Szybkie pakowanie i wyjazd - zanim kolejna odsłona portali pogodowych pokaże , że zamiast wyżów nadeszły niże, zamiast słoneczka będzie lało i wiało.
Nadzieja że choć dwie wycieczki uda się zrobić dodawała oktanów w baku Puntusia, który cisnął radośnie znaną trasą na południe.
Po rozpakowaniu manatków przy ładnej pogodzie wybrałam się na Gąsienicową, ale wskutek zapowiadanych zresztą zmian - przelotnych opadów i zachodzących nad górami chmur skończyło się w Muzeum przy Drodze na Antałówkę na wystawie poświęconej Witkacemu.
1.

Tym razem postanowiłam zajrzeć do sąsiadów, a ponieważ obiecałam Hani pokazać tamte strony odmeldowałam się zaraz po przyjeździe . Po drugiej stronie “kabla” zamiast radości – konsternacja... zmiana turnusu we wszystkich pokojach, brak zastępstwa do roboty i innych spraw ….nic do niczego nie pasuje...
A tu wymarzona wycieczka na Symbolicky Cintorin pod Osterwą i na Osterwę.
Za chwilę telefon od Hani że jednak jedzie. Część spraw zostawi na “jakoś to będzie”, robotę zrobi po wycieczce
Wyruszyłyśmy o piątej rano... a właściwie trochę później, bo mój samochód został tak dokładnie zastawiony trzema innymi, że na ten widok mało nie dostałam szału.
Piąta godzina, cała chałupa pogrążona w błogim śnie …
Nerwowe myśli - od kogo zacząć budzenie ? .
Od gaździny nie ma co zaczynać, bo znając sytuację - na sto procent nie będzie wiedziała czyje to auta ..
Z czarnej rozpaczy postanowiłam spróbować wydostać się tyłem, szparką którą mi łaskawie zostawiono (po milimetrze odstępu z obu stron) - a żeby nie było tak łatwo z tyłu stał zbyt blisko zaparkowany kolejny samochód. Kombinowałam z 15 minut ale dałam radę i jestem z siebie dumna że nie obdarłam ani jednego
Wszystkie trudy i cierpienia wynagrodziła mi piękna pogoda i widoki z podejścia na Przełęcz.
Oczywiście pokazałam Hani cmentarz, o którym jej kiedyś opowiadałam i narobiłam chęci do zwiedzenia.
2.

3.

4.

5.

6.

7.

8.

9.

Trochę powyżej Przełęczy sesja zdjęciowa z udziałem modelki : młodziutkiej, chudziutkiej, zgrabniutkiej i pięęęęknej oczywiście
10.

11.

12.


13.

14.

Niektóre kwiatki jeszcze w pąkach.
15.

16.

tylko pojedyncze sztuki rozkwitnięte
17.

Wróciłyśmy koło dwudziestej .
Ja prysznic i do łóżka, a moja dzielna koleżanka nawet nie usiadła, tylko z marszu przygotowała do dwunastej w nocy cały kwartał chałupy dla gości którzy mieli przyjechać w następnym dniu .
Szacunek dla góralskiej wytrzymałości , mnie się słabo robiło na samą myśl o takiej robocie
Niestety, na kolejną jutrzejszą wycieczkę o piątej rano już nie miała siły. Pojechałam sama do Wielickiej i na Kvetnicowe Ogrody.
Nie będę się rozpływać w zachwytach, kto był to wie, a dla tych co nie byli – trochę fotek.
No taki wschód słońca mógł zwiastować tylko jedno : cudną pogodę
18.

19.

20.

21.

22.

23.

24.

Podejrzałam sobie obiektywem co się dzieje na Małej Wysokiej.
25.

i na Polskim Grzebieniu
26.

27.

28.

29.

30.

31.

32.

Jedno co mnie zdziwiło, to fakt, że nie widziałam żadnego zwierzaka, a tam zazwyczaj można było natknąć się na świstaki i kozice. Może dlatego że kręciło się trochę ludzi...
Świstaki było słychać gdzieś daleko, pod skalnym murem .
Za to na niebie były chmurowe cudeńka i one dostarczyły mi sporo uciechy, bo uwielbiam takie widowiska.
33.

34.

35.

36.

37.

38.

39.

40.

Zamiast świstaka ...
41.

W trzecim dniu pogoda się miała popsuć około południa, więc wybrałam się blisko – do Dolinki ku Dziurze.
42.

43.

44.

Miło, lekko i przyjemnie a po południu powrót do domu, bo wiadomo – co dobre szybko się kończy.
STANOWCZO ZA SZYBKO.
Ala

Panoramki:






