To dla mnie całe wieki , więc kiedy nadarzyła się okazja do wyjazdu, skorzystałam.
W te pędy spakowałam Auriska i w drogę …. miało być kilka dni niezłej marcowej pogody – na taką jak lubię nie chciałam dłużej czekać.
A tu niespodzianka - była taka o jakiej marzyłam !!!
Prosto z domu pojechałam na Rusinową Polanę , bo było przepięknie, bardzo ciepło i szkoda takiego dnia stracić. Szczęście mi znów dopisało, bo oprócz pogody budka parkingowego była zamknięta - i parking w związku z tym gratis
I jak się tu nie cieszyć .... w emeryckiej kieszeni 25 zł zostało, a to - oprócz pogody - drugi powód do radości
Potem się dowiedziałam, że tylko w tym dniu turystów spotkało takie szczęście, bo pan parkingowy był chory .
Trochę to źle brzmi, że cudzy problem sprawia innym wiele radości - ale w takich przypadkach tak to bywa niestety
Na Rusince cudnie jak zwykle i mimo że parking pełny – ludzi mało.


Ponieważ byłam sama, robiłam sobie wycieczki takie jak lubię zimą – czyli proste, łatwe i przyjemne.
Kościeliska – w przeciwieństwie do Rusinki prawie wiosenna , wraz z bardzo jeszcze nieśmiałymi jej oznakami .
I te pocztówkowe widoki....



Nawet lodospad zaczyna żegnać się powoli ze swoją wyniosłą zimową urodą.

Kolejna wycieczka z gatunku “spacerówek” to oczywiście Morskie Oko . Pogoda cudna, ludzi niezbyt wiele, na niebie słoneczne “Halo” .
Dzięki Ci mój Aniołku za czuwanie nad moimi małymi radościami


Przy schronisku grasowała coraz bardziej rozwydrzona banda orzechówek złodziejek. Posuwają się już do wyrywania z rąk turystów wszystkiego co daje się do dzioba włożyć . Wystarczyło że na sekundę odwróciłam głowę, siadła mi na ręce, wyszarpnęła ciastko i uciekła

A podobno róże na śniegu nie rosną …..
W Tatrach wszystko jest możliwe

Tradycyjna już – moja ulubiona zimowa wycieczka na Kasprowy , z zejściem do Gąsienicowej i dalej do Kużnic.
Niby “walcowana droga” jak na Koziarza w Gorcach
Co tam... raczki, kijki i po problemie


Ale za to jak pięknie ….


Kilka dni spędzonych w Tatrach, oraz z moją gaździną - która siedziała sama w chałupie i bardzo się ucieszyła jak przyjechałam - minęło jak przysłowiowy jeden dzień.
Wypoczynkowo, na luzie i bez napinania że coś muszę , z masażami w jacuzzi w Aquaparku na Jagiellońskiej ( fajna promocja rano i wieczorem - po 17 zł za półtorej godziny ) .
Było SUPER !!!
Na krokusy w kwietniu wybraliśmy się już oboje z małżonkiem. W ubiegłym roku nie byliśmy - bo w tygodniu nie było pogody, a w weekendy odbywały się dantejskie sceny.
Odpuściłam z żalem.
Za to teraz nadrobiliśmy z “czubem” .
Po przyjeździe poszliśmy zobaczyć na Kalatówki czy aby nie za wcześnie się wyrwaliśmy .
No i okazało się że za wcześnie … krokusów nie było, za to śniegu dostatek na całej Polanie. Nie zmartwiłam się jednak zbytnio, bo zapowiadane były wysokie temperatury , a krokusom wystarczą dwa-trzy dni ciepła i zmienią to miejsce w kwitnącą łąkę.
Wiemy to z doświadczenia.
A póki co , skoro już tu jesteśmy - poleźliśmy na Kondratową.
Tu zima w całej pełni.



Spora lawina zeszła z Kopy Kondrackiej i przecięła szlak .
Dobrze że nikt nie ucierpiał, ale niektórzy z respektem patrzyli na ogromne zwały ciężkiego śniegu.

Nadeszła niedziela więc darowaliśmy sobie w tym dniu wycieczkę do Chochołowskiej , bo tam zwyczajowo już ostatnio - dzikie tłumy i korki do wjazdu.
Wymyśliłam wycieczkę na Kopieniec , a przed nią poranne moczenie swojego jestestwa w jacuzzi w Aquaparku.
Okazało się że dobrze pomyślałam, bo trochę turystów którzy tam byli od rana już wracało , więc Kopieniec i okolice mieliśmy dla siebie, oraz może pięciu innych osób myślących podobnie.


Na dole bardzo podmokły szlak, ale wyżej cała górka w krokusach.

Pod kolejnym zwiastunem wiosny na szczycie Kopieńca spał snem sprawiedliwym turysta i nie dało się zrobić zdjęcia - no bo co by to była za fotka z jakimś “pijakiem” albo “nieboszczykiem” nad którym kwitną takie piękne kwiaty
Ponieważ spał mocno i nie miał zamiaru się obudzić, więc wygłosiłam nad nim żartobliwą “tyradę” :
….. panie !!! takie piękne widoki, a pan śpi … za chwilę mogą zajść chmury i nic pan nie zobaczy.
Wyłaź pan spod tych kwiatków – w domu pan będzie spał .
Tu szkoda czasu i widoków
Myślałam że usłyszę coś niemiłego, ale gość miał poczucie humoru , przyznał mi rację i podziękował że go obudziłam .
Zrobiło się wesoło, pożartowaliśmy z tego spania na skalnej półeczce i mogłam zrobić fotkę bez zbędnego tła





W poniedziałek Chochołowska i choć wiedziałam że nie będzie pusto, to jednak trochę mnie zdziwiła ilość ludzi na szlaku.
Nie było tłumów, ale i tak sporo osób zostało po weekendzie licząc na spokojne podziwianie tego pięknego zjawiska .





Po trzech dniach poszliśmy z powrotem na Kalatówki – a tam zgodnie z naszymi przewidywaniami – gęsto od fioletu





Tak było we wtorek, a poniżej zdjęcia z soboty


Udało się ominąć zwariowane tłumy i spokojnie nacieszyć oczy cudownym zjawiskiem kwitnących krokusów na tatrzańskich polanach.
Wielką radością - i prawdę powiedziawszy miłą niespodzianką – była czystość na szlakach., zwłaszcza w Chochołowskiej, gdzie dzień wcześniej przewinęło się przecież tysiące osób.
Dawniej - jak pamiętam - po takiej niedzieli ta dolina przypominała śmietnik .
Nikt też nie przechodził za mikre ogrodzenie chroniące i zabraniające niszczenia krokusów.
Jeszcze nie do wszystkich to dociera - buractwo trzyma się mocno i niestety jest widoczne - ale powoli, powoli ludzie zaczynają rozumieć że należy szanować przyrodę , nie zaśmiecać i nie niszczyć takiej PERŁY jaką są Tatry.
To cieszy takich szalonych miłośników Tatr jak ja
Ala

Panoramki






