Majowe Tatry-wspomnienia ...

Wspomnienia z pobytu w górach, relacje, plany wyjazdów.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Mariusz pisze: rób to raz i wystarczy
Tak jest, Szefie, ale niech to będzie wzajemne. Proponowałem umowę JV - nie skorzystał. No i co z zasadą dyskusji. Jeżeli się z kimś nie zgadzam w sprawie "a" to już muszę siedzieć cicho w sprawie "b", całkowicie innej, bo jeszcze się obrazi śmiertelnie, weźmie wiaderko, łopatkę i opuści piaskownicę. :)
A tak gwoli formalności. Czym się tu głównie "naraziłem" - ano stwierdzeniem, że zimowe chodzenie po górach jest jakby "wyższą szkołą jazdy" czyli czymś analogicznym to jazdy samochodem w zimie (bezpiecznej!) a szczególnie po tzw. klasycznej gołoledzi czyli cienkiej warstwie lodu na jezdni. Tego drugiego się trzeba nauczyć i to się robi na pustym placu aby nie zrobić krzywdy sobie i innym. W przypadku tego pierwszego elementarz to raki i czekan a raczej umiejętność posługiwania się nimi czego znowu się trzeba nauczyć na jakiejś "oślej łączce" a nie na oblodzonej i zaśnieżonej (nawet w maju!) grani, podobnie jak pierwszy raz w życiu nie należy zakładać nart na Kasprowym i szusować do Goryczkowej bo złamana nóżka i interwencja TOPR jak w banku. No i co - niektórzy się na mnie obrazili i dorobili do tego "ideolo" jak się patrzy, że jakie to mam prawo zakazywać się im zabijać jak mają akurat na to ochotę i wogóle, że naruszam ich prawa obywatelskie itd Ci jednak co umieją się poosługiwać czekanem i rakami wcale się nie obrazili a nawet napisali, że mam rację. "Przygoda" Asik jednak dowodzi, że coś było na rzeczy i Ona sama uczciwie napisała, że jak już "jechała" to nie wiedziała zupełnie co z tym czekanem robić.
A tak wracając jeszcze do samochodu to w przypadku sytuacji kolizyjnej w warunkach letnich istnieją dwie możliwości - gaz lub hamulec i tylko (drobiazg!) trzeba wiedzieć, z której skorzystać, bo w danym przypadku to zawsze tylko jedna jest słuszna. Tego na kursach niestety nie uczą a większość ma zakodowany tylko hamulec i w dodatku przenosi to na zimę a wtedy to jest zdecydowanej większości przypadków zakazane i ABS może okazać się do luftu.
No i jeszcze jedno - trzeba też przeczytać co "bliźni" napisał a nie a priori przyjmować, że nie ma racji bo to ***, bo mu się np. gleba nie podoba. A nie podoba mi się nie dlatego, że twarda ale takie przeładowanie schroniska może grozić tym, że w przypadku pożaru kupa ludzi się sfajczy jak na tym koncercie w hali Stoczni w Gdańsku gdzie dla głupich oszczędności lub z braku wyobraźni nie zadbano o to by była dostateczna ilość otwartych wyjść awaryjnych. Czy może się trafić pożar w schronisku? Może, już niejedno się paliło, m.in. wskutek pazerności dzierżawców, którym żal kasy na konserwację instalacji elektrycznych. Ech. długo być tak można a to przecież takie nudne, nie "cool" i nie "trendy". Niektórzy stanowczo mają zbyt dobre samopoczucie, albo i samouwielbienie.
Ostatnio zmieniony sob 11 cze, 2005 przez Janek, łącznie zmieniany 2 razy.
dr kidler

-#4
Posty: 359
Rejestracja: sob 26 lut, 2005
Lokalizacja: Rybnik

Post autor: dr kidler »

Mariusz pisze:opisz ciekawe zdarzenia górskie z przeszłości
O właśnie, ja z chęcią poczytałbym jak to chodziło się po Tatrach gdy mnie jeszcze na świecie nie było. Możesz opisać np jakieś swoje wyjazdy w Tatry.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

dr kidler pisze:O właśnie, ja z chęcią poczytałbym jak to chodziło się po Tatrach gdy mnie jeszcze na świecie nie było.
No i problem, skleroza, zapomniałem! :D A może nigdy nie byłem w Tatrach! :D Jak sądzisz? :D
Jak było - inaczej. Klawo bo niewspółmiernie mniej luda. A czy potrafisz wyobrazić sobie czasy w których (poza Kasprowym) nie wolno było wejść na żaden szczyt ani przełęcz graniczną. Wszystkim, taternikom też! Stąd np. kariera Kazalnicy lub Mnicha w tym czasie - na nie było wolno, bo nie graniczne. A teraz weź mapę i odkroj to wszysko co przylega do granicy - dużo zostało? Prawie nic!
Z tego czasu zapamiętałem taki wierszyk z księgi pamiątkowej w Roztoce:
W góry, w góry, miły bracie,
tam swoboda czeka na cię.
Lecz za pierwszym już zakrętem,
masz tabliczkę - "stop zamknięte"
I choć z mgieł się Gerlach wyłania,
lecz iść nań ci WOP zabrania.
I wkurwiony, pełen żalu,
stajesz znowu na Nosalu.

WOP - Wojsko Ochrony Pogranicza (miałem "zaszczyt" zapoznać się z ich aresztem)
No i teraz powiedz - potrafisz sobie to wyobrazić? Nie powiesz, że Janek znów ściemnia? A tak było, przez pierwsze moje dwa lata.
krzysgd

-#6
Posty: 1098
Rejestracja: pn 13 gru, 2004
Lokalizacja: Ciemnogród

Post autor: krzysgd »

... a cukier był na kartki :) , w wolnej sprzedaży ocet , i w ogóle to był stan wojenny ...

zdaje mi się, że chodzi o opis tego co zobaczyłeś, nie tego zaś, co zabraniano, przecież nie przez cały czas trwania tzw. komuny, panie Janku,

miast marnować (niewątpliwy) talent pisarski na osobiste wycieczki, spłódź coś bardziej wartościowego, please
Ostatnio zmieniony sob 11 cze, 2005 przez krzysgd, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

krzysgd pisze: a cukier był na kartki
w latach o których piszę (1953-54), bo wtedy był jeszcze zakaz wchodzenia na szczyty graniczne to cukru akurat było pod dostatkiem. Kartek też już nie było ale pamiętam, że do moich domowych obowiązków należało stanie w kolejce po masło (fajne dziewczyny można było w tych kolejkach poznać). Mięso diabli wiedzą skąd mama brała, to nie był mój "rewir".
W Roztoce było jednak wtedy można się przespać nie tyle za darmo co za ręczne napompowanie wody do hydrofory (taką pompą kiwajką) bo tama wtedy prądu nie było.
Nie wiem ile masz lat i czy pamiętasz lata osiemdziesiąte - to było coś podobnego ale jednak innego bo np. prawie wogóle samochodów osobowych nie było a i rower był prawie nie do kupienia.

A tak nawiasem Krzysgd - czy nie uważasz, że Twój post był wyjątkowo niesmaczny, pomyliłeś się w datowaniu o 28 lata i chyba tylko resztkami grzeczności nie przyczepiłeś mi pewnego wiadomego epitetu
dr kidler

-#4
Posty: 359
Rejestracja: sob 26 lut, 2005
Lokalizacja: Rybnik

Post autor: dr kidler »

Janek pisze:No i problem, skleroza, zapomniałem! A może nigdy nie byłem w Tatrach! Jak sądzisz?
Janek pisze:Nie powiesz, że Janek znów ściemnia?
Bez komentarza.


Reszta postu ciekawa. No i fajny wierszyk.
tomek.l

-#6
Posty: 2968
Rejestracja: pt 14 sty, 2005
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post autor: tomek.l »

Janek jak już gdzieś napisałem w większości zgadzam się z treścią twoich wypowiedzi. Ale uważam, że naprawdę trochę przesadzasz z różnymi uszczypliwościami i aluzjami. Czytając twoje posty prawie w każdym jest jakąś aluzja do jakiejś osoby. Czasem zupełnie nie związanej z wątkiem lub w tym wątku się nawet nie wypowiadającej. Owszem, jeśli z kimś rozmawiasz i on podrzuci w twoim kierunku jakiś uszczypliwy komentarz to można a nawet należy mu równie "błyskotliwie" odpowiedzieć. Ale nie należy tego nadużywać. Twoje posty będą ciekawsze i będzie się je lepiej czytać, jeśli postarasz się ograniczyć w nich różne personalne wycieczki.
Zygmunt

