Majowe Tatry-wspomnienia ...

Wspomnienia z pobytu w górach, relacje, plany wyjazdów.
ODPOWIEDZ
Dorian

-#5
Posty: 995
Rejestracja: ndz 31 paź, 2004
Lokalizacja: Jaworzno

Post autor: Dorian »

Tomek K pisze:Jedno jest pewne, że na przewodnika bym się nie nadał bo wzięcie na siebie odpowiedzialności za kogoś w górach gzdzie wszystko może się zdarzyć jest zbyt dużm obciążeniem.
Oj jest dużym obciążeniem, przeżyłem to w grudniu jak wziąłem ze sobą pewne dziewcze które nie znało Tatr i nawet była pierwszy raz zima jak przyszło jej iść do Zbójnickej chaty po nocy i w zadymce śnieżnej(jedyne pocieszenie to takie że wiedziała o nas Horska Sluzba).
Przeżyłem wtedy psychicznie odpowiedzialność za drugą osobe niesamowicie(przeczuwała że coś jest nie tak-a zresztą widziała sama co się dzieje-i szła dzięki Bogu spokojnie i bez biadolenia). Aaaa koniec tego rozpamietywania bo pewnie was troche nudze.
Ale wybiorę sie jeszcze raz o tej samej porze w to samo miejsce tyle że już bez osoby która będzie całkiem "zielona" w górach :)
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Dorian pisze:Ale wybiorę sie jeszcze raz o tej samej porze w to samo miejsce tyle że już bez osoby która będzie całkiem "zielona" w górach
No ktoś musi te biedne "zielone" osoby uczyć gór ;)
P.S.Dla bardziej dociekliwych,to nie ja byłam owym "dziewczęciem" opisywanym przez Doriego :P
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Elwira pisze:mimo, że łaże po górach już prawie dwadzieścia lat to respekt musi być,
I ja Cię witam! :) Rozsądku nabywałem przez jakieś dziesięć lat a przez kolejne 42 staram się go nie stracić w czym wydatnie mi pomaga dwunastoletni wnuk, za dwa miesiące dojdzie jeszcze drugi, ośmioletni. W ten sposób pokutuję za grzechy młodości. Bo powiem przewrotnie - kiedyś trzeba poszaleć a np szalejący pięćdziesięciolatek wyglądałby nieco zabawnie. :D
Awatar użytkownika
Kert

-#6
Posty: 1899
Rejestracja: ndz 24 paź, 2004
Lokalizacja: Łódź

Post autor: Kert »

Witaj Elwiro ;)
skąd ja znam twoje miasto hm...?
Awatar użytkownika
Tomek K

-#4
Posty: 379
Rejestracja: wt 08 mar, 2005
Lokalizacja: Rzeszów

Post autor: Tomek K »

Miałem na mysli grupę obcych ludzi. Ze znajomymi się chodziło i jeszcze chodzi :) . Kiedyś też miałem taką sytuacje gdy zachwycony kolorami tatrzańskiej jesieni w Staroleśnej tak się zapomniałem, że póżniej moja żonka widziała w nocy w dol Białej Wody białe konie. :O
Awatar użytkownika
Tomek K

-#4
Posty: 379
Rejestracja: wt 08 mar, 2005
Lokalizacja: Rzeszów

Post autor: Tomek K »

Przypominam sobie jeszcze jedną historię jak to z grupą początkujących znajomych wybraliśmy się na Zawrat. Mówiłem mojej żonie żeby nie wspominała nic o Orlej. Żona jak to żona nie posłuchała mnie no i cała grupka podchwyciła pomysł. Nie zdały się na nic moje prośby i musiałem się póżniej uwijać w Honoratce ustawiając każdemu stopy.
tomek.l

-#6
Posty: 2968
Rejestracja: pt 14 sty, 2005
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post autor: tomek.l »

Cześć Asik. Jakbym wiedział, a raczej jakbym miał do ciebie jakiś kontakt to byśmy mogli w niedziele do Poznania wracać razem. Jednak byłem w Tatrach. W ostatniej chwili się zdecydowałem i nie żałuje. Pogoda była naprawde super.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

coś specjalnie dla naszych forumowych dam

Post autor: Janek »

Studia dla twardzieli

Gazeta Wyborcza/2005-05-17 10:06


Akademia Wychowania Fizycznego w Katowicach chce jesienią uruchomić studia na kierunku o nazwie "Wychowanie przez przygodę". W programie m.in. różne formy wspinaczki, speleologia, nurkowanie i skoki na spadochronie! - pisze "Gazeta Wyborcza".



