No szkoda. Ciekawe dlaczego nie urósł, może miał jakąś wadę. Wiek jednak miał słuszny, bo na wolności tyle one żyją.Zakochani w Tatrach pisze:Szkoda staruszka ...
A swoją drogą, to wcześnie wstajesz Zakochana


wp.pl pisze: Oko w oko z dzikimi zwierzętami
źródło - http://turystyka.wp.pl/kat,1036541,titl ... omosc.html
Niedźwiedzica atakująca mężczyznę, Chorzów Niedźwiedzica atakująca mężczyznę, Chorzów (fot. DAREK DELMANOWICZ / PAP)
Górskie wędrówki, często po zmroku, albo spacery po położonym w pięknej okolicy lesie, skończyć się mogą spotkaniem z dzikimi zwierzętami, które nie zawsze są do nas przyjacielsko nastawione. Czy atakują ludzi? Jak się zachować w sytuacji, gdy staniemy oko w oko z niedźwiedziem? Czy dziki, które często widzimy nie tylko na obrzeżach miast, ale i w centrum, mogą być dla nas zagrożeniem? Postaramy się odpowiedzieć na te pytania, zaznaczając na początku, że szczególną ostrożność należy zachować w lasach i na szlakach turystycznych.
Ponad rok temu w rejonie Olszanicy (woj. podkarpackie) zginął 61-latek, na którego ciele znaleziono ślady wskazujące na atak dzikiego zwierzęcia. W niedługim czasie, podczas akcji ratowniczej, dwóch GOPR-owców zaatakował niedźwiedź. Im na szczęście nic się nie stało. Żywy, choć poturbowany, ze spotkania z niedźwiedziem wyszedł też mężczyzna, którego napotkane zwierzę uderzyło łapą, a następnie złapało zębami i rzuciło na ziemię. Do tego zdarzenia doszło ubiegłej wiosny również w bieszczadzkim lesie. Podobnych przypadków wydarzyło się wiele. Raz niedźwiedzie atakują ludzi, innym razem polują na bydło, kozy, owce. W Polsce żyje około 90 niedźwiedzi. Występują w polskiej części Karpat, przede wszystkim w Bieszczadach. Chodząc po lasach, szczególnie poza utartymi szlakami, musimy się liczyć z możliwością spotkania dzikiego zwierzęcia. Świeże ślady niedźwiedzia obudzonego ze snu zimowego zobaczyć można nawet w lutym. Są głodne, dlatego bywają nieprzewidywalne. Mimo tego fachowcy uspokajają, że nie atakują, jeśli nie czują się zagrożone. Co to oznacza? Agresywna reakcja może pojawić się, gdy niedźwiedź jest ranny, broni młodych, był dokarmiany przez ludzi i nie boi się ich lub – co się niezwykle rzadko zdarza – ma naturę zabójcy.
Jest kilka sposobów, które minimalizują możliwość spotkania niedźwiedzia. Przede wszystkim, kiedy wybieramy się na leśną wędrówkę, trzymajmy się wyznaczonych szlaków turystycznych - zwierzęta wiedzą, w których miejscach najczęściej przebywają ludzie. Leśnicy są zdania, że w przypadku turysty poruszającego się oznakowanymi szlakami, szansa na bliskie spotkanie trzeciego stopnia jest znikoma. Poza tym zawsze warto dawać znaki swojej obecności, choćby poprzez prowadzenie rozmowy. Znawcy obyczajów niedźwiedzich twierdzą, że jeśli już spotkamy zwierzę, należy powoli odejść tyłem, najlepiej nie pokazując mu pleców, bo może to potraktować jak sygnał do ataku. Natomiast w sytuacji, gdy niedźwiedź za nami idzie, najlepiej zrzucić kurtkę i plecak, które mogą odciągnąć jego uwagę, szczególnie jeśli mamy w bagażu jedzenie. Jeśli jednak niedźwiedź niebezpiecznie się zbliży lub zacznie atakować, należy rzucić się na ziemię twarzą do niej, osłaniając jednocześnie głowę rękami. Chęć ataku zwierzak sygnalizuje w różny sposób, może to być ruch uszu, intensywna mimika pyska, fukanie, porykiwanie, jeżenie futra, a gdy chce postraszyć intruza, robi "drabinę", czyli staje na tylnych łapach.
Dziki na ścieżce
Dużo większą szansę mamy na konfrontację z dzikiem. Spotkać je można nie tylko w środku lasu, ale coraz częściej w miastach. Zwykle w dzielnicach, które graniczą bezpośrednio z terenami leśnymi. Zachowują się niestandardowo, podchodzą pod klatki schodowej bloków, kręcą się na przystankach autobusowych i przy śmietnikach. Jest to najczęściej wina ludzi, którzy je dokarmiają. Zwierzęta szybko przyzwyczajają się do łatwo zdobytego pożywienia i jeśli go nie otrzymają, mogą się go domagać, stając się tym samym niebezpiecznymi.
