Niezwykli staruszkowie

Rozmowy na dowolny temat, niekoniecznie górski... :)
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Niezwykli staruszkowie

Post autor: Janek »

adzwonił do mnie kolega, jakoś zeszło na dawne "koszykarskie" czasy i nie mogło się obejść bez wspomnienia o trenerze wówczas przodującej w Polsce drużynie Warty, Eugeniuszu Dylewiczu. Kolega nie wiedział czy jeszcze żyje, więc sięgnąłem do goglarki. Okazało się, że Genek Dylewicz - rocznik 1920 nadal żyje a przynajmniej żył jeszcze w 2015 bo wtedy odbierał nagrodę Prezydenta Poznania na gali seniorów poznańskiego sportu.
Genek Dylewicz to postać w sporcie dość niezwykła, bo był reprezentantem Polski nie tylko w koszykówce ale i szczypiorniaku, jak wówczas nazywano piłkę ręczną a tak amatorsko grał i w siatkówkę. Nie mam pojęcia czy jest drugi taki przypadek.
Genek Dylewicz jest absolwentem tego samego Liceum co ja (Gimnazjum i Liceum im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, popularnie nazywane Marcinek) z tym, że zdawał maturę w 1939 roku (ja w 1952 roku). Przeglądając listy absolwentów zauważyłem, że znany taternik i alpinista, Ryszard Schramm był z tego samego rocznika 1920, ale maturę zdał już w 1937 roku czyli w wieku lat 17 (jak to zrobił - to taki asumpt do dyskusji o sześciolatkach).

Profesor dr. Ryszard Schramm zmarł w 2007 i o ile dobrze pamiętam to jeszcze dwa lata przed śmiercią przeszedł, pewnie nie po raz pierwszy, klasyczną drogę na Ostrym Szczycie - tylko pogratulować.
Profesor Schramm utrzymywał kontakt z Liceum i w pewnym sensie był patronem słynnego później himalaisty, Janka Stryczyńskiego (uczestnika i lekarza wielu polskich wypraw w Himalaje z czasów Zawady. Stryczyński zdawał maturę o dwa lata przede mną, doskonale go pamiętam, niestety nie żyje od kilku lat.

Wracając do profesora Schramma - urodził się w Poznaniu ale rodzina była związana z Ziemią Sanocką, tam bywał w lecie i swoją górską przygodę zaczynał od Bieszczad (kurs taternicki skończył w 1939 roku, lecz w Tatrach zjawił się ponownie dopiero w 1946 roku). Te sanocko - bieszczadzkie czasy opisał w swoich wspomnieniach wydanych książkowo pt. "Prywatna podróż pamięci". Tą właśnie książkę chciałbym wszystkim polecić, bo jest napisana wspaniałą, barwną polszczyzną i m.in. opisuje Bieszczady, takie, których dzisiaj już nie ma, pełne górskich wsi, gęsto zaludnione itd. A także rozmaite wspomnienia rodzinne, też z czasów, których już nie ma. Polecam.

PS.
Piszę o Dylewiczu per Genek, bo mimo znacznej różnicy wieku w klubie był na per ty, nawet z najmłodszymi zawodnikami.

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/84578/pr ... oz-pamieci

_________________
Jestem gorszego sortu...
ODPOWIEDZ