W planach są zatem m.in. różne formy wspinaczki, alpinizm, speleologia, bieganie na orientację, jazda na rowerze górskim, nurkowanie, jazda konna, może nawet skoki na spadochronie! Mówi się też o raftingu i wyścigach psich zaprzęgów. Absolwenci "Wychowania przez przygodę", w przyszłości będą mogli stać się instruktorami poszczególnych dyscyplin, będą też świetnie wyszkoloną kadrą wuefistów.

Katowicka AWF czeka tylko na przepisy, które jasno muszą określać dopuszczalne granice podejmowanego ryzyka oraz zakres odpowiedzialności wychowawców.

Jednym z inicjatorów pomysłu jest dr Wacław Sonelski, wykładowca na AWF-ie, specjalista od wspinaczki. Dr Sonelski i inni wykładowcy AWF-u liczą, że w przyszłości kierunek może stać się nawet samodzielnym wydziałem katowickiej uczelni. Obecnie jest moda na uprawianie tych wszystkich sportów. Grzechem byłoby tego nie wykorzystać - cieszy się wykładowca.

No, Iwona, Asik, Iza, Monisia, Ryb-ka itd - DO NAUKI. A na te psie zaprzęgi to liczę, że mnie zabierzecie. W charakterze pasażera oczywiście! :D:D:D Przyjmuję podania, sanki macie chyba dość wygodne?
:):):)
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Miarowy dźwięk kropli deszczu poplątanego z gradem,wesoły trzask polan w piecyku i delikatna muzyczka płynąca z radia,nakłoniły mnie do zabrania pachnącej kawki i przeniesienia się przed kompa w celu napisania kolejnej części majowych wspomnień :)

Ponieważ w czwartek na wpół senni ustaliliśmy trasę piątkowej wycieczki,zerwaliśmy się następnego dnia z karimat i zjadłszy smaczne śniadanko(wtedy nasz Asik miała jeszcze swój ukochany kubeczek,nazwany później szarotką alpejską),udaliśmy się w zaplanowanym kierunku.Ponieważ jednak poprzedniego dnia wypatrzyłam ścieżkę wiodącą na Szpiglasową zboczami Miedzianego,rzuciłam propozycję,aby dla odmiany tym sposobem wejść na przełęcz.Na szczęście grupa luzaków zgrała się przez ten krótki czas znakomicie,więc sprzeciwów nie było i zaraz za Pośrednim Stawem skręciliśmy w lewo i zaczęliśmy się piąć w górę,by po ościągnięciu względnej wysokości,trawersować zbocze.Tym sposobem mogliśmy niejako przez cały czas mieć jak na dłoni całą Dol.Pięciu Stawów i zobaczyć ją z innej perspektywy(nie danej odmianie Górołaza Letniego :P ).Przyznaję...wyrwałam znacznie do przodu przed grupę ale to tylko dlatego,że uwielbiam "prowadzić" a także dlatego,że wtedy najlepiej mi się łączy z górami.Ten magiczny,błogi nastrój ciszy,wielkości,piękna przyrody można odczuć głównie w samotności.Trasa nie była specjalnie trudna,więc maszerowaliśmy bez raków.Założyliśmy je dopiero przy samej końcówce trasy i w sumie dobrze,bo ostatnie metry przebiegały już po lodzie. Najmniej komfortowe uczucie jest wtedy,gdy idąc w rakach przechodzi się przez pas gołych kamorów.Raków ściagać się nie chce,a chodzenie w nich po głazach powoduje zgrzyty pod nogami i w mózgu.Duch gór wystawił mnie niejako na próbę,kiedy to podczas wdrapywania się w mało stabilnym śnieżno-kamienistym miejscu.....wysmyknęła mi się butelka z soczkiem(prawie pusta) i spadła dokładnie "pięterko" niżej,pięterko,które z takim mozołem i adrenalinką udało mi się pokonać :x No nie powiem...szatanisko kusiło mnie,żeby pójść dalej ale na szczęście miłość do nieskalanych gór wzięła górę i po delikatnym zdjęciu plecaka,wróciłam po złośliwą butelkę. Po wdrapaniu się na przełecz(po drodze fotki cudnych fioletowych kwiatków w skale),pozdejmowałam raki,plecak i błogo rozłożyłam się na kamorku,czekając na resztę ludzików.Nadchodzili stopniowo i rzucali ciężki sprzęt na gromadę -całkiem ciekawa fotka później z tego wyszła.Tym to sposobem nastał pora drugiego śniadania.W tej materii niezastąpiony jest na Zygmuś-700km od morza,a on rybki wcina :D Po jedzonku nikomu się nawet nie chciało specjalnie do fotek pozować, ale powyciągaliśmy w końcu te nasze sprzęty i złapaliśmy biednego delikwenta,który w zamian za focenie dostał adres forum :D. Na luzaka już,tzn.bez plecaków,wbiegliśmy na Szpiglasa-żeby tradycji stało się zadość.Rozważaliśmy możliwość przejścia przez Liptowskie Mury do Gładkiej i zejście na Słowację ale,że nie byliśmy pewni warunków i możliwości,oraz nie uśmiechała nam się kolejna zmiana planów,więc grzecznie wróciliśmy na przełecz i zaczęłiśmy schodzić w stronę Moka.Po drodze zapadła decyzja,że idziemy na łaciate do schronu i potem się byczymy do wieczora gdzieś zdala od sopockiego mola. Początek zejścia wymagał skupienia i dobrego,stabilnego stawiania nóg(raki + czekan naszymi przyjaciółmi).Ależ pięknie wyglądała Dolina za Mnichiem cała w śniegu.Ileż tam było możliwości pochodzenia.Widziałam ludzi kierujących się na przełecz obok Zadniego Mnicha,widziałam ślady stóp w kierunku Żlebu Pod Mnichem,no i oczywiście trasę na Wrota Chałubińskiego.Tak mnie jakoś zachęciły te widoczki,że postanowiłam odłaczyć się o reszty i wejść na Wrota(latem nigdy tam nie byłam). Miałam w planach zostawić plecak pod żlebem i wejść na lekko ale para,z którą szłam weszła mi niejako na ambicję,tłumacząć swe wejście w pełnym rynsztunku,treningiem przed Dolomitami,więc i ja łyknąwszy nieco