Wprawdzie dałaby mi klucz do domu jak ostatnio, ale ja pod tak daleką nieobecność nie miałabym odwagi wziąść odpowiedzialności za cały dorobek życia tego kochanego, porządnego człowieka . Co innego gdy jest "na chatu", bo w razie czego za niecałą godzinę może przyjechać – to mi zresztą dość długo wbijała do głowy nim zdecydowałam się zostawać sama w jej domu.
Zanim jednak zdążyłam coś pokombinować, na drugi dzień telefon od uradowanej wielce mojej gaździny Zosi, że dwie osoby zrezygnowały, jest pokój i możemy przyjeżdżać.
Wprawdzie dwa dni mi uciekły, ale nie było czego żałować, bo nie były takie piękne jak zapowiadano, ale za to trzy kolejne ..... och...ach....
Ponieważ u nas tłumy - dodatkowo z powodu pięknego weekendu – zaplanowałam wycieczki u sąsiadów.
Sobota – Rohackie Stawy. Jesienne... cudowne....
Pierwszy szok – parking na którym zawsze stało kilka samochodów – o godzinie 9 rano zapchany niczym na Palenicy
Na szosie do Tatliakowej Chaty poczułam się swojsko - jak u nas w drodze do Morskiego Oka
No.... trochę przesadziłam, ludzi było dużo, dużo mniej (część już pewnie poszła wcześniej) , ale w porównaniu do innych wycieczek – gdzie na całej trasie mijało nas kilka osób – to i tak sporo.
Żegnajcie puste słowackie szlaki
Nie ma się jednak co dziwić – jesień tam jest piękna, a na szlaku mimo wszystko dzikich tłumów nie było. Część poszła na Zabrat, część tylko na spacer do Tatliakowej, część na Przełęcz Smutną , sporo osób wjeżdżało wyciągiem narciarskim czynnym w tym dniu i pewnie szło na Brestową.
Nie było źle.
1.

2.

3.

4.

5.

6.

7.

8.

9.

Szlak od Adamculi był "zatworeny" z powodów technicznych (ponoć ścinane były drzewa ) .
Wprawdzie część turystów tamtędy podchodziła i schodziła - ale ja postanowiłam że zejdziemy tą samą drogą. Było tak pięknie nad stawami oświetlonymi zachodzącym za góry słońcem , że żal mi było nie popatrzeć jeszcze raz na to zjawiskowe widowisko.
Przy okazji małżonek zaoszczędził trochę kolana, które mu doskwierały co nieco, bo tu zejście o wiele łagodniejsze niż przez Adamculę.
Warto czasem uważniej popatrzeć i uruchomić wyobraźnię, a można dostrzec coś ciekawego - na przykład leżący kwiat odciśnięty w kamieniu
10.

11

A kuku
12.

13.

Kolory podkreślone przez promienie zachodzącego słońca i ich odbicia w wodzie były wprost niesamowite.
14.

15.

16.

17.

18.

Bałamuciłam przy zdjęciach ile wlazło i musiałam część drogi do Zakopanego wracać po ciemku , czego nie-zno-szę.
Ale warto było
Na drugi dzień pobudka skoro świt , żeby zająć jakieś godziwe (czytaj : bezpłatne
Od tej strony łatwiej i chyba nawet ładniej niż od Ździar i Doliny Monkowej
Na dzień dobry również niespodzianka – pod pocztą postawiony znak zakazu postoju , pod groźbą odholowania auta Bóg wie gdzie .... a przecież to tradycyjne, stałe, darmowe miejsce parkingowe Polaków
Na szczęście jeszcze zostało drugie, na razie wolne.
Kto rano wstaje ....
....Ten musi trochę zmarznąć ....
Do samej Polany w Zadnich Koperszadach wszystko pięknie zaszronione – jak w bajce, ale czapki i rękawiczki trzeba było założyć.
19.

A potem słońce, słońce, słońce ......
Tu nie było aż tak kolorowo jak na Rohackich, ale nie mniej pięknie.
20.

Przyprószone szczyty Wysokich Tatr kontrastowały z różnymi odcieniami rudych i zielonych kolorów zboczy .
21.

22.

23.

No aż tak ciepło to nie było żeby się chłodzić na śnieżnym kocyku ....
24.

25.

26.

Przy podejściu na Wyżnią Szeroką Przełęcz spotkaliśmy Łukasza z Forum Turystyka Górska, który był na wycieczce z mamą . Poznał nas po naszywce naszego Forum na moim plecaku . Bardzo miło i dość długo pogadaliśmy . Kolejne fajne spotkanie
Pozdrawiamy sympatyczną rodzinkę – Mama Super .
27.

Słowacy postawili w Dolinie Jaworowej takie fikuśne ławki do odpoczynku - z drewnianymi jeżykami, ważkami, żabkami, ptaszkami . Dość to sympatyczne
28.

Misie niestety ktoś okaleczył – celowo, czy nieumyślnie, bo drewno już trochę spróchniałe a turyści podczas sesji fotograficznych dość mocno je tarmosili.
29.

30.

Jakie inne, ciepłe kolory o zachodzie .....
31.

W poniedziałek musieliśmy wracać – a tu pogoda jeszcze ładniejsza jak wczoraj, bo nie dość że bezchmurnie, to jeszcze na dodatek bardzo ciepło .
Ponieważ małżonkowi dość mocno dokuczały kolana – postanowiłam iść sama gdzieś niezbyt daleko . Takiego dnia nie mogłam stracić bezpowrotnie .
Był to 2 października i od razu dało się odczuć wielką ulgę na ulicach Zakopanego i tatrzańskich szlakach. Nie było całkiem pusto, ale w porównaniu do ostatnich tygodni to różnica bardzo widoczna i odczuwalna.
Do Kondratowej - gdzie w końcu sierpnia ciągnęły całe pielgrzymki – szłam prawie sama. Potem doszło trochę turystów.
Jesień pod Giewontem imponująca .
32.

33.

34.

35.

Piękne pożegnanie z Tatrami .... oby na krótko
Ala

Panoramki












