No to Janku wpadłeś z deszczu pod rynnęIzabela pisze: myślę o jednym, ale obawiam się, że mógłby być za bardzo ...żelasty, no właśnie - żelasty...Nie sądzisz?.
Miśki w Tatrach Słowackich
No wiesz, dziewczyna jest po filologii, skąd ma znać metaloznawstwo, to się jej napisało o strawie żywej żelastej, ale chyba łatwo się domyślić co miała na myśli, z motor'yzacji pewnie też kiepska. No i faktycznie strawa żywa żelasta mogła by być dla misia fatalnaTomek K pisze:Izabela napisał(a):
Ja odnosze takie wrażenie że Janek wie prawie wszystko
A najwiecej o misiach 
Ostatnio zmieniony sob 04 cze, 2005 przez tomek.l, łącznie zmieniany 1 raz.
Jaskółczy niepokój
Tomku - posieję w Twym sercu jaskółczy niepokój...
A skąd wiesz, że ja wogóle kiedykolwiek byłem w Tatrach? A może to wszystko tylko przeczytane gdzieś - książki, internet, mapy? Czytałeś pewnie książki podróżnicze Karola Maya? Napewno tak, który chłopak nie. Facet pruł kasy i poszedł na wiele lat do pudła. Sporo w tym pudle napisał, tylko na podstawie książek i map. Podróżować zaczął dopiero wtedy jak wyszedł i z kasą zbitą na książkach.
Po Tatrach chodził kiedyś taki facet (napiszę kiedyś o tym szerzej bo to ciekawa sprawa), który dziatwie szkolnej opowiadał bardzo wdzięcznie i fachowo o Gerlachu, Rysach, Wysokiej, Ganku itd i to w formule - "ja tam byłem" A on nigdy w życiu nie wyszedł poza dolinę Kościeliską i Chochołowską (tam grasował z swoimi opowiastkami) i nawet Iwaniacka była dla niego za trudna bo miał straszliwy lęk przestrzeni.
No więc co - nie mogę tak samo?
:D:D
Po Tatrach chodził kiedyś taki facet (napiszę kiedyś o tym szerzej bo to ciekawa sprawa), który dziatwie szkolnej opowiadał bardzo wdzięcznie i fachowo o Gerlachu, Rysach, Wysokiej, Ganku itd i to w formule - "ja tam byłem" A on nigdy w życiu nie wyszedł poza dolinę Kościeliską i Chochołowską (tam grasował z swoimi opowiastkami) i nawet Iwaniacka była dla niego za trudna bo miał straszliwy lęk przestrzeni.
No więc co - nie mogę tak samo?
W ciupie nie ma internetu.tomek.l pisze:Mam nadzieje, że tak jak May nie piszesz do nas z więziennej celi
A co do reszty musisz wierzyć, albo i nie... Ale tacy bywają, czasami są nawet niezwykle sympatyczni. O jednym takim czasami bywającym na innym forum wiem napewno. Był zbyt szczegółowy i wystarczyło porównać jego opisy z Paryskim to była toczka w toczkę z drobnymi korektami stylistycznymi. Ale podpadł mi czymś innym - zakres opisywanych przez niego peregrynacji zagranicznych nijak nie odpowiadał jego kondycji materialnej o której też pisał. Mogę sobie wyobrazić, że ktoś odmawia sobie wszystkiego aby stanąć na Mont Blancu. Ale napewno nie cztery razy!
To mówisz że Rywin nie miał dostępu do sieci? To się nie dziwie, że biedaczka tak szybko wypuściliJanek pisze:W ciupie nie ma internetu. Jak dotychczas przynajmniej.
A jeśli chodzi o bajkopisarzy to można znaleźć ich wszędzie. Ale rozmawiając z takim przeważnie można wyczuć z kim się ma do czynienia.