wody pomaszerowałam z mozołem,krok za kroczkiem w górę.Warto było! Widok boski,satysfakcja i ciekawa rozmowa z nowymi ludźmi.Jakież było jednak moje zdziwienie,gdy chcąc już się zbierać na dół,usłyszałam znajome głosy.Okazało się,że to Gosia,Zygmunt i Dorian zapragnęli także zasmakować widoczków z Wrót,żeby było ciekawiej-pokonali trasę w rekorowym tempie-17min :O Gdy tak sobie wesoło rozmawialiśmy jedząc czekoladkę i wymieniając się ciekawostkami o fotografii z kolegami z Wrocławia,nagle od strony Moka nadleciał znajomy,czerwony helikopter.Tiaaaa,trudno w takiej chwili nie myśleć o najgorszym..gęsia skórka momentalnie pokryła całe moje ciało. Topr krążył i krążył,jak gdyby szukał miejsca wypadku,zawisł na moment nad dolną częścią trasy
ze Szpiglasa (później się okazało,że wisiał nad naszym śpiącym w najlepsze na karimacie Asiku :) ),później przemieścił się wyżej,znikł nam z oczu,by po chwili wrócić i osiąść niedaleko Mnicha.Różne snuliśmy w związku z tym domysły.Podczas,gdy my robiliśmy fotki,helikopter poderwał się,poleciał znowu w stronę Szpiglasa i później już odfrunął w kierunku Zakopanego.....by po chwili wrócić i powtórzyć cały manewr od początku.Zaniepokojeni tym,że Asia i Adam mogą się nieco denerwować o nasz los(w związku z lotami śmigła),zaczęliśmy schodzić.Jakież było nasze zdziwienie,gdy zastaliśmy naszą parkę leniuchującą na kamorkach.Od wracających z góry ludzi dowiedzieliśmy się,że to parka trzymająca się za ręce,podobno w nieodpowiednim obuwiu,poleciała w dół :( Ruszyliśmy do Moka,bo czas już był najwyższy ku temu,o czym przypominały nam nasze żołądki. Po drodze kolejna niespodzianka,a raczej spełnienie moich marzeń-wypasiony świstak wygrzewający się na kamieniu kilka metrów od nas.Dobrze,że Gosia ma sokoli wzrok i go wypatrzyła :D Dalsza część trasy to już skróty skrótów,zabawne kontrolowane zjazdy po śniegu i .....pobłądzenia na szlaku :)) W życiu bym nie pomyślała,że mogę się zgubić na trasie Moko-Szpiglasowy :)).Rozbawieni,przeroszadowani docieramy z Asiulą jako ostatnie (wzięło nas na zwiarzenia i stąd to opóźnienie :P ) do schronu.Jedni rzucili się na łaciate,inni na żarełko a my z Asią...poszłyśmy myć głowy :)) bo po dotarciu do grupy,okazało się,że większość chce spać w Piątce a nie tu (cena! i inne względy).Tym to sposobem dwie panny z mokrymi głowami maszerowały później przez Świstówkę do celu zasłużonego odpoczynku,ale zanim do tego doszło...poznaliśmy w schronie miłą dziewczynę z bratem(chyba),która również wybiera się w Dolomity (być może nawet z nami).Trasa przez Świstówkę teoretycznie zamknięta,praktycznie licznie nawiadzana przez turystów różnego gatunku (cudnie półnagie Górołazki Letnie Wspaniałe w adidasach,z politowaniem patrzące na nasze wypchane plecaki,umęczone twarze,uwalane trapery i kije w dłoniach) Wieczór miał się już ju końcowi,gdy dotarliśmy na szczyt Świstówki,gdzie nasi panowie zaproponowali nam nocleg w ciekawym-nie powiem- miejscu w kosówce.Ponieważ jednak ciągle była szansa,że zdążymy do Piątki przed zamknięciem kuchni,ruszyliśmy dalej.Przyznam się kochani,że szłam już wtedy jak przysłowiowy koń wracający na ślepo do stajni.Było mi wszystko jedno,byle wreszcie złożyć gdzieś umęczone kości.Ludzi w schronie okazało się być więcej niż poprzedniego dnia,nasze super wygodne miejsce przy schodach zajęte,więc większość postanowiła spać w przedsionku,ja na stołówce(było mi już wszystko jedno gdzie :P )a Zygmunt.....właśnie...tak na 100% to do dziś nie wiemy,gdzie noclegował kolega :think: Podobno na stołówce ktoś chrapał,podobno było duszno i gorąco....nie wiem,nie pytajcie mnie,bo zasnęłam zaraz po przyłożeniu głowy do "poduszki" :D

