Protest na boso
Protest na boso
Około 30 osób protestowało przeciwko transportowi konnemu na drodze do Morskiego Oka. Forma protestu - przejście trasy na bosaka.
Jestem przeciw transportowi konnemu ale forma protestu raczej ośmiesza uczestników. M.in dlatego, że jednak część protestujących była w sandałach lub klapkach, co z łatwością można było zauważyć na materiale zdjęciowym.
Jestem przeciw transportowi konnemu ale forma protestu raczej ośmiesza uczestników. M.in dlatego, że jednak część protestujących była w sandałach lub klapkach, co z łatwością można było zauważyć na materiale zdjęciowym.
Jestem gorszego sortu...
"Koń w Tatrach" - fajny temat na pracę doktorską. Zacząć należałoby od tego, że ludzie jeździli do Zakopanego grubo wcześniej niż powstała linia kolejowa z Krakowa do Zakopanego (zresztą nie odrazu, uruchamiano ją w kawałkach). Wtedy pojazd konny był monopolistą. W bliższych nam czasach czyli do 1939 roku kolej była prawie monopolistą, komunikacja autobusowaa prawie nie istniała, prywatnych samochodów osobowych było bardzo niewiele. I ten stan przetrwał prawie do połowy lat 50 - ych, przy stałym zwiększaniu się roli komunikacji autobusowej.
A jak było na drodze z Zakopanego do Morskiego Oka? Cała ta droga została zakończona w 1902 roku, odcinki bliżej Zakopanego znacznie wcześniej. Do lat 50-ych miała ona nawierzchnię ulepszoną ale nie bitumiczną, tłuczniową. Kiedyś potrafiono budować i utrzymywać takie drogi, były też specjalistyczne maszyny. Dziś to już historia, nikt tego nie potrafi, co najwyżej firmy od konserwacji zabytków.
W dwudziestoleciu do Morskiego Oka docierano raczej na piechotę, przez góry od Jaszczurówki i dalej na Psią Trawkę. Można było i dojechać, autem albo bryczką konną, ale to była droga przyjemność, aż pod samą morenę przy schronisku.W latach trzydziestych pojawiło się kilka, chyba 8-osobowych samochodów Tatra. Jeździły jako prywatne taksówki jeszcze na początku lat 50-ych. W zapiskach taternickich można spotkać informację o korzystaniu z "pojazdów 1 HP" - to żartobliwe określenie góralskiej furki jednokonnej, było to tańsze od bryczki/dorożki. O żadnych "fasiągach" czyli wieloosobowych pojazdach konnych w literaturze z tamtych lat ani słowa. Jak mi się wydaje jest to "wynalazek" ostatnich lat, któremu na siłę dorobiono rzekomą regionalną tradycję.
Do Morskiego Oka od chyba 1948 roku kursowały też autobusy kursowe PKS - wpierw prawie do moreny, potem do Włosienicy, ale to już znacznie później. Było ich kilka na dobę, było też kilka linii do Łysej Polany. O bilet na autobus w sezonie było trudno, raczej tylko w przedsprzedaży. Póżniej dołączyły autobusy wycieczkowe wynajmowane przez domy wczasowe. Nad Morskim Okiem zrobiło się geściej, ale z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że NIGDY nie tak jak to obserwujemy teraz, to jest zupełnie nieporównywalne.
Probllem rozpoczął się wraz z wzrostem ilości samochodów osobowych w rękach prywatnych. Jestem zdania, że zarówno dyrekcji TPN jak i władzom miasta Zakopanego zabrakło fantazji albo inaczej mówiąc zdolności przewidywania. Jako jedyny sposób przeciwdziałania lawinowo rosnącej ilości osób przybywających do Morskiego Oka wybrano najgorszy - czyli stopniowego zamykania ruchu dla pojazdów samochodowych - wpierw do Włosienicy, potem do Palenicy. Pojazdy konne typu "koniobus" zabierające 20 a zazwyczaj więcej osób, pojawiły się tam dopiero w momencie, ograniczenia ruchu poojazdów mechanicznych do Palenicy i zbudowania tam wielkiego parkingu. Po prostu zwietrzono interes do zrobienia a specyfika Podhala, na którym prawie są sami krewni wyraźnie w tym pomogła. Przed tym żadnych pojazdów konnych tam nie było, co najwyżej czasami jakaś dorożka konna. Rzewne opowiadanka w wieloletniej tradycji, rzekomo regionalnych fasiągach to jawne "głodne kawałki". Niczego takiego nie było i nie ma w sąsiedniej Słowacji i jakoś ludzie i turyści tam żyją.
