Zawsze coś

Wspomnienia z pobytu w górach, relacje, plany wyjazdów.
ODPOWIEDZ
lukka

-#3
Posty: 179
Rejestracja: wt 02 paź, 2012

Zawsze coś

Post autor: lukka »

Zaglądam na forum a tu cisza. Nawet relacja Zakochanych została bez odzewu.
Też byłem w Zakopanem . Plan był taki że nocuję w Chochołowskiej potem robię pętlę schodzę do Kościeliskiej i idę na Czerwone Wierchy. Z Kasprowego do Murowańca i potem na Krzyżne. Z Krzyżnego do Piątki. Z Piątki do Moka a z Moka na Wrota Chałubińskiego. Śliczny plan. Nieprawdaż.
O 7:00 wyjechałem z Gdańska a o 20:00 tego samego dnia zameldowałem się w schronisku na Chochołowskiej. Kiedy jechałem busem na Kiry grzmiało, lało i wiało. Wysiadłem to akurat przestało a im dalej szedłem tym robiło się coraz bardziej słonecznie.

Obrazek

Niestety droga do schroniska uświadomiła mi jaki jestem słaby. Pocieszałem się jeszcze że jutro jak wstanę może będę lepiej się czuł. Niestety rano czułem się zmięty jak szmata do wycierania podłogi. Zdałem sobie sprawę że albo wszedłbym na Wołowiec i po jednym dniu bezsilny musiałbym wracać do domu. Zmieniłem plan.
Wróciłem na busa. Zjechałem do Zakopanego. Stamtąd ruszyłem do Kuźnic. Wyszło że rano piłem kawę w Chochołowskiej a w południe w Murowańcu. Jakby niebyło byłem w punkcie który przewidywał mój pierwszy plan tyle że odcinek graniowy pokonałem dołując busem.

Obrazek

Na noc wróciłem do Zakopca. Następnego dnia poszedłem do Moka. Pochwalę się, nie byłem taki słaby. Na kamiennych skrótach raźno łykałem zrozpaczone kolonie. Niezły wynik, co?
Wypiłem kawę, obszedłem Morskie Oko i wróciłem do Palenicy.

Obrazek

Obrazek

Na drugi dzień wjechałem kolejką na Kasprowy. Kawa i zjechałem.

Obrazek

Obrazek

Nie zrealizowałem pierwotnego planu ale też pohamowałem wodze fantazji co prawdopodobnie uchroniło mnie przed walką o metry z powodu braków kondycyjnych, co mi się wcześniej zdarzyło.
Z górskim
Spadają deski
Ze smreków strzelistych
Robiąc bałwana
Z zielonego turysty
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

No cóż, czasem trzeba i tak. Góry nie uciekną, a bez kondycji to żadna przyjemność.
Podobny był mój zeszłoroczny "powypadkowy" wrześniowy wyjazd ze świeżo zrośniętą nogą. Gęsia Szyja to największa "zdobycz", poza tym Kopieniec, Nosal, Chochołowska, Kościeliska i wjazd na Kasprowy. Ale też było fajnie, przynajmniej nie czekałem kolejny rok na Tatry.
Teraz też kondycja nie rewelacyjna, ale jakoś daję radę doczłapać się np. na Grzesia czy Czerwone Wierchy. A jeszcze parę dni przede mną.
Tylko te pęcherze mnie wkur...ją, ciągła walka z butami, skarpetami, plastrami ... ;-)

Ale co ja tu robię o 2 w nocy, jak rano trzeba wstać? 8)
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Angie84

-#5
Posty: 632
Rejestracja: śr 07 mar, 2012
Lokalizacja: Sosnowiec
Kontakt:

Post autor: Angie84 »

Czasami i taka wyprawa może człowieka napełnić radością przebywania w górach, nawet jeśli plan był zgoła zupełnie inny. Jak się mówi: jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma... Jak na taki krótki wypad duuużo się działo :)

Andy a twoja relacja gdzie? Czy może jeszcze nie wróciłeś? :-)
Wyruszyć tam, gdzie sięga wzrok, by dojść hen za horyzont. Trzeba tylko zrobić krok, by zacząć iść tym szlakiem...
https://picasaweb.google.com/lh/myphotos
ODPOWIEDZ