Coś cicho było w tym roku z rocznicą "poznańskiego czerwca". Czyżby to było dzisiaj "niepolityczne"? No to przypominam:
https://www.youtube.com/watch?v=Vy2mqyApW7s
https://www.youtube.com/watch?v=bJItyldnPAo
Co najmniej połowę z tych ludzi rozpoznaję, postarzeli się, pogrubieli, niektórzy wyłysieli ale rozpoznaję. Chłopaki raczej z nie eleganckich dzielnic, tylko z takich jak Chwaliszewo, Śródka czy Górna Wilda. Jeden z mojej licealnej klasy (cześc Juras, dobrze się trzymasz). Fajne chłopaki!
Jeśli ktoś się zastanawia jak to się stało, że ten "porządny", "posłuszny" i "tchórzliwy" Poznań pierwszy się zbuntował w 1956 roku to może mu się wyjaśni dlaczego.
Niektórzy oglądający te filmy mogą się krzywić, że zasuwają straszną gwarą (też nią potrafiłem, ale lata poza Poznaniem spowodowały, że jej zapomniałem), że może znajomość literatury u nich kiepska, bo większość nie z wytwornych liceów jak "Marcinek", "Paderek" czy "Marylka", tylko z "mechanika", "elektryka" czy "budowlanki", ale to drobiazg, eka to eka czyli pełna demokracja, nie ma gorszych i lepszych.
Jedni kibicowali "Kolejorzowi" inni "Warcie" ale co z tego, przecież to nie powód aby się zaraz łomotać, na meczach było grzecznie, "glin" na lekarstwo bo niby po co?
Fest "wiara" była, nie ma co gadać, trzymajcie się bo coraz nas mniej. Cześć "wiaruchna"!
PS.
Pierwszy film od 5:57 - tak mi się przypomniał nasz "numer" - kiedyś skrzyknęliśmy się, same chłopaki powyżej 185 cm wzrostu (wtedy ich było niewiele), zebrało się coś koło czterdziestu "wiary" i w takiej kolumnie w ciszy i spokoju zaczęliśmy rundę po czworokącie - 27 Grudnia, Marcinkowskiego, Św. Marcin i Mielżyńskich (to centrum Poznania). Sensacja była niebywała i pod koniec II rundy podjechała milicyjna suka, wysiadło trzech - "A wy to co?". Będący na samym przedzie koszykarz z Kolejarza (I liga), tak gdzieś koło 200 cm, niestety zapomniałem nazwiska, wyciągnął z kieszeni legitymację klubową i powiedział - "To trening kondycyjny, panie władzo". Gliniarz ogłupł i po chwili dobrotliwie stwierdził - "No już dobrze, dobrze, ale lepiej się rozejdźcie się".
28 czerwca 1956
Właściwie cały czas, no i te "nie" w środku zdania z pytajnikiem.sponsor pisze:W których momentach jest tam niezrozumiała gwara?
Spojrzałem skąd jesteś i wszystko jasne. Gdybym nadal mieszkał w Poznaniu to też bym tak gadał. Koszalin i inne miasta na tzw. "ziemiach odzyskanych" to swoisty mix ludzi z różnych stron (mówię o pierwszych latach) - z Polski centralnej, Wilna, Lwowa. Ci pierwsi osadnicy już wymarli, kolejne pokolenie (tak jak ja - 1960 data przyjazdu) niestety też, moje dzieci, wnuki, niektórych prawnuki dorastali wtedy gdy różne naleciałości językowe były już nieobecne i mówią językiem "szkolnym" czyli polskim literackim a najmłodsi internetowym slangiem, dla mnie coraz częściej niezrozumiałym.
Powtarzam, ja zapomniałem tej gwary, ale ją rozpoznaję i powiem więcej - jak przyjadę do siostry do Poznania na kilka dni to bezwiednie zaczynam mówić po "poznańsku".
Tak nawiasem, słyszałem, że językoznawcy chcąc postudiować np. gwarę podhalańską to muszą pojechać do Chicago bo tylko tam zachowała się w pełnej krasie.
Ale mam nadzieję, że nie poczułeś się urażony, jeśli tak, to przepraszam, nie miałem takiego zamiaru.
A tak nawiasem, czy to jedyna reakcja na mój post? Mnie się wydaje, że był wyjątkowo propoznański i prowielkopolski. Ja, choć tam nie mieszkam od 1960 roku nadal się czuję Poznaniakiem i Wielkopolaninem i szlag mnie trafia jak niektórzy ludzie z innych regionów nas lekceważą i traktują jako służki lub popychadła niemieckie. Ile polskich powstań było wygranych? Tylko jedno! Które? Wielkopolskie! Mój tata, jego bracia, kuzyni w nim byli i ja tego do śmierci nie zapomnę. Absolwentowi Liceum im. K. Marcinkowskiego po prostu nie uchodzi inaczej.
Jestem gorszego sortu...