W Bieszczadach sprawa wygląda inaczej - są to góry, nazwijmy to typu "wsternowego" i wprowadzenie tam koni jako atrakcji turystycznej ma swoje uzasadnienie i raczej nikomu nie szkodzi, naturze też. W Tatrach taka "westernowa" turystyka nigdy nie miała miejsca i nie ma żadnego uzasadnienia aby ją tworzyć
PS.
Taka ciekawostka - konie jako atrakcja turystyczna pojawiła się na plażach morskich, ale nie na tych jej odcinkach strzeżonych czyli zapchanych, w mojej okolicy np. między Unieściem i Łazami, tam jest pusto. Można wynająć konia i sobie pojeżdzić, protestów nielicznych tam plażowiczów nie wzbudza. Czasami to jest atrakcyjne - miałem okazję tam zobaczyć konia dosiadanego przez młodą i zgrabną współczesną Lady Godivę - czestne słowo - nie zmyślam!
Konkluzja końcowa:
Te fasiągi należałoby z drogi do Morskiego Oka pogonić. Niestety w warunkach miejscowych nie było, nie ma i nie będzie WOLI POLITYCZNEJ aby to dokonać, wiadomo, sami krewni.
Taka decyzja byłaby też fatalna dla Kombinatu Gastronomicznego nie wiedzieć dlaczego nazywającego się nie wiedzieć dlaczego Schroniskiem Turystycznym w Morskim Oku.
A jak było na drodze z Zakopanego do Morskiego Oka? Cała ta droga została zakończona w 1902 roku, odcinki bliżej Zakopanego znacznie wcześniej. Do lat 50-ych miała ona nawierzchnię ulepszoną ale nie bitumiczną, tłuczniową. Kiedyś potrafiono budować i utrzymywać takie drogi, były też specjalistyczne maszyny. Dziś to już historia, nikt tego nie potrafi, co najwyżej firmy od konserwacji zabytków.
W dwudziestoleciu do Morskiego Oka docierano raczej na piechotę, przez góry od Jaszczurówki i dalej na Psią Trawkę. Można było i dojechać, autem albo bryczką konną, ale to była droga przyjemność, aż pod samą morenę przy schronisku.W latach trzydziestych pojawiło się kilka, chyba 8-osobowych samochodów Tatra. Jeździły jako prywatne taksówki jeszcze na początku lat 50-ych. W zapiskach taternickich można spotkać informację o korzystaniu z "pojazdów 1 HP" - to żartobliwe określenie góralskiej furki jednokonnej, było to tańsze od bryczki/dorożki. O żadnych "fasiągach" czyli wieloosobowych pojazdach konnych w literaturze z tamtych lat ani słowa. Jak mi się wydaje jest to "wynalazek" ostatnich lat, któremu na siłę dorobiono rzekomą regionalną tradycję.
Do Morskiego Oka od chyba 1948 roku kursowały też autobusy kursowe PKS - wpierw prawie do moreny, potem do Włosienicy, ale to już znacznie później. Było ich kilka na dobę, było też kilka linii do Łysej Polany. O bilet na autobus w sezonie było trudno, raczej tylko w przedsprzedaży. Póżniej dołączyły autobusy wycieczkowe wynajmowane przez domy wczasowe. Nad Morskim Okiem zrobiło się geściej, ale z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że NIGDY nie tak jak to obserwujemy teraz, to jest zupełnie nieporównywalne.