-#4
Posty: 464
Rejestracja: ndz 27 mar, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Zygmunt »

Iwona pisze:
Zygmunt.....właśnie...tak na 100% to do dziś nie wiemy,gdzie noclegował kolega :think: Podobno na stołówce ktoś chrapał,podobno było duszno i gorąco....nie wiem,nie pytajcie mnie,bo zasnęłam zaraz po przyłożeniu głowy do "poduszki" :D
Ojejku, alez duuuuzo napisaliscie gdy mnie nie bylo Kilka godzin czytania :-). Przeczytalem teraz z przyjemnoscia kolejna czesc relacji Iwony i przypomnialy mi sie tamte mile chwile...

A co mojego noclegu, hm, na pewno nie spalem tamtej nocy przy zadnej z naszych przeuroczych kolezanek [ nie jestem pewien jaka emotikone tutaj wstawic wiec nie wstawie zadnej, hahahah]

BTW, mialem przyjemnosc wczoraj spedzic wieczor w gronie Goszy i jej sympatycznych przyjaciol i tez wzielo mnie na wspominki z ostatniej wyprawy w Tatry. Wczoraj mialo byc glownie wspinanie sie w Kobylanskiej, ale pogoda pokrzyzowala plany i jedna z glownych atrakcji byl chyba koncercik avant klezmerskiego bandu w krakowskiej alchemii.

Tutaj moja mala relacja, zdjecia i fragment muzyki

http://3ucho.blox.pl/html/1310721,262146,13.html?346790

Dziasiaj bylo wspinanie, ale beze mnie :-(

pozdrawiam i czytam dalej
krzysgd

-#6
Posty: 1098
Rejestracja: pn 13 gru, 2004
Lokalizacja: Ciemnogród

Post autor: krzysgd »

Janek pisze:
A tak nawiasem Krzysgd - czy nie uważasz, że Twój post był wyjątkowo niesmaczny, pomyliłeś się w datowaniu o 28 lata i chyba tylko resztkami grzeczności nie przyczepiłeś mi pewnego wiadomego epitetu
Nie uważam ... :(

(Co do twego wytłuszczonego zwrotu - spójrz pierwej w swoje posty),

uważam natomiast, że 99% twoich postów sprowadza się do udowodnienia całemu światu tezy, iż jesteś lepszy*, mądrzejszy*, inteligentniejszy* od pozostałych forumowiczów.

* = niepotrzebne sobie skreśl

PS - nie będę kontynuował dyskusji

PS2 - proszę moda o usunięcie zbytecznych wypowiedzi (w tym i tej) tego wątku do kosza
Awatar użytkownika
Mariusz

-#8
Posty: 5763
Rejestracja: pn 15 wrz, 2003
Lokalizacja: Marki

Post autor: Mariusz »

krzysgd pisze:proszę moda o usunięcie zbytecznych wypowiedzi (w tym i tej) tego wątku do kosza
Niech lepiej zostanie. Bo to ważny głos wskazujący na coraz bardziej niepokojący i nieprzyjazny ton wypowiedzi forumowicza Janka (który mimo obietnicy nadal lubuje się w "wycieczkach personalnych").
aska

-#4
Posty: 408
Rejestracja: ndz 21 wrz, 2003
Lokalizacja: Otwock

Post autor: aska »

Zupełnym przypadkiem zerknełam na ten wątek, a tu co pod koniec? Przydługie wypowiedzi Janka :) Proponuję by Janek napisał książkę w której zamieściłby wszystkie swoje przemyślenia. Może ktoś ją kupi.
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Długo zastanawiałam się nad opisaniem naszego kolejnego dnia w Taterkach,ale może chociaż kilka słów:

