W czasie „wakacyjnej flauty” na forum, postanowiłem trochę odgrzać stary temat i dorzucić do niego swoje trzy grosze.
Zwierzaki na tatrzańskich szlakach zawsze budziły we mnie większe emocje

. Oprócz zwierząt hodowlanych oraz niezliczonej ilości ptactwa, na którym zresztą się nie znam, więc nie będę się rozpisywał, miałem kiedyś niezłą przygodę z lisami w Kościeliskiej. Otóż dnia pamiętnego (wrzesień ’97) dwa rude liski, piękne niczym z bajki, wyszły nam na drogę w Kościeliskiej. Zaabsorbowani robieniem zdjęć - jeden lis pozował do nich niczym modelka - nie zauważyliśmy nawet, jak drugi lisek cichaczem podszedł nas od tyłu i buchnął mój plecak!

Zanim się spostrzegłem lisek chytrze wywlekł plecaczek nad rzeczkę. Na moje szczęście lis nie upierał się zbytnio z jego oddaniem.
Innym razem (znów Kościeliska) wracając do Kir po zmroku, o mało co nie zostaliśmy stratowani przez jelenie. Usłyszeliśmy tylko głośny hałas wśród drzew (myśleliśmy, że to dziki) i chwilę później 5 metrów przed nami dwa jelenie jednym skokiem(!!!) przeskoczyły niewąską przecież drogę w dolinie.
A poza tym, to już standardowo – kozice, świstaki, wiewiórki oraz żmija zygzakowata (na Boczaniu).
Z miśkiem na szczęście nie miałem jeszcze przyjemności się spotkać.