Probllem rozpoczął się wraz z wzrostem ilości samochodów osobowych w rękach prywatnych. Jestem zdania, że zarówno dyrekcji TPN jak i władzom miasta Zakopanego zabrakło fantazji albo inaczej mówiąc zdolności przewidywania. Jako jedyny sposób przeciwdziałania lawinowo rosnącej ilości osób przybywających do Morskiego Oka wybrano najgorszy - czyli stopniowego zamykania ruchu dla pojazdów samochodowych - wpierw do Włosienicy, potem do Palenicy. Pojazdy konne typu "koniobus" zabierające 20 a zazwyczaj więcej osób, pojawiły się tam dopiero w momencie, ograniczenia ruchu poojazdów mechanicznych do Palenicy i zbudowania tam wielkiego parkingu. Po prostu zwietrzono interes do zrobienia a specyfika Podhala, na którym prawie są sami krewni wyraźnie w tym pomogła. Przed tym żadnych pojazdów konnych tam nie było, co najwyżej czasami jakaś dorożka konna. Rzewne opowiadanka w wieloletniej tradycji, rzekomo regionalnych fasiągach to jawne "głodne kawałki". Niczego takiego nie było i nie ma w sąsiedniej Słowacji i jakoś ludzie i turyści tam żyją.
W Bieszczadach sprawa wygląda inaczej - są to góry, nazwijmy to typu "wsternowego" i wprowadzenie tam koni jako atrakcji turystycznej ma swoje uzasadnienie i raczej nikomu nie szkodzi, naturze też. W Tatrach taka "westernowa" turystyka nigdy nie miała miejsca i nie ma żadnego uzasadnienia aby ją tworzyć
PS.
Taka ciekawostka - konie jako atrakcja turystyczna pojawiła się na plażach morskich, ale nie na tych jej odcinkach strzeżonych czyli zapchanych, w mojej okolicy np. między Unieściem i Łazami, tam jest pusto. Można wynająć konia i sobie pojeżdzić, protestów nielicznych tam plażowiczów nie wzbudza. Czasami to jest atrakcyjne - miałem okazję tam zobaczyć konia dosiadanego przez młodą i zgrabną współczesną Lady Godivę - czestne słowo - nie zmyślam!
Konkluzja końcowa:
Te fasiągi należałoby z drogi do Morskiego Oka pogonić. Niestety w warunkach miejscowych nie było, nie ma i nie będzie WOLI POLITYCZNEJ aby to dokonać, wiadomo, sami krewni.
Taka decyzja byłaby też fatalna dla Kombinatu Gastronomicznego nie wiedzieć dlaczego nazywającego się nie wiedzieć dlaczego Schroniskiem Turystycznym w Morskim Oku.
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Proszę Państwa - nigdy tutaj nie kryłem, że w trakcie całego swojego górskiego życia hołdowałem zasadzie, że jak w fazie podejściowej, technicznie łatwej i co tu dużo gadać, nudnej, idzie podjechać to jadę, kolejka na Kasprowy też dobra, szczególnie jak się zasuwa z ciężkim worem do Murowańca. Nie budziło to we mnie "moralnych oporów", niekiedy tutaj prezentowanych, że "prawdziwy turysta" i podobne głupoty.
Ale wszystko ma swoje granice i gdy takie luksusy transportowe i inne ułatwienia powodują, że chyba najpiękniejsze miejsce w Tatrach jakim jest otoczenie Morskiego Oka staje się w lecie jarmarkiem, śmietnikiem, burdelem, zbiegowiskiem gawiedzi, to trzeba twardo powiedzieć NIE, nawet gdy to jest okupione zasuwaniem ileś tam kilometrów na piechty. A właśnie tak jest w Morskim Oku. A umożliwiają to dwie rzeczy - olbrzymi parking na Palenicy i te cholerne fasiągi.
Kolega gb (w analogicznej dyskusji na TG) pisze, że wybawieniem mogłoby być rozwiązanie ekonomiczne - czyli fasiągi przestają się opłacać ich właścicielom. Teoretycznie słuszne ale tylko teoretycznie. Owszem, mogłoby być gdyby:
- parking na Palenicy kosztowałby np. 250 zł za 6 godzin i więcej,
- wjazd busika na parking w celu wysadzenia pasażerów np.też 250 złotych,
albo (alternatywnie) - rzetelna i bezwzględna kontrola sprawności technicznej busików włącznie z badaniem sprawności układu wydechowego,
- zakaz poostoju wzdłuż całej drogi poczynając np.od Porońca.
