Czy miesiąc wystarczy,aby przygotować kondycję w góry?
Czy miesiąc wystarczy,aby przygotować kondycję w góry?
To temat przeklejony z innego forum, ale wydał mi sie ciekawy. ile czasu potrzebujecie, aby przygotować kondycję w góry, czy miesiąc to duzo, czy mło i co robicie,aby nie wymieknąć na szlaku?:)
Powiem szczerze,że nie robię nigdy specjalnych przygotowań przed wyjazdem w góry,bo z praktyki wiem,że i tak nie uniknę bólu nóg po mniej więcej drugim dniu pobytu.Potem ból mija i jest OK. Jedyne odstępstwo od reguły zdarzyło mi się w lutym,podczas chodzenia zimowego-nie mam zakwasów i to mi daje do myślenia
Specjalnie sportowo się nie udzielam,nie licząć letnich dojazdów do pracy rowerem(3km rano+3 wieczorkiem).Czasem wyskakuję na dłuższą przejażdżkę rowerową,ale nie tak często jak bym chciała. Zero basenu,zero biegania...
P.S Witaj Klaro
Sorki,że witam Cię dopiero teraz,ale jestem ciut zalatana ostatnio
Baw się dobrze u nas na forum 
Specjalnie sportowo się nie udzielam,nie licząć letnich dojazdów do pracy rowerem(3km rano+3 wieczorkiem).Czasem wyskakuję na dłuższą przejażdżkę rowerową,ale nie tak często jak bym chciała. Zero basenu,zero biegania...
P.S Witaj Klaro
Zda mi się ,że mam daja vu ,bo dalibóg odpowiadałem już na coś podobnego ,a to ,że jako dziadek z piątym krzyżykiem na karku nie czynię żadnych przygotowań kondycyjnych i mimo to ,jak pogoda pozwoli robię ok. 160 km i sporo wysokich miejsc podczas wyjazdu 10 dniowego. Kondycję daje samo coroczne chodzenie po górach ,a oprócz tego corocznie narty (intensywnie i ostro ,chociaż zaczynałem 4 lata temu) ,2 do 4 km /tydzień wpław ,tenis ,rower i co tam jeszcze popadnie. Zaczynałem jednak 13 lat temu od brzucha ,papierochów (rzuciłem kilka lat temu ,bo wyraźnie źle wpływały na kondycję) i zakwasów po kilkukilometrowej trasie w Beskidach.
Cześć pozdrawiam wszystkich i dokładam swoje trzy grosze.
Ja tez nie czynię wcześniejszych przygotowań do wyjazdu w górki tym bardziej że z reguły jade tam w najmniej spodziewanym momencie poprostu wtedy kiedy przypadkiem uda mi sie zakombinowac kilka dni urlopu. Wiec nawet nie jestem w stanie przygotowac sie do takiego wyjazdu. Np. ostatnio w maju o godz. 21 w piatek dowiedziałam sie że dostanę 2 dni urlopiku i co wtedy zrobiłam: szybki tel. do zakopca i o 2 w nocy byłam już w drodze, ponieważ jak dojechałam na miejsce była 7 rano i pogoda była wrecz "pocztówkowa" więc pierwsze co zrobiłam to zostawiłam bagaże wzięłam plecak i popedziłam w taterki. Oczywiście moje nóżki to odczuły ale dla takich widoków warto czasem pocierpieć.
Bedąc na miejscu w domu chodzę czasami na spacery i jeżdżę rowerkiem nic poza tym więcej nie robie w kierunku poprawy swojej kondycji bynajmniej w ostatnim czasie.
Bedąc na miejscu w domu chodzę czasami na spacery i jeżdżę rowerkiem nic poza tym więcej nie robie w kierunku poprawy swojej kondycji bynajmniej w ostatnim czasie.
w Tatry jeżdżę na 2 tyg. na przełomie czerwca-lipca i tydzień w styczniu, nie mam problemow z kondycją, moim zdaniem podstawą jest by nie doprowadzić organizmu do stanu rozpaczy. Już nie palę, trochę jeżdżę na rowerze, pozwalam wyprowadzać sie na spacery psu, a przede wszystkim jako, że jestem z Jeleniej Góry conajmniej 2 razy w miesiącu ruszam w Karkonosze, choć akurat te góry wolę zimą-pozdrawiam.
Odpowiadając na pytanie Klary napiszę tak: dla w miarę sprawnej osoby miesiąc to wystarczający czas, ale jak ktoś zaczyna "od zera" to może tylko spowodować, że organizm będzie zmęczony już przed wyjazdem.
Wydaje mi się, że regularne uprawianie jakiegoś sportu, nawet raz na tydzień, powinno wystarczyć (chyba że ktoś robi jakieś naprawdę długie trasy).
Ostatnio zmieniony czw 14 lip, 2005 przez MiG, łącznie zmieniany 1 raz.
przemieszkałem w Łodzi 20 lat i stwierdziłem że czas na wyprowadzkę z tej zabetonowanej okolicy
Kondycję w góry nabieram w przeciągu 2 tygodni podczas jazdy na rowerze po piotrkowskich i sulejowskich okolicach ale pod warunkiem że będzie to przynajmniej 40 lub 80 kilometrów podczas jednej wycieczki prawie codziennie. Podczas wycieczek po szlakach tatrzańskich szczególnie w pierwszych dniach pobytu nie należy rezygnować następnego dnia z wypadu w góry. Wiem o tym doskonale ponieważ wiele razy wydawało mi się że nogi i inne tam jakieś mięśnie nie wytrzymają trudu marszu. Nic bardziej mylnego. Trzeba wręcz mocno postanowić że idę znów na wycieczkę i okazuje się że siły w nogach są. Oczywistym jest że po forsownym marszu trzeba odpocząć jeden dzień ale nie należy rezygnować całkowicie z łatwiejszej wycieczki. Dobre buty są najlepszym lekarstwem na wspaniałe codzienne wycieczki w taterki 
pozdrawiam
pozdrawiam







