Po tygodniowym pobycie nad zatoka Biskajska i zwiedzeniu m.in. La Rochelle, Bordeaux, wielu okolicznych rybackich miasteczek i wiosek, wymoczeniu sie na basenie i w morzu oraz zbudowaniu niezliczonych ilosci zamkow z piasku na ogromnych plazach udalismy sie na bardziej aktywna fizycznie czesc naszych wakacji - w Pireneje wlasnie.
Zatrzymalismy sie na fantastycznym kampingu GR10 (http://gr10camping.com/?lang=en) polozonym ok 10 minut jazdy samochodem w dol doliny od Cauterets. Swietna baza wypadowa z przesympatycznymi wlascicielami. Mniej niz 5 minut drogi samochodem od kampingu, posrodku zupelnie niczego, jest maly supermarket, stacja paliw i... sklep sportowy. Obok kampingu jest via-ferrata, prowadzona przez wlascicieli kampingu, z 270m dlugosci 'zip-wire' pod koniec jednej z drog. Sam kamping jest osobliwoscia sama w sobie. Powstal ok 25 lat temu na terenie duzej farmy i stopniowo, z biegiem lat przeradzal sie w baze turystyczna. Obecie prowadzony jest przez drugie pokolenie wlascicieli. Chlopaki swietnie znaja gory (jeden z nich opiekuje sie via-ferrata), wspinaja sie, sa instruktorami narciarstwa. Kazdego ranka budzilem ich, sprawdzalem u nich prognoze pogody (na wiekszosci szczytow rozmieszczone sa kamery internetowe, z ktorych obraz mozna ogladac 'live' poprzez internet) i ogadywalem trase na dany dzien. Na kazda droge dawali rady czy mowili gdzie zboczyc ze szlaku by zobaczyc cos ciekawego. Jesli ktos szuka dobrego kampingu w tej okolicy to smialo moge polecac ten wlasnie.
A poszczegolne trasy wygladaly tak:
1. Circuit-des-Lacs. Mielismy fantastycza, upalna wrecz pogode. Nie spieszylismy sie w ogole tak wiec petla od-do Pont d'Espagne zajela nam 10 godzin. Nie sklamie jesli napisze, ze przez te 10 godzin zobaczylismy mniej niz 10 osob na szlaku (oczywiscie nie biore pod uwage drogi przez doline czy pobytu w schronisku Wallon-Marcadau). Szlaban wyjazdowy z parkingu otwierany jest na noc o godz. 19.00 tak wiec moza zaoszczedzic 6.50 euro zostajac dluzej w gorach
2. Wzdluz doliny de Lutour do jeziora Lac d'Estom. Wlasciciele schroniska bardzo polecali by isc w ta doline choc na poczatku bardzo sceptycznie podszedlem do pomyslu maszerowania wzdluz doliny i spowrotem. Takie eskapady kojarza mi sie raczej z... dolina Koscieliska (mam jakies zle wspomnienia z tlumami ludzi w tle). Jakze sie mylilem. Przepiekna dolina, z coraz to bardziej otwierajacymi sie widokami na otaczajace szczyty. I wcale nie tak 'po plaskim' jakby mozna bylo sie spodziewac mowiac o drodze przez doline! Doszlismy do jeziora d'Estom, zaszylismy sie jak najdalej od schroniska i tam powalilismy sie na kamieniach na chyba dwie godziny! Tak relaksujacej, z widokiem na szczyty, drzemki nie mialem od dawien dawna. Z racji braku pospiechu trasa zajela nam okolo 7 godzin no i z braku pospiechu, tak z ok. pol godziny od parking la Fruitiere, zostalismy totalnie przemoczeni przez deszcz, ktory przewalil sie wraz z kakofonia blyskow i grzmotow przez nasza doline.
3. Breche de Roland. Cos na co czekalem od dnia kiedy zobaczylem po raz pierwszy zdjecia Wrot Rolanda. Pojechalismy samochodem na Col de Tentes i stamtad juz, az do przeleczy a potem, po zejsciu troche nizej na sniegi pokrywajace lodowiec... lepienie balwanow, wojna na sniezki itp. Bardzo osobliwym zjawiskiem bylo pocic sie przy prawie 30-to stopniowym upale a rece miec odmrozone od sniegu! Sama trasa, jak to w naszym przypadku: bez pospiechu, zajela nam ok. 8 godzin. A widoki! Ech, nikt nie uwierzy jak sam nie zobaczy. Potem pojechalismy do Gavarnie na pizze z widokiem na cyrk!
4. Polana Pan tuz nad kampingiem. Dzien mial byc bardziej luzny od poprzednich tak wiec za rada wlasciciela kampingu udalismy sie na 'krotki' spacer prosto z kampingu na polane Pan. Ostro pod gore w pieknym bukowym lesie - dobrze, ze troche cienia bylo. Przy upalnej pogodzie i rozrzedzonym powietrzu widoki na Cauterets, doline i szczyty byly naprawde wielkie. I jak w wiekszosci poprzednich dni - nikogo na drodze przez caly dzien! A wieczorem udalismy sie na wspinanie w skalki tuz za Pont d'Espagne, zaraz po prawej stronie idac w gore doliny (niedaleko Chalet du Clot). Moje chlopaki mialy tak wielka frajde wspinajac sie 'na wedke', ze droga powrotna na parking odbywala sie w zupelnych ciemnosciach.
5. Cyrk Troumouse. Samochod zostawilismy w Heas a potem w gore, az do cyrku. Dluga ale latwa droga poprzez laki pelne kwiatow. Z powod braku opadow jeziora w cyrku byly zupelnie wyschniete a ziemia popekana. Pewne zniesmaczenie tylko zostaje po dojsciu do trzeciego, najwyzszego parkingu. Duza ilosc samochodow i 'przypadkowych' ludzi moczacych nogi w strumieniu wyplywajacym z lodowca byla troche szokujaca. Jak w poprzednich dniach, nie spodziewalismy sie zobaczyc po drodze nikogo. Widac jest to bardzo popularne miejsce i nie bez przyczyny postawiono tam parking. Po powrocie na kamping przepakowalismy wory i udalismy sie ponowie za Pont d'Espagne na wspinaczkowe skalki gdzie do nocy nasze chlopaki robily coraz to nowe drogi.
6. Pic du Cabaliros. Na ostatni dzien zostawilismy sobie wejscie na szczyt, ktory zgodnie z zapowiedziami wlasciciela kampingu mial byc latwy i przyjemny. Hmmm, nie wzial pod uwage chyba temperatury powietrza powyzej 30 stopni i zupelnie bezwietrznej pogody. Samo wejscie na szczyt jest dlugie i mozolne ale widoki, odkrwajace z kazdym krokiem coraz to nowe pasma gor, sa wspaniale a widok z samego szczytu... ech! Wart jest jeszcze ciezszej drogi. Droga tam i spowrotem w/g znakow powinna zajac max. 6 godz. nam, jak zwykle, zajela grubo ponad 8 godz. ale na samym szczycie siedzielismy ponad godzine nie mogac nacieszyc ucz!
Jesli ktos mialby ochote po-paczac na zdjecia z naszej wyprawy to moge podeslac linka do zdjec.
Pozdrawiam,
Marcin



