A odpowiedź lekarza - to zależy od pana samopoczucia, nie widzę wielkich przeciwwskazań, tylko niech się pan na razie na Rysy nie wybiera
Skoro tak, to jeszcze tego samego dnia wieczorem spakowaliśmy parę rzeczy , bo miało być dwa dni pięknej pogody i w środę rano prędaskiem w ulubionym kierunku.
Żeby nie stracić pierwszego z nich, pojechaliśmy prosto z domu do Zdziar zapoznać się bliżej z nowo otwartą niedawno atrakcją u braci Słowaków - Chodnikiem w Koronach Drzew .
Wycieczka ponoć lekka, łatwa i przyjemna bo na górę można podjechać wyciągiem narciarskim.
Niestety na parkingu młodzi ludzie z samochodu obok poinformowali nas “na dzień dobry” że chodnik jest nieczynny do piątku . Tak wyczytali w internecie i sami zbierali się do odjazdu..
Jak mnie ta wiadomość zdołowała można sobie tylko wyobrazić, ale cóż - pozostała Rusinka w drodze powrotnej, bo pogoda jak marzenie i żal byłoby jej nie wykorzystać.
Tylko dzięki mojej dociekliwości nasz cel został osiągnięty, bo zastanowiła mnie mocno dość duża ilość samochodów ….... zbyt duża jak na nieczynną atrakcję.
Podjechałam więc jeszcze do Słowaka kręcącego się w pobliżu i zapytałam jak to jest z tym chodnikiem. Z wielką radością i ulgą dowiedziałam się że chodnik jest czynny, tylko wyciąg do piątku jest w przeglądzie i nie chodzi.
Trzeba podejść do wieży pod górę nartostradą - zajmuje to około 45 minut.
No i super......
Jednak w oparciu o zasadę - co nas nie zabije to nas wzmocni - napędzani wyobraźnią widoków z góry , poszliśmy powoli wydeptanym szlakiem .





No i było na co popatrzeć


Przede wszystkim pusto, ciepło i zupełnie bez wiatru - a jak wiatr może dać w kość u góry to już wiemy z doświadczeń na wieżach widokowych w Gorcach
Na całej długości chodnika spotkaliśmy cztery osoby, a jeszcze miałam świeżo w pamięci opis dantejskich scen po jego otwarciu i z kolejnych weekendów.
Wrażenie z tego spaceru jest niesamowite i żadne zdjęcie tego nie odda . No może odrobinę w 3D.
W kilku miejscach są tablice edukacyjne w trzech językach (polski, słowacki angielski) , z dużymi drewnianymi “eksponatami“ .
Tu cietrzew.



Są również zakątki dla tych co lubią trochę adrenaliny - czyli przejścia po ruszających się stupaczkach z lufą pod nogami.
W widocznych na poniższym zdjęciu drzewach też jest coś takiego, ale nie próbowałam


Wystarczyła mi fotka.



Wieża bardzo przyjazna - nie tylko dla zdrowych i wysportowanych.
Nie ma tam schodów, wchodzi się “naokoło” niezauważalnie lekko pod górę . Oglądając wspaniałą panoramę 360 stopni ani się człowiek nie obejrzy jak osiągnie szczyt.
A tam dopiero czad .


Wokół chodnik, a w środku coś w rodzaju trampoliny, na której można poskakać nad pięknie widoczną szeroką lufą
Mój niebojącysięniczego małżonek oczywiście skorzystał z tej atrakcji, a mnie na sam widok robiło się słabo .
Zdjęcia z zoomem, bo nawet jednej nogi nie potrafiłam na czymś takim postawić

Rurą widoczną wewnątrz wieży zjeżdża się na dół, ale chyba jeszcze była nieczynna....zresztą taka atrakcja też absolutnie nie dla mnie


Za to widoki z wieży to coś dla mojej duszy ….. ło Matko
Niestety Tatry skąpane w słońcu i bez filtra trudno o dobrą fotkę. Za to chodnik dobrze oświetlony.



Pięknie widoczny Spisz , Pieniny z trzema Koronami, a nawet Pasmo Radziejowej i Gorce.


Po zejściu prawie na dół słońce już powoli zachodziło za góry.


Bilet normalny - 8 euro.
Wstęp dla dzieci i seniorów po 6,5 euro od osoby.
WARTO !
Słowacy potrafią.... a to przepiękna lodowa kaplica na Hrebienioku (darmowa), a to teraz ten Chodnik .
Czasem z niektórymi atrakcjami trochę przeginają, ale tu akurat trafili w dziesiątkę.
Do chałupy w Zakopanem dotarliśmy około 17.
WYCIECZKA CUDO !!!!
W następnym dniu - żeby również nie przegiąć - Kościeliska w niespodziewanie bajkowej odsłonie.
Turystów mało. Pusto i cudnie.





Kapliczka na Jaszczurówce w zimowej oprawie. Szkoda że nie stanęłam wczoraj i nie zrobiłam zdjęcia - wracaliśmy o zmroku i kapliczka była pięknie oświetlona …... wyglądała niczym ze świątecznej pocztówki..

No i zgodnie z prognozami - koniec słonecznej pogody.
Te dwa przepiękne dni dały mi jednak tyle szczęścia i zadowolenia, że na ten moment wystarczyło - tym bardziej że na więcej się nie nastawiałam.
Żal nam było jednak już wracać, więc w piątkowy wilgotny dzień połaziliśmy trochę po Zakopanem.
W sobotę zajrzeliśmy do Jaworzynki - tajemniczo osnutej mgłami , z przystrojonymi czapami śniegu smrekami i szałasami. Taka zima też ma swój urok ….. i to wielki .




Króciutko ale i niespodziewanie , bo nie sądziłam że tak szybko będziemy mogli gdzieś tam - choćby dolinkami - pospacerować po Tatrach .
Chwała nowoczesnej medycynie i wspaniałym medykom.
Ala

Panoramki