Pytania:
1.Czy ktoś z forumowiczów miał okazję przejść Liptowskie Mury np.latem?
2.Czy w helikopterze Topru jest tylko jedno miejsce dla poszkodowanego?
tomek.l

-#6
Posty: 2968
Rejestracja: pt 14 sty, 2005
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post autor: tomek.l »

Iwona powiedz mi jak zimą, chciałem powiedziec wiosną wygląda Morskie Oko z Kępy? Masz jakieś zdjęcia? Bo latem ten widok jest jednym z moich najbardziej ulubionych. M.in. ze względu na kolorystyczne zestawienie Morskiego Oka z żółcią traw porastających Kępe. Jestem ciekaw jak to wygląda wiosną.
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

tomek.l pisze:powiedz mi jak zimą wygląda Morskie Oko z Kępy?
tomek.l pisze:Jestem ciekaw jak to wygląda wiosną.
Widok z tego miejsca jest rzeczywiście cudny i to o każdej porze roku,chociaż wiosną to jeszcze nazwać nie można tego,co zastaliśmy.
Chcesz wiedzieć Tomku jak to wygląda....to zamknij oczy i patrz:widzisz Rysy pokryte śniegiem...wyobrażasz sobie jak by to było wdrapywać się tą rynną na sam szczyt...twój wzrok ześlizguje się po buli i docierasz do Kazalnicy...już widzisz siebie na tym płacie ściegu idąc na Chłopka...stwierdzasz,że dałbyś radę tam wejść...wzrok ześlizguje się jeszcze niżej aż do tafli Czarnego Stawu,pokrytego jeszcze lodem....słyszysz (nawet stąd) szum wody wypływającej ze stawu,widzisz ludzi jak mróweczki,idących szlakiem do góry...i wreszcie oczy twe widzą to cudne jezioro...już bez lodu,bez śniegu...obudzone z zimowego snu.

