Osobiście myślałem że dawno wyrosłem z denerwowania się meczami, ale jednak napięcie pozostaje. Jestem z rocznika 90. i w zasadzie nie przeżyłem żadnego sukcesu polskiej piłki. Największymi osiągnięciami były same awanse do turniejów (2002, 2006, 2008, 2016) i przeboje pucharowe epizody Wisły, Groclina, Lecha i Legii (bez większych szałów).
Głód jest niesamowity, ale praktyka pokazuje że ciężko Polsce wyjść z grupy dopóki finały nie będą rozgrywane jesienią
Faworyci? Potencjalne czarne konie?