Sobota 28.05.05
Tej nocy spałam "jak zabita",to chyba przez te skoki wysokości :Szpiglas,Wrota,Świstówka ;) Rano obudziłam się wypoczęta,wyspana i ...godzinę-dwie za wcześnie. Cichutki szelest pakującuch się co chwila ludzi,wychodzących na szlak skoro świt sprawił,że postanowiłam wstać i porobić kilka porannych fotek. Wychodząć,rzuciłam okiem na resztę ekipy smacznie śpięcej w korytarzyku (Adaś i Gosia przy beczkach po piwie,a Dori i Asia koło "baru"-hmmm,ciekawe czy to zwykły przypadek...czy już nałóg :P )Na dworze przyjemny chłodek,bezchmurne niebo i gdzieś przedzierające się słoneczko. Ludzie śpiący na dworze pochowani w śpiworach w całości- trochę "dziwny" widok. Spacer w bosych stopach nad zamarznięty staw, rzut oka na wczorajszy szlak,odwrót i rejestrowanie dzisiejszych "planów".Zimno...brrrrrr więc wracam z zamiarem zwijania mojego wygodnego łóżeczka,a tu niespodzianka-zerkam powtórnie na zegarek,bo coś dziwnie dużo ludzi jeszcze śpi i.....no tak,zamiast spodziwenej 7-6 rano :( Tiaaaa,cóż począć kładę się jeszcze porozmyślać.
Wreszcie zaczyna się ruch,brzęczą kubeczki stawiane przy kuchennym oknie-oj marzy nam się cieplutka herbatka i kawka....no i żeby nie było zbyt pięknie....Asia stwierdza brak swego kubka,postawionego z innymi na okienku (żebyście widzieli ten wzrok,jakim obdarowywała każdego potencjalnego podejrzanego-zwłaszcza jednego pana w żółtej bluzie ) Reszta pysznego śniadanka obraca się wokół jednego tematu-wiadomo jakiego. Aaaa, jeszcze przed zaginięciem kubka,szukamy naszego Zygmunta,który tak się gdzieś sprytnie zakopał,że Adam w całym schronie poszukać go nie mógł-czyżby jakiś prywatny apartament :think:
Po śniadanku ewakuacja na dwór. Nie ruszamy na szlak,bo ma do nas dobić nowa koleżanka poznana w Moku. Leżymy więc cierpliwie na karimatach,robimy fotki grupowe i portreciki...czas leci....a my ciągle leżymy...W końcu postanowilismy wyruszyć,dalsze czekanie było bez sensu. Słoneczko przypiekało nimiłosiernie,na nic się zdawała próba ochrony skóry kremami. Niektórzy postanowili zabezpieczyć swe biedne głowy ręcznikami-dobry patent.
Na Krzyżne od strony Piatki szłam pierwszy raz...jakoś wcześniej nogi mnie nosiły po innych rejonach.Co chwila przechodziliśmy po kolejnym płacie śniegu,mijaliśmy sączącą się ze skał wodę(okazja do zmoczenia chustki na głowę) Cudne widoki cieszyły oczy.Szum Siklawy przyciągał wzrok w jej stronę. Ludziki jak mróweczki dzielnie wspinały się do celu-postoju?-swego marszu.Zawirowała myśl-gdyby ktoś pojechał po śniegu właśnie tam...chyba nie miałby szans. Wróciły wspomnienia sprzed lat,kiedy przemierzałam ten szlak z bratem pewnego majowego dnia-też po śniegu. Oczy same skierowały się na lewo,by jeszcze raz zreknąć na zimową trasę,którą pokonywaliśmy w lutym.
