Zapraszam
Projekt Hlinska
Projekt Hlinska
A maszandy67 pisze:No i?
Projekt Hlinska
Brzmi bardzo dumnie jak bym co najmniej wchodził na 15 ośmiotysięcznik. Nic bardziej mylnego. Ot dolina w której jeszcze nie byłem i to chyba ostatnia tak duża. Nigdy nie było mi po drodze aby tam ją odwiedzić. Kilka razy już wchodziłem na Koprowy szczyt ale zawsze od strony doliny Mięguszowieckiej. Chyba w tamtym roku bo już dokładnie nie pamiętam właśnie wpadłem na pomysł że obejdę ją takim oto sposobem. Wyjdę z Kuźnic przez Zawrat, Zawory i w samej Hlinskiej zanocuję. A dnia następnego wejdę na Koprowy szczyt. Niestety warunki pogodowe szybko zweryfikowały moje plany. Do tego stopnia, iż udało mi się tylko dojść do Zaworów gdzie z braku rakiet poddałem się. Teraz przerzuciłem ten plan na warunki letnie. I tak spoglądając na pogodę mam dwa pełne dni pięknej słonecznej pogody. Wychodzę w czwartek z samego rana. Nie spieszy mi się gdyż mam tylko dojść do Hlinskiej a tam poszukać miejsce pod spanie. Po dojściu do Hali Gąsienicowej zmieniam jednak plan obawiając się masy ludzi na Zawracie. Dlatego wybieram Świnicką przełęcz i docelowo samą Świnicę. Dojście na Świnicę nie zajmuje mi dużo czasu. Tu na szlaku od przełęczy już jest trochę ludzi. Mijam ich po kolei nie zwracając uwagi gdzie kto lezie. Dopiero laska na łańcuchach podnosi mi ciśnienie. Robi się niezły zator bo panna mając słabe bicki postanawia w połowie odpocząć i ciul że pod nią i nad nią wiszą ludzie. Po steku przekleństw w jej stronę w ten deseń „róż no dziewczę swoją pupę bo ciśnienie pnie mi się do mózgowia” a tak na serio kilka wyrazów na „ka” i parę na „ch” i jeden na „s” do pierdziela, który coś tam tłumaczył że nie możemy słabym odbierać szansy na poznanie gór. W końcu panna mobilizuje się a korek znika w mig. Dochodząc do Zawratu tak jak przypuszczałem piknik w najlepsze. Ale nie ma się co dziwić jest to chyba ostatni tych wakacji tak ciepły dzień. Już jestem na ścieżce zejściowej z Zawratu i niecierpliwię się kiedy z niej zejdę w stronę Gładkiej przełęczy. Ten kawałek Tatr jest jednym z najpiękniejszych. Bardzo lubię tu przebywać. A jak mnie najdzie to sobie kilka dni posiedzę pod Gładką nic nie robiąc. No może kawę będę pił i muzyki słuchał. Z zimowego podejścia gdzie był twardy lód nie pozostało nic. A miałem nadzieje że oprze się słońcu ale jednak słońce to jest siła. Zapomniałem Wam powiedzieć, że oczywiście pustka w tej okolicy. Liczne kozice nawet na mnie nie patrzą odwracając w moją stronę swoje dupska. Schodzę na przełęcz a z niej w dół do czerwonego szlaku. To tam dla mnie otwiera się nieznane. Pali słońce moją twarz jak ja kocham takie ciepło. Nie jest ciepło jest bardzo gorąco. W niczym mi to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie wszystkie członki mam wystawione na grzanie. No może nie wszystkie. Początek szlaku wiedzie po starym ciemnym bardzo przyjemnym lesie. Sam szlak nie jest ani uciążliwy ani senny. Sennie wpływa na mnie potok, który raz jest blisko mnie z raz mnie zostawia sam na sam z doliną. Jestem na górnym piętrze i nie jest ciekawie bo po pierwsze wczesna godzina a po drugie tu już ludzi jest trochę więcej. Postanawiam wejść na Koprowy szczyt. Pozostanę tam do wieczora fotografując a potem w świetle czołówki zejdę nad Hińczowy staw. O godzinie 15 jestem na Koprowym szczycie. Cała wycieczka zajęła mi kurde ile to jest od szóstej rano do piętnastej? Nieważne ważne jest to, że pod samym szczytem są dwie piękne platformy z pięknymi i murkami skalnymi. Ostatni turyści schodzą ze szczytu i… zostaję sam plus później dojdzie do mnie a raczej w moje sąsiedztwo słowacki fotograf. Krótka wymiana słów ja do niego w kilku językach miedzy innymi po japońsku, senegalsku i w starocierkiewnym języku ukraińskim. On do mnie tylko „nazdar” i „do pici”. Pewnie po swojemu. Facet fotografuje same stawy a raczej na nie padające światło Dobrze że są na tym świecie normalni ludzie. Po początkowym całkowitym zamgleniu następuję coś co choć po części udało mi się sfotografować na długo pozostanie w mojej pamięci. Słońce oraz chmury starają się na mnie wywrzeć wrażenie. Za podkład muzyczny do tego spektaklu występuje kolor. Kilkaset zdjęć w jednej chwili, migawka krzyczy człowieku dajże spokój. A ja od czasu kiedy zamieniłem velvię 50 na cyfrowy negatyw nie ma u mnie zmiłuj się. Choć i tak z tych wszystkich zdjęć wybiorę kilka. Końcowe sekundy tego pokazu wypełnia zachodzące słońce. Cisza zupełna. Nie ma braw nie ma gwizdów nie ma owacji na stojąco. Czekam na bis ale chyba ten numer nie przejdzie. Siadam na dużym ciepłym kamieniu w nadziei, że coś się jeszcze wydarzy. Tylko wiatr przypomina mi, że tutaj nie jestem sam on też od czasu do czasu odwiedza mnie. Patrzę na niebo które ciemnieje w oczach. Gwiazdy sputniki samoloty …