Fotkę poszukam,lub może ktoś z grupy wrzuci je szybciej,aby nacieszyć Twoje oczy :)
tomek.l

-#6
Posty: 2968
Rejestracja: pt 14 sty, 2005
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post autor: tomek.l »

Dzięki. :) Faktycznie zamknąłem oczy i to wszystko zobaczyłem. Zwłaszcza Kazalnicę gdzie latem, w pewnym miejscu trochę zwątpiłem w siebie. Będę musiał kiedyś to co w wyobraźni skonfrontować z rzeczywistością.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Iwona pisze:cudnie półnagie Górołazki Letnie Wspaniałe w adidasach,z politowaniem patrzące na nasze wypchane plecaki,umęczone twarze,uwalane trapery i kije w dłoniach
jakiś kompleksik? :D:D:D skądsiś to znam, ale to pomyłka. Myślimy, że ktoś myśli a on wcale taknnie myśli bo po prostu jest mu to albo całkowicie obojętne, albo jeszcze nie rozumie potrzeb tego typu, albo też nie wie, że należy się pozdrowić itd jak w tym górskim rytuale. Odwieczny problem - sądzimy, że ktoś nami gardzi a przecież powinien podziwiać, bo jesteśmy tacy... bohaterscy, wspaniali. My, zdobywcy, nieustraszeni pogromcy gór! A czy zastanowiłaś się choć przez chwilę, że te dziewczyny jednak tak daleko przyszły, przecież mogły usiąść przy browarku na Krupówkach, podjechać na Gubałówkę lub zadawać szyku w jakimś "modnym" miejscu. A one jednak są też w górach, jeszcze nie wiedzą, że można być jeszcze wyżej. Powiesz może pogardliwie (mam nadzieję, że nie) - to ceperki. To ja ci powiem jedno - ceper (ceperka) to wcale nie jest facet (facetka), która ma nie takie jak trzeba buty. Ceper (ceperka) to cecha charakteru i mogę Ci powiedzieć, że widziałem mnóstwo ceprów (ceperek) w butach za 8 stów i lepiej oraz całym pozostałym chłamem
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Janek pisze:jakiś kompleksik?
hehe-gdybym miała takowe to przecież nie wskakiwałabym w szerokie buksy,mało romantyczne(na kobiecej nodze) raczany,nie dzierżyłabym w dłoni kijów vel czekana i nie chodziłabym z wielgaśnym plecakiem na plecach po górach.Od noszenia plecaka miałabym faceta,który do tego dmuchałby na każdy mój stuknięty w kamorek paluszek od nogi,który przy każdym podejściu pytałby się: "misiaczku,nie jest ci za ciężko?" itd,itp. ŻARTUJĘ OCZYWIŚCIE :D :D :D
Janek pisze:bo jesteśmy tacy... bohaterscy, wspaniali. My, zdobywcy, nieustraszeni pogromcy gór!
hehe-nooooo aż takiego fioła to ja jeszcze nie mam ;) :))
Janek pisze:To ja ci powiem jedno - ceper (ceperka) to wcale nie jest facet (facetka), która ma nie takie jak trzeba buty. Ceper (ceperka) to cecha charakteru i mogę Ci powiedzieć, że widziałem mnóstwo ceprów (ceperek) w butach za 8 stów i lepiej oraz całym pozostałym chłamem
:) Jasiu,tłumaczysz to niewłaściwej osobie :) ,aczkolwiek uważam,że temat poruszyłeś niezły.Powiem Ci jak to ze mną było: odkąd zaczęłam chodzić po górach,zawsze z wielkim podziwem patrzyłam na tych,których było stać na dobre buty,niezłe kurtki,plecaki.Ja brałam stare trapery,plecak jeszcze z licealnych lat,chustkę na głowę i łaziłam sobie po tych Taterkach.Z jeszcze większym podziwem patrzyłam na wspinaczy,uwielbiałam siadać niedaleko nich w schronie i podsłuchiwać-tak,podsłuchiwać te ich rozmowy o tym,gdzie to się nie wdrapali i jak ciężko było.Miałam przeświadczenie,że mi małemu żuczkowi nigdy nie będzie dane dokonać nawet setnej części tego co im.Wydawali mi się tacy fajni,zgrani,wiecy,bez skazy.....aż pewnego dnia,gdy całkiem niechcący(jak Bozię kocham) zapatrzyłam się na dwóch takich wspaniałych i ...usłyszałam grubsze słowo w swoją stronę.Czar prysł.Później usłyszałam opinie innych,trochę zaczęłam poruszać się po necie i teraz już całkiem inaczej patrzę na to wszystko.Nie szufladkuję ludzi,choć może się tak wydawać.Nie czuję się lepsza ani gorsza od nikogo.Owszem,wkurzają mnie głupowato śmiejący się na całą paszczę ludzie jadący wozami przez Kościeliską,panienki marudzące całą drogę-jak im to ciężko + widok faceta obok,który ma minę zbitego psa,który nie może ulżyć w bólu swej pani....ale dopóki dzieje się to gdzieś zdala ode mnie to to wszystko jest OKI.Góry dla mnie mają różne znaczenie,tu wypoczywam,tu rozwiązuję moje życiowe problemy,tu zmagam się z właśnymi słabościami i zamierzam się z tego wszystkiego cieszyć jak małe dziecko nadal...tak jak do tej pory.Kożdy kolejny osiągnięty cel,który gdzieś tam kołatał się w mojej głowie to porcja radości,sporej radości:)
...zabrzmiało "sierioznie"?-eeeeeee,jest szczere,więc może dlatego ;)
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Iwona pisze:.Czy ktoś z forumowiczów miał okazję przejść Liptowskie Mury np.latem?
2.Czy w helikopterze Topru jest tylko jedno miejsce dla poszkodowanego?
Dziękuję za długi i szczery post, wrócę do niego, ale wpierw odpowiedź na pytania.
Liptowskie - wiesz zapewne, że "zakazane", dla mnie to nie przeszkoda, zawsze łaziłem gdzie chciałem a co niektórzy bardziej "ochroniarsko poprawni" pewnie by się niektórymi trasami zgorszyli (np spacerek przez Wantule). Cała grań Liptowskich jest śmiesznie łatwa dla kogoś kto zaliczył np. Orlą. Jest jednak jedno miejsce 0+ a może nawet I (nie jestem teraz w stanie powiedzieć gdzie bo ten tomik Paryskiego ktoś mi zwędził - możesz ściągnąć z tego linka, który niedawno podałem). To jest taki kominek, raczej zacięcie. Jak idziesz od Gładkiej to schodzisz nim w dół i oczywiście wygodniej byłoby nim zjechać, ale taszczyć linę tylko po to (umiesz zjechać po linie - nie obrażaj się jeśli tak). Idąc od Szpiglasowej można go nie zauważyć, trudności mniej więcej takie jak na Kozich Czubach nie używając ułatwień. Piękna droga, cały czas z murem Hrubego przed oczyma. Kiedyś szedłem tam w słońcu a pod spodem w Pięciu Stawach było morze mgły i Brockeny co chwila (jak na złość nie zabrałem aparatu fot.). Tylko jedna uwaga - było pełno żmij, wygrzewały się na kamieniach, trzeba uważać aby na nie nie wejść. To jest wogóle problem - niektórzy zawsze mają ze sobą surowicę.