Janek pisze: Niektórzy oglądający te filmy mogą się krzywić, że zasuwają straszną gwarą
Ale to nie jest niezrozumiała mowa. W zasadzie nie rozumiem tylko niektórych gwarowych słów, ale tak poza tym to język polski taki jak wszędzie. Tak samo jak wtrącanie tego "nie". Krzywię to ja się na dźwięk gwary kaszubskiej, która moim zdaniem zasługiwałaby na miano oficjalnego języka gdyby posługiwało się nią więcej ludzi. A poznaniacy to mieszczuchy i częstokroć ludzie wykształceni, toteż mówią ładnie. Nie to co przepici, bezzębni podlasianie, podhalanie czy spiszacyJanek pisze: Właściwie cały czas, no i te "nie" w środku zdania z pytajnikiem.
Ale co jasne? Bo ja nie jestem poznaniakiem. Fakt, mieszkam tu ale jako przyjezdny słoikJanek pisze: Spojrzałem skąd jesteś i wszystko jasne.
Dzisiaj ludzie gwarą już nie mówią, nie licząc "tejowania" i jakiś pojedynczych słów.
To prawda. Niestety po 1945 roku staliśmy się trochę nudnym krajem pod względem językowo-narodowościowym.Janek pisze: Gdybym nadal mieszkał w Poznaniu to też bym tak gadał. Koszalin i inne miasta na tzw. "ziemiach odzyskanych" to swoisty mix ludzi z różnych stron (mówię o pierwszych latach) - z Polski centralnej, Wilna, Lwowa. Ci pierwsi osadnicy już wymarli, kolejne pokolenie (tak jak ja - 1960 data przyjazdu) niestety też, moje dzieci, wnuki, niektórych prawnuki dorastali wtedy gdy różne naleciałości językowe były już nieobecne i mówią językiem "szkolnym" czyli polskim literackim a najmłodsi internetowym slangiem, dla mnie coraz częściej niezrozumiałym.
Nie poczułem się urażony i nawet nie mam pojęcia dlaczego mógłbym się takim poczuć.Janek pisze: Ale mam nadzieję, że nie poczułeś się urażony, jeśli tak, to przepraszam, nie miałem takiego zamiaru.
Powstań wygranych było więcej, chociaż to Wielkopolskie 1918-19 było największe.Janek pisze: A tak nawiasem, czy to jedyna reakcja na mój post? Mnie się wydaje, że był wyjątkowo propoznański i prowielkopolski. Ja, choć tam nie mieszkam od 1960 roku nadal się czuję Poznaniakiem i Wielkopolaninem i szlag mnie trafia jak niektórzy ludzie z innych regionów nas lekceważą i traktują jako służki lub popychadła niemieckie. Ile polskich powstań było wygranych? Tylko jedno! Które? Wielkopolskie! Mój tata, jego bracia, kuzyni w nim byli i ja tego do śmierci nie zapomnę. Absolwentowi Liceum im. K. Marcinkowskiego po prostu nie uchodzi inaczej.
Nigdy nie spotkałem się z takim postrzeganiem Poznania. W ogóle rzadko spotykam się z jakimkolwiek postrzeganiem tego regionu, ale jeśli już to raczej z pozytywnym właśnie przez pryzmat kolebki państwa, utrzymywania polskości i dwa wygrane powstania.
Aha, nie jesteś z Wielkopolski i to sporo tłumaczy w aspekcie języka. Najistotniejszy jest specyficzny akcent. Ja go słyszę, bo jestem stamtąd. On jest nawet u ludzi wykształconych.
W tym drugim aspekcie, czyli tych sług niemieckich. Może teraz to zanikło ale z racji mojej pracy zawodowej miałem liczne kontakty ogólnopolskie, głównie zbiorowe - takie spędy ludzi z całej Polski i w trakcie nich, w tzw. kuluarach, zawsze sypały się dowcipy na temat ludzi z Poznania.
Jeden przykład - jest zjazd kombatantów, ludzie z Krakowa, Warszawy, Lublina itp opowiadają jak to jako partyzanci wysadzali mosty, pisali coś tam na murach itp. A Poznaniak siedzi zdziwiony i w końcu się pyta - koledzy, jak wy to wszystko robiliście, u nas, w Poznaniu, to wszystko było surowo zabronione.
Albo z innej paczki - czym Poznaniak różni się od noża? Ano tym, że nóż należy ostrzyć a Poznaniaka tępić.
Pozdrawiam
J.
W tym drugim aspekcie, czyli tych sług niemieckich. Może teraz to zanikło ale z racji mojej pracy zawodowej miałem liczne kontakty ogólnopolskie, głównie zbiorowe - takie spędy ludzi z całej Polski i w trakcie nich, w tzw. kuluarach, zawsze sypały się dowcipy na temat ludzi z Poznania.
Jeden przykład - jest zjazd kombatantów, ludzie z Krakowa, Warszawy, Lublina itp opowiadają jak to jako partyzanci wysadzali mosty, pisali coś tam na murach itp. A Poznaniak siedzi zdziwiony i w końcu się pyta - koledzy, jak wy to wszystko robiliście, u nas, w Poznaniu, to wszystko było surowo zabronione.
Albo z innej paczki - czym Poznaniak różni się od noża? Ano tym, że nóż należy ostrzyć a Poznaniaka tępić.
Pozdrawiam
J.
Jestem gorszego sortu...

