Asik pisze:wtedy "jadąc"w dół nie zdązyłam sie przestraszyc,przynajmniej tak mnie sie wydaje...
No cóż, to normalne i nie ma nic w tym dziwnego. Dwa wydarzenia z mojej osobistej praktyki. Nie, nie górskiej. W górach bywały, ale jakoś, jestem chyba szczęściarzem, nie tej rangi.
Pierwsze - głęboki socjalizm. Wracam z 14 - letnią córką z Rumunii, konkretnie z Mangalii, z plaży - cóż, nie samymi górami człowiek żyje i dzieci też mają swoje prawa, no i gusty

. Fiat 125 - piekielna to była maszyna, rdzewiała w oczach ale silnik przez poprzedniego właściciela, raidowca-amatora, podrasowany i miał... niezłe osiągi. Droga z Tarnopola do Lwowa, coś jakby bliźniacza do Kraków-Przemyśl - góreczka, dołek, góreczka, dołek... Monika spała na tylnym siedzeniu a obok mnie siedział Janusz, student IV roku, poznany w Mangalii. Jechałem ostro bo byliśmy pod czasem, na granicy rumuńsko-ruskiej były małe kontrowersje między mną a celnikami rumuńskimi odnośnie ilości paliwa w zbiorniku. To było moje niedopatrzenie bo w tych latach to się do Sojuza wjeżdżało na resztkach paliwa bo w Sojuzie kosztowało chyba taniej niż woda. Janusz miał jakieś byznesy do zrobienia w Lwowie a godzina zamknięcia sklepów zbliżała się w niepokojącym tempie. Jechałem tedy szybko i tak też było gdy wjechaniu na szczyt górki zobaczyłem o niewiele metrów całe drogowe ustrojstwo - wywrotka - rozściełacz - walec drogowy, ten ostatni tuż przede mną. Bagatela - wrocławska Fadroma - 16 ton wagi. Chyba przeleciało mi przez myśl, że zginę "branżową śmiercią" (pracowałem w drogach) a potem błyskawiczne rzucenie okiem na lewy pas czy przypadkiem ktoś tam nie jedzie. Pusty, skręt kierownicy, przeleciałem o centymetry chyba od walca, wyrzuciło mnie na przeciwległe, całe szczęście, że szerokie i dość twarde pobocze, trochę na nim porzucało to w lewo to w prawo i... z powrotem na prawy pas i dalej. Po przejechaniu chyba jednego kilometra a może dwóch zdałem sobie sprawę, że otarliśmy się o śmierć, że te sk...ny ruski robili roboty bez żadnego oznakowania i... że mam prawo być zdenerwowany i niech teraz Janusz poprowadzi a ja odpocznę i odreaguję. Zjechałem na pobocze, wyhamowałem i poprosiłem - Janusz, poprowadź, jestem chyba zdenerwowany. Wysiadłem a ten się śmieje do rozpuku i mówi - a jednak zmiękłeś, a już myślałem - ale twardziel, przed chwilą o mało nie pojechaliśmy do Bozi, potem mało nie wpadliśmy do rowu a on leci dalej 150 km/godz. A teraz wykręć koszulkę.

Rzeczywiście, z bawełnianej koszulki poleciała dobra szklanka potu. Gdy przyjechaliśmy do Lwowa, to okazało się, że muszę jeszcze zmienić portki. Tylko nie myślcie coś nie takiego - one też były przepocone!!!

:D:D A Monika, córka, przespała wszystko, obudziła się dopiero we Lwowie.
Drugie wydarzenie:
Pociąg z Krakowa do Wrocławia, godzina przed pólnocą. Okolice Jęzora (te kopalnie piasku przed Mysłowicami) Śpię sobie trochę na ławce, gdy nagle brzdęk, trzask, gasną światła, gdzieś lecę w dół. Ocknąłem się na... suficie wagonu, przygniata mnie kanapa, ktoś obok jęczy. Odwaliłem kanapę z sąsiada, znalazłem buty, założyłem, poszukałem kurtkę. Potem razem z sąsiadem wybiliśmy tą kanapą okno (korytarz był sprasowany), opuściliśmy ją (kanapę) tyłem z tego okna i po takich drewnianych wzmocnieniach zeszliśmy jak po drabince. Teraz szybko na bok (w pamięci miałem głośna katastrofę jak na wykolejony pociąg wjechał drugi i dopiero narobił kirpiszu) no i sięgam prawą ręką do kieszeni po papierosy aby odreagować zdarzenie. No i dopiero wtedy poczułem piekielny ból i zauważyłem że mam dłoń we krwi - prawie otwarte złamanie jednej kości przedramienia. Nic nie czułem! Po prostu szok! A potem był rok gipsu, trzy operacje i ... do dziś nie w pełni sprawne cztery palce prawej ręki. No i żegnaj moja dość kiepska zresztą wspinaczko! Trudno, nie można się wspinać z taką łapą!
Wcale się więc nie dziwię, że refleksja dopadła Asię dopiero później, jak już jest po wszystkim. I może to jest jakieś takie "optymistyczne". Może Ci wszyscy co odpadli od ściany z skutkiem ostatecznym też nie zdawali sobie sprawy z tego, że za sekundę lub dwie roztrzaskają się na piargach. Asiu, miałaś fenomenalne szczęście! Ci z Szpiglasowej wyżyli, z Tobą mogło być inaczej. No i wielkie, naprawdę wielkie gratulację, że to tak szczerze opisałaś, bez żadnych upiększeń a niejeden (pewnie jednak raczej tylko "niejeden" a nie "niejedna" by to pominął milczeniem albo zupełnie inaczej ubrał w słowa - dziewczyny są stanowczo mniej zakłamane, niż my, panowie wszelkiego stworzenia, często zresztą dość żałośni panowie). Asik, powinnaś... nie, nic więcej nie powiem, Asik wie to dostatecznie dobrze.

:):)