Listopadowy spacer do Morskiego Oka jak zwykle mnie zadziwił …. choć może już nie powinien .
Środa, dość wcześnie rano - a na pięknie odnowionym parkingu już stało ze czterdzieści samochodów . Za mną zajeżdżają następne i załadowane z czubem busy …
Pogoda piękna, ale dawniej żywego ducha w listopadzie na szlaku się nie spotkało .
Ech..
Ostatni halny trochę narozrabiał na szlaku. Widać było świeżo usunięte z szosy drzewa, a najdłuższy skrót od Want zamknięty . Widocznie nie zdążono się uporać z wiatołomami . Trzeba było nadłożyć drogi dość długimi serpentynami.




Ciepło.... na stawie ani centymetra lodu.
Mimo wszystko można w spokoju posiedzieć na pustych kamulcach , popatrzeć na piękne otoczenie stawu, którego nigdy nie ma i nie będzie się miało się dość .
Spacerowicze pewnie w ciepłym schronisku, a mnie było szkoda widoków, choć w cieniu trochę dało się czuć chłodek listopada .
Taflę wody ubarwiały promienie idącego nisko za Mięguszowieckimi szczytami słońca, które między nimi gdzieś zdołały się przecisnąć .
Cudnie … jak zwykle.

Najwyższe szczyty lekko przyprószone, tylko Rysy dokładnie otulone śnieżną kołderką.. Na dole wiosna.

Dni teraz krótkie , trzeba częściej patrzeć na zegarek i szybciej zbierać się w drogę powrotną.
Stare schronisko odnowione, wypiękniało i wygląda jak czekoladowy, błyszczący, apetyczny pierniczek .

W powrotnej drodze na Włosienicy niespodzianka … Promocja – jazda w dół po 10 zł
Po długich namowach dałam się przekonać, a zaoszczędzony w ten sposób czas postanowiłam przeznaczyć na relaks w jaccuzi w Aqua Parku w Zakopanem .
Rozgrzeszyłam swoje sumienie - że koniom w dół lekko , a promocja godna uwagi.

Popołudnie, a na parkingu mnóstwo samochodów choć na drodze i koło schroniska nie dało się tego “ w ludziach “ odczuć.
Niestety – z relaksu w Aqua Parku nici, bo do końca listopada nieczynny
Narobiłam sobie ochoty na wygrzanie kości w basenie, więc na drugi dzień pojechałam do Vrbowa . Tam też rozgrzebany ostatnio parking koło kąpieliska skończony i można bez przeszkód podjechać pod samo wejście..
Ludzi mało, woda cieplutka, a parująca na zimnym powietrzu siara wspaniale wentyluje drogi oddechowe. No i jeszcze “plus dodatni” - 7 euro (senior) - czyli około 30 zł za cztery i pół godziny wodnych przyjemności.
O widokach po drodze nie będę pisać – cztery razy stawałam - i to niezbyt przepisowo


Piątek mglisty od rana, ale nie padało - poszłam na moje “ulubione” Krupówki.
Wróciłam jednak zadowolona, bo to był Czarny Piątek , duże zniżki w sportowych sklepach i nie tylko, więc kupiłam plecak w cenie bardzo przyzwoitej.
Wieczorem wyczytałam w internecie , że na Hrebienioku od piątku otwarta jest Lodowa Kaplica ,
Burza myśli, bo w planach był Grześ albo Kasprowy z zejściem do Gąsienicowej - jednak doszłam do wniosku, że to mi nie ucieknie, a do Smokowca może nie być okazji …
Wyjechałam wcześnie rano i już przed ósmą byłam w Smokowcu .
W Żdziarach Strednicy widok na Havrań i Płaczliwą taki, że i tu musiałam stanąć .

Samochód udało mi się postawić w miejscu bezpłatnym …. hm …. przynajmniej o tej porze roku .
Moje kochane słowackie kąty

Na Hrebieniok i z powrotem oczywiście z bucika .
Nad Tatrami cudnie ...



A nad lądem przekładaniec z chmur , błękitu i słońca ..



Po dojściu na Hrebieniok dostałam szoku … ale przytomnie zajęłam miejsce w kolejce , którą oceniłam na godzinę stania. Wpuszczano po 30 osób na 5 minut

A za niedługą chwilkę kolejka przypominała naszą na Kasprowy

Po odstaniu tej nieszczęsnej godziny – zaopatrzona w jednej ręce w aparat, w drugiej w smartfona weszłam do tej przepięknej krainy chłodu i lodu.
Nie wiadomo było czy skupić się na oglądaniu, czy robić zdjęcia … Pięć minut, to tragicznie za mało.
Kilka fotek robionych w pośpiechu w żadnym stopniu nie oddają uroku i kunsztu tego lodowego cudeńka .
Muszę przyznać że dopiero w domu na 47 calowym telewizorze w 3D przyjrzałam się dokładniej tej kapliczce





Później z pewnością nie będzie takiego zamieszania .
W ubiegłych latach w styczniu można było bez problemu wejść i posłuchać we wnętrzu - bez ograniczeń czasowych - cudnego wykonania “Czterech Pór Roku” Vivaldiego .
Mam nadzieję że uda mi się jeszcze raz tej zimy tam wrócić i już spokojnie popatrzeć - a być może też posłuchać jakiegoś stosownego do tego miejsca utworu.
Stoi tam jeszcze jedna “budowla” – ogromna kula - taka sama jak Tatrzański Dom, ale sporo większa - widoczna na zdjęciu drugiej części kolejki do wejścia.
Bardzo mnie ciekawi co tam będzie w środku eksponowane, bo przecież chyba nie wystawiono jej po próżnicy. Może rzeźby lodowe, które ostatnio rozmieszczone były na wolnym powietrzu , osłaniane płachtami od słońca, bo zima była ciepła i słoneczna ?
Na razie nie doczytałam nic na ten temat ...
Po tej wyjątkowo ekspresowej wizycie – zostały mi jeszcze dwie godziny czasu do wykorzystania, więc poszłam do Rainerowej Utulni , a potem dołem przy Wodospadach Studennego Potoka , kółeczko do Bilikowej Chaty i na Hrebieniok.
I nie ja jedna wpadłam na taki pomysł









Słońce już dość nisko, a tu jeszcze trzeba około godziny wracać do Zakopanego. Udało mi się dokładnie rozliczyć czas i przyjechać o przewidzianym do chałupy.
Zawsze mnie cieszy gdy nic nie popsuje misternej konstrukcji mojego planu – a tu niewiele brakowało przez te tłumy . Spodziewałam się że będzie dużo chętnych do oglądania , ale takie ilości mnie naprawdę mocno zaskoczyły.
No ale co się dziwić ...pogodna sobota, nowo otwarta atrakcja – a Hrebieniok to jedno z ulubionych miejsc spacerowych Słowaków … i nie tylko,
Dobrze, że nie dospałam i przyjechałam wcześnie .
Kolejny “plus dodatni” tej wycieczki …. to jej koszt - tyle co spalona benzyna...czyli 25 zł , a około 60 zostało w kieszeni
Patrząc na kamerki i zasypane śniegiem Tatry nie chce się wprost wierzyć, że jeszcze tydzień temu była w górach taka wiosna .
W niedzielę “skoro świt” trzeba było wracać do domu.
Mało, ale dobre i to
Ala




