Po pierwsze primo jak mawiała bodajże hrabina Tyłbaczewska muszę zgodzić się z wszystkim co napisał TomekK (tak się cholera składa, że już prawie chronicznie

. Z tym co napisał TomekI też, również prawie chronicznie! Koncepcja mocowania silnika od BMW na dachu Malucha wydaje mi się być interesująca - muszę wskoczyć do biblioteki Urzędu Patentowego aby sprawdzić czy ktoś już tego nie zastrzegł (Venom - masz "fory" - z Kutna bliżej, masz szansę być pierwszy, szczególnie na tym szatańskim rumaku). Bardzo mi przykro za te wtręty ale p. Jacek nie przystał na G.A.

Przypisuje sobie też nieśmiało trochę zasług w powstaniu tego wątku, ale pewnie jak zawsze się mylę!

(też umiem używać ikonki).
A teraz do tematu. Pierwszym i głównym przykazaniem dla każdego konstruktora jest to aby wyrób był możliwie optymalnie skonstruowany w aspekcie jego najłatwiejszej obsługi. No i konstruktorzy plecaków to wiedzą i realizują. Czekan kiepsko się mieści w plecaku i stąd należy go nosić go tam gdzie to konstruktor przewidział czyli na zewnątrz. Jednak zapomnienie go zdjęcia przed letnią wyprawą np. w Tatry Zachodnie i w ciepłym lecie gdy śniegu nawet na lekarstwo brakuje uważam za przegięcie w kierunku szpanu, wybaczalne dla szesnastolatków za to później mocno śmieszne (podobnie jak montowanie na wycieraczkach Malucha takich plastikowych szkrzydełek, które zaczynają pełnic swoje zadanie przy szybkościach powyżej bodajże 150 km/godzinę).
Drugie przykazanie konstruktora (dobrego, panie Jacku, dobrego) - wyrób oprócz tego aby był fukcjonalny powinien być estetyczny. Oczywiście w miarę możliwości, przerost estetyki ze szkodą dla funkcjonalności też będzie raczej źle rokował w sprzedaży, choć spece od marketingu potrafią nieźle robić ludziom wodę z mózgu. Co z tego wynika w naszym górskim przypadku - ano należy zachować właściwą kolejność pakowania i nie ładować tego co najczęściej używane na dnie, szczególnie wtedy gdy plecak nie ma możliwości otwarcia od dołu.
No i teraz dochodzimy do sedna sprawa - czy lina, haki, karabinki i inne bardziej nowomodne acz wielce pożyteczne wyroby na których niestety się już mniej znam są tak bardzo potrzebne np. na drodze z Palenicy do Morskiego Oka lub z Kuźnic do Murowańca. Napewno nie i w związku z tym nie należy się nimi afiszować i np. nosić na pętli na piersiach karabinki i haki podzwaniając nimi przy okazji robiąc tym straszliwy hałas. Linę natomiast dopuszczam przytroczoną do plecaka bo zajmuje strasznie dużo miejsca w plecaku.
A teraz parę słów o "teorii szpanowania". Przed kim można szpanować, komu można zaimponować? Ano tylko raczej smarkatym siksom! Warto?

. No chyba, że ktoś lubi! Pan Zagłoba powiadał - "ludzie, toż pułkownikami jesteście a chcecie się zabawiać jak czeladź" (napewno niezbyt dokładnie przytoczyłem. Wielickiemu czy Cichemu i innym napewno się nie zaimponuje! Między innymi dlatego, że tacy jak oni to na kilometr potrafią rozpoznać żółtodzioba z Kartą Taternika wydaną przed tygodniem!

A na koniec maleńkie wspomnienie - późne popołudnie w Murowańcu, jadalnia, kupa ludzi ale prawie sama "swoja wiara" (jak to się mówi w Poznaniu). Drzwi się otwierają i do jadalni wchodzi "srogi mąż", cały ubrany w najlepsze i zagraniczne ciuchy (to były lata 60-e), haczywo, karabinki na wierzchu, buty nieskazitelnie nowe a przez pierś założona lina takim kominiarskim sposobem, a z liny się zwiesza nie oderwana jeszcze metka producenta. Srogi mąż potoczył po sali dumnym zwrokiem oczekując widać podziwu i aplauzu. Za nim zaś śliczne dziewczę, też wysoce-wyczynowo ubrane. No i wtedy gdzieś z kąta odezwał się ktoś - "o kurwa, to chyba sam Stanisław Biel". No i wybuch iście homeryckiego śmiechu na całej sali.
Kogoś dwa dni później podkusiło aby sprawdzić jakie to ausery wycina para naszych bohaterów. Ano rzeczywiście wycinali - tylko, że w kosówkach.
Uwaga - autor informuje, że wszelkie podobieństwo opisanych tu osób i zdarzeń do zdarzeń i osób rzeczywistych jest czysto przypadkowe.