A co ja tam takiego genialnego napisałem? Te 202 języki? Ale tylko dwa słowa i co to ma wspólnego z filologią w sensie umięjętności pięknego pisania? No i ja zaraz kawałek dalej napisałem, że to "ściągnięte" z blogu szalonego łojanta. Trzeba bardzo uważać z przywłaszczaniem sobie cudzego tekstu zamieszczonego w sieci. Wystarczy zdanie lub dwa wpisać do google i zaraz sprawa się rypie.tomek.l pisze:Janek po tym co napisałeś w wątku Poradnik dla pań mam wrażenie że to ty skończyłeś filologię i to nie jedną
To dla wszystkich miłośników misiów w charakterze swoistego memento mori! 
Pewien obrońca środowiska idzie szlakiem u podnóża gór. W pewnym momencie słyszy za sobą dziwne pomruki. Odwraca się i widzi potężnego niedźwiedzia zbliżającego się szybkim krokiem w jego kierunku. Niewiele się namyślając pechowy "zielony" rusza biegiem przed siebie. Pomimo tego, że biegł coraz szybciej, bijąc swój rekord życiowy na 100 m, niedźwiedź był coraz bliżej. Gdy było już pewne, że za chwilę skończy w paszczy niedźwiedzia turysta postanawia się chwycić ostatniej deski ratunku. Wznosi głowę w kierunku nieba i woła: "Panie Wszechmogący ratuj!". Ledwo wypowiedział te słowa Świat stanął w miejscu. Niedźwiedź zamarł w bezruchu i nawet woda w rzece przestała płynąć. Na niebie pojawiła się świetlista poświata i dał się słyszeć głos: "Całe życie zaprzeczałeś mojemu istnieniu. Nie wierzyłeś, że jestem twórcą wszechświata, ani razu nie pojawiłeś się w kościele a teraz prosisz o pomoc? Czy to ma oznaczać, że w końcu się nawróciłeś?" Ochroniarz jak wiadomo, zawsze oszołomiasty, odpowiada: "Tak, Panie, jestem człowiekiem zasad. Przez całe życie nie wierzyłem, więc byłoby hipokryzją Panie gdybym teraz nagle stał się Twoim wyznawcą, ale w swojej dobroci mógłbyś z niedźwiedzia zrobić prawdziwego chrześcijanina?" Po chwili światło zgasło, życie w lesie wróciło do normy, nurt w rzece znowu stał się wartki, niedźwiedź uklęknął, złożył ręce, spojrzał w górę i przemówił ludzkim głosem: "Panie! Dzięki za to pożywienie, które otrzymałem. Amen"
Pewien obrońca środowiska idzie szlakiem u podnóża gór. W pewnym momencie słyszy za sobą dziwne pomruki. Odwraca się i widzi potężnego niedźwiedzia zbliżającego się szybkim krokiem w jego kierunku. Niewiele się namyślając pechowy "zielony" rusza biegiem przed siebie. Pomimo tego, że biegł coraz szybciej, bijąc swój rekord życiowy na 100 m, niedźwiedź był coraz bliżej. Gdy było już pewne, że za chwilę skończy w paszczy niedźwiedzia turysta postanawia się chwycić ostatniej deski ratunku. Wznosi głowę w kierunku nieba i woła: "Panie Wszechmogący ratuj!". Ledwo wypowiedział te słowa Świat stanął w miejscu. Niedźwiedź zamarł w bezruchu i nawet woda w rzece przestała płynąć. Na niebie pojawiła się świetlista poświata i dał się słyszeć głos: "Całe życie zaprzeczałeś mojemu istnieniu. Nie wierzyłeś, że jestem twórcą wszechświata, ani razu nie pojawiłeś się w kościele a teraz prosisz o pomoc? Czy to ma oznaczać, że w końcu się nawróciłeś?" Ochroniarz jak wiadomo, zawsze oszołomiasty, odpowiada: "Tak, Panie, jestem człowiekiem zasad. Przez całe życie nie wierzyłem, więc byłoby hipokryzją Panie gdybym teraz nagle stał się Twoim wyznawcą, ale w swojej dobroci mógłbyś z niedźwiedzia zrobić prawdziwego chrześcijanina?" Po chwili światło zgasło, życie w lesie wróciło do normy, nurt w rzece znowu stał się wartki, niedźwiedź uklęknął, złożył ręce, spojrzał w górę i przemówił ludzkim głosem: "Panie! Dzięki za to pożywienie, które otrzymałem. Amen"