Jednak przede wszystkim dziki spotkamy w lesie. Musimy pamiętać, że dla zwierząt na tym terenie to my jesteśmy intruzami, nawet jeśli uważamy, że należy on do nas. Od stycznia do maja las to jedna wielka "porodówka", a co za tym idzie, matki są wyczulone na zagrożenie ze strony m.in. ludzi. Najgroźniejsza dla człowieka może być reakcja lochy. - Jeśli znajdziemy się w polu jej rażenia lub zbliżymy się na tyle, że uzna ona iż jesteśmy zagrożeniem, może nas bez ostrzeżenia zaatakować. To, co może ją bardziej zdopingować do tego, by zachowała się bardziej agresywnie niż zazwyczaj, to puszczony luzem pies. Szczególnie wyczulone są dziki, które pojawiają się na terenach przymiejskich. Jeśli nasz pupil zacznie szczekać, to zwierzę, chcąc bronić potomstwo, może zacząć szarżować w kierunku psa, a ten zazwyczaj ucieka w stronę właściciela. Więc w tym momencie i człowiek jest w niebezpieczeństwie - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Robert Schultka z Nadleśnictwa Gdańsk. - Kolejną kwestią jest podchodzenie do dzików, które są okaleczone czy zapędzone w "kozi róg". Nie próbujmy zbliżać się czy pomagać na własną rękę. Takie zwierzę jest przestraszone i wszystko mu jedno – pod wpływem emocji może mocno nas poturbować i zrobić nam krzywdę - dodaje Schultka.
Obecność zwierząt w bliskim sąsiedztwie powinna budzić niepokój. Jak więc zachować się w sytuacji, gdy spotkamy dzika? Spotkanie go w lesie wcale nie musi być groźne, oczywiście pod warunkiem zachowania odpowiednich środków ostrożności. Przede wszystkim pod żadnym pozorem nie można zbliżać się do zwierzęcia. Atakuje, kiedy czuje się zagrożone, wystarczy więc nie podchodzić zbyt blisko i nie próbować go przestraszyć. Obchodzimy go szerokim łukiem. Ucieczka może sprowokować zwierzę do ataku, a biegnie on z prędkością nawet kilku metrów na sekundę. - Osobiście nigdy nie odwracam się do dzika plecami, bo nawet najłagodniejszy osobnik może zaatakować. Nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć jego zamiarów. Z żadnym dzikim zwierzęciem nie należy się spoufalać. To jest kwestia dystansu, który należy zachowywać. Nawet mały zając potrafi podrapać do krwi - mówi wieloletni pracownik nadleśnictwa.
Pan Robert tłumaczy także, co należy zrobić, jeśli zdarzy się sytuacja, że dzik nas zaatakuje, biegnie w naszym kierunku. Przyznaje, że zdarza się to rzadko, ale w takim przypadku należy wspiąć się na drzewo. - Jeśli nie mamy takiej możliwości, to podnosimy wysoko ręce, staramy się być większymi niż jesteśmy w rzeczywistości i głośno krzyczymy. Sam wielokrotnie byłem w podobnej sytuacji i jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, żeby dzik zrobił mi krzywdę, kiedy stosowałem się do tych zasad - zaleca Schultka.
Według leśniczego o tej porze roku najlepiej unikać spacerów do lasu, ale jeśli już się do niego udajemy, poruszajmy się wyłącznie głównymi ścieżkami. Po zmroku lepiej unikać zarośli i łąk oraz lepiej nie chodzić przez las "na skróty". Zwierzęta mogą być niebezpieczne, nawet jeśli wydają się oswojone. Warchlaków nie wolno dotykać czy zaczepiać. Jeśli zachowamy podstawowe środki ostrożności, dzik nie będzie stanowił żadnego zagrożenia, a leśna wycieczka będzie udana.
W Chorzowie był przetarg na odstrzelenie 50 (!!!) dzików, tyle samo mają odstrzelić w sąsiedniej Rudzie Śląskiej. A w Katowicach-Ligocie (wszystkie 3 miasta graniczą z tym samym kompleksem leśnym) pacjenci w szpitalu regularnie dokarmiają dziki, które punktualnie o 18 już są pod szpitalnymi oknami.andy67 pisze:Mnie ostatnio zaatakowała locha z młodymi na parkingu pod blokiem. Szybkim krokiem wróciłem do auta i za pomocą dużych obrotów silnika i klaksonu oraz długich świateł spowodowałem oddalenie się wesołej rodzinki w pobliskie krzaczory.
Ale co się dziwić zwierzynie - wystarczy w bloku jeden czy drugi idiota wyrzucający przez balkon resztki jedzenia "dla zwierzątek" i mamy efekty.

