Małżonek rozgrzebał remont na działce a ja nie byłam koniecznie tam potrzebna.
Prognozy pogody nie były rewelacyjne, ale mnie się już bardzo chciało zobaczyć Tatry, więc wybrałam się z wielką nadzieją że nie będzie źle. I nie było.
Trochę chmur nad samymi Tatrami, niegroźnych - bez wiatru, deszczu no i burz. Poza tym dużo słońca i ciepło, a nawet gorąco.... no i o to mi chodziło
Ponieważ wyżej „rozciapana zima” a niżej cudna zielona wiosna z młodymi listkami na drzewach i mnóstwem kolorowych kwiatów na zboczach, więc nad wyborem szlaków nie było się co długo zastanawiać.
Zaraz po przyjeździe dość późno poszłyśmy na Kopieniec Wielki przez Polanę Olczyską, z zejściem do Jaszczurówki.
Zbocza Kopieńca całe w prymulkach, goryczkach i innych kolorowych nieznanych mi z nazwy kwiatkach. Do tego delikatna zieleń modrzewi i białe góry odcinające się na tle ciemniejszych chmur podświetlone „punktowo” promieniami słońca.... No i zapach wiosny ….
Żadne zdjęcie tego nie odda.
1

2.

3.

4.

5.

Po wycieczce miałam zamiar iść do Aquaparku przy Jagiellońskiej na jacuzzi, ale zanim zdążyłam się przebrać po powrocie do chałupy – telefon od Hani z zaproszeniem na grilla, którego jej mąż już rozpalił i przygotował .
Wspaniały, wesoły, ciepły wieczór spędzony z przemiłymi gospodarzami, ich rodzinką i przyjaciółmi z sąsiedztwa.
Wróciłam do chałupy kiedy już wszyscy spali głębokim snem i nawet się nie przyznam o której godzinie
W kolejnym dniu równie lajtowa wycieczka na Sarnią Skałę, a po obiedzie (u Hani naturalnie ) wybrałam się w końcu do Aquaparku na jacuzzi.
Fajny relaks po powrocie z gór .
Wieczór poświęciłam mojej gaździnie, bo w końcu nie zdążyłybyśmy “odprawić” naszych tradycyjnych pogaduszek i byłoby jej przykro.
6.

7.

8.

9.

10.

Poniedziałek piękny ale od wtorku miało być załamanie pogody, więc postanowiłam późniejszym popołudniem wracać. Dni teraz długie, można jeszcze w dniu wyjazdu coś krótszego zrobić.
Po porannych pogaduszkach z Panią Zosią poszłyśmy z Hanią na Rusinkę i Wiktorówki.
Jak tam było cudnie, to nawet nie będę pisać...
Bacówka już działa, można się objeść góralskimi pysznościami
11.

12.

13.

Po powrocie obiad (wiadomo gdzie
Podjechałam jeszcze na chwilkę na Bachledzki Wierch popatrzeć na panoramę gór.
Jeśli mam taką możliwość lubię się w ten sposób pożegnać z Tatrami … zawsze z nadzieją że nie na długo.
14.

15.

A tak w ogóle – to Wiosna !!!
Kwiatowo, kolorowo, pachnąco ...
16.

17.

18.

19.

i zielono
20.

21.

22.

Sporo szlaków zostało wyremontowanych. Najwięcej uciechy sprawił mi elegancko naprawiony szlak z Czerwonej Przełęczy do Strążyskiej. Nie dość że tam dość ostro, to jeszcze był tragicznie pozarywany i koślawy.
23.

Na Przełęczy postawiono ławki, bo wiadomo – tam wszyscy odpoczywają po trudach dojścia. Ładnie to raczej nie wygląda, ale jakaś tam wygoda dla turystów jest...
24.

Zagrodzono i przygotowano miejsca do odpoczynku na polance pod Sarnią Skałą, ale nie do wszystkich dociera po co to zrobiono
25.

Na Gęsią też prowadzą nowe schodki....
26.

Wspaniale wyremontowany został również szlak z Polany Olczyskiej do Jaszczurówki... nie do poznania, aż przyjemnie spacerować po takiej alei.
Krótki, ale bardzo intensywny pobyt … a we wtorek żadnego załamania nie było. Dopiero pod wieczór jakaś lekka burza. Można sobie wyobrazić moje nerwy …. mogłam jeszcze jeden dzień zostać.... Hania mi dobrze radziła … szkoda że zbytnio uwierzyłam prognozom
Nic to, może się jeszcze trafią choć ze trzy kolejne dni w tych beznadziejnych przewidywaniach na pierwszą połowę czerwca... wtedy wsiadam w puntusia i za trzy godziny jestem z powrotem.
Ala