Gwarantuję, że przy takich ustaleniach, ilość "turystów" usychających z tęsknoty za Morskim Okiem by spadła o jakieś 95%.
Ale wiem, że to nierealne bo żadna zakopiańska władza się na to nie odważy - najbliższe wybory miałaby przechlapane a kto wie, może nawet wojewoda wywaliłby wszystkich i wprowadził zarząd komisaryczny.
Jest jeszcze inna metoda, moja i chyba nie tylko moja, prywatna - skreślić Tatry Polskie i ograniczyć się do Słowackich.
Ale wszystko ma swoje granice i gdy takie luksusy transportowe i inne ułatwienia powodują, że chyba najpiękniejsze miejsce w Tatrach jakim jest otoczenie Morskiego Oka staje się w lecie jarmarkiem, śmietnikiem, burdelem, zbiegowiskiem gawiedzi, to trzeba twardo powiedzieć NIE, nawet gdy to jest okupione zasuwaniem ileś tam kilometrów na piechty. A właśnie tak jest w Morskim Oku. A umożliwiają to dwie rzeczy - olbrzymi parking na Palenicy i te cholerne fasiągi.
Kolega gb (w analogicznej dyskusji na TG) pisze, że wybawieniem mogłoby być rozwiązanie ekonomiczne - czyli fasiągi przestają się opłacać ich właścicielom. Teoretycznie słuszne ale tylko teoretycznie. Owszem, mogłoby być gdyby:
- parking na Palenicy kosztowałby np. 250 zł za 6 godzin i więcej,
- wjazd busika na parking w celu wysadzenia pasażerów np.też 250 złotych,
albo (alternatywnie) - rzetelna i bezwzględna kontrola sprawności technicznej busików włącznie z badaniem sprawności układu wydechowego,
- zakaz poostoju wzdłuż całej drogi poczynając np.od Porońca.
Gwarantuję, że przy takich ustaleniach, ilość "turystów" usychających z tęsknoty za Morskim Okiem by spadła o jakieś 95%.
Ale wiem, że to nierealne bo żadna zakopiańska władza się na to nie odważy - najbliższe wybory miałaby przechlapane a kto wie, może nawet wojewoda wywaliłby wszystkich i wprowadził zarząd komisaryczny.
Jest jeszcze inna metoda, moja i chyba nie tylko moja, prywatna - skreślić Tatry Polskie i ograniczyć się do Słowackich.
Jestem gorszego sortu...
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
A moje zdanie jest takie, że należy zaprzestać użytkowania fasiągów i wszystkiego o jakimkolwiek napędzie do wożenia leniwych na drodze Oswalda Balzera. Te 8,5 kilometra jest do pokonania w obie strony pieszo dla każdego pełnosprawnego(*), a niepełnosprawnych można oczywiście zawozić po każdorazowym uzyskaniu zezwolenia TPN. Tu powinien być limit dzienny, a pojazdy sprawdzone pod względem emisji hałasu oraz spalin. Być może powinny to być wyłącznie autobusy (busy) TPN płatne bezzyskowo.
Oczywiście zaopatrzenie obydwu schronisk (Roztoka i MOko), wywóz śmieci, TPN, TOPR, Pogotowie Ratunkowe, Straż Pożarna i Policja powinny mieć prawo do rejestrowanego użytkowania stosownych pojazdów mechanicznych na tej drodze beż ograniczeń, ale bez prawa czynienia z nich "podwód" dla znajomków - tylko i wyłącznie pracownicy tych służb!
Takie "restrykcje" wcale nie ograniczą wpływów "kombinatu" MOko, a jedynie utrącą ostatecznie i tak od zawsze dyskusyjnego, a bezsprzecznie mocno etycznie wątpliwego procederu fasiągowego.