Piękne są te rejony Krzyżnego od strony Piątki. Wreszcie mogłam je zobaczyć z trasy,bo ilekroć szłam do Pięciu Stawów to zastanawiałam się,co jest tam wyżej.Po pokonaniu kolejnych zakrętów i zakosów stanęliśmy przed jęzorem śniegu,prowadzącym na przełęcz.Założyliśmy raki i zaczęliśmy sie piąć w górę. Zyfri,odstawił nas sporo,za nim Dorian,Adam i na końcu my-dziewczyny. Po śniegowych "stopniach" idzie się o wiele wygodniej niż po dużych kamorach. Słońce już tak grzało,że każdemu marzyło się już zrzucenie plecaków na trawce i słodki odpoczynek. Po wejściu na przełęcz miałam dziką ochotę wyrazić tradycyjny zachwyt po polsku ;) ale ugryzłam się w język :P Och,jak błogo sobie leniuchowaliśmy,a jak jeszcze Asia wyciągneła kabanoski a Zyfri resztę smakołyków to....nagle zainteresowanie nami okolicznych ludzi wzrosło o 80% :P Śmiechu było coniemiara,potem fotki i ...cieszenie oczu pysznymi widokami-a co,śniadanko dla duszy też musi być :)
Zejście bez specjalnych trudności,a wręcz przeciwnie-nauczyłam się jeździć na nartach-bez nart ;) Kolejna przerwa tej leniwej marszruty-nad strumykiem w okolicach Czerwonego Stawy (nad samym Stawem odpoczywali nasi nowi koledzy z Krzyżnego,więc nie chcieliśmy im już przeszkadzać,wystarczająco dużo znieśli z nami na przełęczy :P ) No i tu dopiero zaczęły się objawiać skutki przegrzania słonecznego(nie łaciatego-bo takowego nie targaliśmy w plecakach :P ) Jakieś tańce na bosaka po lodowatej wodzie,spacery po śniegu....Zyfri-brawo za odwagę,a Asia za pomysł ;) Ostatnie podejście i już pomykaliśmy grupkami do Murowańca-bardziej spragnieni na początku,ci mniej na ogonie. W schronie miłe zaskoczenie-MAMY ŁÓŻKA -faaaaaaajnie. Zrzucamy zatem nasze plecaki,bierzemy cieplutką kąpiel i atakujemy stołówkę,bo już nam w brzuchach gra. Tam znowu dosiadają się do nas koledzy z Krzyżnego-chyba nas jednak polubili :D i zaczynamy ucztować w każdym tego słowa znaczeniu ;) Ucztowaniu końca nie było widać,więc przenosimy sie na dwór,razem z hałaśliwymi (jak się potem okazało-Czechami ,kurcze ci to głośno w karty grają :O )
Po ułożeniu się do snu i zgaszeniu światła,piorunująca myśl-GDZIE SĄ MOJE KIJE ? :O :O Sen-fruuuuuuu.....już normalnie wybierałam w myślach, jaki model sobie kupię-choć moje kochane Salewy tyle ze mną przeszły :( No i co ja na forum powiem? Przecież Mod to by dopiero miał używanie ;) Pogodzona ze stratą kijów zasypiam...a rano :D milusia niespodzianka-SĄ,cały czas stały obok mojego łóżeczka-ufffff. Cichutko budzę Asię,reszta słodko śpi i wychodzimy obie w ostatnią moją trasę na tym wyjeździe --->Murowaniec-Jaworzynka-Zakopnane. Żegnam się z Asią koło Betlejemki i już sama idę dalej.Uwielbiam takie poranne marsze,kiedy to ludzi brak i świat cały należy tylko do ciebie. Rozglądałam się za niedźwiedziem...nie powiem,szczególnie po tych opisach na forum,ale tatrzańskie misie chyba dostały cynk,że wcale mi się nie spieszy do spotkania z nimi ;)
W pociągu wspominam minione dni, fajnie było....a teraz tak długo muszę czekać,żeby to powtórzyć.

