witam wszystkich
Jest malutki sposobik na dojechanie do ukochanych taterek w miarę szybko i oczywiście napedałować też się można zdrowo
Tu jest adresik: http://www.allegro.pl/show_item.php?item=54691713
zdrada nie zdrada... wolałbym znać wady i zalety (techniczne) takiego rozwiązania. Jedną wadę słyszałem osobiście: pyrka toto : ) inna to że planując dłuższą wycieczkę - ponad te (chyba) 90 km - trzeba zahaczać o stacje beznynowe. Czy sakwy i bagażnik już przy tym silniczku "odpadają" (tak jak widać na zdjęciu)?
Interesowałem się już silnikiem elektrycznym, ale ma 2 wady:
1. akumulator wystarcza na jakieś 30 km, więc gdzie ja tym dojadę... ledwie wyjadę za Warszawę ; ) a wrócić? : )
2. kosztuje 2000 zł : ) Więcej o różnych silniczkach
Witam
Oglądałem niedawno program rowerowy czyli taką relację z wyczynów ludzików jeżdżących po Pieninach i ich okolicach i okazuje się że organizatorzy propagują ten styl jazdy(z silniczkiem) żeby było łatwiej pod górkę podjechać. Myślę mimo wszystko że nie jest to zdrada jazdy typowo rowerowej ale ratunek przed nagłym załamaniem się sił fizycznych w sytuacji dalekiego wypadu lub nawet jazdy wielodniowej. Silniczek zawsze można wyłączyć i pedałować po równinach ile wlezie. Sytuacja zmienia się wtedy gdy mamy do pokonanaia wiele pagórków lub nawet górek. Myślę że wtedy przygoda jest o wiele bardziej udana i wyzwania są o wiele większe niż tylko tradycyjne pedałowanie
pozdrawiam
Jurek pisze: Oglądałem niedawno program rowerowy czyli taką relację z wyczynów ludzików jeżdżących po Pieninach i ich okolicach i okazuje się że organizatorzy propagują ten styl jazdy(z silniczkiem) żeby było łatwiej pod górkę podjechać.
No bez przesady... Jak im trudno pod górę, to po co jadą w góry? Niech jeżdżą po mazowieckich równinach
nie no....ja napewno nigdy sobie takiego silniczka nie założę no bo narazie nie mam kasy a po drugie to trzeba być niezłym romantykiem żeby zapitalać takim wybrykiem po Polsce. Jednak w głębi duszy coś takiego mi się marzy bo jest to pewien sposób na tani objazd wielu rejonów. Zaczynając ten temat myślałem że znajdzie się na wstępie paru zapaleńców coby podjęło chociażby próbę rozszerzenia tego tematu jako sfera marzeń. Czemu od razu ma ktoś wymiękać. Przecież jazda pod niewielką górkę przysparza nie lada kłopotu a szczególnie jeszcze wtedy gdy mieszka się w rejonie pagórkowatym. Trzeba się nie lada napracować podjężdżając pod górę i wtedy jest pytanie gdzie mamy tu jakąś przyjemność jazdy gdy do "mety" jest jeszcze 100 kilometrów.
Moim zdaniem jest to duża przygoda jadąc takim pierdzikółkiem po Świecie. Zazwyczaj wycieczki rowerowe kończą się dystansem 50 km. i spowrotem do domu. Tutaj jest szansa na nieco dłuższe wypady.
Co Wy na to?
pozdrawiam