Wiem, że moje postulaty są "sprzeczne z interesami znajomków zakopiańskiego królika", ale można było rozwiązać sprawy organizacyjne Straży Parku, by wreszcie porządnie robiła, co do niej należy, to można i tę kwestię postawić wreszcie na właściwych nogach.
(*) - w schronisku i całym jego rejonie należy na dwie godziny przed zachodem słońca informować przez stosowne nagłośnienie, że ze względu na bezpieczeństwo, a przy okazji na oczywiste przepisy TPN przyszła pora na opuszczenie schroniska przez osoby nie nocujące tam.
Oczywiście zaopatrzenie obydwu schronisk (Roztoka i MOko), wywóz śmieci, TPN, TOPR, Pogotowie Ratunkowe, Straż Pożarna i Policja powinny mieć prawo do rejestrowanego użytkowania stosownych pojazdów mechanicznych na tej drodze beż ograniczeń, ale bez prawa czynienia z nich "podwód" dla znajomków - tylko i wyłącznie pracownicy tych służb!
Takie "restrykcje" wcale nie ograniczą wpływów "kombinatu" MOko, a jedynie utrącą ostatecznie i tak od zawsze dyskusyjnego, a bezsprzecznie mocno etycznie wątpliwego procederu fasiągowego.
Wiem, że moje postulaty są "sprzeczne z interesami znajomków zakopiańskiego królika", ale można było rozwiązać sprawy organizacyjne Straży Parku, by wreszcie porządnie robiła, co do niej należy, to można i tę kwestię postawić wreszcie na właściwych nogach.
(*) - w schronisku i całym jego rejonie należy na dwie godziny przed zachodem słońca informować przez stosowne nagłośnienie, że ze względu na bezpieczeństwo, a przy okazji na oczywiste przepisy TPN przyszła pora na opuszczenie schroniska przez osoby nie nocujące tam.
Ostatnio zmieniony wt 04 paź, 2016 przez Zygmunt Skibicki, łącznie zmieniany 2 razy.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Tomku - jak mi się zdaje a to ja jestem inżynierem mechanikiem, to taki wózek jak w Łebie nie poradziłby sobie na drodze do Morskiego Oka. O ile wiem takie badania były prowadzone i skończyły się niepowodzeniem.
Ale liczmy na Don Matteo, słynnego eksperta od wyprowadzenia III RP na pozycję światowej potęgi w dziedzinie pojazdów elektrycznych.
Ale liczmy na Don Matteo, słynnego eksperta od wyprowadzenia III RP na pozycję światowej potęgi w dziedzinie pojazdów elektrycznych.
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Wszystko kwestia zastosowanych silników. Generalnei da się zrobić, w dodatku gdyby zastoswoać odzysk energii to prawie cała energia zużyta na zdobywanie wysokości byłaby zwracana do akumulatorów w zjezdzie, nawet hamulców nie trzeba byłoby używać.Janek pisze: to taki wózek jak w Łebie nie poradziłby sobie na drodze do Morskiego Oka. O ile wiem takie badania były prowadzone i skończyły się niepowodzeniem.
Wątpię, przecież większosc i tak zasuwa z buta po asfalcie. No chyba ,ze chcemy też zaorać parking na Palenicy, ale jakos w tym roku jak parkignu było półto chyba niewiele to dało.Janek pisze: Gwarantuję, że przy takich ustaleniach, ilość "turystów" usychających z tęsknoty za Morskim Okiem by spadła o jakieś 95%.
