Kert pisze:Zarejestrowanie takiego klubu to tylko trochę żmudnej papierkowej pracki, weźmie się kogoś ze świecznika na czas wpisania na liste PZA a później można już drukować stosowne legitymacje - będą schodziły szybciej niż naszywki
Mam już nawet statut klubu
Celem działalności klubu jest:
1. Załatwienie wszystkim chętnym pozwolenia na chodzenie nie znakowanymi szlakami na terenie TPN
2. Zbieranie środków finansowych na cele statutowe i nie tylko (czyli finansowanie wyjazdów górskich zarządowi klubu)
Przyjęcie do Klubu.
1. Warunkiem przyjęcia jest udokumentowane wejście na Gubałówkę bez asekuracji.
2. Kandydatury akceptuje Zarząd Klubu w drodze castingu (preferowane są panie o ... dalej nie napisze bo to informacja tajna, tylko do wiadomości zarządu)
tomek.l pisze:jest udokumentowane wejście na Gubałówkę bez asekuracji.
no jakto bez asekuracji? To nie wiesz, że każdy szanujący się klub nie uznaje wspinania "na żywca"?
Asekuracja dozwolona, podobnie powrót zjazdem. Tyle, że wejścia należy dokonać klasycznie (bez haczenia) i po alpejsku (bez wcześniejszego przygotowywania obozów z depozytami)
W kwestii formalnej czy "hardcor" to jakaś odmiana "hardporno"? No, no - zaczyna się robić interesująco. Takim serwisem fotograficznym hp np. na drodze po głazach lub na Mnichu można by zwielokrotnić oglądalność strony Zwyciezcy konkursu mieliby oczywiście pierwszeństwo...
Czy ja coś może "nie takiego" napisałem?
Janek to mogą czytać dzieci. O hp to możemy popisać po 23.
Hardcorowo w naszym przypadku oznacza to, że będziemy pozwalać nawet na tak niebezpieczne wejścia jak wejście bez asekuracji na Gubałówkę
Jest jeszcze taka piękna droga koło Murowańca - idąc w stronę Betlejemki, taki kociołek otoczony skalistą granią - chyba już wiesz. Kiedyś ktoś to nazwał Wielką Granią Murowańca i robiono nawet pierwsze przejście z założeniem bazy i trzech obozów na grani. W bazie stała skrzynka, którą jakiś dobry człowiek przytargał z Zakopanego przy pomocy schroniskowej ciężarówki. Znużeni trudnościami drogi (szalona ekspozycja) kolejni zdobywcy schodzili do bazy aby się przy tej skrzynce trochę ukoić - a wokół była gęsta mgła.
Tak nawiasem- ciekaw jestem czy "duch w narodzie" nie upadł i takie "numery" dalej odchodzą.
W maju zrobiłem sobie mały popas na trawce przed tą niebezpieczną granią. Gdybym nie był zmęczony po strasznie trudnym wejściu na Kościelec to może zrobiłbym sobie tą Wielką Grań Murowańca. Zawsze się można potem czymś takim pochwalić.
Na Zawratowej Turni para idąca w stronę Zawratu pyta mnie : - przepraszam ,czy daleko do wyciągu? - zbaraniałem ,jakiego wyciągu - no, z Kasprowego ,odpowiadam grzecznie : idą Państwo w kierunku Zawratu ,na to pani do towarzysza: słuchaj ,znowu zeszliśmy za Świnicy nie w tą stronę ,zapytałem :to ile razy państwo byli na Świnicy ,no ,już dwa ,ale ja tam trzeci raz nie wchodzę i znowu do mnie :czy z tego Zawratu też da się zejść do Zakopanego??
Widzicie ,nie trzeba zdobywać Gubałówki lotną trójką na żywca żeby przeżyć cos podobnego w miejscu nawet bardziej odpowiednim
nie było mgły ,ale Państwo za każdym razem zatrzymywali się na szczycie ,żeby odetchnąć i potem im się taśtało .Ja w każdym razie przez nich potknąłem się o łańcuch i mało nie pojechałem
Faktycznie schodząc ze Świnicy trzeba uważać, aby nie pomylić szlaku. Ale dalej już się można zorientować, że coś jest nie tak
Trzeba będzie trochę zmienić zasady przyjmowania do klubu aby tacy turyści bądź co bądź wysokogórscy mieli też szanse się zapisać. Trzeba być otwartym na wszystkich
I jeszcze jedno ,kiedy mieszkzłem kiedys w Małym Cichym ,córka gospodarzy ,panienka w ostatniej klasie Technikum Turystycznego ,czy jakoś tam ,przygotowywała się do egzaminu na przewodnika tatrzańskiego ,w górach nie bywała ,bo nie lubiła ,a egzamin był teoretyczny.
Sugeruję ,że pewnych umiejętności nie da się standardowo przeegzaminować testem . Dawniej przewodnicy otrzymywali klasę przewodnicką od samych przewodników wyższej klasy ,którzy najlepiej się orientowali ,co kto potrafi i sobą prezentuje ,a TT określało limity przewodników w zależności od zapotrzebowania. To na pewno było lepsze rozwiązanie ,niz sytuacja ,w której zorganizowana grupa taterników na kursie wspinaczkowym musi brać przewodnika - często ,choć oczywiście nie zawsze własnie taką panienke ,jak opisałem w poprzednim poście
No to jak teraz wygląda taki egzamin na przewodnika? Teoria. Ale jakimiś umiejętnościami praktycznymi też się chyba muszą wykazać? Czy też jakimiś doświadczeniem górskim?
tomek.l pisze:No to jak teraz wygląda taki egzamin na przewodnika? Teoria. Ale jakimiś umiejętnościami praktycznymi też się chyba muszą wykazać? Czy też jakimiś doświadczeniem górskim?
Słuchaj ,syn sąsiada kończy Technikum Gastronomiczne. Egzamin dyplomowy był testowy ,pytania typu :ile soli daje się do 3.75 kg ziemniaków? a,b,c,d - autentyk! to i nie podejrzewam ,żeby egzaminatorom na przewodnika chciało się ciekać po górach ,a jeżeli już ,to całą grupą egzaminowanych ,co jest równie bez sensu.W ogóle wszystko jest bez sensu ,jeszcze tylko 2 dni.....
tomek.l pisze:No to jak teraz wygląda taki egzamin na przewodnika? Teoria. Ale jakimiś umiejętnościami praktycznymi też się chyba muszą wykazać? Czy też jakimiś doświadczeniem górskim?
Tomku, to jest naprawdę trudny egzamin. Znajomość gór, praktyczna też, w Tatrach dochodzi wspinaczka. A poza tym cała "kuchnia" turystyczna jak np. zamawianie autobusu, hotelu, posiłków. Do tego topografia, etnografia, historia sztuki itd. Bo wycieczka może łączyć wyprawę do doliny Staroleśnej i na Spisky hrad np. To naprawdę nie przelewki. Chyba gdzieś w necie widziałem program.