Śmigłowcem TOPR może jechać cała spora grupa TOPR-owców więc to dodatkowe miejsce napewno jest ale nie mam pojęcia czy leżące. Zapytaj jakiegoś TOPR-ca.
A teraz do spornego problemu. Mnie lata łażenia po górach nauczyły aby takich scenek jakie opisywałaś wogóle nie zauważać. Po co mi to! Tak samo jak jadąc autem nie interesują mnie ludzie na chodniku. A dopóki (w górach) nie drą się jak opętani, nie słuchają głośno radia (tu technika trochę pomogła) i co najważniejsze - nie spuszczają lawinek kamiennych na ścieżkach to mnie guzik obchodzą. Mogą sobie iść boso i nago - ich sprawa (ale nie w takiej różowej świecącej bieliźnie) - to mnie nie obchodzi. Sam staram się iść w sandałach tak długo jak tylko to jest możliwe bo moje stopy niestety już nie te co dawniej i nie tolerują zbyt długo butów. A jak już te buty to na nogach cieńkie skarpetki z bawełny a na nie wełniane skarpety z owczej surowej wełny (mam źródło gdzie dostanę takie 100% a nie połowę z waty - ma się trochę znajomych w Zakopanem). W zeszłym roku postanowiłem pójść z postępem i kupiłem takie super-wyczynowe ( w specjalistycznym sklepie) za prawie 50 zeta. Koszmar - myślałem, że się nie dowlokę z powrotem. Całe stopy odparzone - wróciłem do starych metod.
Wspomniałaś o tym podziwie dla taterników i dośc nieprzyjemnej reakcji niektórych. Znam to. Za moich młodych lat to nie było takie "ostre", bo zupełnie inny rodzaj ludzi za to się brał. Dziś jest inaczej. "Kultura" panela zrobiła swoje. W takim Moku aż roi się od facetów, którzy mają na swoim koncie ekstremalne wejścia na Kazalnicy a w życiu nie byli w Chochołowskiej (do Kościeliskiej trafiają bo teraz wapienne ścianki w modzie). To taka subkultura "superłojantów", czasami wspomagana chemicznie aby pokonać strach. To jest na pograniczu dewiacji albo nawet tą granicę przekroczyło. Naogół to faceci, którym często nawet zawodowo się powiodło ale żyją w ciągłym strachu przed szefem, który ich może wylać z roboty i tu przychodzą się odreagować. Na Brytanie taki jeden znakomity wspinacz o nicku "Dzik" (ten od akcji Śmigło - mieszka w Stanach) opisywał taką jedną miejscowość stosunkowo niedaleko od Nowego Jorku, w której na skałkach ustawiono coś około 200 stanowisk z kołychami na które taka urzędnicza ferajna z Nowego Jorku, Waszyngtonu itd masowo przybywa w celu uzupełnienia adrenaliny. Oczywiście jest to świetny interes bo za kołycho się płaci i asekurującego też. A że niejednego "bohatera" trochę na linie przetargają na trudniejszych miejscach to druga sprawa. Góry to dziś też wielki byznes. Na Everest wlazło już przeszło 1800 osób. Postęp techniczny w sprzęcie robi swoje. A biedny Mallory chyba z pięć razy próbowal i nie doszedł. M.in dlatego, że butle z tlenem były wówczas qrewsko ciężkie. Ile można nosić! No i jedno na koniec Ci powiem - lata w górach nauczyły mnie niczemu się nie dziwić, byle czym się nie denerwować i dopóki mi ktoś nie depcze po butach w tłoku to mi wszystko zwisa. No i dlatego m.in. tylko raz w życiu byłem na Giewoncie i w dodatku o ten jeden raz za dużo - toż tam powinni policjanta ustawić aby regulowal ruchem albo zgóła światła ustawić - takie jak na drodze podczas remontu gdy ruch jednokierunkowy zarządzą.
A na ten jeden Twój fragment opisu (zresztą świetnego) mnie wkurzył bo trochę trącił popadaniem w "samouwielbienie". Przeczytaj jeszcze raz. A co do Adidasów - Włodzimierz Cywiński innych butów w lecie nie używa niezależnie od tego gdzie akurat jest - są różne gusta i metody. A ludzie w bylejakich butach i miejskich ubrankach potrafią być bohaterscy - w ubiegłym roku widziałem takie "siroty" z dwójką małych dzieci na Hrebienoku jak wysiadali z kolejki i ruszyli w kierunku wodospadów. A kilka godzin później spotkałem ich przy Terince, w całkiem niezłej formie a ja miałem trochę dosyć bo było zbyt ciepło a w dodatku te 47 + VAT na karku. Oczywiście nie popieram tego ale oni chyba tego nie wiedzieli. W drodze powrotnej szedłem za nimi - dzieci były cichutkie, na zakosach nie spuszczali kamyków itd. A potem pojawiło się takich dwóch "pogromców", pewnie wracali z Żółtej Ściany, zbiegali, wydzierali się i z pod butów leciały im całe fontanny kamieni. No i ja się pytam kto był tam lepszymi taternikami - te "siroty" czy ci superłojanci. A jakie jest Twoje zdanie?
Pozdrawiam!
PS - nie nazywaj mnie "Jasiu" - wrrrrrrrrrrr :)
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Janek pisze:A na ten jeden Twój fragment opisu (zresztą świetnego) mnie wkurzył bo trochę trącił popadaniem w "samouwielbienie".
hehe,daaaaleko mi do samouwielbienia ;) ,a wspomniany przez Ciebie fragment miał być żarcikiem do pamfleciku :P
Janek pisze:No i ja się pytam kto był tam lepszymi taternikami - te "siroty" czy ci superłojanci. A jakie jest Twoje zdanie?
zadałeś właśnie pytanie retoryczne Janku ;)
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