Tyle, że to już jest 17km/4,5h robionych bez sensu po asfalcie. Jak celem jest Morskie Oko to ok, ale jak chce się isc dalej to już zaczyna czasu brakować czasem.Zygmunt Skibicki pisze:A moje zdanie jest takie, że należy zaprzestać użytkowania fasiągów i wszystkiego o jakimkolwiek napędzie do wożenia leniwych na drodze Oswalda Balzera. Te 8,5 kilometra jest do pokonania w obie strony pieszo dla każdego pełnosprawnego
Przyznaje się, że asfaltem do góry ostatni raz szedłem na jakiejs szkolenej wycieczce, odtąd do Morskeigo Oka zawsze chodzę przez góry.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Już dawno nie jestem młodym ścigantem, a idąc pod górę pod plecakiem także ze szpejem, a to nigdy nie jest maleńki jednodniowy plecaczek! - nadal wyprzedzam zawsze kilka fasiągów, a nie chodzę w górę tak zwanymi skrótami, więc argument, że jak iść dalej, to fasiąg coś rozwiązuje czasowo, jest kompletnie chybiony. Mało tego, lepiej być rozgrzanym marszem pod górę niż ścierpniętym i wychłodzonym na fasiągu, gdy planuje się jakieś wyższe wejście niż tylko... schodki do morskoocznej jadalni. Zatem... ten spacer po asfalcie ma jednak sens i to spory także z tego względu, że po drodze warto choćby tylko przeczytać tablice tam postawione...mefistofeles pisze:Tyle, że to już jest 17km/4,5h robionych bez sensu po asfalcie. Jak celem jest Morskie Oko to ok, ale jak chce się isc dalej to już zaczyna czasu brakować czasem.
Prawda o wyższych peregrynacjach jest natomiast taka, że jeśli tylko Czarny Staw, to... pitek, ale jak Rysy, to i tak w jeden dzień nie należy tego robić, bo na koniec w najlepszym wypadku wychodzi Balzer po... ciemku. Ale jeśli Rysy od Palenicy i zejście do Popradskiego Stawu, to letni dzień jest w sam raz.
A poza tym... górską wycieczkę zawsze należy planować na swoją miarę i warunki pogodowe oraz wszelkie inne uwarunkowania, a nie upierać się, że to co chcę, to zrobię, a wszystko inne musi do tego dopasować... się.
Może się doczekam, że będzie można bez strachu pójść do MOka szlakiem Praojców przez Liliowe, Zawory oraz Wrota i to nie tylko wspinaczkowo, a tak normalnie... transportowo.mefistofeles pisze:do Morskeigo Oka zawsze chodzę przez góry.
Chyba bardzo grubo przesadziłeś z tym szacunkiem...Janek pisze:Gwarantuję, że przy takich ustaleniach, ilość "turystów" usychających z tęsknoty za Morskim Okiem by spadła o jakieś 95%.
Ilość ludzi dochodzących do MOka jest moim zdaniem dużo skuteczniej limitowana pojemnością parkingów na Palenicy i na Łysej po obydwu stronach granicy.
Zawsze to mówiłem i powtarzam, że fasiągi nie mają żadnego wpływu na obroty i dochody MOka.
Co do możliwości zastosowania dzisiejszych "meleksów" itp. na Balzerze w pełni się zgadzam: za cholerę nie dadzą rady nawet latem, a po śniegu... zapomnij! Nie te moce!
Poza tym... skąd na Palenicy wziąć tyle prądu, by na okrągło ładować tą ilość potężnych akumulatorów?
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Ale czym wy się ludzie przejmujecie?
Przecież to bardzo dobrze że takie tłumy walą nad Morskie Oko, dzięki temu w innych miejscach jest luźniej. Jak dla mnie to tych fasiągów może tam i setka dziennie jeździć.
Gdy wybieram się w tamten rejon to i tak jestem na tyle wcześnie że koniowozy jeszcze nie kursują, a wracam zwykle po zmroku więc też jest spokój.
Co zaś do koni to w ogóle pic na wodę cała ta afera. Przez tyle lat padł na tej trasie bodaj jeden, i to też nie dlatego że był przemęczony, a po prostu miał jakąś wadę wrodzoną. Fasiągami jeździ max 12 osób, pamiętam czasy gdy było to 20 i więcej.
I jeszcze to durne hasło "ratujmy konie z Morskiego Oka" - ktoś konia pytał czy mu tam tak źle że wolałby trafić od razu do rzeźni zamiast wozić turystów? Bo przecież "zieloni" nie wykupią ot tak 300 czy więcej koni i nie puszczą ich na wiecznie zielone
łąki 
Przecież to bardzo dobrze że takie tłumy walą nad Morskie Oko, dzięki temu w innych miejscach jest luźniej. Jak dla mnie to tych fasiągów może tam i setka dziennie jeździć.
