Nic to, że dziś byle jaka, pochmurna i nieciekawa – JUTRO MA BYĆ ŁADNIE
Jedziemy.
Violi jak zwykle nie ma w domu, robi porządki “na chatu”, ale “ne vadi” ... klucz do domu przyniesie nam Katka, a ona może wpadnie do nas na dzień …. możemy przyjeżdżać
Dopiero w Ździarach zaczęły się pokazywać góry, co uznałam za dobrą wróżbę na kolejne dni. Miałam rację
1.

W dzień przyjazdu tylko spacer na Hrebieniok, kółeczko przy Wodospadach Studennego Potoka i powrót z bucika do Starego Smokowca. Taka mała rozgrzewka.
2.

Drewniany mostek zniknął a zastąpiło go żelastwo, które zaczyna opanowywać Tatry u sąsiadów
3.

Tylko lisek się tym nie przejmuje i czeka na smaczny kąsek od turystów koło Rainerowej Utulni .
4.

W kolejnym dniu - Hińczowe Stawy, na które miałam chęć od jakiegoś czasu . Myślałam też o Koprowej Przełęczy i Małym Koprowym.
Do Hińczowych było pięknie.
5.

6.

7.

8.

Chata pod Rysami – sądziłam że się uda tam zajrzeć i sfotografować kolejne żelastwo w postaci schodów - ale brakło czasu
Do zrobienia następnym razem.
9.

10.

11.

12.

13.

Wielki Hińczowy Staw
14.

Mały Hińczowy Staw, nad który gdy dotarliśmy po odpoczynku nad Wielkim zaczęły napływać zimne, dość niskie chmury. Pierwszy raz w sierpniu założyłam rękawiczki . Ponieważ szanse na widoki z Koprowej były marne, zrezygnowaliśmy z dalszej wędrówki. Niżej było ciepło i trzeba było pościągać wszystkie grubsze ciuchy. Ot Tatry kochane …..
15.

Następna wycieczka do Wielickiej na Kwietnicowe Ogrody.
Widziałam je w wyobraźni, bo nieraz miałam okazję oglądać te cudeńka w rzeczywistości.
No nie tym razem - niestety...... albo je słońce przygrzało za mocno, albo w nocy przymroziło w zimne dni, lub po prostu już przekwitły
Tylko niezawodna wierzbówka kiprzyca ubarwiała krajobraz i pięknie przeglądała się w Wielickim Stawie.
16.

17.

18

Kozic sporo, świstaki było tylko słychać - żaden się nie pokazał.
19

Ta ślicznota najadła się swoich pyszności, a jak wracaliśmy spod Długiego Stawu, odpoczywała na kamiennej kanapie kopytkami do przodu
20

21.

Ostatni dzień naszego krótkiego pobytu poświęciliśmy na Dolinę Żarską. Byliśmy tam tylko raz i miałam chęć powtórzyć tą wycieczkę w szerszym zakresie, bo wtedy zapowiadane były na popołudnie burze , a to mój zakres zdecydowanie zawęziło i ograniczyło
Nawet nie pomyślałam, że tym razem ten zakres będzie aż tak szeroki
Po krótkim odpoczynku przy Żarskiej Chacie, poszliśmy w stronę Żarskiej Przełęczy .
22.

23.

24.

Nie szło mi się dobrze, bo jak zwykle było gorąco – ale powoli jakoś się dowlekliśmy .
25.

Widoki jakie tam się pokazały spowodowały, że dostałam takiego “odpału” iż sama nie wiem jakim cudem znalazłam się na Szczycie Rohacza Płaczliwego
Na Dolinę Jamnicką


Niska Przełęcz i Jarząbczy Wierch
26.

Na Rohacz Ostry
27.

Prosiłam to stworzenie boże o ładną pozę do fotki, a ono pokazało mi język
28.

Szlak na Baraniec.
29.

Rohacz Ostry i Wołowiec
30.

