Kwadratura koła czyli polska służba zdrowia

Rozmowy na dowolny temat, niekoniecznie górski... :)
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Kwadratura koła czyli polska służba zdrowia

Post autor: Janek »

Jest samochód, pali 7 litrów na stówę, mamy do przejechania 500 km a w baku tylko 20 litrów a w portfelu ani złotówki. Przejedziemy te 500 kilosów? Każdy rozsądny i myślący człowiek powie, że nie. To jest przypadek polskiej służby zdrowia! A jednak jakoś się jedzie, tak zwanym sposobem. I wcale nie od dwóch lat, ani od dziesięciu a także od 1989 roku. Tak się jedzie od 1045 roku a może nawet od jeszcze dawniej.

Ja nie twierdzę, że wszystko jest do d.upy, że nic się nie zmienia, spędziłem w szpitalach spory kawałek czasu w latach 60-ych a potem i w drugiej połowie lat 70-ych, potem już nie ale bywam w nich odwiedzając innych i wiem, że zmiana na lepsze jest kolosalna, szczególnie w zakresie stanu technicznego - pamiętam z pobytu w latach 70-ych - duży oddział męski, jakieś 60 łóżek, w łazience dwie umywalki i jedna połówka lusterka - fajne golenie, co nie. Ostatecznie można się nie golić, ale myć trzeba a tylko jeden czynny prysznic. Byłem tam niedawno temu - łazienka jak w czterogwiazdkowym hotelu.

Cały problem jest w personelu, na ogół źle opłacanym (choć nie całym, są tacy co mają całkiem nieźle, czyli specjaliści na kontaktach). Wskaźnik ilości lekarzy na 1000 mieszkańców, mamy jeden z najgorszych w Europie, podobnie jest z pielęgniarkami, fizykoterapeutami itd. Ci co są (lub jeszcze są, bo nie dali dyla do Niemiec, Norwegii, Holandii itd) są fatalnie opłacani w zakresie uposażenia podstawowego, czyli tego za 8 godzin na dobę, przez pięć dni w tygodniu.

I to jest, proszę Państwa, właśnie ta CUDOWNA METODA, dzięki której ów samochód z początku postu, może przejechać te 500 km na 20 litrach. Patent PRL-owski twórczo rozwinięty w III RP. Bo w publicznej służbie zdrowia od dawna można zarobić dodatkowo sporo grosza, ale harując ileś tam godzin na dobę i wskutek tego nie mając czasu ani dla rodziny, ani na douczanie się (a w tym zawodzie to niezbędne bo postępy w "technologii" są olbrzymie), ani w końcu na zwykła drobne przyjemności, jak chociażby pójście z znajomymi na piwo. A harować trzeba, szczególnie w przypadku młodych, bo kredyt na mieszkanie lub horendalna cena wynajęcia, bo angielski dla dzieci, jakieś skromne auto itd itd.

I teraz wyobraźmy sobie, że pan premier Morawiecki sypnął kasą (żaden problem bo to jednak stosunkowo nieliczna grupa, żadne pieniądze przy tych co idą na 500+ i pójdą teraz na emerytury wg nowych/starych zasad) i młodzi lekarze, pielęgniarki itd zaczną zarabiać godziwie i w związku z tym, NIE BĘDĄ CHCIELI PRACOWAĆ TYLE CZASU CO TERAZ? Co wtedy by się stało? Ano totalne załamanie systemu, nie będzie kim obsadzać dyżurów, nie będzie komu jeździć z Pogotowiem itd itd Dlaczego? Bo statystyka jest bezlitosna, jeśli tych lekarzy, pielęgniarek itp jest ok. dwukrotnie mniej w stosunku do ogółu populacji niż w tych cywilizowanych krajach, to znaczy, że jest ich za mało. I dopóki ich nie przybędzie to w zasadzie niewiele można zrobić. Dosypanie grosza na płace wręcz sytuację pogorszy a niedosypanie spowoduje, że wszyscy młodzi poduczywszy się jako tako angielskiego, niemieckiego (a słyszałem, że i hebrajskiego) w większości dadzą dyla z kraju, czemu trudno się dziwić a tym bardziej potępiać (choć zapewne są i tacy oraz pomysły co by tu zrobić aby to uniemożliwić - w rodzaju npp. zwrotu kasy za studia).

I to jest, przypominam, ten szatański patent rodem z PRL. Udoskonalony w sensie represyjności. Na czym polega to "udoskonalenie"? Za PRL lekarz po ukońćzeniu studiów szedł na roczny płatny staż (tak jak teraz też), ale po jego ukończeniu dostawał normalny etat (bywały kłopoty z nim w dużych miastach, ale na prowincji bez problemu). Teraz natomiast, trzeba zdobyć miejsce na rezydenturze (diabli wiedzą ile ich jest, podobno ok. 7000 ale słyszałem i o 17000?). A jak nie dostanie to pozostaje robić specjalizację na wolontariacie czyli za Bóg zapłać! Fajny pomysł co nie, ani Bierutowi, ani Gomułce, ani Gierkowi ani Jaruzelskiemu nic podobnego nie przyszło do głowy. Rozumiałbym to gdyby lekarzy w kraju była kolosalna nadwyżka (a jak np. politologów i innych "logów") i byłby to sygnał - panowie i panie, emigrujcie, nie mamy dla was zajęcia. Ale jest przecież wręcz odwrotnie!

Genialne prawda? Wzięcie "na łańcuch" calej młódszej generacji, jak masz szczęście to może się znajdzie etat na rezydenturze albo dla wolontariuszy nadzieja, że znajdzie się jakaś luka, bo któryś z rezydentów da dyla do Niemiec. A więc harujcie dziewczęta i chłopcy, jeśli chcecie jakoś w miarę po ludzku prosperować. I wszystko to, powiedzmy to jasno, przy cichym poparciu lub akceptacji starszej części medycznej generacji. Klasyczny wręcz, powiedziałbym marksistowski, przykład "wyzysku człowieka przez człowieka" (lub państwo).

Jak z tego wybrnąć? Pieniądze to najmniejszy problem, kwestia zmiany priorytetów, lub podnisienia składki na NFZ (miał być likwidowany a teraz o tym cisza). Potrzebni są ludzie. A lekarze, pielęgniarki, terapeuci, ratownicy to nie są jabłka lub mięso, które w przypadku nieurodzaju lub pomoru można bez problemu kupić za granicą (co najwyżej trochę drożej). Tu potrzebne są lata, tak na oko conajmniej koło dziesięciu). A więc? W mojej przychodni rodzinnej pół roku temu obsługiwał mnie młody Ukrainiec, miły i niegłupi zawodowo facet, trochę zabawnie mówił po polsku ale szło się dogadać. Już go nie ma! Nie, nie wrócił do Kijowa, poduczył się niemieckiego i pojechał do Niemiec. A więc? (napisałbym, ale się boję, zresztą raczej już "po ptokach" - inni byli szybsi i mądrzejsi).
Jestem gorszego sortu...
ODPOWIEDZ