Też byłem w Zakopanem . Plan był taki że nocuję w Chochołowskiej potem robię pętlę schodzę do Kościeliskiej i idę na Czerwone Wierchy. Z Kasprowego do Murowańca i potem na Krzyżne. Z Krzyżnego do Piątki. Z Piątki do Moka a z Moka na Wrota Chałubińskiego. Śliczny plan. Nieprawdaż.
O 7:00 wyjechałem z Gdańska a o 20:00 tego samego dnia zameldowałem się w schronisku na Chochołowskiej. Kiedy jechałem busem na Kiry grzmiało, lało i wiało. Wysiadłem to akurat przestało a im dalej szedłem tym robiło się coraz bardziej słonecznie.

Niestety droga do schroniska uświadomiła mi jaki jestem słaby. Pocieszałem się jeszcze że jutro jak wstanę może będę lepiej się czuł. Niestety rano czułem się zmięty jak szmata do wycierania podłogi. Zdałem sobie sprawę że albo wszedłbym na Wołowiec i po jednym dniu bezsilny musiałbym wracać do domu. Zmieniłem plan.
Wróciłem na busa. Zjechałem do Zakopanego. Stamtąd ruszyłem do Kuźnic. Wyszło że rano piłem kawę w Chochołowskiej a w południe w Murowańcu. Jakby niebyło byłem w punkcie który przewidywał mój pierwszy plan tyle że odcinek graniowy pokonałem dołując busem.

Na noc wróciłem do Zakopca. Następnego dnia poszedłem do Moka. Pochwalę się, nie byłem taki słaby. Na kamiennych skrótach raźno łykałem zrozpaczone kolonie. Niezły wynik, co?
Wypiłem kawę, obszedłem Morskie Oko i wróciłem do Palenicy.


Na drugi dzień wjechałem kolejką na Kasprowy. Kawa i zjechałem.


Nie zrealizowałem pierwotnego planu ale też pohamowałem wodze fantazji co prawdopodobnie uchroniło mnie przed walką o metry z powodu braków kondycyjnych, co mi się wcześniej zdarzyło.
Z górskim