Mała koziczka z różkami jak diabełek
31.

Rohacz zdobyty !!!!!!!!!!!!!
“Każdemu jego Ewerest” - a poniżej radość z tego wiekopomnego wyczynu dzielnych tatrzańskich dziadków
32.
33.

34.
35.

Muszę przyznać nieskromnie, że byłam z siebie dumna że tu wlazłam, a potem jeszcze bardziej że stamtąd zlazłam
Dla takich widoków warto było.
Na Dolinę Smutną i zakosy podejścia na Przełęcz Smutną.
36.

Na Rohackie Stawy
37.

Na Wołowiec – szlak na Rohacza Ostrego
38.

Rohacz Ostry, Wołowiec, w dole szlak na Rohackie Stawy.
39.

Rohacz Płaczliwy od strony zejścia w kierunku Przełęczy Smutnej.
40.

Szlak w stronę Przełęczy Smutnej.
41.

Kawałek ...hm … takiej sobie trochę gorszej drogi za nami – można lekko odetchnąć.
42.

Zejście od Przełęczy Smutnej przypominające nasz Mały Kościelec. Tak samo wąsko . Jeszcze tylko zakosy w dół , kawałek podejścia do Razcestie pod Homolkou - i zamknięcie kółka gdzie odbijaliśmy w stronę Przełęczy Żarskiej.
43.

W tyle zostawiamy Przełęcz Smutną, gdzie szukały szczęścia dwie kozice. O tej porze nie było już ludzi, więc spokojnie patrolowały okolicę w poszukiwaniu czegoś dobrego .
44.

Grań, którą właśnie przeszliśmy.
45.

No i widok na Baraniec – kawał potężnej góry.
46.

Pięknie wyglądał w promieniach zachodzącego słońca, które na koniec nieźle nam dopaliło .
47.

48.

Ponieważ już dość późno zeszliśmy do Żarskiej Chaty, wielką radość sprawił nam widok pana i resztek kolobeżek , które według informacji powinny już dawno być zamknięte (czynne do 18 a dochodziła godzina 19 ).
Skorzystaliśmy z tego dobrodziejstwa ( 6 euro od osoby) – szczerze mówiąc z lekkim niepokojem, bo kolobeżki jakieś wątłe, koła cienkie jak od roweru miejskiego – z przodu duże, z tyłu małe.....podest do stania mikry, tyłka nie ma na czym posadzić, a tu 5 kilometrów mocno w dół po zakrętach i szosie - delikatnie mówiąc - nie najwyższych lotów.
Dostaliśmy kaski, instrukcję obsługi tego klamota , trzeba się było przeżegnać i jechać .
Wrażenia : nogi bolały tylko inaczej, ręce jeszcze bardziej od trzymania kierownicy i cały czas hamulców – ale dwadzieścia minut i byliśmy przy samochodzie .
Jakimś cudem się toto nie rozleciało - zwłaszcza pod małżonkiem, który był pełen obaw czy ten cienki podeścik wytrzyma pod nim w całości zjazd do parkingu
Następny dzień ładnej pogody – ostatni zresztą – więc wracając do domu wstąpiliśmy do Jaskini Bielskiej, a potem zatrzymaliśmy się w Ździarach . Poszliśmy pod wyciąg narciarski, gdzie w ciszy i spokoju “pobyliśmy” sobie jeszcze trochę w okolicach gór.
Lekko po południu od strony polskiej robiło się buro i jak się potem okazało - tam lało dość mocno.
49.

Coraz więcej Polaków na Słowacji. Piwo w schroniskach po 2,5 euro , a parking przy Popradzkim Plesie wypełniony prawie w całości polskimi samochodami - 8 euro .
Pobyt krótki bo na tyle pozwoliła łaskawa aura – ale za to treściwy.
No i ten zaliczony Rohacz, który mi sprawił dużo radości.
Dałam radę
Ala
Panoramki