Gdy wybieram się w tamten rejon to i tak jestem na tyle wcześnie że koniowozy jeszcze nie kursują, a wracam zwykle po zmroku więc też jest spokój.
Co zaś do koni to w ogóle pic na wodę cała ta afera. Przez tyle lat padł na tej trasie bodaj jeden, i to też nie dlatego że był przemęczony, a po prostu miał jakąś wadę wrodzoną. Fasiągami jeździ max 12 osób, pamiętam czasy gdy było to 20 i więcej.
I jeszcze to durne hasło "ratujmy konie z Morskiego Oka" - ktoś konia pytał czy mu tam tak źle że wolałby trafić od razu do rzeźni zamiast wozić turystów? Bo przecież "zieloni" nie wykupią ot tak 300 czy więcej koni i nie puszczą ich na wiecznie zielone
Każdemu jego Everest...
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Też stosuję tę metodę i jest nas zapewne sporo, bo takich raniuteńko widuję, ale ten wątek został wywołany... chyba nie po to, byśmy uradzili, jak omijać tłumy na Asfalt Avenue...andy67 pisze:Gdy wybieram się w tamten rejon to i tak jestem na tyle wcześnie że koniowozy jeszcze nie kursują, a wracam zwykle po zmroku więc też jest spokój.
Mam sporo rodziny na wsi i w czasach mojej młodości jeździłem do nich na wakacje, a tam widziałem, że konie też tam padały z przepracowania, co w niczym nie odróżnia sytuacji padnięcia pod ciężarem zarobkowego fasiąga. Pięknoduszne fajerwerki zzieleniałych ze złości wcale mnie nie ruszają...
Mnie po prostu nie odpowiada to wożenie tyłków na Włosienicę i wrzaskliwe potem wylegiwanie się nad wodą oraz wrzucanie do niej wszystkiego, co tylko znajdzie się pod ręką. Zwyczajnie... bym wolał, by tam tych tłumów nie było. Myślę, że akurat tych najbardziej leniwych "turystów" likwidacja fasiągów by skutecznie zniechęciła.
Wyraziłem tylko moje zdanie, a realia i rozsądek pewnie już do śmierci będą mnie zmuszały do wstawania bladym świtem, by iść nie tylko do MOka w ciszy i spokoju, a potem od razu zmykać wyżej zanim do schroniska dociągną wszystkożerne chmary stonki.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Bo fasiąg jest bez sensu. Ale bus pokonujacy trasę w 30 minut byłby już rozwiązaniem. Pod warunkeim jednakże zachowania przepustowosci, ale to można rozwiązać licencjami. No i ceną - w Łebie rok temu wolałem dymać z buta z 4latkiem (nie narzekał) niż w obie strony jechać. Ale wracaliśmy już busikiem bo młody się wymeczył bieganiem po najwiekszej piaskownicy jaką widział w życiu.Zygmunt Skibicki pisze:nadal wyprzedzam zawsze kilka fasiągów, a nie chodzę w górę tak zwanymi skrótami, więc argument, że jak iść dalej, to fasiąg coś rozwiązuje czasowo, jest kompletnie chybiony
Zwracam uwagę, że w kwestii akumulatorów i napedów elektyrcznych mamy włąsnie małą rewolucję i dziś elektryczne osóbówki mają zasięg 400km i osiagi superaut (Tesla S). Więc nie ma problemu by taki meleks dał sobie radę na tej drodze, tym bardziej, że silnik elektryczny jest dużo bardziej sprawny od spalinowego (maksymalny moment od zerowych obrotów), oczywiscie te z Łeby by rady nie dały, ale takie rzeczy zwykle są budowane na zamówienie.Zygmunt Skibicki pisze:Co do możliwości zastosowania dzisiejszych "meleksów" itp. na Balzerze w pełni się zgadzam: za cholerę nie dadzą rady nawet latem, a po śniegu... zapomnij! Nie te moce!
Poza tym... skąd na Palenicy wziąć tyle prądu, by na okrągło ładować tą ilość potężnych akumulatorów?