Nie mam pojęcia. Cytowałem zarówno tekst jak i fotkę wraz z podpisem.Basia Z. pisze:Gdzie to w Chorzowie są takie niedźwiedzie ?
I tego nie da się łatwo wytępić. Mieszkam w Łodzi w wieżowcu, z którego okien i balkonów ludzie dokarmiają ptaki, a potem mają pretensje do Spółdzielni Mieszkaniowej, że im "ptaszyska obsrywają pranie". Ot, głupota i bezmyślność!andy67 pisze:wystarczy w bloku jeden czy drugi idiota wyrzucający przez balkon resztki jedzenia "dla zwierzątek" i mamy efekty.
Zgroza!Basia Z. pisze:pacjenci w szpitalu regularnie dokarmiają dziki, które punktualnie o 18 już są pod szpitalnymi oknami.
Taki filmik z roku 2011.Zygmunt Skibicki pisze:Zgroza!Basia Z. pisze:pacjenci w szpitalu regularnie dokarmiają dziki, które punktualnie o 18 już są pod szpitalnymi oknami.


wp.pl pisze: Pod Tatrami sytuacja nadzwyczajna z powodu niedźwiedzi
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title, ... &_ticrsn=5
• Władze obejmującego słowackie miejscowości na południowym stoku Tatr Wysokich miasta Vysoke Tatry ogłosiły w piątek sytuację nadzwyczajną
• Powodem takiej decyzji jest rosnące zagrożenie ze strony niedźwiedzi
Mieszkańcom oraz turystom zalecono między innymi, by po zapadnięciu zmroku nie zbliżali się do kontenerów na śmiecie oraz by zachowywali zwiększoną ostrożność w miejscach słabo oświetlonych lub otoczonych zaroślami. Zarządzono ponadto intensywniejsze patrolowanie najbardziej zagrożonych rejonów przez policję.
- Co prawda już w przeszłości notowaliśmy wiele spotkań z niedźwiedziami także na zabudowanych terenach miasta, ale w żadnym roku nie pojawiały się one tak często. Co więcej, niedźwiedzie zaczynają atakować i docierać również do obiektów mieszkalnych - powiedział na konferencji prasowej tatrzański burmistrz Jan Mokosz.
Według niego, o ile dawniej widywano niedźwiedzie na drogach i ścieżkach, to w bieżącym roku odnotowano już pięć prób ich wtargnięcia do domów mieszkalnych i dwa ataki na domowe psy. Niedźwiedzie szlaki prowadzą też obecnie w pobliżu szkół podstawowych i przedszkoli.
Jak zaznaczył Mokosz, dowodzi to nadmiernego rozmnożenia się brunatnych drapieżników. - Jeśli nie znajdziemy innego dogodniejszego sposobu, jednym z kompleksowych przedsięwzięć mogłoby być zmniejszenie ich liczebności także przez odstrzał. Nie mamy jednak takich kompetencji, ma je minister ochrony środowiska na podstawie materiałów, jakie mu każdego roku wysyłamy - oświadczył burmistrz.

Tego misiaka już odłowili i wywieźli w miejsce odległe od szlaków.Zakochani w Tatrach pisze:... A zupełnie jak miś.
http://24tp.pl/?mod=news&strona=1&id=32820
Musiał być głodny biedak...

No właśnie... ale nie wszyscy z pewnością o tym wiedzą - a trudno się powstrzymać od rzucenia takiemu sympatycznemu maluchowi jakiegoś smacznego kąska.Basia Z. pisze:Dokarmianie niedźwiedzia w takiej sytuacji to najgorsze co można dla niego zrobić.