowawczyni oczywiście na mnie z mordą. Bez słowa wyciągnąłem telefon (o dziwo wyjątkowo był zasięg) ,wykręciłem nr Parku i poprosiłem o nałożenie mandatu na nieodpowiedzialną kobietę prowadzącą bez przewodnika grupę dzieci stanowiących zagrożenie na szlaku ale nie wiem ,czy to miało jakiś sens .Rozumu pani "wychowawczyni" z pewnością nie nabrała.
Tak, zaczynam rozumieć. To nie jest staczanie się w stonkę (jednak), ale jest staczanie się w humanoida - pierwszy przypadek. A drugi- nie wierzę, by ktoś z tutejszej górskiej wiary (w tym Ty, Janku), kiedykolwiek doszedł do takiego etapu. Sam jestem niezłym egoistą i w sumie cynikiem, ale nie przypuszczam bym mógł się tak zachować, ani też by ktoś z Was mógł to zrobić. W sumie optymistyczne.Janek pisze:Ten problem jeszcze badam i nie chciałbym się wypowiadać jednoznacznie w połowie pracy. Np. zastanawiam się nad takim przypadkiem. Powiedzmy, że sobie razem gdzieś idziemy w Tatrach, na dość trudnej i długiej trasie. No i powiedzmy, że Ty z jakiegoś powodu niedomagasz i idziesz coraz wolniej. A mnie tu entuzjazm rozpiera i jestem coraz bardziej wściekły, bo czuję, że może mi może ta trasa pójść koło nosa. Wpierw Cię rugam a potem zostawiam i drę do przodu.
Albo inaczej - te same okoliczności - stało się tam coś Tobie, poślizgnęłeś się, może nawet skręciłeś nogę, jesteś rozbity wewnętrznie, boisz się. A ja myślę sobie - przez tego niedołęgę nie zrobię tej drogi, cholerna łajza. No i chyba już jestem humanoidem? Co o tym myślisz?
Koncepcja humanoida mnie zaintrygowała!
Pozdrawiam.