Iwona pisze:bo zasnęłam zaraz po przyłożeniu głowy do "poduszki"
Zostawię sobie tę lekture na jutro, bo jestem taki z..... :( po dzisiejszym "wariatkowie", że .... szkoda ... mówić. ;)

Ps. W pracy mam g... do roboty, więc będę się rozkoszował opisem Iw. ;-)
MiG

-#7
Posty: 3126
Rejestracja: śr 03 mar, 2004
Lokalizacja: Wawa

Post autor: MiG »

Janek pisze: W zeszłym roku postanowiłem pójść z postępem i kupiłem takie super-wyczynowe ( w specjalistycznym sklepie) za prawie 50 zeta. Koszmar - myślałem, że się nie dowlokę z powrotem. Całe stopy odparzone - wróciłem do starych metod.
A to ciekawe :? Ja mam takie skarpety i bardzo sobie chwalę (może nie były one najlepsze w całym sklepie, ale za podobną cenę). Może kwestia przyzwyczajenia, bo ja np. nigdy nie zakładałem dwóch par skarpet.

A co do Sokoła, to w wersji transportowej zabiera on dwie osoby załogi (piloci) + 12 osób "transportu". Normalna załoga w wersji ratowniczej to dwóch pilotów + 3 ratowników, ale TOPR operuje chyba dwójkami, więc byłoby to 2+4. Jeśli chodzi o przewożenie rannych na noszach to potrzebne są specjalne szyny do zamocowania tych noszy i raczej jest tylko jedno takie miejsce (ale to już tylko przypuszczenie).
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Janek pisze:ale nie mam pojęcia czy leżące
Jeszcze nie korzystałem, ale może wszystko jeszcze przede mną (dotyczy śmigłowca TOPR) :)) :P
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Iwona pisze:wspomniany przez Ciebie fragment miał być żarcikiem do pamfleciku
Czekam z niecierpliwością na cały pamflet o górołazach letnich. Podrzucić argumentów? :P

No i chyba, Iwono, pierwsze koty za płoty! Szczególnie po retorycznym pytaniu.

A teraz mała glosa.
W Zakopanem jest ok. 30 tys. tzw. łóżek (ten żargon turystyczny!). To poważne a czasami jedyne źródło utrzymania dla ludzi, którzy są tam GOSPODARZAMI tej ziemi. Nie zapominajmy o tym choć już wiem, że są tu ludzie reprezentujący inne zdanie. No i wyobraź sobie, że te 30 tys. miejsc zajęło 30 tys. "Iwon" i drugiego dnia ruszyło na Orle, Szpiglasowe itd. KOSZMAR!!!! Byś czekała w długiej kolejce przed pierwszymi łańcuchami w Zawracie a przed tym wlokła się jak w kondukcie pogrzebowym.
Dlatego powinniśmy błogosławić tych wszystkich co moczą nogi na Antałówce, wystawiają tyłek do słońca na Gubałówce, pielgrzymują do Strążyskiej lub zgoła sączą kolejne piwsko na Krupówkach. My musimy się nauczyć z nimi współżyć i ich tolerować bo inaczej miejscowi, nasi Gospodarze nie mieliby co jeść a oni, nasi Gospodarze, nic nie są winni że przeszło 100 lat temu przyjechał tam pan Chałubiński i zaprowadził modę na Tatry a potem kolejni jego następcy dmuchali w ten balon. Z drugiej strony jest lepiej choć problem jest podobny. Niemniej jednak takie obrazki jak opisałaś są tam nie tak drastyczne i wogóle kultura turystyczna jest o niebo lepsza. Dlatego Iwono - na Słowację, zostaw to cholerne Zakopane. To się nawet opłaca - mam zamówioną kwaterę na sierpien - 5 osób, trzy pokoje, kuchenka i łazienka tylko dla nas - po 200 Sk od twarzy czyli ok. 22 złociszy. Znajdź coś podobnego po polskiej stronie za takie pieniądze - tyle prawie płacisz za karimatę na glebie. Śmierć frajerom - ja mam swoje lata i muszę się wyspać po Bożemu! :)
ODPOWIEDZ