Kolejny raz dziękuję wszystkim majowiczom,że sprawili iż tak cudnie czułam się na tym tatrzańskim zlocie forumowym :)
Awatar użytkownika
Izabela

-#7
Posty: 3578
Rejestracja: czw 27 sty, 2005

Post autor: Izabela »

Nie mogę napisać : i ja tam byłam....więc dla mnie to ładny, malowniczy opis. Ale co zwróciło moją uwagę: Iw, piszesz o zaznanym szczęściu. Nie każdy ma na to odwagę( wiekszość ludzi to krępuje, i może dlatego wolą utyskiwać). A tu same endorfiny....no,no poetyczna z Ciebie dusza. :D
Awatar użytkownika
Mariusz

-#8
Posty: 5763
Rejestracja: pn 15 wrz, 2003
Lokalizacja: Marki

Post autor: Mariusz »

I znowu się zaczytałem z rana - coraz częściej mi się zdarza przez to forum pić zimną kawę! :D
Iwona - relacja jest świetnie napisana, czyta się bardzo przyjemnie. Dałaś nam - górołazom wakacyjnym - dużo siły na doczekanie do swoich wyjazdów.

P.S. Na czym polega wyszukiwanie swoich 2m2 na podłodze w Piątce? Każdy opada na ziemię tam gdzie stoi, czy ktoś tym zarządza? Czemu kimaliście w takim rozproszeniu?
Awatar użytkownika
Izabela

-#7
Posty: 3578
Rejestracja: czw 27 sty, 2005

Post autor: Izabela »

Mariusz napisał:
coraz częściej mi się zdarza przez to forum pić zimną kawę
- to, na wszelki wypadek może przejdziesz na mrożoną?. Pycha! :)
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Mariusz pisze:Dałaś nam - górołazom wakacyjnym - dużo siły na doczekanie do swoich wyjazdów.
to był jedyny argument na powstanie tego opisu...bo wiem,jak musisz "cierpieć" z powodu opóźnienia wyjazdu :(
Mariusz pisze:Na czym polega wyszukiwanie swoich 2m2 na podłodze w Piątce? Każdy opada na ziemię tam gdzie stoi, czy ktoś tym zarządza? Czemu kimaliście w takim rozproszeniu?
1.Nikt tym nie zarządza-szukasz miejsca sam-na stołówkę wpuszczają zdaje się w ostateczności.Polecam rożek korytarza na pięterku -fajne lokum
2. Kimaliśmy tak z braku placu 6m2 :D w jednym kawałku,no i wiesz...jeden lubi spać w chłodniejszym pomieszczeniu,inny w cieplutkim,jeszcze inny sam,a są i tacy,co sami nie zasną.... ;)
Izabela pisze:no,no poetyczna z Ciebie dusza.
ciiiiiiii
Obrazek
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

No Iwona - bomba tekst. Naprawdę, słowo czekisty! :) Zaczynam być zazdrosny! Oczywiście tylko odnośnie... długości tekstu! :x Chyba muszę się sprężyć i podjąć rzuconą rękawicę. Biedny Mariusz, kiedy on to wszystko przeczyta :D
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Janek pisze:Zaczynam być zazdrosny! Oczywiście tylko odnośnie... długości tekstu! :x
..no i się zastanawiam,czyś Ty tu czasem czegoś nie przemycił w tym stwierdzieniu :think: ;)

P.S. To wyżej to żarcik ;) ale właśnie przyszło mi do głowy....Janku,schodziłeś te Taterki wzdłuż i wszeż,więc może pokusisz się o napisanie cyklu opowiadań o swoich przeżyciach? Nie obraź się,ale prosiłabym,żebyś starał się aby to było tylko o górach,bez wstawek o samochodach itp. Mamy tu Kolekcję Wspomnień-byłoby fajnie zamieścić tam Twoje ciekawe relacje.Co Ty na to,podejmujesz "rzuconą rękawicę''? :) To nie żart,z całym szacunkiem :)
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Iwona pisze:bez wstawek o samochodach itp.
Samochody czasami służą jako przykład. Podobnie może być z Zagłowkami. Wbrew pozorom nie ma dużych różnic między chodzeniem po górach i uprawianiem jachtingu - tylko środowisko naturalne inne, reszta taka sama. Pomyśl nad tym. Mieszkasz przecież wśród jezior. A tekst się pisze - o pierwszym moim Gerlachu w całkiem nowych butach. :)
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Janek pisze:A tekst się pisze - o pierwszym moim Gerlachu w całkiem nowych butach. :)
O i to rozumiem! Już nie mogę się doczekać :)
Janek pisze:Samochody czasami służą jako przykład.
wiem,ze jako przykład,ale sam "przykład" nie może być dłuższy od treści właściwej,bo to zniechęca ludzi-uwierz i zamiast przeczytać to,co ciekawe-zniechęcają się.To jest tak,że dziś każdy ma mało czasu i goni,chodzi wiec o dobry ale w miarę możliwości krótki przekaz...powalający na kolana-wiesz,co mam na myśli,prawda? ...ale OK,napisz tak jak czujesz-przecież nikt nie zabrania... :)
ODPOWIEDZ