Gdyby pierwszy kurs takiego busa był np o 6 (albo chociaz 7) rano to zoabcz jakie by to otwierało mozliwsoci przed turystami. A stonka o tej godzinie i tak śpi.Zygmunt Skibicki pisze: Wyraziłem tylko moje zdanie, a realia i rozsądek pewnie już do śmierci będą mnie zmuszały do wstawania bladym świtem, by iść nie tylko do MOka w ciszy i spokoju, a potem od razu zmykać wyżej zanim do schroniska dociągną wszystkożerne chmary stonki.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
W czasie 30-tu minut to jedzie pod górę TOPR w akcji, na sygnale, bo inaczej to by się ludzie idący nie zdołali pousuwać przed nimi na boki, więc może nie szarżujmy z tym czasem.mefistofeles pisze:bus pokonujacy trasę w 30 minut byłby już rozwiązaniem
Daj Boże, ale póki nie zobaczę, to... poczekam. Zmienić zdanie, gdy nastąpią zupełnie nowe i ekonomicznie dostępne uwarunkowania, to nie jest wstyd.mefistofeles pisze:w kwestii akumulatorów i napedów elektyrcznych mamy włąsnie małą rewolucję...
Może inaczej rozumiemy pojęcie turysta, ale ci których ja nazywam turystami, w ogóle nie potrzebują takich atrakcji jak podwożenie z Palenicy na Włosienicę.mefistofeles pisze:Gdyby pierwszy kurs takiego busa był np o 6 (albo chociaz 7) rano to zoabcz jakie by to otwierało mozliwsoci przed turystami.
Mam w dużym stopniu uzasadnione podejrzenie, że utrzymywanie stanu: stonka dociera tylko do schroniska i biwakuje karmiąc kaczki i pstrągi, bardziej ambitni robią turę wokół jeziora, a ci ambitniejsi co najwyżej wyłażą na próg Czarnego Stawu... akurat pasuje dyrekcji TPN. Coś poświęcają "na straty" dla ochrony znacznie większej sprawy. Jak na Balzerze zwiększą to co nazywasz przepustowością, to granica może się przesunąć pod Bulę, Wrota i na Szpiglasa, a to już poważne ryzyko znacznego wzrostu kontuzji i wypadków.
Ułatwianie wnikania większych tłumów wgłąb Parku, to nie jest akurat to, o czym może marzyć rozsądny tatromaniak.
Też tak podejrzewam.Janek pisze:Żadnych elektrobusów nie będzie.
Mafii fasiągowej też nikt nie ruszy, ale... pomarzyć czasem miło.
Ostatnio zmieniony wt 04 paź, 2016 przez Zygmunt Skibicki, łącznie zmieniany 1 raz.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
A za chwilę w Święto Pracy, Święto Flagi i Święto Konstytucji kolejny, ale już "domowy" Incitatus będzie... rżał!Janek pisze:Koń potęgą jest i basta.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Wracając do początku czyli do tych bosych. Ja bardzo szanuję pobudki Zielonych i innych ekologów ale się pytam dlaczego oni są wciąż takimi idiotami co sobie strzelają w własne stopy. Czy oni naprawdę myślą, że wystarczy zgromadzić gromadkę nieogolonych obszarpańców aby coś skądinąd słusznego wywalczyć. Zwłaszcza, że nawet nie potrafią wyegzekwować od tych nobszarpańców, że jak boso, to boso a nie w klapkach lub sandałkach. Gdyby rzeczywiście chcieli zrobić coś fajnego to by się trochę postarali i przebrali za turystów z dwudziestolecia i nie maszerowali jak głupki po szorstkim asfalcie ale po starej trasie z Jaszczurówki przez Psią Trawkę - do Jaszczurówki udało by się zwabić media, dalej senne marzenia.
Nieodmiennie powtarzam, że najgorszymi wrogami natury są właśnie ekolodzy i zieloni.
Nieodmiennie powtarzam, że najgorszymi wrogami natury są właśnie ekolodzy i zieloni.
Jestem gorszego sortu...

